Strona 1 z 1

Even if it's just in your wildest dreams

: śr lip 08, 2026 11:00 pm
autor: Audrey LeBlanc
Ostatnie nasze spotkanie skończyło się piciem wina, plotkowaniem oraz omówienie planu, który pomoże znaleźć rozwiązanie na pomysł mojej matki. Wyszło to nam tak pół na pół, ale postanowiłam jakoś to wszystko zaakceptować i za jakiś czas przyjąć tego wybrańca, który spodobał się mojej matce. Mimo naszego wspólnego picia oraz spędzeniu wspólnie czasu, po tamtym zostały nam jedynie SMS-y. Na początku super i fajnie, ale wolę spotkać się z kuzynką osobiście. Komórka to dodatek, ale widzenie się i zrobienie czegoś wspólnie to zupełnie inna sprawa.
Spakowałam wszystko dla mojego kociaka, który tylko chodził zaciekawiony i dotykał mnie swoim noskiem po ubraniach. Chyba wiedział, że szykuje mu się podróż. Nawet ją lubi, ponieważ nigdy nie drapie mnie w ręce jak wkładam go do transportera. Swoją torbę ogarnęłam szybciej, ponieważ nie musiałam za dużo brać. Głównie laptop, ładowarki, ubrania oraz kosmetyki. Ostatni raz, jak byłam w tym hotelu, większość rzeczy kupiłam w sklepiku na dole. Jest cały czas dostępny i ma nawet słodycze, które są trudno dostępne. Nawet jeśli mieszkam w tym mieście od urodzenia, tak ten hotel jest czymś idealnym. Zazdroszczę dla osób, które mogą być tutaj codziennie. Mimo tego, że mogłabym sobie pozwolić na parę dni w takim luksusie, tak jednak lepiej mieć swoje cztery ściany. Nawet jeśli to tylko mieszkanie i nic wielkiego. Jak tylko byłam gotowa, zamknęłam drzwi i skierowałam się na dół. Tam czekała na mnie moja kuzynka oraz Eric. Przywitałam się z nimi, chwilę nawet pogadaliśmy wspólnie i dałam ponownie parę rady w sprawie moje kota. Po odbiorze kart i przyniesieniu naszych walizek, padałam na wielkie i miękkie łóżko hotelowe.
— Kocham ten luksus, czuję się jak księżniczka. Mamy nawet jacuzzi w pokoju, a nie wspomnę o atrakcji, które na nas czekają — Westchnęłam. Usiadałam na swojej części łóżka. Było jedno, ale to nie problem. Wcześniej też tak często nocowaliśmy, zresztą każda z nas się zna, aż za bardzo. Tajemnic nie mamy przed sobą, więc nie ma co ukryć. Sięgnęłam po czekoladkę, która leżała na stoliczku nocnym. Była gorzka, ale może to w sumie i lepiej. Zeszłam z łóżka i zaczęłam przeglądać szafki, które miały były uzupełnione różnymi smakołykami. Sięgnęłam po jakieś słone czipsy i zaczęłam je jeść. Pewnie za jakąś godzin dostaniemy pierwszy posiłek. Mam nadzieję, że Sher zapisała co chciała dostać. Bo jak nie, zaraz zaczną do nas dzwonić. — Wiem, że jesteś zakochana. Jednak na dwa dni, nie ma w naszym świecie chłopaków. Odpoczniemy od nich, a raczej taką, mam nadzieję — Wzruszyłam ramionami. Wyciągnęłam z walizki wygodniejsze ubranie, które nada się na chodzenie po całym obiekcie. Zaczęłam się przebierać, poprawiłam nawet kucyk. Jak tylko skończyłam, zbliżyłam się bliżej kuzynki.
— Dobra, bo i tak tego przed tobą nie ukryje. Jestem chora, a raczej mam cukrzycę. Muszę się pilnować, brać leki i jeść dość odpowiednio. Tak że te siniaki, nie są spowodowane tym, że ktoś mi robi krzywdę. Tylko przez kłucie się. Za często słabo się czułam po akcjach ratunkowych — Podniosłam koszulkę i pokazałam miejsce, gdzie najczęściej się kułam. Nie jest to dla mnie miłe uczucie, a nawet miła rozmowa. Byłam zdrowa, dobrze się odżywiałam i bum. Pojawiło się jak alergia. Było coś uśpionego, obudziło się i teraz nie chce mi pomóc w życiu. Jeśli nie opanuję tego, prawdopodobnie będę musiała ponownie wrócić do papierkowej roboty. A jak już mówię o złych wiadomości, zostaje jeszcze jedno.
— A ten opatrunek na naszych urodzinach, był spowodowanym atakiem na mnie w szpitalu. Jest dobrze, nie rozmawiałam o tym z nikim. Mama wie, ale wygadali się lekarze. Pewnie jestem tykającą bombą, ponieważ czasem dziwnie reaguje jak ktoś raptownie się do mnie zbliża — Wydusiłam to dość szczerze. Matka zapisuje mnie prawie codziennie do psychologa, aby jakoś to wszystko omówić i mieć z głowy. Ja jakoś nie chcę tego zrobić. To się jedynie wydarzyło, było jak myślę przypadkowe. Raczej nie zacznę zaraz płakać bez powodu, a może później tak? Grace zaszyła ranę, na tym ten temat się zakończył. Jeśli mam czymś ją wkurzyć, raczej tylko tymi wiadomościami. Lepiej powiedzieć teraz i, potem mieć spokój, spędzić czas w lepszej atmosferze i zabawie.
— Nie chciałam powiedzieć Ci tego przez telefon, wolałam poczekać. Teraz tak dużo masz na głowie, ja w sumie też. Jednak u ciebie są tak duże zmiany, że po prostu się stęskniałam za dniami, gdzie byłaś tylko ja i ty. Nie chcę się narzucać, bo nie mam nikogo wokół siebie. Ogólnie nie chcę zawracać ci głowy, sobą — Szczerze to wszystko powiedziałam. Trudno jest trochę bez Sher i jej prawie codziennych wizyt w moim mieszkaniu lub u niej. Ona jakoś ruszyła, a ja stoję dalej z niczym. Jedynie jakoś praca, ale to też teraz jest zagrożone.

