Strona 1 z 2

the one with soup

: pt lip 10, 2026 8:21 pm
autor: Peter Bylthe
Nic wielkiego się nie stało.

Brzmiało conajmniej tak, jakby mówiła, że absolutnie wszystko jest najważniejsze i stało się i niech się tym zacznie przejmować. Jasne, że odrazu zaczął. Jakieś pięć minut wcześniej, kiedy zmienił drogę po otrzymaniu zdjęcia spuchniętej stopy Wendy. Wracał właśnie ze spaceru w parku ze swoim nowym kompanem, którego sobie kupił jakieś cztery godziny po tym, jak jego siostra urodziła mu pierwszego siostrzeńca. Tak się wzruszył ogromnie, że rano jak wstał to pierwsze co zrobił to poszedł do znajomego znajomego na farmę i wziął sobie Rocky-ego. Imie jeszcze było robocze, ale zakochał się w nim od pierwszego wrażenia, kiedy wziął go na dłoń i mu się zmieścił na niej jak jakaś zabaweczka. Teraz Rocky siedział zmęczony po spacerku i pewnie liczył na to, że wrócą na chatę, gdzie Barbara już szykowała obiad, ale Peter zmienił zdanie i skręcił na objazdówkę, żeby pojechać do Wendy, której podobno nic wielkiego się nie stało.
Wybrał numer Kristin i dzwoni do niej, żeby wyjaśnić co się wydarzyło na przyjęciu. Przez chwilę czekał aż ex dziewczyna odbierze i w sumie to nawet już się cieszył, że nie odbierze, bo też nie chciało mu się za bardzo z nią gadać, ale z drugiej musiał się dowiedzieć co się stało, a jednak przez te pięć lat nigdy nie było sytuacji, żeby nie odebrała od niego telefonu. W końcu po czterech sygnałach słyszy, że Kristin odbiera.

- Co tam Piterek, skarbeńku, już się stęskniłeś? Ile to mineło, trzy dni?
- Cześć Kristin. Słyszałem, że narozrabiałaś na White Party
- Ja? Swojej Wendy spytaj, od dwóch dni siedzę na OIOMIE
- Nie na OIOMIE tylko chyba ER prędzej... Ile mam ci razy powtarzać, że OIOM jest dla ludzi chorych na raka. Masz raka? Co się stało?
- Nos mam złamany ot co Peter!!
- Okay...
- I wiesz kto to zrobił? Ta twoja crazy Gardner, zazdrosna krowa
- Kristin...
- No oczywiście, że zazdrosna! Nie mogła po prostu przeżyć tego, że mówię jej prawdę prosto w oczy
- Kristin, uspokój się i wyjaśnij mi, dlaczego niby Wendy miałaby Cię uderzyć? Czy ty przypadkiem nie powiedziałaś jej kilku słów za dużo?
- A czy ty nie umiesz trzymać jadaczki na kłódkę tylko latasz do niej z każdą pierdołą, która dotyczy naszych prywatnych spraw?!
- Słucham...?
- No to co słyszałeś, Peter. Mam już tego dość, jakbym wiedziała, że się jej spowiadasz ze wszystkich rzeczy w naszym związku, to bym Cię już dawno rzuciła!
- Kristin, jesteś w emocjach
- Ja przynajmniej nie rozpowiadam byle komu o tym, że ze sobą nie sypialiśmy i nie obwiniam Cię o to, że mnie nie podniecasz
- ....
- Poza tym ona jest dla Ciebie nieodpowiednim towarzystwem. Jak ty możesz się z nią się trzymać? To jest toksyczna baba z nizin społecznych, która cię manipuluje
- Kristin, jesteś okrutna. Co w Ciebie wstąpiło? Podali ci jakieś silne leki?
- A co cię to obchodzi co mi podali! Wreszcie mogę ci to wygarnąć, że w naszym związku były trzy osoby i to ja jestem poszkodowana, a ty zgrywasz niewiniątko! Jak mogłeś ją wziąć do Mediolanu zamiast mnie!?
- Przecież mówiłaś, że masz robotę i że już byłaś...
- Bullshit Peter! Z żadną dziewczyną Ci nie wyjdzie, bo ty masz w głowie tylko tą jedną swoją przyjaciółkę dla której robisz jakiś charity work, obudź się chłopie, bo nim się obejrzysz ona cię złapie na dzieciaka, ja już wiem wszystko o takich
- Ja się obawiam Kristin, że ty niestety niewiele wiesz o Wendy...
- Już jej tak nie broń, ty ją zawsze bronisz! I jesteś na każde jej skinienie palcem, jak jakiś pies
- Kristin... wiesz co ta rozmowa chyba nie ma sensu, jak będziesz trzeźwa to daj znać
- Nam nie wyszło dlatego, że ona jest zawsze obok i ty i ja to wiemy bardzo dobrze przestań się oszukiwać!
- Cześć Kristin

Peter się rozłączył i spojrzał na wyświetlacz, który pokazuje mu że jedzie za szybko. Zaraz zwolnił, bo chyba przez to, że gadał z Kristin, to się zapomniał i chociaż brzmiał na opanowanego, to się mega spiął tą kłótnią. Jak się okazuje, jednak ich rozstanie nie mogło być "na poziomie" tak jak mu się wydawało, szczególnie teraz, kiedy Kristin rozwiązał się język.
Mały Rocky jakby mu czytał w myślach, bo szczeknął, co wywołuje na ustach Petera lekki uśmiech, bo przywołało go to do rzeczywistości. Jednak życie nie jest takie okropne, szczególnie jak ma się takiego pasażera uroczego.

