Swan lake hardcore ver
: śr lip 08, 2026 1:28 am
Zatłoczony bankiet pełen snobów, biznesmenów i artystów zdecydowanie nie należał do ulubionych sposobów Rohana na spędzanie wolnego wieczora. Nie znosił takich zbiegowisk ludzkich i wszystkiego co się z tym wiązało - głośnych rozmów prowadzonych dla pozoru, fałszywych komplementów, sztucznej uprzejmości unoszącej się w powietrzu równie wyraźnie jak zapach drogich, duszących perfum. Jeszcze bardziej niż takich spędów towarzyskich, Kim nie trawił żebractwa - a właśnie w ten sposób można było określić fakt, że cały ten bankiet miał na celu głównie nakłonienie najbogatszych gości do otworzenia swoich portfeli i obdarowania szczodrą darowizną jedną ze szkół baletowych w Toronto.
Mimo to tego wieczoru stał wśród wystrojonych gości, leniwie kręcąc trzymanym w rękach kieliszkiem szampana. Kiedy parę dni temu wśród jego poczty znalazło się zaproszenie na to przyjęcie, zamierzał z miejsca wyrzucić je do kosza. Coś go jednak powstrzymało - na tyle długo by potrzymał zdobna kartkę z zaproszeniem tych kilka chwil dłużej. Być może uznał, że powinien skorzystać z okazji, aby jednak nie zdziczeć doszczętnie - ostatnimi czasy wychodził właściwie tylko do pracy - tej legalnej i tej mniej. Zarówno jego matka, jak i ojciec, srogo by go potępili za takie odcięcie się od śmietanki towarzyskiej Toronto - bo chociaż nie trawił ich towarzystwa, dobrze było mieć przyjaciół wśród wpływowych ludzi. On sam chciał za takowego uchodzić. Nie miał więc wyjścia - wypadało mu zjawić się tam, wtopić w tłum, pokazać publicznie, opowiedzieć kilka żartów. Może w ostateczności nawet wpłacić trochę na tę pożal się boże szkołę. Nie posiadał się wprost ze szczęścia.
Jeszcze tego samego wieczora potwierdził więc organizatorom swoją obecność.
Szykując się do wyjścia, Rohan rozważał kogo właściwie będzie miał okazję zobaczyć na tym zbiegowisku. Na myśl przyszło mu kilka nazwisk, ale to należące do Eleny dotarło do niego z pewnym opóźnieniem. Ciekaw był, czy kobieta w ogóle zdecyduje się pokazać - od czasu zszycia jej ręki minęło już trochę czasu, jednak nie wystarczająco, aby mogła paradować z odsłoniętymi przedramionami bez zbędnego przyciągania uwagi. Rohan sam siebie przyłapał na myśli, że chciałby się spotkać z Santorini - ale szybko znalazł wyjaśnienie tego niedorzecznego pragnienia. Po prostu chciał sprawdzić jak goi się jej ręka. Jeśli kobieta nie spieprzyła sprawy, jej skaleczenie powinno się ładnie i bez żadnych komplikacji goić, ale stuprocentową pewność zyska dopiero, kiedy osobiście sprawdzi stan jej ręki.
Na miejsce dotarł z minimalnym, zaplanowanym spóźnieniem. Wkroczył na pięknie przystrojoną salę akurat w momencie, gdy dyrektor szkoły kończył dziękować za przybycie wszystkim zebranym i zabierał się za przedstawienie nowej, wschodzącej gwiazdy ich placówki. Czyli Rohan nie dał rady uniknąć całej nudnej paplaniny, ale przynajmniej jej części. Chociaż tyle. Złapał wolny kieliszek szampana z jednego ze stołów. Może przy odrobinie alkoholu da radę przetrwać ten wieczór w miarę bezboleśnie.
Elena Santorini
Mimo to tego wieczoru stał wśród wystrojonych gości, leniwie kręcąc trzymanym w rękach kieliszkiem szampana. Kiedy parę dni temu wśród jego poczty znalazło się zaproszenie na to przyjęcie, zamierzał z miejsca wyrzucić je do kosza. Coś go jednak powstrzymało - na tyle długo by potrzymał zdobna kartkę z zaproszeniem tych kilka chwil dłużej. Być może uznał, że powinien skorzystać z okazji, aby jednak nie zdziczeć doszczętnie - ostatnimi czasy wychodził właściwie tylko do pracy - tej legalnej i tej mniej. Zarówno jego matka, jak i ojciec, srogo by go potępili za takie odcięcie się od śmietanki towarzyskiej Toronto - bo chociaż nie trawił ich towarzystwa, dobrze było mieć przyjaciół wśród wpływowych ludzi. On sam chciał za takowego uchodzić. Nie miał więc wyjścia - wypadało mu zjawić się tam, wtopić w tłum, pokazać publicznie, opowiedzieć kilka żartów. Może w ostateczności nawet wpłacić trochę na tę pożal się boże szkołę. Nie posiadał się wprost ze szczęścia.
Jeszcze tego samego wieczora potwierdził więc organizatorom swoją obecność.
Szykując się do wyjścia, Rohan rozważał kogo właściwie będzie miał okazję zobaczyć na tym zbiegowisku. Na myśl przyszło mu kilka nazwisk, ale to należące do Eleny dotarło do niego z pewnym opóźnieniem. Ciekaw był, czy kobieta w ogóle zdecyduje się pokazać - od czasu zszycia jej ręki minęło już trochę czasu, jednak nie wystarczająco, aby mogła paradować z odsłoniętymi przedramionami bez zbędnego przyciągania uwagi. Rohan sam siebie przyłapał na myśli, że chciałby się spotkać z Santorini - ale szybko znalazł wyjaśnienie tego niedorzecznego pragnienia. Po prostu chciał sprawdzić jak goi się jej ręka. Jeśli kobieta nie spieprzyła sprawy, jej skaleczenie powinno się ładnie i bez żadnych komplikacji goić, ale stuprocentową pewność zyska dopiero, kiedy osobiście sprawdzi stan jej ręki.
Na miejsce dotarł z minimalnym, zaplanowanym spóźnieniem. Wkroczył na pięknie przystrojoną salę akurat w momencie, gdy dyrektor szkoły kończył dziękować za przybycie wszystkim zebranym i zabierał się za przedstawienie nowej, wschodzącej gwiazdy ich placówki. Czyli Rohan nie dał rady uniknąć całej nudnej paplaniny, ale przynajmniej jej części. Chociaż tyle. Złapał wolny kieliszek szampana z jednego ze stołów. Może przy odrobinie alkoholu da radę przetrwać ten wieczór w miarę bezboleśnie.
Elena Santorini