My mother warned me, "Don't you kiss the boy next door"
: ndz lip 05, 2026 10:03 pm
Przeciągnął się na krześle ogrodowym, wydmuchując kolejną porcję dymu. Rwało go w nodze jak cholera - dzisiejszy upadek było zdecydowanie zbyt bolesny, co wyprowadziło Vanberga z równowagi. Nienawidził tego rodzaju bólu. Nie miał w sobie niczego przyjemnego, wprawiając chłopaka jedynie w irytację. Kurwa, czuł się wtedy taki słaby i ograniczony. Te cholerne narty będzie pamiętał do końca życia, walcząc ze skutkami wypadku. Na litość wszystkiego, medycyna robiła takie postępy, a on nie mógł całkowicie wrócić do zdrowia? Ktoś ewidentnie robił sobie tutaj jaja.
Odpędzając z głowy mało korzystne myśli, które tylko mu humor rypały, sięgnął po telefon, szukając numeru Benjamina. Przynajmniej z nim można było pogadać o pierdołach, odcinając się od tej pochrzanionej melancholii, która go dopadła. Nie był tym typem, nie użalał się nad sobą i z całą pewnością nie pozwalał, żeby przeszłość przejmowała nad nim kontrolę. Były rzeczy, których przeskoczyć nie potrafił, ale nie było mowy, że zalegnie teraz w domu, chowając się pod kołdrą i puszczając depresyjną muzykę. Nie był emocjonalną do porzygu babą.
Wystukał szybko wiadomość, przechodząc od razu do konkretów. Interesowało go jak cholera, czy Benjaminowi udało się dobrać do majtek sztywniaka, o którym wspomniał ostatnim razem. Wyzwanie, które rzucił mu Vanberg było dość banalne i ktoś pokroju Thallmana powinien sobie poradzić raz dwa. Przecież nie pierwszy raz kogoś bajerował, prześcigając się z tancerzem w podbojach. Ciekawe, czy zdarzyło im się zaliczyć te same osoby. Toronto może i duże, ale obaj obracali się w podobnym towarzystwie.
Uniósł lekko brwi, kiedy przyjaciel odpisał mu, że nadal działa. Co jest? Czyżby blondas był aż tak oporny? może faktycznie nie gustował w chłopcach. On osobiście uważał, że ograniczenia co do płci odbierały zabawę, ale miał świadomość, że nie każdy wychodził z podobnego założenia. Nie każdego dało radę przekonać i nie każdemu heterykowi dało się z taką łatwością rękę do gaci wsadzić.
Wyrzucił niedopałek do popielniczki, dostrzegając we wiadomościach Benjiego potrzebę. Nie cielesną, a bardziej mentalną. Może i Dean był chujem jakich mało, za nic mając emocje innych, ale kiedy w grę wchodzili przyjaciele, potrafił wysłuchać i być. Proszę, takiego mało kto go znał!
Zgarnął z lodówki ośmiopak i skierował się do domu chłopaka. Było późno, nie chciał narażać się Albiemu hałasem i nie chciał spotkać Młodej, która jeszcze pomyślałaby, że lezie do niej. Niewiasty bywały nieobliczalne.
Postawił piwo obok siebie, sięgając po drobne kamyczki. Stał centralnie na przeciwko okna sypialni Benjamina, które oczywiście było zamknięte. Rzucił, trafiając w szybkę.
-Julio, do kurwy, otwieraj to okno, bo trunek się grzeje! - rzucił, mając nadzieję, że nie obudził nikogo. Potrzebował zwrócić uwagę chłopaka, który oczywiście go zignorował. O ile zakład, że słuchał głośno muzyki na słuchawkach?
Westchnął i nie pozostało mu nic innego, jak wtaszczyć się na daszek, z którego mógł przedostać się do sypialni przyjaciela, niczym Spiderman.
Kiedy wgramolił się na podwyższenie, wyglądając dla osoby postronnej niczym gangus, zapukał w szybę.
-Romeo przyszedł, chociaż Julia to z ciebie chujowa, wiesz? Serenady chciałem ci śpiewać, a ty wolisz jakieś smętne wycie - rzucił na powitanie, kiedy ostatecznie został wpuszczony do środka.
Juliet
Odpędzając z głowy mało korzystne myśli, które tylko mu humor rypały, sięgnął po telefon, szukając numeru Benjamina. Przynajmniej z nim można było pogadać o pierdołach, odcinając się od tej pochrzanionej melancholii, która go dopadła. Nie był tym typem, nie użalał się nad sobą i z całą pewnością nie pozwalał, żeby przeszłość przejmowała nad nim kontrolę. Były rzeczy, których przeskoczyć nie potrafił, ale nie było mowy, że zalegnie teraz w domu, chowając się pod kołdrą i puszczając depresyjną muzykę. Nie był emocjonalną do porzygu babą.
Wystukał szybko wiadomość, przechodząc od razu do konkretów. Interesowało go jak cholera, czy Benjaminowi udało się dobrać do majtek sztywniaka, o którym wspomniał ostatnim razem. Wyzwanie, które rzucił mu Vanberg było dość banalne i ktoś pokroju Thallmana powinien sobie poradzić raz dwa. Przecież nie pierwszy raz kogoś bajerował, prześcigając się z tancerzem w podbojach. Ciekawe, czy zdarzyło im się zaliczyć te same osoby. Toronto może i duże, ale obaj obracali się w podobnym towarzystwie.
Uniósł lekko brwi, kiedy przyjaciel odpisał mu, że nadal działa. Co jest? Czyżby blondas był aż tak oporny? może faktycznie nie gustował w chłopcach. On osobiście uważał, że ograniczenia co do płci odbierały zabawę, ale miał świadomość, że nie każdy wychodził z podobnego założenia. Nie każdego dało radę przekonać i nie każdemu heterykowi dało się z taką łatwością rękę do gaci wsadzić.
Wyrzucił niedopałek do popielniczki, dostrzegając we wiadomościach Benjiego potrzebę. Nie cielesną, a bardziej mentalną. Może i Dean był chujem jakich mało, za nic mając emocje innych, ale kiedy w grę wchodzili przyjaciele, potrafił wysłuchać i być. Proszę, takiego mało kto go znał!
Zgarnął z lodówki ośmiopak i skierował się do domu chłopaka. Było późno, nie chciał narażać się Albiemu hałasem i nie chciał spotkać Młodej, która jeszcze pomyślałaby, że lezie do niej. Niewiasty bywały nieobliczalne.
Postawił piwo obok siebie, sięgając po drobne kamyczki. Stał centralnie na przeciwko okna sypialni Benjamina, które oczywiście było zamknięte. Rzucił, trafiając w szybkę.
-Julio, do kurwy, otwieraj to okno, bo trunek się grzeje! - rzucił, mając nadzieję, że nie obudził nikogo. Potrzebował zwrócić uwagę chłopaka, który oczywiście go zignorował. O ile zakład, że słuchał głośno muzyki na słuchawkach?
Westchnął i nie pozostało mu nic innego, jak wtaszczyć się na daszek, z którego mógł przedostać się do sypialni przyjaciela, niczym Spiderman.
Kiedy wgramolił się na podwyższenie, wyglądając dla osoby postronnej niczym gangus, zapukał w szybę.
-Romeo przyszedł, chociaż Julia to z ciebie chujowa, wiesz? Serenady chciałem ci śpiewać, a ty wolisz jakieś smętne wycie - rzucił na powitanie, kiedy ostatecznie został wpuszczony do środka.
Juliet