Dosłownie godzinę od ostatniego smsa i już był pod jej drzwiami. Nie obawiał sie o to, ze nie ma jej w domu bo gdzieś wyszła, albo coś, bo przecież była raczej unieruchomiona ze względu na swoją stopę, ale trochę zastanawiał się... co jeżeli w jej domu będzie Matt? To będzie ultra niezręczne, jeżeli Matt mu otworzy drzwi. A on co mu powie: hej, tu zupa dla Wendy i zapas groszku na jej opuchniętą stopę, czy możesz jej ode mnie zrobić jeszcze masaż, w prezencie? Dramat. Druga rzecz, która go stresowała to fakt, że ostatnio kiedy był w tym mieszkaniu to tak się pokłócili, że się nie odzywali do siebie kilka tygodni.
Ale nieważne. Dziś miał Rocky'ego do pomocy i zupę i całą apteczkę, jak każdy ktoś kto zawodowo uprawia sport. Dzwoni do jej drzwi i przesuwa psa do judasza, żeby się troche zdziwiła, jakby jednak chciała zajrzeć kto to. A kiedy otworzyła to uśmiecha się do niej szeroko.
- Przywiozłem posiłki. I nie mówię o wielkim kuble ramenu z AsiaEat - władował się do mieszkania i stara się nie myśleć o ostatniej kłótni w tych ścianach, spogląda na dół na jej stopę i kręci głową, bo faktycznie trochę źle to wygląda. Wręcza jej w ręce psa. - To jest Rocky, próbowałem ci o nim napisać, ale zrozumiałem, że chyba mamy ważniejsze tematy. Chodź na kanapę - chociaż chodź trochę inaczej on rozumiał niż ona, w każdym razie jakoś pomógł jej się przetransportować na kanapę i kiedy już siedziała (dobrze, że jej mieszkanie nie było gigantyczne), to sięgnął do torby i zaczął wszystko wyjmować co było potrzebne, a był potrzebny bandaż, spray, maść, no i ten Ramen. Szuka miski na zupkę i łyżki, w miedzyczasie spojrzał przez ramie na Wendy.
- Dlaczego nie pojechałaś do szpitala na prześwietlenie? Mogę ci to zmrozić, mam specjanly spray sportowy na to, ale jeżeli uszkodziłaś sobie więzadła... na ile oceniasz ból w skali jeden do pięć? - i zostawił to oglądanie się za łyżką, tylko przyszedł do niej i jej ułożył poduszki jedna na drugiej, żeby położyła nogę wyżej. Jak tym się już zajął, to wrócił do szukania naczynia na ramen z jej ulubionej restauracji. pacjentka numer jeden

the one with soup

: sob lip 11, 2026 11:16 am
autor: Wendy Gardner
017
Nic wielkiego się nie stało.

Oczywiście, że się stało! Jej kostka wyglądała jakby nosiła ciąże pozamaciczną, o której pisali na nastoletnich forach i w gazetkach, gdy była jeszcze dzieckiem. Już pal licho, że było to duże i ograniczało jej mobilność, ale jak to kurewsko bolało! Wendy autentycznie się spłakała jeszcze tej samej nocy, jak wróciła na mieszkanie, a potem raz jeszcze rankiem. Po wiadomościach od Petera powtórzyła czynność dwa razy: raz gdy niefortunnie uderzyła ta kostką o nogi od stołu, a dwa gdy potknęła się o próg idąc do łazienki. Przeciwbólowe pomogły, ale nie tylko bo jak się okazało tramadol otulił ja przyjemnym kocykiem, zrobiła się senna i nawet odczuwała jakąś taką dziwną radość w tej bolesnej sytuacji. No cóż, nieczęsto łykała przeciwbólowe, a te wzięła w dawce podwójnej, jeśli nie potrójnej choć pewnie nie powinna, bo zalegały u niej na półce już jakiś czas i cholera jedna wie czy jeszcze były ważne do spożycia. Nieczęsto brała leki, więc odrobina odlotu na resztce z poprzedniej recepty nie może być taka straszna, prawda?! Poza tym potrzebowała poprawy humoru, bo Kristin zafundowała jej jakiś zjazd i sama nie wiedziała dlaczego. Normalnie to się takimi rzeczami nigdy nie przejmowała, ale te pociski, że niby kręciła się przy portfelu Petera nieźle ją zbulwersowały. Najgorsze w tym wszystkim było jednak to, że nie pozostała jej dłużna i też swoje wygarnęła, a potem zrozumiała, że jeszcze się jej to może czkawką odbić jak dotrze do Petera. W duchu odprawiała modły do wszelkich bogów tego świata, tych znanych bardziej i mniej, nawet do Harpokratesa posłała modły, by zamknął uszy na skargi Kristin, bo ręce, nogi, a nawet głowę dałaby sobie uciąć Gardner za to, że ta poleci do niego z płaczem. Ona nawet Latającego Potwora Spaghetti prosiła, by ta informacja utonęła w pomidorowym sosie, a po cichu to nawet liczyła na takiego swojego Zgredka co by tę informację przechwycił, by do Petera nie trafiała. Wciąż zdawało się, że była bezpieczna, bo po wymianie kilku wiadomości z nim tak to sobie wywnioskowała, ale była na lekach, więc jej ocena sytuacji mogła trochę odbiegać od rzeczywistego stanu rzeczy.
Czy spodziewała się, że Bylthe się do niej pofatyguje?
Nie, dlatego nie przejęła się za bardzo tym, że jej kok na głowie żył własnym życiem, a ona miała na sobie majtki i jakiś t shirt, który kiedyś ukradła Peterowi bez pytania na jakiejś wspólnej wyprawie. Miała ich zresztą już kilka w swojej szafie, głównie sportowe i drużynowe, ale ten akurat chyba był z prywatnej kolekcji przyjaciela.
Wyłożyła się na kanapie z nogą do góry jak polecił jej William i odpaliła Outlast, by patrzeć jak dorośli ludzie urządzają sobie igrzyska śmierci na Alasce, podczas gdy ona otumaniona lekami zalega na kanapie i odpływa, wraca, odpływa i tak na zmianę… z uśmiechem na ustach, bo przynajmniej już nie bolało.
Początkowo, gdy usłyszała dzwonek do drzwi to odebrała telefon. Dopiero po chwili ocknęła się, obtarła ślinę z policzka, zrzuciła z kanapy stertę poduszek co jej za podkładkę pod nogę robiła i zorientowała się, że już obejrzała trzy odcinki, a wciąż nie wie kim są bohaterowie za to przyśnił się jej niedźwiedź.
Niechętnie podeszła do drzwi otwierając i informując grzecznie. — Proszę odesłać na adres nadawcy — bo chyba spodziewała się tej przeklętej sukienki i dopiero po chwili zorientowała się, że to Peter. Zamrugała kilka razy wyraźnie przyćpana zaspana i zaskoczona. — O mój boże, a co to za słodziak! — pisnęła radośnie patrząc na Petera, choć miała na myśli psa, tylko reakcja się jej trochę spóźniała. Choć on też okazał się słodziakiem, bo miał ze sobą posiłki, a ona zdecydowanie powinna coś zjeść. Nie protestowała więc, gdy odstawił ją na kanapę, ani też gdy układał jej poduszki jedna na drugą, tylko siedziała grzecznie i obserwowała jak wyciąga te wszystkie gadżety niewiele mówiąc jak na nią. Może to przez tego psa, co go w rękach trzymała i głaskała, a może to ten tramadol w nadmiarze.
Dziesięć — oznajmiła bez zastanowienia — ale na lekach to jakieś dwa — dodała uśmiechając się po czym zrobiła nosek nosek ze swoim nowym przyjacielem, który najwyraźniej stracił dla niej głowę, bo już wylizał jej pół twarzy, a Peter to przez te wszystkie lata nawet jej porządnie nie pocałował. Rocky działał szybko, już ją do siebie przekonał. — Ja już tyle prześwietleń miałam w życiu po upadkach, że sama nauczyłam się prześwietlać. Spojrzałam na kostkę i oceniłam, że przeżyję — wyznała i wzruszyła bezradnie ramionami. Jeszcze by z tą ciążą pozamaciczną w jej kostce skierowaliby ją na ginekologię i wpadłaby tam na jego familię? Albo gorzej, na izbie przyjęć spotkałaby Kristin?! O nie nie, wolała nie ryzykować.


