Strona 1 z 1

but was he yours if he wanted me so bad?

: sob lip 11, 2026 1:57 am
autor: Indie Caldwell
15
✩ ✩ ✩
someone told me, "stay away from things that aren't yours"
but was he yours if he wanted me so bad?
pacify her, she's getting on my nerves
you don't love her, stop lying with those words
Spoko dziewczyna. Młoda, miła całkiem i w ogóle, tylko... bystra jak woda w kiblu, że tak powiem — skwitowała z krótkim wzruszeniem ramion, tym samym podsumowując swój kilkuminutowy monolog o najnowszej członkini zespołu Fox Theatre. Do powiedzenia o nowej dziewczynie miała akurat całkiem sporo, bo z jakiejś przyczyny to właśnie Indie spotkał zaszczyt przeszkolenia niejakiej Tilly. Ciężko powiedzieć, kto uznał to za dobry pomysł — Caldwell raczej nie słynęła z sumienności i profesjonalnej postawy, ze znajomości i umiejętności respektowania zasad też niespecjalnie, więc nie do końca rozumiała, skąd taka decyzja, ale nie zamierzała jej kwestionować. Nie robiło jej to większej różnicy, zwłaszcza, że kilka godzin w towarzystwie nowej koleżanki było wyśmienitą okazją do zgromadzenia całej masy opinii i spostrzeżeń, którymi teraz mogła (i nie omieszkała) podzielić się z Lucasem. — I wiesz, ja nie mam żadnych złudzeń, Miller, wiem, że żaden ze mnie Einstein, więc może nie mi to oceniać, ale... kurwa. Laska myślała, że Pilates to ten typ, który skazał Jezusa na śmierć, czujesz?
Z końcem własnego wywodu Indie sama czuła się nim na tyle zmęczona, że po raz pierwszy od dłuższej chwili przycichła, tym razem na dłużej niż marne pięć sekund. Potrzebowała chwili przerwy od ciągłego mówienia, zwłaszcza, że nadawała niestrudzenie już od dawna, konkretnie odkąd kilkanaście minut temu przekroczyła próg mieszkania Lucasa. Wcale nie tylko dlatego, że miała mu dużo do powiedzenia.
Jasne, z radością i szczerym entuzjazmem donosiła mu o nowej współpracowniczce, ba, czekała na tą sposobność pół dnia, ale było w tym jej trajkotaniu coś nerwowego, niespokojnego, jakby czuła się do niego zobowiązana. Sumiennie zapełniała ciszę i całą wolną przestrzeń słowami, przede wszystkim po to, żeby odwrócić uwagę — jego też, ale przede wszystkim własną — od faktu, że było jej dziwnie. Nie, że źle, ale dziwnie. Dziwnie było być w jego mieszkaniu i jak gdyby nigdy nic zdawać sprawozdanie z porannej zmiany w kinie, dziwnie było znów siedzieć na jego kanapie, dokładnie tej samej, na której obudziła się skacowana jeszcze kilka miesięcy temu. A jeszcze dziwniej, najdziwniej było Indie udawać, że wcale nie była tym wszystkim głęboko zmieszana; że to w ogóle nie tak, że niczego już za bardzo nie wiedziała — ani jak zdefiniować ich obecną relację, ani co o niej myśleć.
A z resztą, co ja Ci będę opowiadać... Widziałam, że pojutrze sami zamykacie, to przekonasz się sam. Nie będę spoilerować — zadecydowała, finalnie nie wytrzymując w tej ciszy specjalnie długo, ale umówmy się: można było się tego spodziewać. — Ty byś coś teraz powiedział. O, albo lepiej, coś byś włączył, co? — dodała, krótkim skinięciem głowy wskazując na konsolę. — Tylko żadne kurwa Call of Duty. Lepszego coś.

Lucas Miller

but was he yours if he wanted me so bad?

