Strona 1 z 1

bo po ananasie słodki smak ma się

: pt lip 10, 2026 7:18 pm
autor: Noe Villeneuve-Scott
12
Po powrocie do domu z tamtej rozmowy, Noe przez długie godziny chodził po mieszkaniu od ściany do ściany. Decyzja o powrocie do przyjaźni była jedynym racjonalnym wyjściem z sytuacji, w jakiej się znaleźli. Musiał na nowo poukładać sobie w głowie relację z Gabrielą i zmusić się do odrzucenia wszystkich dotychczasowych planów. Wiedział, że jeśli chce zachować tę znajomość i nie oszaleć, musi przestać traktować ją na wyłączność. Przez kolejne dni ta nowa rzeczywistość była dla niego trudnym sprawdzianem. Wspominał słowa o otwartym związku i braku zaufania, dochodząc do wniosku, że oboje po prostu chcą od życia innych rzeczy. Zrozumiał, że jedynym sposobem na uniknięcie ciągłych kłótni jest powrót do tego, co było na samym początku – do przyjaźni bez wzajemnych zobowiązań i pretensji.
Postanowienie, że wrócą do punktu wyjścia i na nowo zostaną przyjaciółmi, to było jedyne logiczne koło ratunkowe. Przez te kilka dni, które minęły od ich ostatniej awantury, Noe wielokrotnie wałkował tę decyzję w głowie, próbując przekonać samego siebie, że to najlepsze, co mogli zrobić. Im bliżej było godziny jej przyjścia, tym bardziej czuł, jak wzbiera w nim niepokój. Zastanawiał się, jak ona na to zareaguje. Czy rzeczywiście odetnie wszystko grubą kreską, czy w jej oczach wciąż będzie tlił się ogień, który tak bardzo go przyciągał, a jednocześnie wykańczał. Słysząc w końcu cichy dźwięk dzwonka, poszedł otworzyć drzwi z szerokim uśmiechem.
No, nareszcie. Wchodź – rzucił, robiąc jej przejście w ciasnym korytarzu. Gdy zamknął za nią drzwi, odwrócił się i oparł o ścianę, krzyżując ramiona na piersi. – Jak się czujesz? – zapytał, kiwając głową w stronę kuchni. – Żołądek już odpuścił, czy pizza będzie tylko dla mnie, a ty zostajesz przy wodzie?
Czekał na to, co odpowie, a w głowie znowu układał sobie całą tę sytuację. Nigdy wcześniej nie był w takim położeniu. Przeżył różne relacje z kobietami, ale żadna nie była w ciąży z dzieckiem, którego mógł być biologicznym ojcem. To było zupełnie nowe doświadczenie i nie wiedział, jak dokładnie powinien się teraz zachowywać. Musiał kontrolować swój wzrok, żeby nie patrzeć bez przerwy na jej brzuch. W dodatku za kilka dni mieli odebrać wyniki badań DNA. Ta myśl budziła w nim niepokój. Wiedział, że ta jedna kartka zadecyduje o jego przyszłości – albo potwierdzi, że zostanie ojcem, albo wskaże na innego faceta. Mimo to musiał teraz te myśli odsunąć, skupić się na wieczorze i zachowywać normalnie.
Gabriela R. Blais

