Strona 1 z 1

airport buddies

: wt lip 07, 2026 8:23 pm
autor: callum reid
10 lat wcześniej, lotnisko, Toronto


- Reid, upewnij się, że załatwimy naszej kolekcji miejsce na pokazie w Cannes, do cholery! - rzucił zdenerwowany ojciec, który zamiast po imieniu, zwracał się do Calluma po nazwisku. Pieprzony staruch. Tak wielkie miał mniemanie o sobie, że nawet własnego syna nie potrafił nazwać jak należało. Jakby Callum nie był człowiekiem... tylko kolejnym trybikiem w tej chorej, modowej machinie, która od lat kręciła się dokładnie tak, jak chciał jego ojciec. - czego ty ode mnie chcesz, człowieku? Nie wiem, czemu odwołali te cholerne loty! - wyrzucił z siebie zirytowany, po czym rozłączył się, zanim zdążył usłyszeć kolejną pretensję. Stanął naprzeciwko tablic odlotów, na których czerwone komunikaty tylko potwierdzały, że faktycznie coś dzisiaj poszło w diabły. Większość lotów została tak po prostu, z dupy, wykreślona z planu...

No ale nic.
Wzruszył tylko ramionami i zerknął na godzinę. Miał być na miejscu za jakieś szesnaście godzin. Jeżeli tak dalej pójdzie, to będzie błagał sponsorów przez kamerkę, żeby jednak rozważyli kolekcję zaprojektowaną przez jego ojca. Bo co jak co, człowiekiem był chujowym, ale gust modowy miał. Tego Callum nie mógł mu odmówić, chociaż czasami naprawdę bardzo by chciał. Przejechał dłonią po twarzy i skierował się w stronę baru. Skoro wszechświat postanowił zatrzymać go na lotnisku, to przynajmniej mógł zrobić to w towarzystwie alkoholu. Rozsiadł się wygodnie przy ladzie i zamówił whisky. Bez lodu. Potem wyciągnął laptopa i zaczął przeglądać najbliższe możliwe połączenia, by mimo wszystko wyrobić się na czas. Oczywiście wszystko było albo w pełni zarezerwowane, albo odwołane.

To naprawdę nie był jego dzień.

Może to był jakiś znak od niebios, że powinien w końcu odejść z firmy ojca i założyć coś swojego? Może powinien nakłonić Charlesa, swojego najlepszego przyjaciela, żeby zrobili to razem. Żeby dać mu do zrozumienia, że byli czymś więcej niż tylko owocami nasienia swoich starych, jakkolwiek obrzydliwie by to nie brzmiało. A może to było po prostu kolejne przypomnienie, że do niczego się nie nadawał. Nie miał na siebie żadnego planu. Był zagubiony. Chciałby któregoś dnia obudzić się, spojrzeć w lustro i powiedzieć sobie fuck it, I made it. Tylko że na razie był dwudziestoletnim gówniarzem, który ledwo zaznał życia.
Czego on tak naprawdę chciał?
No właśnie.

Popijając alkohol, zerknął na dziewczynę, która usiadła obok niego. Oliwkowa cera, długie ciemne włosy i oczy jak węgielki od razu przykuły jego uwagę. Przesunął spojrzeniem po jej sylwetce, ale nie po to, żeby oceniać krągłości. Bardziej zainteresowało go to, co miała na sobie. Chyba pewne zboczenia zostawały w człowieku, kiedy od dziecka siedziało się w takim rodzinnym biznesie. Callum wiedział, że był przystojny. Nie udawał fałszywej skromności i nie wstydził się pewności siebie. Oparł więc ramię o ladę, odwrócił się lekko w jej stronę i posłał jej szarmancki uśmiech,- Gdybyś mogła wybrać jedno miejsce na ziemi i nie byłoby to to, do którego miałaś polecieć… co by to było? - zapytał, unosząc brew. No co? Był ciekawy.