: sob lip 11, 2026 9:10 am
autor: Lucas Miller
trigger warning
przekleństwa
Co ty gadasz… — słuchał uważnie Indie, kiedy opowiadała o swoim dniu, siedząc u niego na kanapie i nawijając, podczas gdy on próbował zrobić im jedzenie. I słowo próbował tutaj było kluczowym dla sprawy, biorąc pod uwagę, że Miller był jednak bardziej mistrzem śniadań — jajeczniczka, jakieś tościki, a herbatę jaką robił dobrą! — ale kurwa z obiadami, to już bywało różnie. Szczególnie takimi ambitnymi, do których zrobienia trzeba było użyć piekarnika. Bo kto by pomyślał, że do lasagne będzie trzeba?! A do tego, że makaron pierwsze trzeba było ugotować? Kogoś mocno pojebało i to wcale nie był on. Więc łowił już kolejny płat, jak ten dębił, dmuchając i chuchając pod nosem, żeby mu się nie złamał jak sześć poprzednich, przy okazji angażując się w rozmowę z Indie. — Ja to w ogóle nie rozumiem, jakim cudem, ktoś zostawił nową laskę z TOBĄ na zmianie. Przecież wszyscy kurwa wiedzą, ze ty do dzisiaj nie umiesz nawet zwrotu na kasie zrobić i za każdym razem wciskasz ludziom kit, że niestety polityka kina głosi, że biletów nie można zwracać — spojrzał na nią wymownie znad lady. Akurat on znał już te wszystkie sztuczki Indie. — Nie wspomnę o tym, że ostatnio była kolejka na dzisieć osób, a ty sobie kurwa w gierkę na telefonie grałaś schowana pod biurkiem — wytknął jej i chociaż próbował zachować przy tym powagę, to przecież długo nie był w stanie udawać, że go to nie bawiło. Prychnął w końcu. Indie zawsze go rozczulała swoim sposobem bycia. Nie była może idealna, ale właśnie te jej odchyły i odpadły podobały mu się w niej najbardziej. Nie dało się z nią nudzić. Nawet na moment się na nią zapatrzył przez co sos zaczął dziwnie skwirczeć na patelni i musiał do niego podbiec w trybie pilnym.
Co? W nic nie będziesz kurwa grać beze mnie — rzucił w eter w międzyczasie, kręcąc drewnianą łyżką jak jakiś pierdolnięty, próbując odkleić przyschnięte elementy od patelni. — Już sam fakt, że siedzisz tak daleko mnie… denerwuje — o proszę, jakie ładne słowo. Zdecydowanie nie pasowało do sytuacji, ale niech będzie. Pomieszał jeszcze trochę, a potem odstawił ją na blat, znowu go brudząc po lewej stronę i podszedł do Indie. — Skupić się przez ciebie nie mogę. A jak ma być dobre, albo chociaż jadalne, to musze. Rozumiesz? — stanął nad nią jak matka w sobotę o ósmej rano, żeby zagonić dziecko do sprzątania. Tylko Lucas zamiast ją do czegokolwiek zmuszać, bezczelnie nachylił się po prostu w jej kierunku i szarpnął ją pierwsze za ręce, tak że wpadła mu w ramiona, a potem za biodra i przerzucił ją sobie przez ramię. — Idziesz ze mną, Caldwell — ale kurwa porywacz. Tak daleko ją uprowadził, że przeszli do aneksu kuchennego, a zgrabny tyłek Indie został posadzony po prawej stronie na blacie. Tam gdzie robiło się kawkę i przede wszystkim było czysto. Upewnił się, że wygodnie siedziała i na moment znalazł sobie miejsce między jej nogami.
Lepiej — mruknął, zaglądając w jej jasne, szare oczy. Zdążył jedynie musnąć jej kolana, kiedy sos znowu zaskwierczał. — Nie no kurwa, popierdoli mnie — wyrwał się do patelni i zaczął mieszać. — Chuj, zdejmuje to gówno z gazu. Po chuj te rzeczy w ogóle się grzeje, jak i tak potem mają iść do piekarnika? — spojrzał na swoją (?) przyjaciółkę/dziewczynę/obiekt westchnień (niepotrzebne skreślić), jakby to ona miała mieć odpowiedź na jego zagwozdki. A nim ona zdążyła mu odpowiedzieć, doskoczył jeszcze do garnka i wygrzebał z niego płat makaronu. Trochę się rozgotował, ale lepsze to niż jakby miał mu się znowu złamać, nie?

Indie 👩🏻‍🍳 *ੈ✩‧

but was he yours if he wanted me so bad?

