the one with soup
: pt lip 10, 2026 8:21 pm
Nic wielkiego się nie stało.
Brzmiało conajmniej tak, jakby mówiła, że absolutnie wszystko jest najważniejsze i stało się i niech się tym zacznie przejmować. Jasne, że odrazu zaczął. Jakieś pięć minut wcześniej, kiedy zmienił drogę po otrzymaniu zdjęcia spuchniętej stopy Wendy. Wracał właśnie ze spaceru w parku ze swoim nowym kompanem, którego sobie kupił jakieś cztery godziny po tym, jak jego siostra urodziła mu pierwszego siostrzeńca. Tak się wzruszył ogromnie, że rano jak wstał to pierwsze co zrobił to poszedł do znajomego znajomego na farmę i wziął sobie Rocky-ego. Imie jeszcze było robocze, ale zakochał się w nim od pierwszego wrażenia, kiedy wziął go na dłoń i mu się zmieścił na niej jak jakaś zabaweczka. Teraz Rocky siedział zmęczony po spacerku i pewnie liczył na to, że wrócą na chatę, gdzie Barbara już szykowała obiad, ale Peter zmienił zdanie i skręcił na objazdówkę, żeby pojechać do Wendy, której podobno nic wielkiego się nie stało.
Wybrał numer Kristin i dzwoni do niej, żeby wyjaśnić co się wydarzyło na przyjęciu. Przez chwilę czekał aż ex dziewczyna odbierze i w sumie to nawet już się cieszył, że nie odbierze, bo też nie chciało mu się za bardzo z nią gadać, ale z drugiej musiał się dowiedzieć co się stało, a jednak przez te pięć lat nigdy nie było sytuacji, żeby nie odebrała od niego telefonu. W końcu po czterech sygnałach słyszy, że Kristin odbiera.
- Co tam Piterek, skarbeńku, już się stęskniłeś? Ile to mineło, trzy dni?
- Cześć Kristin. Słyszałem, że narozrabiałaś na White Party
- Ja? Swojej Wendy spytaj, od dwóch dni siedzę na OIOMIE
- Nie na OIOMIE tylko chyba ER prędzej... Ile mam ci razy powtarzać, że OIOM jest dla ludzi chorych na raka. Masz raka? Co się stało?
- Nos mam złamany ot co Peter!!
- Okay...
- I wiesz kto to zrobił? Ta twoja crazy Gardner, zazdrosna krowa
- Kristin...
- No oczywiście, że zazdrosna! Nie mogła po prostu przeżyć tego, że mówię jej prawdę prosto w oczy
- Kristin, uspokój się i wyjaśnij mi, dlaczego niby Wendy miałaby Cię uderzyć? Czy ty przypadkiem nie powiedziałaś jej kilku słów za dużo?
- A czy ty nie umiesz trzymać jadaczki na kłódkę tylko latasz do niej z każdą pierdołą, która dotyczy naszych prywatnych spraw?!
- Słucham...?
- No to co słyszałeś, Peter. Mam już tego dość, jakbym wiedziała, że się jej spowiadasz ze wszystkich rzeczy w naszym związku, to bym Cię już dawno rzuciła!
- Kristin, jesteś w emocjach
- Ja przynajmniej nie rozpowiadam byle komu o tym, że ze sobą nie sypialiśmy i nie obwiniam Cię o to, że mnie nie podniecasz
- ....
- Poza tym ona jest dla Ciebie nieodpowiednim towarzystwem. Jak ty możesz się z nią się trzymać? To jest toksyczna baba z nizin społecznych, która cię manipuluje
- Kristin, jesteś okrutna. Co w Ciebie wstąpiło? Podali ci jakieś silne leki?
- A co cię to obchodzi co mi podali! Wreszcie mogę ci to wygarnąć, że w naszym związku były trzy osoby i to ja jestem poszkodowana, a ty zgrywasz niewiniątko! Jak mogłeś ją wziąć do Mediolanu zamiast mnie!?
- Przecież mówiłaś, że masz robotę i że już byłaś...
