Papi i Tini
: pt lip 10, 2026 7:31 pm
Kiedy drzwi zamknęły się za nim w jego domu, wyciągnął z kieszeni starannie złożoną serwetkę. Na niej starannym pismem pysznił się szereg cyferek, składający się na jej numer telefonu i czerwony odcisk ust.
- Fiu, fiu... - mruknął do siebie.
Jeszcze chwilę temu w zamyśleniu bawił się tą serwetką, jadąc samochodem do domu.
- Dobrze, że przynajmniej nie ma telewizyjnych 555... Ciekawe, czy to prawdziwy numer?
Chyba nie chciałby się dodzwonić do pizzy albo salonu tatuażu. Jeszcze salon masażu byłby spoko. Albo weterynarz... Przydałby się jego dwóm wilkom.
No i na cholerę Ci ten numer? Cudna dziewczyna, ale mógłbyś być jej ojcem.
Westchnął niezadowolony, karcąc samego siebie, po czym szybkim krokiem podszedł do kuchni i odsunął szufladę ze śmietnikiem. Tutaj się zawahał. Sięgnął do kieszeni po telefon.
I tak jest za późno... Nie pisałeś ani nie dzwoniłeś przez kilka dni.
Serwetka tkwiła do tej pory schowana w schowku pasażera. Cicha towarzyszka zmagań wilków o panowanie. Ukryty świadek.
- Ugh... - stęknął i wrzucił serwetkę do śmietnika, energicznie zamykając szufladę. - I bardzo dobrze!
Ruszył w głąb domu z miną groźną niczym burza w górach.
Nastała cisza...
Jedno Missisipi, dwa Missisipi, trzy...
Dopadł do szuflady i otworzył ją, wyciągając serwetkę, po czym wklepał numer i, zanim dotarło do niego, że to wszystko bez sensu, nacisnął zieloną słuchawkę.

- Fiu, fiu... - mruknął do siebie.
Jeszcze chwilę temu w zamyśleniu bawił się tą serwetką, jadąc samochodem do domu.
- Dobrze, że przynajmniej nie ma telewizyjnych 555... Ciekawe, czy to prawdziwy numer?
Chyba nie chciałby się dodzwonić do pizzy albo salonu tatuażu. Jeszcze salon masażu byłby spoko. Albo weterynarz... Przydałby się jego dwóm wilkom.
No i na cholerę Ci ten numer? Cudna dziewczyna, ale mógłbyś być jej ojcem.
Westchnął niezadowolony, karcąc samego siebie, po czym szybkim krokiem podszedł do kuchni i odsunął szufladę ze śmietnikiem. Tutaj się zawahał. Sięgnął do kieszeni po telefon.
I tak jest za późno... Nie pisałeś ani nie dzwoniłeś przez kilka dni.
Serwetka tkwiła do tej pory schowana w schowku pasażera. Cicha towarzyszka zmagań wilków o panowanie. Ukryty świadek.
- Ugh... - stęknął i wrzucił serwetkę do śmietnika, energicznie zamykając szufladę. - I bardzo dobrze!
Ruszył w głąb domu z miną groźną niczym burza w górach.
Nastała cisza...
Jedno Missisipi, dwa Missisipi, trzy...
Dopadł do szuflady i otworzył ją, wyciągając serwetkę, po czym wklepał numer i, zanim dotarło do niego, że to wszystko bez sensu, nacisnął zieloną słuchawkę.