Shereen Winfield

Even if it's just in your wildest dreams

: pn lip 20, 2026 10:35 am
autor: Shereen Winfield
14
Even if it's just in your wildest dreams


Wyjazd do hotelu z Audrey na weekend był propozycją zupełnie losową. Wymieniając między sobą wiadomości, Audrey zaproponowała babski wypad, co Shereen przyjęła pozytywnie i od razu się na niego zgodziła. Prawdą było to, że ostatnio miały dla siebie dużo mniej czasu. Pracowały, Winfield poświęcała więcej uwagi Ericowi, co rzutowało na czasie spędzanym z Audrey. Pomysł przypał jej do gustu, poza tym była ciekawa, co ciekawego wydarzyło się u kuzynki od ich ostatniej rozmowy, w której zgodnie uznały, że znalezienie sposobu na wybicie cioci z głowy pomysłu znalezienia dziewczynie męża było niemożliwe. Z powodu tego rozczarowania wypiły naprawdę sporo wina i jakoś im czas minął. Teraz miały pojechać na weekend do hotelu, SPA, zwiedzanie i na zakupy. To miał być czas dla Shereen i Audrey, brak facetów, brak dodatkowych rozpraszaczy. Koty zostawiły pod opieką Erica, więc nie musiały martwić się o czteronożne dzieci. Winfield nie miała obaw przed oddaniem kotów Ericowi; mimo swojej lekkomyślności, potrafił być odpowiedzialny, gdy sytuacja tego wymagała. Dlatego nie musiały się przejmować.
Pierwszą rzeczą po rozpakowaniu, jaką zrobiła Shereen, było podłączenie telefonu do ładowania. Później legła na łóżko i już miała przez pewien czas problem ze wstaniem z niego. Dlatego wybrała leżenie. Jedno łóżko nie tworzyło żadnego problemu, nieraz spały pod jedną pościelą i dzieliły wspólną przestrzeń łóżkową, więc Shereen nie czuła się ani trochę skrępowana. Nieraz się też przy sobie rozbierały, przebierały i robił inne dziwne rzeczy, więc spanie w jednym łóżku było po prostu niczym.
— Ja jestem w szoku, że udało ci się wziąć wolne. Czy akurat miałaś wolne w grafiku? — dopytała, odwracając głowę w stronę Audrey i wyciągnęła do niej dłoń, żeby spleść ich palce w siostrzanym uścisku. Pościel była czyściutka, miękka i pachnąca, a sypialnia, którą miały zajmować przez weekend, wyglądała jak pałacowa. Miały ogromne łóżko, jasne ściany, meble przypominające styl wiktoriański i przyozdobione złotymi ornamentami lustro. Ten hotel był spełnieniem marzeń. Zaśmiała się na stwierdzenie o spokoju od chłopaków. Eric zbyt mocno jej nie drażnił, był raczej… Bezproblemowy. — Przez dwa dni odpocznę od dobrego seksu… A co jak zdążę się w tym czasie nawrócić i pójdę w poniedziałek do zakonu? — prychnęła z rozbawieniem, podnosząc się z pozycji leżącej do siadu. Akurat zakon był ostatnią rzeczą, o jaką się się martwiła.