stranger

airport buddies

: pt lip 10, 2026 12:13 am
autor: Jinx Hart
Stała właśnie przed tablicą odlotów , która aż z daleka biła po oczach tą czerwienią. Utknęła tutaj. Utknęła na amen. Westchnęła głośno i poprawiając plecak na ramionach, ruszyła przed siebie. Musiała jakoś zagospodarować sobie ten czas, który nie wiadomo jak będzie długi. To miał być jej pierwszy w życiu lot, a na dodatek jeszcze nad Atlantykiem! Cieszyła się na tą perspektywę i nie pozwoli, aby jakaś burza popsuła jej humor. W końcu w pewnym momencie wzejdzie słońce, prawda? Nawet po największej burzy, zawsze wychodzi słońce.
A na te wakacje oszczędzała całe swoje dotychczasowe życie. Najprawdopodobniej gdyby nie zamiłowanie do tańca i festiwali muzycznych, które były dosyć drogą pasją momentami, udałoby jej się spełnić to marzenie nieco wcześniej, ale przecież była młoda, a świat właśnie stał przed nią otworem. To był jej pierwszy lot, ale na pewno nie ostatni. Na swojej mapie marzeń miała jeszcze tak wiele miejsc do zwiedzenia. Wyobrażała sobie siebie jak skrywa głowę w kapturze, gdy zewsząd wiatr zacina podczas zwiedzania fiordów norweskich. Chciała wyginać się na plaży niczym Amanda Seyfried w Mamma Mia. Miała w planach nauczyć się surfowania na portugalskich falach. Pojechać na Oktoberfest w Niemczech, upić się piwem i zjeść currywurst. Jej lista nie malała, bo kiedy jedno z marzeń wykreślała, na jego miejsce pojawiało się kolejne. Wpadała na kolejny pomysł - mniej już bardziej szalony, ale zamierzała wszystkie punkty systematycznie realizować, a gdy Jiji Hart się na coś uprze, to nie ma siły, która by ją odwiodła od tego pomysłu. Chciała zwiedzać świat, poznawać ludzi i żyć tak jakby nie było jutra. Pragnęła żyć tak, aby nigdy niczego nie żałować. Będąc u progu dorosłości udawało jej się jak na razie spełniać to postanowienie.
Dlatego odwołane loty nie były jej straszne. Prędzej czy później stąd wyleci i będzie już niedługo stała przy fontannie Di Trevi wrzucając do niej monetę i marząc o powrocie tam. Wyciągnęła telefon z kieszeni spodni i napisała wiadomość na rodzinnym czacie o opóźnieniach, a wtedy jej mama się uaktywniła i zaczęła wysyłać informacje o turbulencjach i katastrofach w przestworzach. Jinx przewróciła oczami i schowała telefon z powrotem, a następnie ruszyła w poszukiwaniu wolnego miejsca, aby usiąść, bo plecak już jej ciążył. Lotnisko było przepełnione tak bardzo, że udało jej się wcisnąć pomiędzy ludźmi siadając pod ścianą na podłodze. Otworzyła plecak, aby wyjąć z niego jedno z jej guilty pleasure - pamiętnik. Pisała go od dwunastego roku życia i nie potrafiła przestać. Oczywiście nie zapisywała w nim informacji każdego dnia - czasami sięgała do niego co tydzień, a czasami dopiero po miesiącu można było znaleźć w nim jej kolejny wpis. Był to jednak zbiór jej wspomnień, które nie potrafiła przestać spisywać. Dlatego i tym razem podzieliła się z kartką papieru informacją o problemach z lotem. Pisząc o tym , coś w niej drgnęło - a co jeżeli mama ma rację? I to bardzo niebezpieczne? Sięgnęła ponownie po telefon i zaczęło szybko scrollowac wyszukiwarkę, w której wpisała takie słowa jak „turbulencje katastrofy w przestworzach”. Wystarczyły jej nagłówki pięciu pierwszych stron i już wiedziała, że musi przestać to robić. Musi przestać wbijać sobie strach do głowy. Zamknęła szybko pamiętnik i razem z telefon schowała do plecaka, bo teraz przyszedł czas, aby się nieco rozluźnić przed lotem, a w tym celu najlepiej sprawdzał się alkohol.
Weszła do baru od razu kierując się do lady. Odstawiła plecak na ziemi i usiadła mrużąc oczy, gdy przeglądała alkohole za plecami barmana. Nie wyczuła wzroku na sobie. Nie czuła jak nieznajomy tuż obok niej, przesuwa wzrokiem po jej sylwetce. Może dlatego, że była już trochę do tego przyzwyczajona? Tańczyła od dziesięciu lat, a jej ciało z daleka mówiło, że włożyła w nie mnóstwo pracy. Krótki czarny crop top, a do tego leginsy w tym samym kolorze, idealnie wszystko podkreślały.
Dopiero jego pytanie zyskało jej uwagę. Zmarszczyła brwi spoglądając na niego i potrzebowała dwóch sekund dodatkowo, aby słowa dotarły do jej mózgu. - Jedno?- skrzywiła się jakby to było najgłupsze pytanie świata, ale zaraz jej usta rozszerzyły się w uśmiechu. Ciepłym, pogodnym i pełnym nadziei uśmiechu. - Takie pytania są poniżej pasa. Po co się ograniczać? Tym bardziej w marzeniach? - spytała całkiem szczerze, żywo zainteresowana skąd nagle to pytanie od nieznajomego. Czekając na odpowiedź przyglądała się mu i cóż - był w jej typie. Cholera, był tak przystojny , że był pewnie w typie każdej dwudziestolatki! Ale Jiji się nie peszyła z tego powodu. Mogła mu się spodobać bądź nie, ale znała swoją wartość. To jej jednak nie przeszkadzało w lekkim flircie. Tego na liście nie było, ale zawsze może się znaleźć.