What's Up, Doc? ـــــــــﮩ٨ـ💊👨🏻‍⚕️

the one with soup

: ndz lip 12, 2026 9:58 am
autor: Peter Bylthe
Łyżka została odnaleziona, a twarz Wendy została wylizana... przez małego Rocky'ego, który łasił się do niej przebierając nóżkami. Peter miał go dopiero dwa dni jak nie mniej i już go absolutnie kochał, a jak teraz zerkał jak Wendy zostaje zacałowana przez pieseczka, to wiedział, że ona też go musi pokochać. Mogło być podejrzane, że Peter tuż po zerwaniu nie mógł nawet dwóch dni być singlem, tylko sobie odrazu wziął pieska, ale najwyraźniej dla Wendy to wcale dziwne nie było, może nawet myślała, że on już go ma jakiś czas, w sumie przecież się do siebie długo nie odzywali. Na przykład tydzień temu jeszcze nie gadali.
- Dziesięć? To jedziemy do lekarza - chciał powiedziec to z poważnym wyrazem twarzy, ale przecież widzi, że to na pewno nie jest dziesięć, bo Wendy sobie cziluje na kanapie, a nie zwija się z bóli. Dlatego lekko się uśmiechnał, dając jej znać, że wie, że nie muszą nigdzie jechać.
- A jakie leki ... - rzucił, ale jego spojrzenie trafia na blat na którym były rozwalone trzy różne opakowania. Podszedł sprawdzić co to za lekarstwa i tak wzruszył ramionami na jeden i drugi, obraca pudełko odruchowo i aż mu oczy prawie wyszły z orbit. - Kiedy je brałaś? - upewnia się, odrazu się troche stresując, bo jeżeli ona tu zaraz będzie miała jakiś szok po lekarstwach, to jej może nie wyratować! Jednak może będą musieli pojechać do tego szpitala, koniec końców.
- Wiesz, może to nie jest zły pomysł, żebyś nosiła wszędzie nakolanniki i kask, bo zupełnie nie mogę sobie wyobrazić co tam musiało się wydarzyć na imprezie, kiedy pojechałem... - idzie do niej z zupą i przez chwilę nie wie czy zabrać psa, czy raczej przy niej usiąść i jej podawać łyżką zupę, ale jak widział jak się dobrze dogadywali z pieskiem, to wziął sobie krzesło i przysunął tak żeby móc Wendy karmić jak prawdziwego pacjenta. - że skończyło się w ten sposób. Z pozytywnych rzeczy to jesteś uziemiona, więc sobie nie złamiesz nic więcej przez kolejne dwa tygodnie - uniósł kolejną ł yżkę z ramenem do buzi Wendy, starając się nie zwracać uwagi na jej wielkie oczy w niego wpatrzone, tylko starając się być poprawnym doktorem albo pielęgniarką, która nie rozlewa zupy z kącików ust. Zawahał się w pewnym momencie, kiedy pomyślał, czy by nie dopytać konkretnie o tą Kristin, ale uznał, że najpierw Wendy musi coś zjeść.
- Chociaż z tego co wiem, to najwięcej wypadków zdarza się właśnie w domu, więc może postaraj się nie zrobić sobie większej krzywdy? - poprosił ją, chociaż pewnie ona znów stwierdzi, że on chce ją na siłę zmieniać, tak jak z tą sukienką.

b chora pacjentka :kocyk:

the one with soup

: pn lip 13, 2026 4:10 pm
autor: Wendy Gardner
Sytuacja z Peterem była na tyle świeża, że Wendy naprawdę nie miała w planach wznawiania konfliktu z nim. Najchętniej to zapomniałaby o akcji z Kristin, choć to wcale nie było takie łatwe, bo za każdym razem gdy sobie pomyślała o tym, co się wydarzyło to krew się w niej gotowała. Teraz było nieco prościej, bo leki przyjemnie ją otuliły i tkwiła w takim błogostanie na kanapie miękkiej jak chmurka - w jej wyobrażeniach, bo co jak co faktycznie wcale taka wygodna nie była. Praktycznie z każdej drzemki na niej budziła się połamana, gorzej jeśli to nie kwestia kanapy, a wieku. Cholera.
Pobawimy się tak… że… — zaczęła leniwie i palcem wskazała na niego, a Rocky nie czekając zaraz jej go wylizał — to ty dzisiaj będziesz moim… — poruszyła zabawnie brwiami robiąc pauzę, by w końcu dodać entuzjastycznie — lekarzem — i skinęła lekko głową jakby chciała przypieczętować ten plan, bez jakiejkolwiek jego zgody, ale czy on w ogóle miał coś do gadania. W jej głowie był doktorkiem. Jeśli wcześniej nie zauważył, że jest na lekkim odlocie to teraz musiał to wyłapać bez dwóch zdań. Ten błysk w oczach, uśmiech, rozlazłe gadanie… a może to Bylthe tak na nią działał?
Nie wiem — przyznała szczerze, bo starsi bracia zawsze powtarzali, że lekarzowi mówi się prawdę, całą prawdę i tylko prawdę. Dobrze to zapamiętała wtedy, jak próbowali ustalić co sobie wcisnęła do nosa i dlaczego twierdzi, że ma też coś w uchu. — Trochę teraz, trochę wcześniej i chciało się mi spać to wypiłam energetyka — dodała poprawiając sobie rozwalonego na wszystkie strony koka i siadając nieco wygodniej, bo Rocky też po chwili euforii ułożył się jej na kolanach, a ona go nieustannie głaskała za uchem.
— Kask mam jak coś! Ostatnio wygrzebałam jak byłam na rowerze z… — zaczeła gryząc się w jęzor — z Coven — dodała, choć prawda była taka, że sprzęt ochronny to z Matthewem odkurzyła. — Ale z tymi ochraniaczami nie jest głupi pomysł, patrz jak sobie łokieć zdarłam — i wywinęła ręką do góry tak, że o mały włos tej zupy na siebie nie wylała. Dobrze, że Peter był bardziej skoordynowany i opanował sytuację. Teraz mógł przyglądać się jej zdartemu łokciowi, który zaraz szybko schowała. — Kolano też zdarłam i trochę pośladek, ale może tego nie będę ci pokazywać — choć w zasadzie i tak od wejścia paradowała w majtkach, a na White Party i tak zobaczył więcej niż powinien. Teraz jednak nie zamierzała wstawać, bo pies na niej leżał i prawie już się mu oczy zamykały z tego błogostanu, a skoro Peter mógł ją pokarmić, to przecież nie będzie protestować.
Czuła się jak księżniczka, miała swoje zwierzątko, dbano o nią, dokarmiano, a ona mogła leżeć, pachnieć maściami przeciwbólowymi i emanować swoim naturalnym wczorajszym pięknem. Tak trzeba żyć!
— Przepraszam, aaaaale — zaczęła ale zaraz wpakował jej łyżkę do ust więc przełknęła dodając powoli — zapomniałeś już o tym jak sobie skręciłam nadgarstek jak spadłam z kanapy? — i posłała mu pełne niedowierzania spojrzenie, że mu to umknęło. — I jak poparzyłam sobie palec gotując wodę na makaron? — dodała wpatrując się w niego tymi iskrzącymi się ślepiami, które raz po raz się jej zamykały. Energetyk najwyraźniej nie pomógł. Nagle otwarła je szeroko znów wtrącając. — Nie mówiąc już o mojej epickiej wywrotce w wannie… dobrze, że nie byłam sama bo pewnie bym musiała dzwonić do ciebie, byś przyleciał mi na ratunek. Nie mogłam się wtedy podnieść — wyznała przekręcając wymownie oczami. Teraz też czuła podobny stan, ciężkości. Tylko teraz nie bolało, było tak błogo. Zupa też robiła swoje, przyjemne ciepełko rozpływało się po jej ciele. — Ten dom to jedna wielka pułapka — dodała i westchnęła lekko otwierając buzię szeroko, jakby była gotowa na kolejną porcję, a gdy przełknęła to podzieliła się z nim swoimi kolejnymi przemyśleniami. — Dla mnie najlepsze są podróże, jakby się tak zastanowić nad tym, to podczas wyjazdów nic się mi jeszcze nie stało — przypadek? Nie sądzę! Trzeba będzie gdzieś znów polecieć, jak tylko naprawi kostkę.

Zaopiekuj się mną 🫶🏻🥹❤️‍🩹

the one with soup

: wt lip 14, 2026 10:00 pm
autor: Peter Bylthe
- Lekarzem? - parsknął śmiechem i rozłożył ramiona - Mogę dziś być lekarzem. Mam nadzieję, że jesteś gotowa na wszystkie badania - zażartował sobie, może trochę dziwnie wyszło, bo przecież tak teoretycznie to robienie tego typu badań, które mogły wpaść im równocześnie do głowy (chociaż Peter to myślał tylko o swojej głowie, bo nie wiedział, że jej głowie też takie myśli są), w każdym razie wszystkie takie badania raczej prowadzą do albo są już grą wstępną. Także Peter trochę sie zmieszał i unosi brwi w szoku, że takie flirciarskie zagranie z jego strony, ale dopiero chwilę później zaczął kumać, że to była reakcja bezwarunkowa na flirciarskie zagranie ze strony Wendy! Przecież wszyscy wiedzą co to znaczy bawić się w doktorka... chyba?
Faktem jest natomiast, że chyba nici z takiego teoretycznego lekarzowania, bo jak sie okazuje, Wendy połknęła stare leki. Peter jak tylko to usłyszał, to wziął telefon i pisze do ChataGPT, sprawdzić, czy powinien już ją pakować do auta, czy jeszcze mogą sobie tu spokojnie posiedzieć.
- Wendy.... a powiedz mi... czujesz się po nich dobrze? - pyta, nie chcąc jej zanadto zdenerwować, nie chciałby też przecież, żeby dostała jakiegoś zawału. Chat mówi, że nie ma się czego obawiać, ale dla pewności spytał czy mieszanie z energolem jest bezpieczne, a nawet czy jakiekolwiek inne lekarstwa po terminie są niebezpieczne. I jak się dowiedział, że nic takiego się nie może jej stać, to pomyślał, że albo Wendy ma dużo szczęścia, albo dużo doświadczenia.
Podaje jej łyżki zupy i słucha o tym kasku i ochraniaczach, ciekawy, czy Wendy zdecyduje się wyznać co się działo na imprezie, ale widać, że wcale jej się do tego nie śpieszy. I on chyba też nie chciał naciskać, chyba już oboje zadecydowali, że to może być powód do kłótni i nie chcą o tym rozmawiać. Peter był ciekawy strony Wendy, bo w smskach brzmiała na podburzoną, ale skoro sama nie zaczynała tematu to się skupiał na karmieniu jej.
- Co nowego u Coven? - pyta, chociaż tak na prawdę to nie był pewny, czy Coven to ta przyjaciółka Wendy która go lubi czy ta, która go nie lubi. Z jakiegoś powodu jej przyjaciele mieli wobec niego jakiś problem, chyba chodziło o pieniądze.
- Nie no błagam cie, jak mógłbym zapomnieć! Spektaktularne skręcenie sobie ręki na wysokości dwudziestu centrymetrów, to tylko ty tak umiesz - spojrzał na nią z jakąś tam litością, ale jak wspomina, że się wywaliła w wannie, to oczywiście pomyślał nie o wannie, ale o tej przeźroczystej sukience i o tym, że wendy w niej pod prysznicem... Tak się zawiesił, że nie wiaodmo kiedy mówi: - Zawsze mnie to zastanawiało, ale wiesz, jakbyś leżała w wannie, czy już na podłodze poza wanną i nie mogła się podnieść, to jak niby być zadzwoniła? - no i dobrze, że z kimś była, ale że tym kimś był pewnie Matthew, to Peter zmienił sztućce i jej podaje makaron ujmując go pałeczkami.
- Ho-ho, no pewnie, na wyjazdach prawie nigdy nie miałaś wypadku, jasne - zaśmiał sie, bo pamięta jak prawie spadła w parku linowym - tylko ją złapał; jak prawie zaatakował ich niedźwiedź w lesie - tylko dojrzał go wcześniej i zdażyli się schować; jak była taka odwodniona, że prawie zasnęła za kółkiem - ale w porę kazał jej zjechać na stację benzynową. - Bardzo ciekawa teoria. A gdzie byś pojechała tym razem? - może chciał zmienic temat, a może na chwilę zamknąć jej buzię makaronem, więc jej podaje kolejną porcję.