- Bullshit Peter! Z żadną dziewczyną Ci nie wyjdzie, bo ty masz w głowie tylko tą jedną swoją przyjaciółkę dla której robisz jakiś charity work, obudź się chłopie, bo nim się obejrzysz ona cię złapie na dzieciaka, ja już wiem wszystko o takich
- Ja się obawiam Kristin, że ty niestety niewiele wiesz o Wendy...
- Już jej tak nie broń, ty ją zawsze bronisz! I jesteś na każde jej skinienie palcem, jak jakiś pies
- Kristin... wiesz co ta rozmowa chyba nie ma sensu, jak będziesz trzeźwa to daj znać
- Nam nie wyszło dlatego, że ona jest zawsze obok i ty i ja to wiemy bardzo dobrze przestań się oszukiwać!
- Cześć Kristin
Peter się rozłączył i spojrzał na wyświetlacz, który pokazuje mu że jedzie za szybko. Zaraz zwolnił, bo chyba przez to, że gadał z Kristin, to się zapomniał i chociaż brzmiał na opanowanego, to się mega spiął tą kłótnią. Jak się okazuje, jednak ich rozstanie nie mogło być "na poziomie" tak jak mu się wydawało, szczególnie teraz, kiedy Kristin rozwiązał się język.
Mały Rocky jakby mu czytał w myślach, bo szczeknął, co wywołuje na ustach Petera lekki uśmiech, bo przywołało go to do rzeczywistości. Jednak życie nie jest takie okropne, szczególnie jak ma się takiego pasażera uroczego.
Dosłownie godzinę od ostatniego smsa i już był pod jej drzwiami. Nie obawiał sie o to, ze nie ma jej w domu bo gdzieś wyszła, albo coś, bo przecież była raczej unieruchomiona ze względu na swoją stopę, ale trochę zastanawiał się... co jeżeli w jej domu będzie Matt? To będzie ultra niezręczne, jeżeli Matt mu otworzy drzwi. A on co mu powie: hej, tu zupa dla Wendy i zapas groszku na jej opuchniętą stopę, czy możesz jej ode mnie zrobić jeszcze masaż, w prezencie? Dramat. Druga rzecz, która go stresowała to fakt, że ostatnio kiedy był w tym mieszkaniu to tak się pokłócili, że się nie odzywali do siebie kilka tygodni.
Ale nieważne. Dziś miał Rocky'ego do pomocy i zupę i całą apteczkę, jak każdy ktoś kto zawodowo uprawia sport. Dzwoni do jej drzwi i przesuwa psa do judasza, żeby się troche zdziwiła, jakby jednak chciała zajrzeć kto to. A kiedy otworzyła to uśmiecha się do niej szeroko.
- Przywiozłem posiłki. I nie mówię o wielkim kuble ramenu z AsiaEat - władował się do mieszkania i stara się nie myśleć o ostatniej kłótni w tych ścianach, spogląda na dół na jej stopę i kręci głową, bo faktycznie trochę źle to wygląda. Wręcza jej w ręce psa. - To jest Rocky, próbowałem ci o nim napisać, ale zrozumiałem, że chyba mamy ważniejsze tematy. Chodź na kanapę - chociaż chodź trochę inaczej on rozumiał niż ona, w każdym razie jakoś pomógł jej się przetransportować na kanapę i kiedy już siedziała (dobrze, że jej mieszkanie nie było gigantyczne), to sięgnął do torby i zaczął wszystko wyjmować co było potrzebne, a był potrzebny bandaż, spray, maść, no i ten Ramen. Szuka miski na zupkę i łyżki, w miedzyczasie spojrzał przez ramie na Wendy.
