Strona 1 z 1

Does she just like me for the things I do?

: pn lip 06, 2026 11:42 pm
autor: Russell Decker
IV

Russell nie należał do ludzi, którzy narzekali na swoją pracę. Bywały dni łatwiejsze i takie, po których człowiek marzył wyłącznie o tym, żeby usiąść w ciszy i przez kilka godzin nie słyszeć absolutnie niczego. Dzisiejsza zmiana zdecydowanie należała do tej drugiej kategorii.
Dwanaście godzin minęło zaskakująco szybko, choć każda kolejna interwencja skutecznie odbierała resztki energii. Jeszcze przed południem wyjazd do kolizji na obwodnicy, chwilę później pomoc starszemu mężczyźnie, który zasłabł podczas pracy w ogrodzie. Po południu alarm dotyczący zadymienia w jednym z bloków, który na szczęście okazał się przypaloną kolacją, ale zanim mieszkańcy wrócili do swoich mieszkań, minęło dobre kilkadziesiąt minut. Później przyszło jeszcze zgłoszenie o wypadku rowerzysty. Nic spektakularnego, nic, co trafiłoby do wiadomości wieczornych, a mimo wszystko pod koniec zmiany czuł znajome zmęczenie osiadające na barkach jak mokry, ciężki płaszcz. Koledzy proponowali wspólne piwo, ale tym razem odmówił. Nie miał dziś ochoty na gwar pubu ani rozmowy o tym, ile jeszcze podobnych dyżurów przed nimi. Potrzebował czegoś znacznie prostszego. Świętego spokoju. Dlatego zamiast od razu wrócić do mieszkania, skręcił w stronę parku. Wieczór był zaskakująco ciepły. Wsunął dłonie do kieszeni cienkiej kurtki i zwolnił krok, pozwalając sobie po raz pierwszy od rana naprawdę odetchnąć. Lubił takie chwile. Bez syren, krótkofalówek i odliczania minut do kolejnego zgłoszenia. Jedynie miarowy szelest liści, odległy śmiech dzieci z placu zabaw i stukot własnych butów o brukowaną ścieżkę. Powoli czuł, jak napięcie opuszcza mięśnie karku. Nawet ból w ramionach stawał się mniej dokuczliwy.
Minął staw i miał już kierować się w stronę wyjścia z parku, kiedy kątem oka zauważył ruch przy jednej z drewnianych ławek. Początkowo nie zwrócił na to większej uwagi. Dopiero po kilku krokach coś nie dawało mu spokoju. Odwrócił głowę. Brunetka siedziała pochylona nad własną dłonią, a wokół niej leżało kilka zgniecionych chusteczek, które z każdą kolejną sekundą coraz bardziej nasiąkały czerwienią. Wyglądało na to, że desperacko próbowała zatamować krwawienie, ale średnio jej to wychodziło. Nawet po zakończonej zmianie zawodowe nawyki najwyraźniej nie zamierzały brać wolnego.
Zmienił kierunek i spokojnym krokiem podszedł do ławki, zatrzymując się w niewielkiej odległości, żeby jej nie wystraszyć. — Hej, wszystko w porządku? — zapytał spokojnym głosem, zerkając najpierw na jej twarz, a dopiero potem na zakrwawione chusteczki. To zdecydowanie nie wyglądało na zwykłe krwawienie. To musiało być czymś poważniejszym.

Inez Wilkinson

Does she just like me for the things I do?