pacjentka <3

the one with soup

: wt lip 14, 2026 11:13 pm
autor: Wendy Gardner
Wendy przepadała gdy w grę wchodził flirt, bo ona to uwielbiała. Potrafiła się nieźle odpalić, a gdy w grę wchodziła głupiutka gadka to nawet z how you doing? potrafiła wypalić naśladując Joey’a z Przyjaciół. Przy Peterze to jakoś się hamowała, ba! ona wcześniej nawet o flircie nie myślała, raczej się tylko wygłupiali, ale sprawy dość mocno się zmieniły i teraz… no właśnie, co teraz? Była wolna, on też więc czysto teoretycznie nic jej nie powstrzymywało. No nic, poza ich przyjaźnią, ale trzeba wziąć pod uwagę, że była nieco wstawiona i nie bardzo się tym wszystkim chyba przejmowała w tej chwili.
Trzy razy aż przytaknęła, gdy zapytał. Wcale sobie nie żartowała, choć ten błogi uśmiech na jej twarzy mógł zmylić. — Jestem gotowa! — znów przytaknęła po czym uśmiechnęła się szerzej i bezczelnie dodała. — Mam nadzieję, że lista badań jest długa, dawno nie byłam u lekarza — przyznała niby nieśmiało, bo jak to tak nieładnie do lekarza na kontrolę nie chodzić, po czym znów dodała. — Trzeba mnie przebadać wzdłuż i wszerz — najlepiej to dogłębnie, he he. No niewiele się pomylił w tych swoich przypuszczeniach, jej też nagle zaczęło chodzić po głowie wiele nieprzyzwoitych badań, aż sobie rozmarzona ciężko westchnęła i oczy na chwilę przemknęła. wyobrażała to sobie, czy się jej zdrzemnęło?
Nagle znów zamrugała szybciutko spoglądając na Petera niepewnie. — Nie no, chyba dobrze — senna tylko była i taka jakaś rozlazła się czuła, jakby nagle ważyła tonę i zapadała się w tej kanapie, co ją tak miło otula. Gdyby nie to, że Peter ją zagadywał i dokarmiał to pewnie odleciałaby na jakiś czas.
Coven jest suuuuuper — wyznała gdy tylko przełknęła zupę i uśmiechnęła się lekko. — To od niej z lumpeksu mam większość swojej garderoby — niekiedy nawet markowe perełki po najniższej cenie tam znajdowała. — Czasem próbuje jeszcze mnie poderwać, ale wie, że ja wolę — i tu palcem wskazała na Piotrusia — chłopców — i puściła mu oczko figlarnie, jak gdyby nigdy nic zajadając się kolejną porcją zupki serwowaną przez niego.
Wendy wcale nie uważała, że jej przyjaciele mieli coś do Petera, wręcz przeciwnie. Ba! Ophelia to ją dość mocno wspierała, gdy wyznała jej o swoich uczuciach do niego. Oni po prostu bardzo troszczyli się o nią i Peter musiał sobie zapracować na kredyt zaufania, a ta ich ostatnia kłótnia trochę to nadszarpnęła.
No a zegarek?! Przecież mam cię w numerach alarmowych, na zegarku bym to szybko ogarnęła — Peter nie od dziś był jej emergency contact! I zaraz też posłusznie zjadła makaron, co to jej na łyżkę zapakował ostatnią nitkę wciągając usteczkami i ochlapując sobie buźkę zupą. — I naprawdę nie miałam! — ożywiła się nagle gdy tak się zaśmiał. Bo takie wypadki to nie wypadki! Może to ta zupa stawiała ją na nogi, a może wcale nie?! — No kiedy, no powiedz kiedy!? — uroczo cwaniakowała taka bezbronna na tej kanapie, ale już nic nie powiedziała bo zaraz znów zapchał jej buzię kolejną porcją zupy. Miała przynajmniej chwilę by przemyśleć, gdzie chciałaby polecieć. Przemyślała, ale nic mądrego nie wymyśliła. — W jakieś ciepłe miejsce. Mam piękne nowe bikini… — westchnęła rozmarzona wyobrażając sobie jak spaceruje po plaży w nowej zdobyczy i to niejednej. Zamówiła więcej, bo nie mogła się zdecydować. Mogłaby znów zrobić pokaz mody, ale ta nieszczęsna kostka, ech.