- Dlaczego nie pojechałaś do szpitala na prześwietlenie? Mogę ci to zmrozić, mam specjanly spray sportowy na to, ale jeżeli uszkodziłaś sobie więzadła... na ile oceniasz ból w skali jeden do pięć? - i zostawił to oglądanie się za łyżką, tylko przyszedł do niej i jej ułożył poduszki jedna na drugiej, żeby położyła nogę wyżej. Jak tym się już zajął, to wrócił do szukania naczynia na ramen z jej ulubionej restauracji. pacjentka numer jeden
Brzmiało conajmniej tak, jakby mówiła, że absolutnie wszystko jest najważniejsze i stało się i niech się tym zacznie przejmować. Jasne, że odrazu zaczął. Jakieś pięć minut wcześniej, kiedy zmienił drogę po otrzymaniu zdjęcia spuchniętej stopy Wendy. Wracał właśnie ze spaceru w parku ze swoim nowym kompanem, którego sobie kupił jakieś cztery godziny po tym, jak jego siostra urodziła mu pierwszego siostrzeńca. Tak się wzruszył ogromnie, że rano jak wstał to pierwsze co zrobił to poszedł do znajomego znajomego na farmę i wziął sobie Rocky-ego. Imie jeszcze było robocze, ale zakochał się w nim od pierwszego wrażenia, kiedy wziął go na dłoń i mu się zmieścił na niej jak jakaś zabaweczka. Teraz Rocky siedział zmęczony po spacerku i pewnie liczył na to, że wrócą na chatę, gdzie Barbara już szykowała obiad, ale Peter zmienił zdanie i skręcił na objazdówkę, żeby pojechać do Wendy, której podobno nic wielkiego się nie stało.
Wybrał numer Kristin i dzwoni do niej, żeby wyjaśnić co się wydarzyło na przyjęciu. Przez chwilę czekał aż ex dziewczyna odbierze i w sumie to nawet już się cieszył, że nie odbierze, bo też nie chciało mu się za bardzo z nią gadać, ale z drugiej musiał się dowiedzieć co się stało, a jednak przez te pięć lat nigdy nie było sytuacji, żeby nie odebrała od niego telefonu. W końcu po czterech sygnałach słyszy, że Kristin odbiera.
- Co tam Piterek, skarbeńku, już się stęskniłeś? Ile to mineło, trzy dni?
- Cześć Kristin. Słyszałem, że narozrabiałaś na White Party
- Ja? Swojej Wendy spytaj, od dwóch dni siedzę na OIOMIE
- Nie na OIOMIE tylko chyba ER prędzej... Ile mam ci razy powtarzać, że OIOM jest dla ludzi chorych na raka. Masz raka? Co się stało?
- Nos mam złamany ot co Peter!!
- Okay...
- I wiesz kto to zrobił? Ta twoja crazy Gardner, zazdrosna krowa
- Kristin...
- No oczywiście, że zazdrosna! Nie mogła po prostu przeżyć tego, że mówię jej prawdę prosto w oczy
- Kristin, uspokój się i wyjaśnij mi, dlaczego niby Wendy miałaby Cię uderzyć? Czy ty przypadkiem nie powiedziałaś jej kilku słów za dużo?
- A czy ty nie umiesz trzymać jadaczki na kłódkę tylko latasz do niej z każdą pierdołą, która dotyczy naszych prywatnych spraw?!
- Słucham...?
- No to co słyszałeś, Peter. Mam już tego dość, jakbym wiedziała, że się jej spowiadasz ze wszystkich rzeczy w naszym związku, to bym Cię już dawno rzuciła!
- Kristin, jesteś w emocjach
- Ja przynajmniej nie rozpowiadam byle komu o tym, że ze sobą nie sypialiśmy i nie obwiniam Cię o to, że mnie nie podniecasz
- ....
- Poza tym ona jest dla Ciebie nieodpowiednim towarzystwem. Jak ty możesz się z nią się trzymać? To jest toksyczna baba z nizin społecznych, która cię manipuluje
- Kristin, jesteś okrutna. Co w Ciebie wstąpiło? Podali ci jakieś silne leki?
- A co cię to obchodzi co mi podali! Wreszcie mogę ci to wygarnąć, że w naszym związku były trzy osoby i to ja jestem poszkodowana, a ty zgrywasz niewiniątko! Jak mogłeś ją wziąć do Mediolanu zamiast mnie!?
- Przecież mówiłaś, że masz robotę i że już byłaś...