: ndz lip 12, 2026 7:54 pm
autor: Indie Caldwell
Ja też nie. Jakoś nie chce mi się wierzyć, że w całym budynku nie było kogoś bardziej wykwalifikowanego. — Tak, bo to z pewnością o kwalifikacje chodziło, a nie o fakt, że — mówiąc wprost — miała na to wszystko centralnie wysrane. — Bo nie można — zapewniła z śmiertelnie poważną miną, dokładnie tą samą, z którą na co dzień cięła klientów w chuja, nalegając, że nie była w stanie im pomóc. — Prawa konsumenta już nie obejmują zakupu i sprzedaży biletów kinowych, właśnie ogłosili. Nie słyszałeś? — zdziwiła się, choć dużo bardziej zszokował ją ten absolutny brak zrozumienia, którym wykazywał się bezczelnie wytykając jej okazjonalną rundkę Candy Crush albo pasjansapod ladą. — No ale halo, przecież musiałam poziom dokończyć — oburzyła się wielce, co najmniej tak, jakby te zarzuty nie były w stu procentach uzasadnione i na miejscu. — I co, że czasem się zrobi kolejka? I tak przez pierwsze pół godziny seansu lecą reklamy, nic się ludziom nie stanie jak sobie zaczekają minutkę albo dwie. Cierpliwość to cnota podobno — odparła, bez zawahania stając we własnej obronie (no ba), a czy rzeczywiście była to minutka albo dwie... to już inna sprawa. Ale tego nie miał jak udowodnić. — Poza tym jeszcze się nasiedzą przez następne dwie i pół godziny, nie? Więc jak sobie o tym pomyślisz, to robię im w ten sposób przysługę, nie ma kurwa za co.
Mogłaby sprawiać wrażenie całkowicie pochłoniętej tym ciągłym mówieniem, ale przez cały ten czas skutecznie dzieliła swoją uwagę między słowa a Lucasa, wodząc za nim wzrokiem po całej kuchni i z cieniem rozbawienia na twarzy obserwując te jego kulinarne zmagania. Które, nawiasem mówiąc, wbrew pozorom bardzo doceniała, w przeciwieństwie do pretensji, z którymi za chwilę stanął jej nad głową.
Aha, ale co przeze mnie? Nie moja wina — zdążyła się obruszyć i niewiele więcej, bo w ogóle nie była przygotowana na to, żeby z kolejnym mrugnięciem nagle znaleźć się przewieszona przez ramię Millera. Miała zaprotestować, serio, w końcu co to za bezczelna samowola, ale niestety trochę ciężko było się sprzeciwiać kiedy akurat nie mogła przestać chichotać pod nosem, więc postanowiła wyjątkowo mu na to wszystko pozwolić. Wyjątkowo. — Niech ci będzie — skwitowała, kiedy siedziała już na blacie. Jakby w c a l e jej się nie podobało, może nawet bardziej niż gra, bo widok z jej nowego miejsca na blacie był znacznie lepszy niż ten z kanapy, zwłaszcza, kiedy miała Lucasa blisko, na wyciągnięcie ręki. Już nieco mniej podobał jej się fakt, że nie zdążyła się tym nawet porządnie nacieszyć, bo ledwo skrzyżowała z nim spojrzenia, a już musiał ruszyć z odsieczą przypalającemu się sosowi, na co pokręciła głową z politowaniem.
Nie planowała się wtrącać, w zupełności zadowalało ją bierne nadzorowanie Millera, ale im dłużej obserwowała go w akcji przy garach, tym bardziej czuła się zobowiązana zainterweniować. No przecież kurwa musiała.
Dobra, ale grzeje, a nie pali, w chuj zdejmuj — wytknęła, a że czuła przemożną potrzebę wzięcia spraw w swoje ręce — nie czekała, aż Lucas skończy łowić rozgotowany płat makaronu i wychyliła się w kierunku kuchenki, żeby osobiście przesunąć patelnię z sosem na palnik obok. A jak już przy tym była... — A ten makaron byś przykręcił, nie musisz go tak na pełnej kurwie gotować — stwierdziła, po czym i tak zrobiła to sama. — W sumie to w ogóle nie musisz. Wiesz, Big Pasta nie chce żebyś to wiedział, ale lasagne z nieugotowanego makaronu wychodzi dokładnie tak samo — podzieliła się konspiracyjnym tonem, ale już zaczynał jej się włączać tryb zadaniowy, więc zrozumiałe, że niecałe dwie sekundy później musiała spytać: — No a piekarnik to nastawiłeś w ogóle?

Lucas 𑣲⋆