Ułożyła się na brzuchu, patrząc na ubrania, które Audrey wyciągała ze swojego kuferka. Skomentowała bluzkę, którą wyjęła jako pierwszą z walizki, głośnym omg, ta jest śliczna! — totalnie wyobrażała sobie Audrey w tej bluzce. Wyglądałaby bardzo ładnie, tak idealnie na wyjście wieczorem do pobliskiego pubu na kilka drinków. To był doskonały pomysł na wieczór. Dobry nastrój Winfield towarzyszył jej jeszcze przez kilka kolejnych sekund, dopóki Audrey nie usiadła obok i nie zrzuciła bomby, która wprawiła Shereen w stan autentycznego zdziwienia i zmrożenia. Z poważną miną obserwowała LeBlanc, jak podnosi bluzkę, odsłaniając przed nią swój brzuch. Fioletowe ślady wyglądały niepokojąco i poczuła się momentalnie zażenowana faktem, że wcześniej nie przyszło jej do głowy, by zapytać o samopoczucie kuzynki. W nerwowym geście przesunęła dłonią po włosach, ściągając z czoła grzywkę i kilka luźnych pasm do tyłu. Zaniepokoiło ją wyznanie Audrey.
— Dlaczego wcześniej nie mówiłaś, że jesteś chora… Który to stopień? — zapytała. Wykiełkowało w niej dziwne poczucie straty, choć nie umiała określić przyczyny tego stanu. Niedawno dowiedziała się o chorobie ojca, teraz Audrey… Zaczęła się zastanawiać nad fatum, które ciągnęło się za nią od przyjazdu z Ottawy. Oliver w akcie zemsty zesłał na nią jakąś dziwną klątwę? W przeciągu niecałego roku zdążyła być na pogrzebie swojego przyjaciela, dowiedzieć się o poważnym stanie ojca, pokłócić z Erikiem przez swojego byłego, a teraz Audrey…
Spokojnie, nie reaguj emocjonalnie. Najpierw wszystkiego się dowiedz.
Upomniała się w myślach, zaciskając palce na jasnej pościeli. Martwiła się o swoich bliskich. Wiedziała, że ciocia, jako dyrektor szpitala, postara się zapewnić swojej córce jak najlepszą opiekę medyczną. Niepokoił ją fakt, że czasem nawet najlepsi lekarze zawodzili, gdy leki były źle dobrane, albo wtedy, gdy zaśmiecone próbki pobrane do badań, zupełnie zmieniały wyniki. Ale to nie był koniec. Audrey mówiła dalej, a Shereen wysłuchując jej, zaczynała rozumieć, ile ważnych rzeczy przegapiła. Zawaliła jako przyjaciółka. Wpatrywała się w twarz blondynki, próbując jakoś zareagować, ale odniosła wrażenie, że niezależnie od tego, co chciała powiedzieć, to wciąż mogło być za mało.
— Kto cię zaatakował… Boże, dlaczego nie powiedziałaś mi o aż tylu rzeczach? — nie wiedziała, jak inaczej zareagować. Kolejny raz zmieniła pozycję, bo leżenie na brzuchu w tym momencie wydawało jej się niewygodne. Zagryzła nerwowo usta, przygarniając do siebie Audrey. Przytuliła ją z całej swojej siły, jak starsza siostra, gdy pocieszała młodszą. — Nie zawracasz mi głowy. Jesteś moją siostrą i najlepszą przyjaciółką. Postaram się być częściej obecna, dobrze? Po prostu mi mów, gdy coś się dzieje. Ja też nie zawsze się domyślę, po prostu nie ma takiej opcji.. I jestem w szoku, że chorujesz. Nie wiem jak na to zareagować — próbowała mówić spokojnie, ciepło, wspierająco — działać zgodnie z tym, co uważała za słuszne. Wierzyła, że wszystko się ułoży, nawet jeśli lekko drżący ton zdradzał zmartwienie. — Co zrobiłaś w sprawie tej osoby, która cię zaatakowała?