- Bullshit Peter! Z żadną dziewczyną Ci nie wyjdzie, bo ty masz w głowie tylko tą jedną swoją przyjaciółkę dla której robisz jakiś charity work, obudź się chłopie, bo nim się obejrzysz ona cię złapie na dzieciaka, ja już wiem wszystko o takich
- Ja się obawiam Kristin, że ty niestety niewiele wiesz o Wendy...
- Już jej tak nie broń, ty ją zawsze bronisz! I jesteś na każde jej skinienie palcem, jak jakiś pies
- Kristin... wiesz co ta rozmowa chyba nie ma sensu, jak będziesz trzeźwa to daj znać
- Nam nie wyszło dlatego, że ona jest zawsze obok i ty i ja to wiemy bardzo dobrze przestań się oszukiwać!
- Cześć Kristin
Peter się rozłączył i spojrzał na wyświetlacz, który pokazuje mu że jedzie za szybko. Zaraz zwolnił, bo chyba przez to, że gadał z Kristin, to się zapomniał i chociaż brzmiał na opanowanego, to się mega spiął tą kłótnią. Jak się okazuje, jednak ich rozstanie nie mogło być "na poziomie" tak jak mu się wydawało, szczególnie teraz, kiedy Kristin rozwiązał się język.
Mały Rocky jakby mu czytał w myślach, bo szczeknął, co wywołuje na ustach Petera lekki uśmiech, bo przywołało go to do rzeczywistości. Jednak życie nie jest takie okropne, szczególnie jak ma się takiego pasażera uroczego.
Dosłownie godzinę od ostatniego smsa i już był pod jej drzwiami. Nie obawiał sie o to, ze nie ma jej w domu bo gdzieś wyszła, albo coś, bo przecież była raczej unieruchomiona ze względu na swoją stopę, ale trochę zastanawiał się... co jeżeli w jej domu będzie Matt? To będzie ultra niezręczne, jeżeli Matt mu otworzy drzwi. A on co mu powie: hej, tu zupa dla Wendy i zapas groszku na jej opuchniętą stopę, czy możesz jej ode mnie zrobić jeszcze masaż, w prezencie? Dramat. Druga rzecz, która go stresowała to fakt, że ostatnio kiedy był w tym mieszkaniu to tak się pokłócili, że się nie odzywali do siebie kilka tygodni.
Ale nieważne. Dziś miał Rocky'ego do pomocy i zupę i całą apteczkę, jak każdy ktoś kto zawodowo uprawia sport. Dzwoni do jej drzwi i przesuwa psa do judasza, żeby się troche zdziwiła, jakby jednak chciała zajrzeć kto to. A kiedy otworzyła to uśmiecha się do niej szeroko.
- Przywiozłem posiłki. I nie mówię o wielkim kuble ramenu z AsiaEat - władował się do mieszkania i stara się nie myśleć o ostatniej kłótni w tych ścianach, spogląda na dół na jej stopę i kręci głową, bo faktycznie trochę źle to wygląda. Wręcza jej w ręce psa. - To jest Rocky, próbowałem ci o nim napisać, ale zrozumiałem, że chyba mamy ważniejsze tematy. Chodź na kanapę - chociaż chodź trochę inaczej on rozumiał niż ona, w każdym razie jakoś pomógł jej się przetransportować na kanapę i kiedy już siedziała (dobrze, że jej mieszkanie nie było gigantyczne), to sięgnął do torby i zaczął wszystko wyjmować co było potrzebne, a był potrzebny bandaż, spray, maść, no i ten Ramen. Szuka miski na zupkę i łyżki, w miedzyczasie spojrzał przez ramie na Wendy.
- Dlaczego nie pojechałaś do szpitala na prześwietlenie? Mogę ci to zmrozić, mam specjanly spray sportowy na to, ale jeżeli uszkodziłaś sobie więzadła... na ile oceniasz ból w skali jeden do pięć? - i zostawił to oglądanie się za łyżką, tylko przyszedł do niej i jej ułożył poduszki jedna na drugiej, żeby położyła nogę wyżej. Jak tym się już zajął, to wrócił do szukania naczynia na ramen z jej ulubionej restauracji. pacjentka numer jeden