just breathe, bro
: czw lip 09, 2026 9:22 pm
Znowu, kurwa, to samo.
Znowu zgodził się na dwudziesto cztero godzinną zmianę jak ostatni kretyn. Ta cała ambicja i ośli upór, wpędzą go kiedyś do grobu, a przecież jego rolą, było trzymanie wszystkich ludzi z dala od pogrzebów. W tym siebie, prawda? Rezydent neurochirurgi sam do końca nie wiedział, dlaczego wciąż zgadzał się na te chore zmiany. Powtarzał sobie, że nie ma wyjścia, ale w przeciwieństwie do swoich współpracowników, brał je znacznie częściej niż inni. Jego życie przez ostatnie miesiące przypominało istną torturę. Brakowało mu rozrywki, a jego perfekcyjny plan, którego trzymał się przez ostatnie dwadzieścia osiem lat, zaczynał go… męczyć. I dojście do tej myśli, zajęło mu bardzo dużo czasu. No, bo jak miałby przyznać się do tego, że popełnił błąd albo że mógł się mylić? Cyrus był pieprzonym perfekcjonistą. Człowiekiem, który nie dopuszczał nawet najmniejszej porażki do świadomości. Osobą z kompleksem boga, który musiał mieć wszystko pod kontrolą. A nagle, zupełnie niespodziewanie, Lockhart zaczął mieć w ą t p l i w o ś c i.
Na samą myśl o tym robiło mu się niedobrze.
Za dużo myślał i za dużo czasu spędzał nad książkami, dokumentami i badaniem ludzkiej psychiki od podstaw. Miał wrażenie, że studiował ją tak intensywnie, że zaczął gubić się nawet we własnej głowie. Jego system nerwowy był całkowicie rozjebany, a on nie pomagał sobie, narzucając na siebie coraz większy ciężar. Blondyn stał oparty o swój samochód w okolicy szpitala — widział budynek niedaleko, ale zawsze zatrzymywał się trochę dalej. Palił ostatniego papierosa, przed rozpoczęciem swojej zmiany. Czuł tak obrzydliwe znużenie, że zastanawiał się, czy nie powinien wyskoczyć z okna po pierwszej operacji. Dramat.
Cyrus drgnął, gdy jakieś auto niemal przejechało po jego stopie. Zaklął pod nosem, rzucając na ulicę niedopałek i przygniatając go swoim butem. Ludziom to chyba już naprawdę odwaliło, skoro nie patrzą jak jeżdżą. Lockhart pochylił się nad oknem i zastukał w szybę, planując to odpowiednio skomentować. Niech się cieszy, że nie zarysował jego pojazdu, bo to skończyłoby się o wiele gorzej. Nie widząc żadnej reakcji, Cy westchnął z frustracją i zapukał do okna jeszcze raz.
— Popierdoliło cię, gościu? — rzucił, dostrzegając męską sylwetkę w środku. — Wysiadaj — mruknął, próbując otworzyć drzwi. Lockhart zmrużył oczy, przyglądając się osobie w środku; trafił na jakiegoś wariata?
Charlie Marshall
Znowu zgodził się na dwudziesto cztero godzinną zmianę jak ostatni kretyn. Ta cała ambicja i ośli upór, wpędzą go kiedyś do grobu, a przecież jego rolą, było trzymanie wszystkich ludzi z dala od pogrzebów. W tym siebie, prawda? Rezydent neurochirurgi sam do końca nie wiedział, dlaczego wciąż zgadzał się na te chore zmiany. Powtarzał sobie, że nie ma wyjścia, ale w przeciwieństwie do swoich współpracowników, brał je znacznie częściej niż inni. Jego życie przez ostatnie miesiące przypominało istną torturę. Brakowało mu rozrywki, a jego perfekcyjny plan, którego trzymał się przez ostatnie dwadzieścia osiem lat, zaczynał go… męczyć. I dojście do tej myśli, zajęło mu bardzo dużo czasu. No, bo jak miałby przyznać się do tego, że popełnił błąd albo że mógł się mylić? Cyrus był pieprzonym perfekcjonistą. Człowiekiem, który nie dopuszczał nawet najmniejszej porażki do świadomości. Osobą z kompleksem boga, który musiał mieć wszystko pod kontrolą. A nagle, zupełnie niespodziewanie, Lockhart zaczął mieć w ą t p l i w o ś c i.
Na samą myśl o tym robiło mu się niedobrze.
Za dużo myślał i za dużo czasu spędzał nad książkami, dokumentami i badaniem ludzkiej psychiki od podstaw. Miał wrażenie, że studiował ją tak intensywnie, że zaczął gubić się nawet we własnej głowie. Jego system nerwowy był całkowicie rozjebany, a on nie pomagał sobie, narzucając na siebie coraz większy ciężar. Blondyn stał oparty o swój samochód w okolicy szpitala — widział budynek niedaleko, ale zawsze zatrzymywał się trochę dalej. Palił ostatniego papierosa, przed rozpoczęciem swojej zmiany. Czuł tak obrzydliwe znużenie, że zastanawiał się, czy nie powinien wyskoczyć z okna po pierwszej operacji. Dramat.
Cyrus drgnął, gdy jakieś auto niemal przejechało po jego stopie. Zaklął pod nosem, rzucając na ulicę niedopałek i przygniatając go swoim butem. Ludziom to chyba już naprawdę odwaliło, skoro nie patrzą jak jeżdżą. Lockhart pochylił się nad oknem i zastukał w szybę, planując to odpowiednio skomentować. Niech się cieszy, że nie zarysował jego pojazdu, bo to skończyłoby się o wiele gorzej. Nie widząc żadnej reakcji, Cy westchnął z frustracją i zapukał do okna jeszcze raz.
— Popierdoliło cię, gościu? — rzucił, dostrzegając męską sylwetkę w środku. — Wysiadaj — mruknął, próbując otworzyć drzwi. Lockhart zmrużył oczy, przyglądając się osobie w środku; trafił na jakiegoś wariata?
Charlie Marshall