Audrey LeBlanc

Even if it's just in your wildest dreams

: pn sie 03, 2026 11:32 pm
autor: Audrey LeBlanc
Splotłam mocniej nasze palce, teoretycznie wolne dostałam po dziwnych zamianach w grafiku. Było trudno, ale udało osiągnąć się ostateczny cel. Nawet jeśli na tydzień wrócę do głupiej papierkowej roboty, naprawdę opłaca się spędzić ten czas z nią. Tak długo się nie widzieliśmy, że te dwa dni będą naprawdę mega szalone.
— Na tydzień wrócę do papierkowej roboty, ale warto było zamieszać w grafiku — Może później zacznę się trochę nudzić w szpitalu, ale zawsze mam jeszcze przed sobą dostęp do prawie każdego oddziału. Najwyżej pójdę na mój ulubiony, gdzie są dzieci. Naprawdę lubię z nimi spędzać czas, może nawet polubiły mnie. Chociaż? No dobra mam paru pacjentów, którzy lubią moje towarzystwo. Pewnie zastanawiają się, dlaczego ich nie odwiedzam. Kurczę… trzeba to naprawić! Pojawić się i spędzić trochę z nimi czasu. Od momentu przeniesienia, jestem tam bardzo rzadko. Może jednak te wyjazdy do mnie nie pasują, za bardzo też się nakręcam. Brat Erica za mną nie przepada, wręcz wolałby, z kim innym pracować. Niestety jak na razie, ciągle na siebie wpadamy. Jakby nikogo więcej nie było, tylko nasza dwójka. Nie chcę też robić kłopotów, ponieważ będziemy na siebie wpadać. Już nie tylko w pracy, ale na jakichś wspólnych imprezach. Jestem dość pewna, że będzie zapraszany.
— Z naszej dwójki to ja jestem odpowiednią osobą do zakonu. Nie chcę być nie miła, ale nie nadajesz się tam. Zresztą seks jest, aż tak dobry? No wiesz, potrafi poprawić humor i naprawi kłopoty — Uniosłam jedną brew. Zakon to w sumie nie jest zły pomysł, ale tam trzeba być odpowiedzialnym człowiekiem. Ja niby jestem, nawet zdałabym pewnie ich zasady. Jednak nie jestem, aż tak odpowiedzialną osobą. Jestem dość pewna, że przy pierwszej okazji coś bym odwaliła. Potrafię to zrobić w pracy, domu i przy znajomych. Zresztą raz upadałam w kościele, jak szłam po opłatek. Mam pecha do życia.
Wiedziałam, że tak zareaguje. Mogłam poczekać na sam koniec naszego spotkania, a potem o tym wszystkim powiedzieć? Jednak sama poczułam się lepiej, jak w końcu mogłam to powiedzieć. Zresztą, gdyby coś mi się stało, chociaż mniej więcej wie, co i jak. Nie jestem dość odpowiedzialna też osobą, tak że czy będę w stanie, tak idealnie zająć się braniem leków. Łatwiej jest, gdy pilnuję innych, a nie samej siebie. Nienawidzę się opiekować samą sobą. Branie leków jest jak batonik. Posiadam go w torebce, ale jem go, dopiero jak sobie o nim przypomnę. Pewnie tak samo będzie z lekami.
— Typ pierwszy, ale nie martw się tym. Wystarczy, że będę pilnować leków i cukru. Zresztą zawsze to u mnie podejrzewali, zwłaszcza przez słabe gojenie się ran oraz tego, że strasznie dużo jadłam i byłam chuda. Da się z tym żyć — Ponownie złapałam ją za rękę. Matka uważała tak od samego początku. Dość szybko się męczyłam, dużo jadałam i piłam. Na początku uważałam, że za bardzo się przemęczam, ale z czasem to stało się za bardzo powtarzalne. Jakby moje ciało było już zmęczone walką bez odpowiednich leków. Zresztą nie chcę się nikomu narzucać, każdy ma swoje życie i kredki. Moje są szare, ale jakieś są. Dzięki karetce, chociaż dowiedziałam się, że jestem chora. Bo jednak tak mocnego zmęczenia nie miałam przy pracy w szpitalu, dopiero jak zaczęłam wychodzić w teren.