handsome stranger

airport buddies

: sob lip 11, 2026 8:56 pm
autor: callum reid
Nie był typem mężczyzny, który roztrwaniał swoje pieniądze. Z drugiej strony, trochę jednak był. Czemu? Bo jeżeli chodziło o szastanie pieniędzmi swojego ojczulka, to nie miał z tym najmniejszych skrupułów. Reid, pomimo tego, że nie znosił swojego ojca, zwłaszcza za sposób, w jaki traktował jego matkę, wciąż chciał mu coś udowodnić. Może chciał też udowodnić coś samemu sobie. Że jednak był czegoś wart. Że nazwisko, które nosił jak metkę przyszytą do własnego imienia, nie będzie tylko ciężarem, ale czymś, dzięki czemu pewnego dnia wybije się jako własna osoba. Nie jako ten chłopak, który całe życie spędzał w cieniu ambitnego, zadufanego ojca.
Nie był pewien niczego.
I chyba właśnie to najbardziej go wkurwiało. Bo z zewnątrz przecież wyglądał jak ktoś, kto miał wszystko. Drogie ubrania, dobre nazwisko, kontakty, pieniądze, dostęp do miejsc, o których inni mogli tylko czytać w magazynach albo oglądać na cudzych relacjach. Ludzie patrzyli na niego i widzieli przywilej jak i łatwe życie podane na srebrnej tacy. Nikt nie widział tego, że czasami miał ochotę rzucić to wszystko w cholerę tylko po to, żeby sprawdzić, czy bez nazwiska Reid w ogóle ktoś by na niego spojrzał. Czy zostałoby z niego cokolwiek, gdyby odciąć go od ojcowskich pieniędzy, pokazów i tej całej piepzronej spuścizny... Czuł w środku jakąś cholerną pustkę, którą od lat próbował wypełnić imprezami, wyjazdami i sporadycznymi romansami z kobietami. Problem polegał na tym, że nic nigdy nie wywołało w nim takiego uśmiechu ani takiego dziwnego ciepła, jak moment, w którym nieznajoma kobieta przysiadła się do niego na tym cholernie przetłoczonym lotnisku.

