#1 kebsik, meczyk i dramy miłosne
: pt lip 10, 2026 5:15 pm
Kwestia mundialowa była bardzo istotna w życiu Petera, którego wszystkie zainteresowania kręciły się wokół sportu. Aktualnie jego grafik dzienny podporządkowany był dzieleniu czasu pomiędzy Mundial oraz Wimbledon, które miały swój najważniejszy moment właśnie teraz na początku lipca. Dlatego zaraz po biegu o piątej rano rozpoczynał kawką przy meczach z Londynu, a kiedy przychodził czas na obiad, to jednym okiem pracował, a drugim oglądał piłkę nożną. Dziś jednak ustawił się na mecz z Noah Beaumont, chyba głównie po to, żeby nadrobić kilka ostatnich dni, kiedy sie nie widzieli.
Zbijają się rękami na przywitanie i Peter wchodzi do prawdziwej jamy samca, jaką było mieszkanie Noaha. Zawsze, kiedy tu był, to tak sobie myślał, że pewnie jego chata wyglądałaby podobnie, gdyby się w końcu zdecydował wyprowadzić od rodziców. Ale ponieważ miał swoją część willi, to właściwie nie planował się póki co wyprowadzać. Tzn, przechodziło mu to czasami przezz głowę, kiedy miał dziewczynę, ale ponieważ Kristin była dziewczyną na odległość, a rodzice Bylthe byli całkiem wyluzowani, to nie widział potrzeby, żeby się od nich wyprowadzać. Tylko ostatnio, kiedy Kristin wróciła, to zaczął nawet się rozglądać za mieszkaniami, coby ze swoją dziewczyną mieć jakiś kącik. Ostatnio jak się widział z Noahem na pewno opowiadał o tym ze szczegółami, jak to widział takie apartamenty, że mu sie odechciało wyprowadzki, ale chce mieć coś z Kristin, żeby się zbliżyć...no ale zamiast się zbliżyć, to sie od siebie oddalili. Bo Peter zerwał na White Party z Kristin na dobre.
- Siemanko, siemanko, kurde wywietrz tu chłopie - parsknął śmiechem, bo czuć odrazu że chłopska jama, poszedł do okna i otwiera. Jeszcze po drodze zostawił torbę z siłowni na ziemi.
- Już prawie zapomniałem jak wyglądasz - dramatyzuje, bo nawet jeżeli Noah wpadł na imprezę o której mówiło całe Toronto - White Party matki Petera Barbary, to niestety się musieli jakoś minąć. Ale wątpliwe, bo Peter tam z siebie robił jakiegoś party mastera i śpiewał DO MIKROFONU, czego po dziś dzień się wstydzi. - I jak tam - stanął sobie przed włączonym TV, ale niewiadomo czy pyta o to, czy o życie Noaha? Właściwie chyba o obie rzeczy.
Zbijają się rękami na przywitanie i Peter wchodzi do prawdziwej jamy samca, jaką było mieszkanie Noaha. Zawsze, kiedy tu był, to tak sobie myślał, że pewnie jego chata wyglądałaby podobnie, gdyby się w końcu zdecydował wyprowadzić od rodziców. Ale ponieważ miał swoją część willi, to właściwie nie planował się póki co wyprowadzać. Tzn, przechodziło mu to czasami przezz głowę, kiedy miał dziewczynę, ale ponieważ Kristin była dziewczyną na odległość, a rodzice Bylthe byli całkiem wyluzowani, to nie widział potrzeby, żeby się od nich wyprowadzać. Tylko ostatnio, kiedy Kristin wróciła, to zaczął nawet się rozglądać za mieszkaniami, coby ze swoją dziewczyną mieć jakiś kącik. Ostatnio jak się widział z Noahem na pewno opowiadał o tym ze szczegółami, jak to widział takie apartamenty, że mu sie odechciało wyprowadzki, ale chce mieć coś z Kristin, żeby się zbliżyć...no ale zamiast się zbliżyć, to sie od siebie oddalili. Bo Peter zerwał na White Party z Kristin na dobre.
- Siemanko, siemanko, kurde wywietrz tu chłopie - parsknął śmiechem, bo czuć odrazu że chłopska jama, poszedł do okna i otwiera. Jeszcze po drodze zostawił torbę z siłowni na ziemi.
- Już prawie zapomniałem jak wyglądasz - dramatyzuje, bo nawet jeżeli Noah wpadł na imprezę o której mówiło całe Toronto - White Party matki Petera Barbary, to niestety się musieli jakoś minąć. Ale wątpliwe, bo Peter tam z siebie robił jakiegoś party mastera i śpiewał DO MIKROFONU, czego po dziś dzień się wstydzi. - I jak tam - stanął sobie przed włączonym TV, ale niewiadomo czy pyta o to, czy o życie Noaha? Właściwie chyba o obie rzeczy.