panie doktorze 🥹❤️‍🩹

the one with soup

: śr lip 15, 2026 10:08 pm
autor: Peter Bylthe
Peter taki był zdezorientowany tą Wendy, że zaśmiał się z tego co do niego mówiła apropo badania wzdłuż i wszerz. Co prawda to nie tak, że oni nigdy przenigdy nie flirtowali, ale tym razem nie było mowy o tym, żeby puścił to mimo uszu, jak zwykle kiedy był w związku.
- Jak dawno - pyta już doktorskim tonem, ale takim którego używają chyba tylko lekarze w filmach romantycznych, kiedy chcą zadać dwuznaczne pytanie, a to pewnie mogło być trochę dwuznaczne, bo może pytał o wizytę u lekarza, a może o to, kiedy ostatnio jakiś inny "doktorek" ją dogłębnie badał?
Tymczasem karmi ją tym ramenem na zmianę podając zupkę albo makaron i coś tak podejrzewał, że Wendy będzie ją jadła jeszcze długo po tym jak wystygnie, bo jednak jest wielką paplą. Teraz zgodnie z życzeniem opowiada mu o Coven i o tym co u niej nowego, a Peter co jakiś czas tylko się uśmiecha, na sam koniec trochę się zatrzymał jakby podłapał to, że to nie do końca o jakichkolwiek chłopaków chodzi.
- A myślałem, że wolisz mnie - odpowiada więc trochę zaczepnie, a trochę bezczelnie wykorzystując tę dwuznaczność jej słów. Jak to mówią, może kto się czubi ten sią lubi, a ona teraz miała okazję do przyznania się właśnie do tego drugiego.
A no tak, oczywiście, że Wendy nie podejrzewała swoich przyjaciół o nic zdrożnego, ale Peter też nie mógł wiedzieć, że ich niecne spojrzenia mają dużo więcej wspólnego z uczuciami, którymi dzieli się z nimi wobec niego, niż z tym, że jej znajomi po prostu mają go za sztywniaka, albo za przygłupiego hokeistę.
Spojrzał na ten jej zegarek, a właściwie na miejsce na ręku, gdzie powinien się zjadować i chyba samo to spojrzenie takie wymowne powinno dać jej do zrozumienia, że nie wierzył w to, że zegarek też miałaby przy sobie w kąpieli.
- Przyznaj się mi teraz że zakładasz go tylko do kąpieli, to skisne. Zresztą, Wendy, znamy się nie od dziś, przyznaj, że sama wiesz, że byś go na pewno zapomniała założyć - i wpakował jej kolejną porcję makaronu do buzi, żeby przypadkiem nie mogła się z nim kłócić o prawdę!
- Hm, a może wtedy, jak prawie weszłaś do wana handlarzy organów i gdybym cię w ostatniej chwili nie odciągnął, to już twoja nerka albo płuca gniłyby w jakimś prosektorkium - patrzy na nią ciężko, bo sam pamięta jak zwiedzali Amerykę Środkową (chciał zobaczyć Matchu Picchu, a ona chciała wypić prawdziwą Pinia Coladę) i praktycznie codziennie miał mini zawał, że Wendy zniknie, albo własnie zostanie porwana. Zresztą, niepotrzebnie oglądali w samolocie Turistas, bo przez ten film miał mega schize i specjalnie wybierał tylko takie hotele gdzie musieli mieć razem pokój. I wcale nie chodziło wtedy o to samo o co chodziło np w Mediolanie!!
Otworzył usta na chwilę, jakby chciał jej powiedzieć, że on chciał akurat jechać do San Francisco na wystawę, ale zamknął je na myśl o bikini i Wendy w tym bikini i znów otworzył.
- Um... a może chcesz pojechać na safari - rzuca tak, już sobie myśli o tym, jak będą obserwować te wszystkie tygrysy, pumy i będzie trochę niebezpiecznie, więc Wendy się będzie tylko do niego tulić i piszczeć.

to już chyba jesteś zdrowa?

the one with soup

: czw lip 16, 2026 4:15 pm
autor: Wendy Gardner
Wendy za to w ogóle nie była zdezorientowana, ale ona aktualnie to niewiele się przejmowała tylko mówiła co jej ślina na język przyniesie patrząc na Petera maślanymi oczami. — Bardzo dawno — westchnęła z lekkim żalem. — Tak dawno, że zapomniałam od czego się zaczyna — dodała sama chyba nie będąc pewna czy wciąż mówi o wizycie lekarskiej czy o czymś zupełnie innym. — Od wywiadu czy może od razu trzeba się rozebrać do badania? — zapytała otwierając szeroko buzię i zgarniając kolejną łyżkę zupy, nie odrywając od Petera spojrzenia. Oczy jej błyszczały, ale cholera wie od czego? Niby trochę same się zamykały, lekko łzawiły, a z drugiej strony… ech ta Gardner. Posłusznie jadła zupę, która z chwili na chwilę robiła się chłodniejsza, ale zupełnie jej to nie przeszkadzało. Podobnie jak zupełnie nie robiła sobie nic z tego, że bezczelnie z nim flirtowała, bo ewidentnie to robiła. Szczególnie teraz, gdy uśmiechając się radośnie przytaknęła na jego słowa. — Ty Piotruś jesteś moim ulubieńcem always, przytaknęła na jego zaczepkę w tak naturalny sposób, że niejednego by to zdziwiło, ale nie ją. Nikt nie rozumiał tego fenomenu, że bogacki Peter i postrzelona Wendy z niemałą różnicą wieku na koncie złapali wspólny język, ale tak się stało, gdzieś w tych chwilach kiedy byli sami i nikt nie zwracał na nich uwagi. Lubiła go, więc wcale teraz nie skłamała… a to, że lubiła go od jakiegoś czasu też w nieco inny sposób to już inna kwestia.
Fuck. Nie miała zegarka i właśnie czuła się jak przyłapana na gorącym uczynku. — Chyba go zgubiłam, upsi — zachichotała przyglądając się swojemu nadgarstkowi wymownie. — I błagam cię, mam taki co noszę cały czas nawet jak się myję… taki sportowy… — naprawdę nie mogła sobie przypomnieć co z nim zrobiła. Pewnie ściągnęła na opalaniu natryskowym i zapomniała ubrać, ale ona to kiedyś głowy zapomni. Grunt, że była ładnie opalona, ciekawe czy zauważył.
Ile razy ci mówiłam, że oglądasz za dużo spraw dla reportera czy innych jakieś tam programów z kryminalnym tłem i potem wszędzie widzisz potencjalne morderstwa… a oni mieli tylko małe kotki w vanie! — jęknęła nie zdając sobie sprawy jak absurdalnie to brzmi, ale fakt faktem - jeśli kogoś dało się uprowadzić na małe kotki to właśnie Wendy.
Saaaaaaaaafari — ziewnęła kiwając przecząco głową, że nie chce już zupy. — Teraz to ja z tobą pojechałabym najchętniej do łóżka — wskazała znacząco na to jak ziewa bo jasne, że chodziło jej o to by się obok wygodnie wyłożyć i na krótką chwilę przespać w objęciach Petera morfeusza. Nie pierwszy raz leżeliby sobie jakby nigdy nic razem ucinając drzemkę. — Możesz mnie zabrać — do łóżka — na safari, tęsknię za kociakami… — dodała wywijając usta w podkówkę, bo jeśli Piotruś myślał, że ona się będzie bać tych stworzeń, to chyba zapomniał jak przez pół roku spamowała mu z RPA zdjęciami z Felidae Centre gdzie sobie dorabiała jako pomoc. — Zabierzesz mnie? — zapytała łapiąc go za rękę jakby czekała na jakieś przytaknięcie po czym szybko spasowała — Albo nie, nie było tematu. Chyba, że faktycznie przyjmę tą kieckę z diora i ją sprzedam, żeby mieć na bilet lotniczy — nagle jakoś się ożywiła, bo znów pomyślała o tej kudłatej małpie i znów miała ochotę wyszarpać ją za włosy. — Nie, nie bo to na jedno wyjdzie… nie chcę słuchać, że jestem jak typiary z Dubaju i liczę na darmowe przeloty — dodała kładąc się i wtulając głowę w poduszkę zamykając oczy.
Spoiler
Wendy Gardner w KP pisze:Dwa lata temu spędziła sześć miesięcy w RPA. Pracowała w Felidae Centre, ośrodku zajmującym się pomocą głównie dzikim kotom, takim jak lwy, gepardy, serwale czy szakale. Trafiały tam zwierzęta, które wykupiono z tzw. farm, czyli miejsc, w których za odpowiednią opłatą można do nich strzelać i na nie polować. Koty, które były trzymane w domach jako zwierzęta domowe i znudziły się właścicielom, także znajdowały tam schronienie.
choruję na twoim punkcie Peter