: wt lip 07, 2026 2:42 pm
autor: Inez Wilkinson
To miał być zwyczajny spacer z pracy do domu. Śpieszyła się, dlatego skręciła w stronę parku, który nieraz przemierzała o tej porze. Zwykle wszystko było dobrze, bo przecież jakie jest prawdopodobieństwo, że akurat to ciebie ktoś napadnie, prawda? Inez o tym nie myślała, bo w jej głowie przedstawiał się właśnie obraz nowej kolekcji bransoletek, które miały wkrótce powstać, na bazie jej własnych szkiców. Była w tym momencie tak szczęśliwa, że nie zauważyła, jak z sąsiedniej alejki wyłonił się jakiś człowiek. Był wysoki, zakapturzony i co gorsza, miał przy sobie nóż. To był zwykły złodziej, który czyhał na takie samotne kobiety, jak ona. I to był pierwszy krok w poważnej zmianie w jej życiu.
Zapytana później o to, co się wydarzyło, powiedziała, że pamięta jedynie moment, gdy ją od tyłu zaatakowano i wyrwano jej z rąk torebkę. Kiedy zaczęła walczyć, napastnik uderzył ją w twarz. Kopnęła go, ale on wyciągnął nóż. Starała się wycofać, jednak tamten był szybszy. Dźgnął ją w brzuch, a kiedy opadła na ziemię, zabrał jej jeszcze telefon, by nie mogła zadzwonić na policję. Potem uciekł.
Inez resztą sił wstała i doczłapała do ławki, na której usiadła. Przycisnęła dłoń do rany, a po chwili była ona cała we krwi. Nikogo nie widziała, zostało jej tylko zachować zimną krew i hamując mdłości, pomimo bólu i osłabienia, starała się zatamować krwawienie i po prostu jakoś przeżyć. Miała w kieszeni spodni paczkę chusteczek, ale nawet to nie pomagało. Zostało jej teraz jedno z dwóch: albo będzie silna i dotrze do ulicy, gdzie ktoś jej pomoże, albo po prostu padnie po drodze i wykrwawi się na śmierć.
Właśnie podczas podejmowania decyzji, usłyszała głos. Pobladła dziewczyna poruszyła głową w stronę dźwięku i przestraszyła się, obawiając się kolejnego ataku. Tamten jednak nie podchodził, jakby czekając na jej znak.
- Zostałam… - zaczęła słabo - …napadnięta – dokończyła.
- Miał nóż – wyjaśniła, a ona sama chociaż starała się trzymać jakoś dzielnie, słabła coraz bardziej i była pewna, że jeśli teraz wstanie i zrobi krok, padnie na ziemię zemdlona.
- Pomóż mi… - wyjąkała, a potem zwinęła się z bólu. Nie miała już czym tamować krwawienia, więc po prostu trzymała w tym miejscu swoją dłoń. Obserwator mógł albo ją zostawić, albo podejść bliżej i przede wszystkim zadzwonić po karetkę. A Inez? Nie chciała stracić przytomności.

Russell Decker

Does she just like me for the things I do?

: śr lip 08, 2026 6:34 pm
autor: Russell Decker
Jedno słowo wystarczyło.

Napadnięta.

Russell momentalnie przestał odczuwać zmęczenie po całym dniu służby. Przed chwilą marzył tylko o ciszy i kilku godzinach spokoju, ale zawodowe nawyki zadziałały szybciej niż jakakolwiek myśl. Gdy usłyszał o nożu, serce zabiło mocniej. Wiedział, że rana kłuta brzucha nigdy nie jest czymś, co można zlekceważyć. Przykucnął przy ławce, uważnie przyglądając się dziewczynie. Jej twarz była niemal kredowobiała, oddech urywany, a dłoń przyciśnięta do brzucha drżała z wysiłku. Krew przesiąkała przez materiał i spływała między palcami, zostawiając na drewnianych deskach ciemnoczerwone ślady. — Jestem strażakiem, pomogę Ci — zakomunikował, licząc, że w jakiś sposób to ją uspokoi. Przecież miał do czynienia z takimi ranami na co dzień i wiedział co w takiej sytuacji robić. Mówił spokojnie, pewnie. Nie chciał, żeby usłyszała choć odrobinę niepokoju, który mimo wszystko ścisnął go w środku.
Telefon znalazł się w jego dłoni niemal automatycznie. Krótko przekazał znajomemu dyspozytorowi miejsce zdarzenia, informację o napadzie oraz ranie kłutej. Odpowiadał na pytania rzeczowo, nie odrywając wzroku od poszkodowanej. Dopiero kiedy usłyszał, że karetka i policja są już w drodze, schował telefon.
Natychmiast wrócił do niej. Ostrożnie położył swoją dłoń na jej dłoni, pomagając utrzymać stały ucisk na ranie, uważając, by nie pogłębić obrażeń. Widział, jak z każdą sekundą robi się coraz słabsza. Powieki zaczynały jej opadać, a oddech stawał się coraz płytszy. — Nie zamykaj oczu — zakomunikował, starając się spokojnie przekazać jej to polecenie — jak masz na imię? — próbował utrzymać z nią kontakt, aby za chwilę mu tutaj nie odleciała.
Russell obserwował każdy szczegół. Kolor skóry, tempo oddechu, sposób, w jaki reagowała na jego głos. W głowie odruchowo układał kolejne kroki, jednocześnie nasłuchując sygnału nadjeżdżającej karetki. Każda mijająca sekunda ciągnęła się niemiłosiernie. Czuł narastającą złość. Myśl, że ktoś zaatakował bezbronną kobietę, ugodził ją nożem i zostawił samą w parku, zaciskała jego szczęki coraz mocniej. Tę złość odsunął jednak na bok. Będzie na nią czas później. Teraz liczyło się tylko to, żeby utrzymać brunetkę przy życiu. — Pomoc za chwilę tu będzie — próbował jeszcze w jakiś sposób ją uspokoić. Nie odrywał od niej wzroku. Trwał obok, spokojny i opanowany, dając jej swoją obecnością więcej otuchy niż jakimikolwiek słowami. Nie miał zamiaru zostawić jej ani na chwilę.

Inez Wilkinson