bo po ananasie słodki smak ma się

: sob lip 11, 2026 1:05 pm
autor: Gabriela R. Blais
outfit

Jej życie ostatnio to była istna telenowela. Pizza z przyjacielem i wspólny film powinny być banalnym wieczorem. Miała po prostu przyjść, dołożyć swoją cegiełkę do zakupów i miło spędzić czas z Noe. Proste, prawda? Szkoda tylko, że widmo ciąży i ich ostatniej rozmowy wisiało nad nimi jak dementor, ale musiała zrobić dobrą minę do złej gry. Obiecali sobie, że wrócą do tego, co było kiedyś, a to spotkanie miało być kolejnym krokiem ku temu. Więc jak przystało na „tylko przyjaciółkę”, to spóźniła się dobre półtorej godziny. Noe powinien już przywyknąć do tego, że umawianie się z nią na konkretną godzinę zawsze kończyło się poślizgiem. I tak była całkiem dumna z siebie, że udało jej się tak szybko dotrzeć. Gorzej jakby przyszła następnego dnia... Albo w środku nocy... Różnie to z nią było.
Nawet nacisnęła dzwonek do drzwi, chociaż mogła jak zawsze wbić do środka i rozgościć się jakby ten dom należał do niej. Pełna kulturka. Oparła się nonszalancko o framugę i wyciągnęła przed siebie reklamówkę zwisającą z jednego palca. Wino dla Noe, dla niej jakieś zerówki i kilka rzeczy na tę nieszczęsną pizzę. Plus oczywiście popcorn, bo jak to tak mieli oglądać film bez tego?
- Tęskniłeś? - uśmiechnęła się bezczelnie, gdy odebrał od niej rzeczy i z cichym westchnięciem ruszyła swoje zgrabne cztery litery, żeby wejść do środka. - A jak wyglądam? - odbiła piłeczkę od razu na jego pytanie o samopoczucie. Przy okazji posłała mu ostrzegawcze spojrzenie, tak w razie czego gdyby postanowił przyrównać ją do rozjechanej wiewiórki.
- Wiesz, że widzę twoje spojrzenie. Gapisz mi się na bebzon? - tym razem to ona oparła się o ścianę i skrzyżowała ręce w okolicy klatki piersiowej. Musiała nawet odchrząknąć, żeby zatuszować własne rozbawienie. Przecież w ciągu kilku dni nie dorobi się ogromnego brzucha. Po jej matce praktycznie nie było widać ciąży i miała nadzieję, że akurat te geny wyssała wraz z jej mlekiem. Na razie przytyła tylko dwa kilo, ale to zapewne było od wpieprzania. Zadziwiająco człowiek więcej jadł, kiedy nie był non stop naćpany i nawalony.
- Boisz się, że zabiorę i twój kawałek? Spokojnie, zostawię sobie miejsce na popcorn i czekoladę. - podeszła bliżej i przez chwilę grzebała w reklamówce, żeby pomóc mu ją wypakować. - Przyniosłam ci te maseczki. Znalazłam nawet jakiś peeling do ust. I kupiłam ci ananasa. Poznaj mą dobroć. To co, robimy tę pizzę? Zakładasz fartuszek i pokażesz mi swoje umiejętności czy niestety muszę ruszyć się i ci pomóc? Też tak myślałam... - cicho westchnęła i ruchem biodra kazała mu się przesunąć. Ściągnęła okulary, które położyła na blacie i wyjęła o dziwo czystą blaszkę z piekarnika. - Ktoś tu się przygotował. Gdzie masz ten spód? Kupiłeś sos pomidorowy? - starała się z całych sił odgrodzić ich wcześniejsze kłótnie od tego spotkania. - Ziemia do Noe. Nawet cycków ci nie pokazałam, a ty już zaniemówiłeś? - pstryknęła mu palcami przed twarzą i cicho zacmokała, uważnie mu się przyglądając. - Masz udar?