Kiedy zdecydowała się odezwać, przekrzywił lekko głowę i skupił na niej całą uwagę. Nie tylko dlatego, że była piękna. Bardziej dlatego, że miała w sobie coś, czego nie potrafił od razu dokładnie opisać... Hmm... Lekkość? Pewność? Z drugiej strony... nie dziwił się wcale. Ktoś taki jak ona zbytnio nie musiał ubiegać się o uwage. Parsknął śmiechem na jej pytanie, po czym poprawił się na krześle i odstawił szklankę na blat. Nie przerwał jej, chociaż normalnie pewnie rzuciłby jakimś głupim komentarzem tylko po to, żeby sprawdzić reakcję. Tym razem jednak siedział, patrzył na nią i słuchał do końca, a całe to pieprzone lotnisko na moment zeszło gdzieś na dalszy plan. Okay. Fair. Miał przed sobą kobietę, która najwyraźniej lubiła pomarzyć. Noted. Podobało mu się to. Było czymś, z czym na co dzień raczej nie miał styczności. U niego wszystko musiało być czarno na białym. Bez miejsca na bazgranie po marginesach, bez dodatkowego pola do kolorowania. To nigdy nie leżało w jego gestii.

A jednak teraz, tkwiąc na tym przeklętym lotnisku, zdecydował się puścić wodze fantazji. - A czemu od razu twierdzisz, że to ograniczanie się? - zapytał, unosząc brew, zanim przysunął się do niej trochę bardziej i nachylił w jej stronę. - Powiem ci sekret - wyszeptał jej do ucha. - Może skupiając się na odhaczeniu jednej destynacji z listy, od razu będziesz mogła skupić się na tej drugiej, hm? - Dokończył dokładnie w tym samym momencie, w którym dotarło do niego, jak obłędnie pachniały jej perfumy. Cholera. Wyprostował się powoli, zerknął na barmana, a potem znów spojrzał na nią. - Chciałabyś się czegoś napić? - zapytał, zerkając jeszcze przelotnie na zegarek. - Podobno mam wylot za sześć godzin. Przydałoby mi się towarzystwo do zabicia czasu, jeżeli chciałabyś dołączyć. - Posłał jej szelmowski uśmiech, nie mogąc przestać wpatrywać się w te cholernie prześliczne tęczówki.

Zaczynał się właśnie przekonywać na własnej skórze, że ten delay może jednak faktycznie był jakimś cudem zesłanym mu przez los. No bo ile razy mogła przydarzyć się okazja, żeby utknąć na przeogromnym lotnisku, takim jak to w Toronto, i spotkać kobietę, przez którą człowiek choćby przez moment mógłby uwierzyć w coś tak niedorzecznego jak miłość od pierwszego wejrzenia?