the one with soup

: pt lip 17, 2026 11:56 pm
autor: Peter Bylthe
Peter nie był natomiast pewny kto tu w końcu jest naćpany, bo wychodziło na to, że Wendy mówiła rzeczy, które chciał usłyszeć?? Czy jemu się wydawało? Stara się spoglądać w jej oczy, by upewniać się, że to na serio, ale widzi w odpowiedzi te maślane, te uśmiechnięte, te błyszczące i lekko przymrużone.
- Um.. - zatkało go na to, że ona chce się rozbierać, więc postanowił trochę obrócić do w żart, to był akt jakiejś chyba desperackiej i ostatniej próby wybadania czy dobrze rozumie co tu się właściwie odwala, że Wendy go tak bezczelnie podrywa. I nie dopuszczał do siebie wątpliwości związanych z tym, że mógłby na przykład jej się poddać i jakieby to miało konsekwencje, bo coraz bardziej był nabuzowany tym napięciem, które się pomiędzy nimi budowało. I już na prawde przestawał logicznie myśleć. - Tylko czekaj, bo zapomniałem. W tym badaniu kto się rozbiera, ja czy ty? - a kiedy zadał jej to pytanie właśnie kończyła przeżuwać jedną z ostatnich łyżek zupki.
Natomiast jej wyznanie przyjął z jakąś wyraźną niezręcznością. Okay, złapała się na jego zaczepkę, ale dlaczego zabrzmiało to tak, jakby mówiła mu najbardziej oczywistą rzecz, i to jeszcze platonicznie oczywistą, o ich platonicznym związku, który nie był w żadnym wypadku na takim etapie czy o smaku takim jak on by chciał? Trochę się tym zdenerował bo on wcale nie chciał, żeby to było platoniczne. Przełknął ślinę i uznał, że to jest ten moment. To musi być TEN moment. Szczególnie, że zawiesił się na chwilę wpatrując się w nią po tym, jak powiedział, że jest jej naulibieńszym
- Tak się składa, że ty moją też - zamrugał i dodał - To znaczy, dziewczyną, jesteś moją ulubioną - i zawahał się, czy ciągnąć to, bo chciał zobaczyć co ona powie na to. A może też obróci to w żart i tak w żartach sobie będą pływać bez końca?
To wyznanie jeszcze przerwała prośba o przejście do łóżka, co przy okazji rozmowy o buciu ulubionym człowiekiem, o rozbieraniu się i właśnie o łóżku, dawało jedno skojarzenie. Peter znów sie uśmiecha i odstawia pół pustą miskę z ramenem.
- Okay, mogę ci pomóc, ale obiecaj że będziesz trzymać Rocky'ego- postawił warunek, którego nie mogła nie wykonać, więc chwilę później już ją sobie podniósł, jedną rękę trzyma pod jej kolanami a druga na plecach. Faktycznie to nie pierwszy raz, kiedy by w ten sposób zasypiali razem, ale jeden z pierwszych, kiedy na prawdę tego chciał bardziej niż po prostu chciał się zdzrzemnąć.
- Za kociakami? Wendy to są niebezpieczne zwierzęta - zaśmiał się lekko, nagle przypominając sobie, że Wendy już była kiedyś w RPA i obcowała z egzotycznymi zwierzętami. - Chociaż podobno najbardziej niebezpieczne są hipopotamy... czekaj, czy nosorożce... nie no hipopptamy - uzgodnił w końcu i kiedy szli przez korytarz, przez moment zastanawiał się nad tym, jak ma jej powiedzieć o tym, że to że jest jego naulubieńszą dziewczyną to znaczy, że chciałby też ją całować w tym łóżku do którego idą, ale za każdym razem, kiedy to odgrywał w głowie, to słyszał śmiech Wendy, która okrutnie z niego kpiła i mówiła głosem Kristin, że jest przygłupi jak myślał, że taka dziewczyna mogłaby chcieć z nim mieć do czynienia.
- Czy to są jakieś nowe zdjęcia? - rzucił, kiedy przechodzili obok ramek w przedpokoju, faktycznie kilka zdjęć było nowych, na przykład te zrobione niedawno w Mediolanie. Zartrzymali się przy jednym i obrócił ją tak, żeby spojrzała na to, na którym była wielka włoska rodzinka w barze i ona. Wyglądała tam na zmęczoną, dziwne! - Kiedy to było? Teraz na wyjeżdzie? - zastanawia się, bo sobie nie przypomina takiej sytuacji. W końcu jednak wchodzą do niej do pokoju i ją posadził na łóżku, a sam w tym czasie położył się po drugiej stronie i kładzie ręce na brzuchu. Jego pies się zaraz do niego wyrywa, więc pewnie się będzie teraz rozpraszać.
- O co chodzi z tymi halucynacjami apropo lasek z Dubaju? - rzuca nagle, ajkby się zorientował, że ominał go chyba jakiś temat.

pacjentka!