Noe Villeneuve-Scott

bo po ananasie słodki smak ma się

: śr lip 15, 2026 10:56 am
autor: Noe Villeneuve-Scott
Tęskniłeś? To proste pytanie, rzucone z tym jej charakterystycznym, bezczelnym uśmieszkiem, sprawiło, że na moment stracił rezon. Stał, trzymając w ręku reklamówkę, którą przed chwilą od niej odebrał, czując wzmożone napięcie. Miał ochotę jej powiedzieć, że przez te półtorej godziny spóźnienia zdążył już przeklnąć ją w myślach na wszystkie możliwe sposoby, ale ostatecznie zrezygnował z tego pomysłu, bo najważniejsze, że w końcu dotarła. Jej obecność zawsze działała na niego jak silny bodziec. Obiecali sobie, że wrócą do przyjaźni, więc nie mógł teraz pokazać po sobie, jak bardzo jej widok nim wstrząsnął.
- Jasne, całe półtorej godziny stałem pod drzwiami i wypatrywałem cię przez wizjer - odpowiedział z lekkim, ironicznym uśmiechem, zamykając za nią drzwi. Doskonale odczytał ten sygnał. Była gotowa do obrony, jakby tylko czekała, aż palnie jakąś głupotę na temat jej wyglądu. Musiał więc uważać na każde słowo, żeby znowu nie wywołać kłótni, zwłaszcza, że w ciąży buzowały jej hormony. - Wyglądasz ładnie, jak zawsze - rzucił szybko, starając się, by jego głos brzmiał całkowicie neutralnie.
Niestety, mimo najszczerszych chęci, nie potrafił w pełni kontrolować swojego ciała. Jego wzrok na ułamek sekundy uciekł w dół, prosto na jej brzuch. Próbował z tym walczyć, ale to było silniejsze od niego. Myśl o tym, że ta dziewczyna nosi w sobie dziecko, które może być jego, paraliżowała go za każdym razem, gdy na nią patrzył, ale Ruda natychmiast to zarejestrowała. Był wściekły na siebie, że dał się tak łatwo przyłapać.
- Wcale się nie gapię - skłamał gładko. - Po prostu patrzę, czy zmieścisz w siebie pizzę, czy będę musiał zjeść całą sam.
W głębi duszy czuł lęk, bo za kilka dni mieli odebrać wyniki badań DNA. Ta myśl była jak tykająca bomba, albo zostanie ojcem, albo ich relacja pozostanie taka jak dotychczas. Musiał te czarne myśli natychmiast zdusić w zarodku, żeby nie zepsuć wieczoru.
Podszedł do blatu i zaczął wyjmować rzeczy z reklamówki. Zobaczył wino, bezalkoholowe napoje i popcorn na film. Na samym dnie torby znalazł jednak coś, co wywołało na jego twarzy szczery uśmiech. Wyciągnął maseczki kosmetyczne, peeling do ust i ananasa.
- O, moje maseczki i peeling. Super, że o nich pamiętałaś, bo moja twarz po tych ostatnich stresach naprawdę potrzebuje ratunku - ucieszył się szczerze, odkładając kosmetyki na bok. - I dzięki za ananasa. Całe szczęście, że ustaliliśmy już wcześniej, że to na deser, a nie do profanacji pizzy.
Zanim zdążył cokolwiek odpowiedzieć, szturchnęła go biodrem, żeby się przesunął. Automatycznie zrobił krok w tył, ale w środku aż się w nim zakotłowało. I w tym momencie nagle całkowicie odcięło od rzeczywistości. Stał obok niej, patrzył na jej profil, na to, jak pewnie się tu czuje, i dopadł go paraliż. Stała w jego domu dziewczyna, która nosiła w sobie dziecko, którego mógł być ojcem i zachowywała się tak, jakby to był banalny wieczór przyjaciół. Nagle z tego odrętwienia wyrwało go pstrykanie palcami tuż przed oczami. Gabrielę stała bardzo blisko, przyglądała mu się i pytała, czy ma udar, rzucając złośliwym tekstem o tym, że przecież nawet nie pokazała mu cycków, a on już zaniemówił.
- Nie, nie mam udaru - odpowiedział w końcu, a jego głos brzmiał już szczęście normalnie. - Po prostu próbuję przetrawić fakt, że przychodzisz spóźniona, od progu ustawiasz mnie po kątach, a na koniec rzucasz tekstami o pokazywaniu cycków. Może i jestem facetem, ale nawet ja potrzebuję chwili, żeby nadążyć za twoim tokiem myślenia. - Uśmiechnął się, żeby ukryć resztki zmieszania, sięgając do lodówki po spody do pizzy oraz sos pomidorowy i postawił wszystko na blacie. - Sos jest, spody też. A skoro tak bardzo rządzisz, to proszę bardzo. Masz tu deskę, nóż i pokrój składniki, tylko uważaj na palce, bo wizyty na sorze nie mam dzisiaj w planach.
Gabriela R. Blais