𝐜𝐮𝐭𝐞 𝐬𝐭𝐫𝐚𝐧𝐠𝐞𝐫

airport buddies

: ndz lip 12, 2026 10:07 pm
autor: Jinx Hart
Jiji nie szastała pieniędzmi, bo najzwyczajniej w świecie, nie miała ich. Jej rodzice nie byli majętni - ot, przeciętna kanadyjska rodzina z niewielkimi oszczędnościami na koncie, ale z kolei z ogromem miłości w sercach. Wsparcia od rodziny jej nie brakowało. Wspierali ją w jej pasji, odkładając ile byli w stanie, aby mogła uczęszczać na zajęcia taneczne. Oczywiście miała postawioną jedną zasadę - skończyć szkołę. Nie suszyli jej głowy, aby była najlepsza z matematyki czy szła na studia, za które wiedzieli, że i tak nie dadzą rady zapłacić. Chcieli, aby była szczęśliwa, ale jednocześnie ten podstawowy, obowiązek szkolny był dla nich kluczowy. Mogła tańczyć po szkole, jeździć na festiwale w weekendy - wszystko, byleby móc łączyć te dwie rzeczy. Będąc młodsza początkowo się nieco buntowała, bo oczywiście wolała tańczyć, aniżeli siedzieć na zajęciach z angielskiego, ale z czasem doceniała ich wsparcie. Po latach, kiedy wyprowadziła się do Toronto, tym bardziej doceniała to, ile dostała od rodziców i to właśnie te elementy niematerialne - miłość i zrozumienie. Oni byli jej pierwszymi, najwierniejszymi fanami, którzy widzieli w niej gwiazdę i nie stali jej na drodze do osiągnięcia sukcesu. Reszta leżała w jej dłoniach.
A Jinx Hart nie bała się brać byka za rogi i zmierzać do dotarcia do swojego celu. Nie lubiła spoczywać na laurach i półśrodków. Chciała wszystko albo nic. Chciała być gwiazdą. Chciała zdobyć wszystkie możliwe tytuły. Żyła, aby tańczyć. Tańczyła, aby żyć. Nic pomiędzy. Spędzała na sali treningowej większość dnia - zarówno jako uczennica na zajęciach z prawdziwymi profesjonalistami, ale także żyjąc z lekcji, które sama udzielała dzieciom zakochanymi w tańcu, tak jak ona.
Była tak pochłonięta swoją miłością do tańca, że nie znajdowała czasu, aby podzielić się sercem z drugą osobą. Miewała przelotne romanse, a w szkole średniej nawet była w dwóch czy trzech związkach. Jednak nikt nie był w stanie zawrócić jej w głowie na tyle, by ją dla niego straciła. Na dłuższą metę się nudziła i dawała sobie spokój z szacunku do drugiej osoby, wiedząc dosyć szybko, że nic z tego nie będzie.
Nie miała jednak żadnych problemów z flirtem. A tym bardziej z przystojnymi mężczyznami takimi właśnie jak ten nieznajomy, który z niezwykłą pewnością siebie zagadał do niej, nie mając problemu żeby już po chwili przekroczyć pewną barierę osobistą, by wyszeptać jej do ucha. Zanim zdążyła zareagować, już czuła na szyi jego gorący oddech i perfumy, które po dotarciu do nozdrzy, zaczynały błyskawicznie uderzać do głowy.
Ja pierdolę
Instynktownie złapała się blatu, czując jak jej kolana miękną. Weź się w garść Jiji. To tylko facet. Zwykły facet. Jednak spoglądając mu w oczy czuła dziwny elektryczny impuls przeszywający ją wzdłuż kręgosłupa, a jednocześnie… spokój. Nigdy wcześniej się tak nie czuła i było to wręcz dziwne do opisania. Z jednej strony z miejsca poczuła jak facet zaczął na nią działać, a z drugiej jego obecność działała na nią w pewien sposób kojąco. Tak jakby była w domu.
Przełknęła ślinę zanim odezwała się ponownie dopiero, kiedy skończył mówić. To pozwoliło jej się nieco otrzeźwić po tej krótkiej, lecz zaskakująco elektryzującej, chwili bliskości. - A co jeżeli będę zbyt skupiona na tej jednej destynacji i nie zauważę szansy na zdobycie tej, która była na miejscu trzecim bądź czwartym?- uniosła znacząco brew z zadziornym uśmieszkiem, nie pozwalając mu przekonać siebie do wyznaczania sobie celów do zrealizowania po kolei. Ona chciała wszystko tu i teraz.
Natomiast słysząc jego propozycję, ledwie powstrzymała śmiech, lecz zmarszczyła brwi nieco zaskoczona tym kiepskim doborem słów. - Oh, jestem tylko towarzystwem dla zabicia czasu? Nie wiem czy nie powinnam się właśnie o to obrazić- mimo wszystko jej oczy błyszczały z rozbawienia, a kąciki ust drgały ku górze. Hart miała do siebie dystans i hell yeah - mogłaby zostać towarzystwem do zabicia czasu, jeżeli tą osobą miał być taki przystojniak. W końcu ona też miała jeszcze kilka godzin do wylotu. Spojrzała na jego drinka, ale zaraz z powrotem przeniosła wzrok na jego twarz. Gdy tylko ich oczy ponownie się spotkały, nie była w stanie się powstrzymać, aby się nie uśmiechnąć. - Tequilę, ale pijesz ze mną, a raczej grasz ze mną - wskazała na niego palcem wskazującym i poruszyła sugestywnie brwiami. Zaraz jednak zajęła miejsce obok niego, będąc skierowana w jego kierunku, a nie baru. - Proponuję, aby każdy z nas miał wybór - albo pije shota albo zdradza jakiś swój sekret- wtedy będą albo pijani albo będą wiedzieć o sobie wszystko. - Co Ty na to?- spytała z iskrą szaleństwa w oczach, gdy oczekiwała odpowiedzi. Odważy się czy nie?


callum reid