the one with soup

: sob lip 18, 2026 10:46 am
autor: Wendy Gardner
Wendy zawsze paplała! Trzy po trzy, niekiedy bez ładu i składu, czasami nie wiadomo było o co jej chodzi. Teraz jednak była błogo otulona i taka bezbronna, nie bardzo też hamowała się ze swoimi przemyśleniami. Jakby ktoś zabrał jej jakikolwiek filtr, a przecież i tak już wcześniej było z nim słabo… ale teraz, o pani!. Teraz patrzyła maślanymi oczętami na Bylthe’a dumna ze swoich przemyśleń w kwestii zabawy w doktora i jednocześnie była w stanie to sobie zwizualizować pod tymi zamykającymi się oczętami. Wiadomo, że na żywo byłoby o wiele ciekawiej, ale niemożliwym było to, by Peter brał ją na poważnie to po pierwsze, a po drugie chyba nie była świadoma jak oczywiste są jej sygnały. Te tabletki najwyraźniej mocno przymroczyły jej rozumek, który i tak bez leków był wątpliwej jakości. — Badany… — przytaknęła poważnie, a przynajmniej bardzo starała się zabrzmieć poważnie — ale tak szczerze, kiedy ty ostatnio byłeś u lekarza? — zapytała i zaraz wkradł się na jej twarz jakiś taki figlarny uśmieszek — Też powinieneś się rozebrać… w sensie mieć kontrolę… no wiesz, przebadać się, w sensie jeśli dawno nie byłeś — miała nadzieje, że bardzo długo nie był u lekarza, a jak był to chociaż mógłby ściemniać dla dobra pacjentki w fazie odlotu.
Prawda była taka, że powiedziała coś o c z y w i s t e g o, co zarazem wcale takie oczywiste nie było. Od jakiegoś czasu sama próbowała to wszystko sobie rozszyfrować, co działo się między nimi, a raczej co działo się w jej głowie względem niego i wcale nie było to takie łatwe. Ba! Ostatnio już się poddała stwierdzając, że musi to zamieść pod dywan i przeczekać, aż się zleży bo miał narzeczoną, chciał z nią zamieszkać i jeszcze ten cały ślub. Sprawy jednak diametralnie się zmieniły, a ona znów nie miała pojęcia co o tym wszystkim myśleć.
Tak jak bez oporu sugerowała zabawę w doktora z tym swoim błogim uśmiechem i sennym oczkiem, tak teraz bez problemu ładnie mówiła mu, że jest jej ulubionym chłopakiem. Czy spodziewała się, że Peter też jej odpowie tym samym, chyba nie bardzo, bo zaraz zamrugała kilkakrotnie i przechyliła nieco głowę na bok jak pewnie robił to niejednokrotnie Rocky, bo pieski tak mają. Szczególnie te małe i słodkie, a wciąż niewystarczająco słodkie, bo Wendy totalnie to przebijała. Jeszcze te świecące oczy i rumiane policzki po rozgrzewającej zupie tworzyły combo, które eksplodowało słodyczą. — A więc jestem twoją dziewczyną? — znaczy co — W sensie ulubioną? — myślała o jednym, mówiła drugie, a trzecie robiła. Jej postrzelone myśli i cała ona nie wpisywały się w tryb slow motion, który się jej odpalił po lekach przeciwbólowych.
— Dlaczego? — zapytała, kiedy postanowił ją podnieść i przenieść, ale ewidentnie pytała nie o to dlaczego może jej pomóc, ani dlaczego ma trzymać przy tym psa. ona pytała dlaczego jest ulubioną dziewczyną. I grzecznie otulając Rockiego dała się unieść do góry i przetransportować do łóżka.
No i zapatrzyła się na niego, jedną rękę nawet mu gdzieś na ramię położyła i szyję zaczepiała niby to asekuracyjnie. Pewnie objęłaby go obiema, gdyby nie musiała trzymać Rockiego, choć teraz też w sumie nie bardzo się asekurowała bo zamiast trzymać się, to sobie palcem po jego skórze przejechała, widząc jak krew pulsuje mu pod skórą. I jeszcze te jego perfumy, może kiepską reputację miały, ale teraz i tak pachniały doooobrze. Chyba nawet trąciła nosem gdzieś o niego przymykając oczy i przytakując na jego słowa o kociakach. — Wciąż mam dwie ręce, dwie nogi, żadnych zadrapań… nie taki diabeł straszny — wyznała i zaraz się wkręciła w gadkę o zwierzętach, bo przecież trochę już się o nich nasłuchała w RPA.
— Hopopotamy! — przekręciła — Są agresywne bez powodu i bardziej chronią terytorium. No i hippo ma kły i taką siłę szczęki, że łódkę bez problemu BAM! BUM! rozwali na pół, a taki nosorożec to kłem też jak dziabnie to zabije, ale zanim trafi to może potrwać bo mają kiepski wzrok — rozgadała się, ale zaraz też Piotruś o zdjęcia zapytał, a ona otwarła oczy i zerknęła na to, o którym mówił. — No jak byliśmy razem — przyznała uśmiechając się błogo i zaraz też sobie przypomniała te ich wszystkie dobre rady: Miłość nie jest czymś, o co musisz prosić, ani czymś, co musisz wykradać komuś, kto już oddał swoje serce innej… To nie jest walka o resztki ze stołu... Twoja własna miłość już na ciebie czeka, ukryta gdzieś w przyszłości, i ona nie będzie skomplikowana… I nie będziesz musiała przy niej udawać, że nie czujesz tego, co czujesz... Tam akurat byłam sama, po śniadaniu w dzień meczu — kiedy to zaliczyli pamiętne kiss cam. Ciekawe, czy powiedział o tym Kristin.
I gdy wylądowała już w łóżku, a on też nie zwlekał z tym żeby się położyc to Rockiego wypuściła z uścisku by sam się ładnie ułożył gdzieś w rogu, a ona zmieniła przytulankę na Petera wciskając się mu pod ramię, jakby to było coś normalnego. Zaraz jednak się obruszyła i odsunęła układając głowę na poduszkę i patrząc tymi trochę maślanymi, a trochę furiackimi oczami na niego. — Halucynacjami? Oj może byłam lekko wstawiona na white party, ale dobrze pamiętam jak Kristin powiedziała mi — a jednak musiała się na moment zastanowić co właściwie jej powiedziała, bo bardzo chciała ją zacytować — że kręcę tyłkiem wokół twojego potrfela i jestem jak laski z dubaju, czekam na darmowe przeloty i luksusy — wyznała, a z każdym kolejnym słowem chowała głowę w poduszkę jakby bała się zobaczyć na jego twarzy chociaż cień tego, że on też mógłby tak o niej myśleć.



sponsor z dubaju 💸