can I be close to you?
: śr lip 08, 2026 11:40 pm
Where the fields are painted gold
And the trees are filled with memories
Of the feelings never told?
28.07.2026
To były najgorsze urodziny w całym jego życiu.
Dzień wcześniej świętował w klubie. Kumple z Kingsway stawiali mu kolejki, jakieś nieznajome dziewczyny rzucały mu się na szyję i całowały go w policzki, dostał multum słodkich wiadomości od przyjaciół i znajomych, no i dostał też kilka fajnych prezentów, mimo że głównie dominowały flaszki. No trudno, darowanemu alkoholowi nie zaglądało się do butelki (xD), więc przynajmniej nie będzie musiał kupować prowiantu na spotkania MVP przez najbliższe pół roku. Spędził urodziny tak jak większość chłopaków w jego wieku - po prostu się najebał. Tak się najebał, że kumple zapakowali go do taksówki po dwudziestej drugiej. Nie pamiętał, jak trafił do mieszkania, ani tym bardziej do łóżka.
Obudził się o 3:14. W głowie dalej huczało mu od alkoholu i chciało mu się kurewsko pić, więc ruszył dupę do kuchni i wypił pół litra wody naraz. No i właśnie wtedy, między jedną szklanką a drugą, uświadomił sobie, że to były najgorsze urodziny, jakie dane mu było świętować. Przebiły nawet pierwsze urodziny spędzone w domu dziecka, kiedy nikt nie wiedział, że akurat miał urodziny tego dnia, dlatego nikt nie złożył mu życzeń ani nie dał prezentu. W każdym razie, wracając do tematu - tegoroczne urodziny były najgorsze, bo jedyna osoba, której obecności potrzebował, zniknęła z jego życia 11 lipca.
Cholera, codziennie rozpamiętywał ostatnie spotkanie z Dust. Dopiero teraz do niego dotarło, że wszystko w niej aż krzyczało, że go kochała. Nie rozumiał, jak mógł być aż tak ślepy, ale nie mógł też cofnąć czasu, żeby to wszystko naprawić. A ich ostatni pocałunek… Kurwa. Położył się z powrotem na łóżku i przymknął na moment oczy, wspominając, jak bardzo jej usta pasowały do tych jego. Jak bardzo nie chciał przerywać tego pocałunku. Jak bardzo nie chciał dać jej odejść, bo właśnie wtedy poczuł… to.
Od siedemnastu dni zdawał sobie sprawę, że kochał August Winters. Nie jak siostrę, nie jak przyjaciółkę i nie jak kumpelę z dzieciństwa, z którą kradł jabłka i chował się przed deszczem. Kochał ją tak, jak kocha się dziewczynę po szesnastu latach znajomości. No i oczywiście, że odkrył prawdę dopiero wtedy, gdy pozwolił jej odejść, bo tamtego dnia nie zatrzymał jej, tylko po prostu pozwolił jej wsiąść do taksówki i odjechać.
Był debilem jebanym.
Dbaj o siebie, dobrze? Będę tęsknić. Naprawdę zostawiła go po tych słowach na zawsze?
Przekręcił się na bok i utkwił wzrok w jej trampku, który oczywiście zabrał ze sobą i od ponad dwóch tygodni stał na szafce nocnej. Dalej nie mógł uwierzyć, że August wsiadła do taksówki w jednym bucie. Boże. Westchnął i przekręcił się na drugi bok, żeby nie widzieć tego jebanego buta, którego nie potrafił wyrzucić. Powinien dać sobie spokój, prawda? August miała rację. Powinien pozwolić jej odejść i dać jej zapomnieć. Winters powinna znaleźć sobie kogoś, kto będzie potrafił pokochać ją tak, jak na to zasługiwała od samego początku.
A jednak od siedemnastu dni nie było dnia, kiedy o niej nie pomyślał.
Nagle warknął pod nosem, wstał, naciągnął na siebie czarną bluzę z kapturem, zgarnął z szafki jej trampek i zamówił taksówkę, bo dalej kręciło mu się w głowie i w tym stanie nie był pewien swoich zdolności prowadzenia auta ani tym bardziej motoru. Nie obchodziło go, że był środek nocy. Nie obchodziło go, że znowu wyjdzie na egoistę. Trudno. Musiał to zrobić. Ostatni raz.
And the day is almost through,
Oh, the whole world, it is sleeping,
But my world is you.
Zegarek wskazywał 3:54, gdy wysiadł z taksówki pod mieszkaniem August Winters. Wbiegł po schodach na piętro, próbując ignorować fakt, jak szybko waliło mu serce i jak ciężko mu się oddychało. Gdy stanął pod jej drzwiami, zawahał się na chwilę - czy na pewno powinien do niej przychodzić o takiej porze? - ale ostatecznie kulturalnie zapukał. Raz, drugi, trzeci… Chwilę to trwało, zanim August zwlokła się z łóżka, aby uchylić drzwi, ale gdy tylko to zrobiła, wyminął ją i wszedł do środka. Wcisnął jej buta do rąk, spojrzał w jej ciemne oczy i… zatkało go, bo nawet nie przemyślał, co chciałby jej przekazać. Miał wsiąść w taksówkę i tu przyjechać - to było jego celem. Przemowy już nie wymyślił. Patrzył na jej zaspaną twarz i odjęło mu mowę. Cholera, co teraz?
Tak bardzo chciał ją przytulić, pocałować, dotknąć… cokolwiek, ale te pragnienia totalnie przytłoczyły pozostałe myśli i przestał myśleć racjonalnie. Postąpił krok do przodu, po czym splótł jej palce ze swoimi, aby ją do siebie przyciągnąć. Była ciepła i ładnie pachniała, jakby dopiero co wzięła prysznic… - Zgubiłaś buta? - spytał w końcu głupio, zbyt onieśmielony, żeby przejść do meritum.
Super. Przejechał dla niej pół miasta, żeby oddać jej buta. I spytać, czy nie zgubiła buta.
𝒹𝓊𝓈𝓉