Are you cheating on me?!
: czw lip 09, 2026 3:00 pm
Ostatnio miała wrażenie, że jej życie było zwykłym żartem – istną porażką. Tak jakby wszystkie bóstwa świata spotkały się na drinku i po kilku głębszych założyły, kto bardziej uprzykrzy egzystencję tej niczemu winnej dziewuszce. Bo zaczęło się na spokojnie – popsute auto nie było czymś z czym nie mogłaby sobie poradzić. Czy to pierwszy raz musiała dzwonić po lawetę, bo jej range rover uskutecznił bunt? Nie zdziwiłaby się, gdyby była już zapisana w telefonie tamtej firmy jako „nie odbierać”, bo ile można przyjeżdżać pod ten sam adres? Potem weszło nieco grubiej, bo padła jej aplikacja do zapisywania klientów, usuwając z niej wszystkie dane, a tam miała… dosłownie wszystko – historię wizyt każdej osoby, cały grafik, kalendarz, powiadamianie o zbliżającej się wizycie bądź sugestię, że może wypadałoby się już zapisać, bo odrost sam się nie pofarbuje! I tu już był mały armagedon, który na szczęście udało jej się opanować dzięki swojej dziwnej manii planowania wszystkiego i zapisywania ręcznie w osobnym notatniku. Nie wspominając o tym, że gdyby nie pomoc Erica to aplikację można by pogrzebać a na nagrobku wygrawerować „zginęła śmiercią tragiczną”. Ale najgorsze przyszło kilka dni później…
Kiedy myślała, że jej sytuacja prywatno-zawodowa się ustabilizowała i udała się na rynek, aby pooglądać nowe wystawy, w tłumie ludzi mignęły jej brązowe loczki. Ktoś mógłby stwierdzić, że to przecież mógł być każdy, ale nie. Elsa za często bawiła się tymi włosami, aby pomylić je z tymi należącymi do kogokolwiek. I już chciała do niego podchodzić, wykrzyczeć mu w twarz z całym bólem, który nosiła w sercu od kilku lat, jednak nagle podeszła do niego inna dziewczyna. Śliczna, uśmiechnięta… i on tez się uśmiechał.
Odpuściła, pozwalając sobie kolejny raz się rozsypać.
I ta naprawa zajęła zdecydowanie więcej czasu niż naprawa samochodu czy aplikacji. Tutaj nie wystarczył jeden telefon, a potrzeba było kilku dni spędzonych w towarzystwie przyjaciela, taniej herbaty, paprykowych chipsów i głupich filmów.
Ale dała radę. Zawsze dawała.
Pozbierana, posklejana, wyszła późnym popołudniem na spacer z Olive. Mogła mieć problemy, ale to nie usprawiedliwiłoby zaniedbania psa, którego miała pod opieką i ponosiła za niego odpowiedzialność. Dlatego ubrana w biały zestaw zimowy, z burzą fioletowych loków, udała się do pobliskiego parku, aby mała shorkie się wybiegała za swoją ulubioną piłeczką.
Miało być to wyjście jak każde inne – dwie godziny intensywnej zabawy i powrót do domu. Zwłaszcza, że jej suczka nie należała do zwierząt wielce towarzyskich, chyba że…
– Olive! – zawołała, widząc jak ta biegnie z piłką w dziobie do znacznie większego od siebie psa. No tak, bo jak podskakiwać i pyskować to tylko do tych, co mogli ją zjeść na przystawkę, a i tak tylko wkurzyliby sobie podniebienie, a nie się najedli.
– Olive! – ponowiła wołanie, gdy ta nie zareagowała, ale i tym razem nic nie pomogło, więc sama podbiegła do zwierząt, modląc się, żeby ten misio był akurat po jedzeniu.
– Bardzo przepraszam, mam nadzieję, że was nie zdenerwowała, już ją zabieram… o, dzień dobry… – Przypięła szybko smycz do obroży swojej pupilki, spoglądając z dołu na właściciela akity. I oczywiście, że rozpoznała w nim swojego klienta! Bo co jak co, ale Elsa miała świetną pamięć do twarzy, a do włosów jeszcze lepszą. – Dawno pana u mnie nie było… czyżby mnie pan zdradzał z inną fryzjerką? Mam być zazdrosna? – zapytała z promiennym uśmiechem.
Cem Ayers
Kiedy myślała, że jej sytuacja prywatno-zawodowa się ustabilizowała i udała się na rynek, aby pooglądać nowe wystawy, w tłumie ludzi mignęły jej brązowe loczki. Ktoś mógłby stwierdzić, że to przecież mógł być każdy, ale nie. Elsa za często bawiła się tymi włosami, aby pomylić je z tymi należącymi do kogokolwiek. I już chciała do niego podchodzić, wykrzyczeć mu w twarz z całym bólem, który nosiła w sercu od kilku lat, jednak nagle podeszła do niego inna dziewczyna. Śliczna, uśmiechnięta… i on tez się uśmiechał.
Odpuściła, pozwalając sobie kolejny raz się rozsypać.
I ta naprawa zajęła zdecydowanie więcej czasu niż naprawa samochodu czy aplikacji. Tutaj nie wystarczył jeden telefon, a potrzeba było kilku dni spędzonych w towarzystwie przyjaciela, taniej herbaty, paprykowych chipsów i głupich filmów.
Ale dała radę. Zawsze dawała.
Pozbierana, posklejana, wyszła późnym popołudniem na spacer z Olive. Mogła mieć problemy, ale to nie usprawiedliwiłoby zaniedbania psa, którego miała pod opieką i ponosiła za niego odpowiedzialność. Dlatego ubrana w biały zestaw zimowy, z burzą fioletowych loków, udała się do pobliskiego parku, aby mała shorkie się wybiegała za swoją ulubioną piłeczką.
Miało być to wyjście jak każde inne – dwie godziny intensywnej zabawy i powrót do domu. Zwłaszcza, że jej suczka nie należała do zwierząt wielce towarzyskich, chyba że…
– Olive! – zawołała, widząc jak ta biegnie z piłką w dziobie do znacznie większego od siebie psa. No tak, bo jak podskakiwać i pyskować to tylko do tych, co mogli ją zjeść na przystawkę, a i tak tylko wkurzyliby sobie podniebienie, a nie się najedli.
– Olive! – ponowiła wołanie, gdy ta nie zareagowała, ale i tym razem nic nie pomogło, więc sama podbiegła do zwierząt, modląc się, żeby ten misio był akurat po jedzeniu.
– Bardzo przepraszam, mam nadzieję, że was nie zdenerwowała, już ją zabieram… o, dzień dobry… – Przypięła szybko smycz do obroży swojej pupilki, spoglądając z dołu na właściciela akity. I oczywiście, że rozpoznała w nim swojego klienta! Bo co jak co, ale Elsa miała świetną pamięć do twarzy, a do włosów jeszcze lepszą. – Dawno pana u mnie nie było… czyżby mnie pan zdradzał z inną fryzjerką? Mam być zazdrosna? – zapytała z promiennym uśmiechem.
Cem Ayers