— Pacjent. Musiałam go zbadać, dać odpowiednie leki. Jednak był pod wpływem innych środków. Czekaliśmy na wyniki, a ja też musiałam go pilnować. Było naprawdę dobrze, aż nie zaczął się robić agresywny. Nie było ochrony, ponieważ mieliśmy dużo przyjęć z powodu dużego wypadku. Grace w wolnej chwili zaszyła ranę, ale i tak wszystko poszło w eter — Wydukałam. Dziwnie było to wszystko powiedzieć. Przecież nikomu tego nie mówiłam, nie chciałam nawet. Matka się dowiedziała od innych, jedynie to potwierdziłam. Obawiam się, że może zrobić zemstę i jest do tego dość mocno skłonna. Dlatego wolałam to ukryć. Dostałam wolne, leki i o dziwo Grace dość często obserwowała, jak się czuję i rozwija się cała ta rana. Nie chcę też płakać z tego powodu, aby nie zniszczyć nam całego wypadu. Przytuliłam się mocniej do niej, chyba z tego wszystkiego to właśnie chciałam. Przymknęłam oczy, ciesząc się z tego uczucia, którego mi naprawdę brakowało.
— Nie lubię się narzuca. Zresztą masz swoje własne życie, dodatkowo teraz jest Eric. Rany cieszę się, że go masz. Po prostu mi jest trudno, nie chcę być kołem u wozu. Lubiłam być na pierwszym miejscu, zawsze miałaś czas i gadaliśmy o dosłownie wszystkim. Chyba czas dorosnąć — Prychnęłam rozbawiona na koniec. Z tym u mnie jest ciężko, lubię zachowywać się dość dziecinnie. Jakoś nie widzę problemu, w tym za bardzo, nie, jeśli sytuacja potrzebuje innego zachowania. Jednak Sherr teraz stworzyła coś stałego, czego sama jeszcze nie mam. Zresztą kiedyś i tak musiał do tego dojść. Teraz, później lub kiedyś. — Choroba nie jest czymś złym, po prostu istnieje. Nie musisz się martwić, jesteś dla mnie jak siostra i po prostu, pewnie bałam się, że stracimy naszą więź — Wydukałam szczerze. Obawiałam się tego, nie powiem inaczej. Mam nadzieję, że jeśli kogoś też znajdę to będę mieć podobnie jak ona. Czas, dobry humor i nie trafię ponownie na Noah. Odsunęłam się od niej i wypuściłam powietrze z ust.
— Nic. Nie chcę robić problemów, ponieważ jestem córką dyrektorki. Pewnie matka się, nim zajęła. Ja uciekłam od tego wszystkiego, ale muszę iść do psychologa. Uważają, że powinnam to jakoś wyrzucić z siebie, bo pewnego dnia wybuchnę — Bawiłam się palcami. Nie chcę tam iść, wystarczy, że powiedziałam to dla swojej kuzynki. Co mi to da, że powiem swoje uczucia i jak czułam się w tamtym momencie. Jednak do momentu nie ogarnięcia tego do końca, pewnie już całkowicie nie wrócę do szpitala. Głupie zasady, których nie mogę uniknąć. Jak głupie spotkania z Dannym i jego zasadami, które są ważne i nieważne jednocześnie. Bez możliwości ich złamania, zamienienia w coś zupełnie innego.
Sięgnęłam po torbę i zaczęłam w niej szukać sukienki. Była czarna, cieniutkie ramiączka odpowiednia do wyjścia. Pewnie kupiłam tę sukienkę z nią. Ja bardziej wybieram grzeczniejsze ubrania, ale są też takie mniej i wybierane z pomocą kuzynki. Z racji tego, że nie mam okazji ich wykorzystać to zabrałam, niektóre ubrania na nasz wspólny wypad. W duchu może spotkam kogoś, kto nie będzie zajęty i przez chwilę zapomnę z nim o dosłownie wszystkim. Chociaż z drugiej strony, dalej uważam, że powinnam poczekać na odpowiednią chwilę i moment. Wyciągnęłam też z niej leginsy oraz koszulkę.
— Było o mnie, a teraz ty. Od razu mówię, mimo waszego miesiąca miodowego to pewnie, coś, jednak musiało się wydarzyć. Później idziemy na spa, więc trzeba się przygotować — Zatarłam rączkami, jak jakieś chytre dziecko. Potrzebuję tych maseczek.

Sis <3