Ten, w którym Jamie coś trafia z jasnego nieba
: śr lip 08, 2026 6:04 pm
Nowy kolor włosów, nowa ja! Blond był zdecydowanie za bardzo uciążliwy w utrzymaniu. Koszmarna walka z czarnymi odrostami! No po prostu musiała zmienić kolor na kasztanowy. I wcale nie chodziło tutaj o to, że po nieudanym byciu w związku z Cemem chciała odzyskać kontrolę. Chociażby w zakresie koloru włosów.
Zatrzymała się z bubble tea w ręku przed jedną z witryn i przejrzała się sobie, robiąc głową ruch, który zamienił jej włosy w hipnotyczną kaskadę lekko rudawych fal. To jeszcze tylko selfie! Wyciągnęła w powietrze rękę z telefonem, strzelając fotkę na sekundę przed katastrofą. Bo przechodzący tuż obok niej mężczyzna nie spodziewał się gwałtownego ruchu i wytrącił jej łokciem z ręki napój, który z trzaskiem pękającego plastiku upadł na chodnik, wybuchając na boki słodkim płynem.
Jamie pisnęła, odskakując od zimna spowodowanego kroplami napoju, co z kolei zaowocowało zaczepieniem się jej sukienki o jego bransoletkę. Kolejne szarpnięcie zrzuciło okulary przeciwsłoneczne z jej głowy, chociaż te mężczyzna złapał drugą dłonią. Sama Ji-Lin z trudem uratowała swój telefon od upadku.
- Jeny, przepraszam! - jęknęła, orientując się, że zamek bransoletki zaciąga właśnie jej sukienkę trochę blisko dekoltu.
Zdecydowanie za blisko na to, by była tutaj dłoń obcego mężczyzny.
Nieporadnie zaczęła walczyć z materiałem i złotem, co było o tyle trudniejsze, że przecież miała tylko półtorej dłoni. W jednej z nich dalej trzymała telefon, którego wyświetlacz jasno mówił o tym, że zdarzało się jej mieć takie przygody. Pajęczyna pęknięć w dolnym prawym rogu była bardzo wymowna.
Mężczyzna miał silne przedramiona, mocno rozbudowane, i bicepsy, które chyba były wielkości jej głowy. Wreszcie uwolniona z potrzasku pozwoliła sobie na triumfalne:
- Ha! - i podniosła spojrzenie na Jasona.
Koreańczyk... Mamie by się spodobał...
Jason Choi
Zatrzymała się z bubble tea w ręku przed jedną z witryn i przejrzała się sobie, robiąc głową ruch, który zamienił jej włosy w hipnotyczną kaskadę lekko rudawych fal. To jeszcze tylko selfie! Wyciągnęła w powietrze rękę z telefonem, strzelając fotkę na sekundę przed katastrofą. Bo przechodzący tuż obok niej mężczyzna nie spodziewał się gwałtownego ruchu i wytrącił jej łokciem z ręki napój, który z trzaskiem pękającego plastiku upadł na chodnik, wybuchając na boki słodkim płynem.
Jamie pisnęła, odskakując od zimna spowodowanego kroplami napoju, co z kolei zaowocowało zaczepieniem się jej sukienki o jego bransoletkę. Kolejne szarpnięcie zrzuciło okulary przeciwsłoneczne z jej głowy, chociaż te mężczyzna złapał drugą dłonią. Sama Ji-Lin z trudem uratowała swój telefon od upadku.
- Jeny, przepraszam! - jęknęła, orientując się, że zamek bransoletki zaciąga właśnie jej sukienkę trochę blisko dekoltu.
Zdecydowanie za blisko na to, by była tutaj dłoń obcego mężczyzny.
Nieporadnie zaczęła walczyć z materiałem i złotem, co było o tyle trudniejsze, że przecież miała tylko półtorej dłoni. W jednej z nich dalej trzymała telefon, którego wyświetlacz jasno mówił o tym, że zdarzało się jej mieć takie przygody. Pajęczyna pęknięć w dolnym prawym rogu była bardzo wymowna.
Mężczyzna miał silne przedramiona, mocno rozbudowane, i bicepsy, które chyba były wielkości jej głowy. Wreszcie uwolniona z potrzasku pozwoliła sobie na triumfalne:
- Ha! - i podniosła spojrzenie na Jasona.
Koreańczyk... Mamie by się spodobał...
Jason Choi