Diego Castillo
: sob lip 11, 2026 9:23 am
Diego Mateo "Teo" Castillo

data i miejsce urodzenia
12/09/1988, Oaxaca, Meksykzaimki
on/jegozawód
Szef kuchnimiejsce pracy
Restauracja Messini Authentic Gyrosorientacja
biseksualnydzielnica mieszkalna
Greektownpobyt w toronto
od 6 latumiejętności
profesjonalne gotowanie (kuchnia meksykańska i fusion), zarządzanie kuchnią i brygadą pod presją czasu, perfekcyjna znajomość i ostrzenie noży, cierpliwość do dzieciaków, majsterkowanie, bieganie długodystansowesłabości
chorobliwy perfekcjonizm, absolutny brak umiejętności proszenia o pomoc, branie wszystkiego na własne barki, tykająca bomba gdy jest zmęczony (wtedy wychodzi ostry język), demony przeszłości, o których woli milczeć
Nigdy nie oglądaj się za siebie, chyba że chcesz sprawdzić, kto rzuca w ciebie nożem.
Urodził się w meksykańskiej Oaxace, ale zanim zdążył dobrze zapamiętać zapach tamtejszych rynków, rodzina spakowała cały swój dobytek i ruszyła na północ. Dorastanie w Boyle Heights w Los Angeles było szybką szkołą przetrwania. Jako najstarszy z czwórki rodzeństwa, Diego od małego wiedział, czym jest zapach przypieczonej tortilli i odpowiedzialność, która potrafi przygnieść do ziemi. Rodzice harowali od świtu do nocy, żeby ogarnąć amerykańskie obywatelstwo i godne życie, więc on zamiast biegać po ulicach, stał w kuchni z babcią. To tam nauczył się, że jedzenie to jedyna rzecz, która potrafi utrzymać rodzinę w kupie. I tak mu już zostało – miłość do garów stała się jego biletem z gorszej dzielnicy.
A potem poszło szybko. Za szybko. Przeprowadzka na wschodnie wybrzeże, mordercze zmiany, pot, krew i pierwsze poważne sukcesy na poziomie restauracji z gwiazdkami Michelin. Zamiast jednak cieszyć się życiem, Diego wpadł w klasyczny gastronomiczny ciąg – praca po kilkanaście godzin, alkohol, kokaina, brak snu i wieczne udawanie, że ma wszystko pod kontrolą. W wieku 29 lat jego idealnie poukładany świat spektakularnie pierdolnął na oczach całego personelu w trakcie piątkowego serwisu. Szpital, załamanie nerwowe, a zaraz potem odwyk.
Toronto miało być nowym początkiem. Przyjechał tu sześć lat temu, z czystą kartą i ogromną potrzebą ustatkowania się. To tutaj poznał swoją (byłą już) żonę, z którą doczekał się dwóch córek – pięcioletniej Isabeli i trzyletniej Sofii. Choć małżeństwo nie przetrwało próby czasu i jego trudnego charakteru, Diego nie zamierzał uciekać. Został w mieście, żeby być blisko dzieciaków, a od jakiegoś czasu rządzi kuchnią w Messini Authentic Gyros. Jest trzeźwy od dziewięciu lat i każdego dnia stara się udowodnić sobie (oraz całemu światu), że najgorsze ma już za sobą. Choć jego kuchnia to strefa militarna, w której nie ma miejsca na błędy, głęboko pod tą szorstką skorupą kryje się facet, który po prostu próbuje nie spaść z rowerka.
- Absolutny tyran w kwestii marnowania jedzenia. Zostawisz coś na talerzu albo wyrzucisz dobry produkt? Masz przejebane.
- Noże kuchenne traktuje lepiej niż większość ludzi – są jego świętością i jako leworęczny nikomu nie pozwala ich dotykać.
- Na jego ciele znajdzie się kilka tatuaży, w tym data oznaczająca koniec odwyku, ale rzadko o tym opowiada.
- Ma 7-letniego kundla Chuy, którego zgarnął ze schroniska i który jest prawdopodobnie jedyną istotą, na którą Diego nigdy nie krzyczy.
- Pali. Dużo. Zazwyczaj po skończonej zmianie, stojąc na zapleczu i gapiąc się w przestrzeń.
- Latynoski temperament ma na smyczy, ale jak ta smycz pęknie – potrafi rzucić mięsem w trzech językach na raz.
- Gdy ma wolne, biega po Toronto, dopóki nie padnie z nóg – twierdzi, że to jedyny sposób, żeby uciszyć chaos w głowie.
- W kuchni cicho nuci klasycznego rocka albo meksykańskie kawałki, co potrafi być dziwnie mylące, biorąc pod uwagę jego groźną aparycję (180 cm żywej wściekłości i mięśni).
- Oficjalnie na drugie ma Mateo. W Toronto większość znajomych i stałych klientów mówi na niego po prostu Teo – dla lokalsów to łatwiejsze do wymówienia niż pełne imię, a jemu to absolutnie nie przeszkadza. Na zapleczu, gdy myśli, że nie słyszy, młodziakom zdarza się szeptać na niego Don Teo.
Urodził się w meksykańskiej Oaxace, ale zanim zdążył dobrze zapamiętać zapach tamtejszych rynków, rodzina spakowała cały swój dobytek i ruszyła na północ. Dorastanie w Boyle Heights w Los Angeles było szybką szkołą przetrwania. Jako najstarszy z czwórki rodzeństwa, Diego od małego wiedział, czym jest zapach przypieczonej tortilli i odpowiedzialność, która potrafi przygnieść do ziemi. Rodzice harowali od świtu do nocy, żeby ogarnąć amerykańskie obywatelstwo i godne życie, więc on zamiast biegać po ulicach, stał w kuchni z babcią. To tam nauczył się, że jedzenie to jedyna rzecz, która potrafi utrzymać rodzinę w kupie. I tak mu już zostało – miłość do garów stała się jego biletem z gorszej dzielnicy.
A potem poszło szybko. Za szybko. Przeprowadzka na wschodnie wybrzeże, mordercze zmiany, pot, krew i pierwsze poważne sukcesy na poziomie restauracji z gwiazdkami Michelin. Zamiast jednak cieszyć się życiem, Diego wpadł w klasyczny gastronomiczny ciąg – praca po kilkanaście godzin, alkohol, kokaina, brak snu i wieczne udawanie, że ma wszystko pod kontrolą. W wieku 29 lat jego idealnie poukładany świat spektakularnie pierdolnął na oczach całego personelu w trakcie piątkowego serwisu. Szpital, załamanie nerwowe, a zaraz potem odwyk.
Toronto miało być nowym początkiem. Przyjechał tu sześć lat temu, z czystą kartą i ogromną potrzebą ustatkowania się. To tutaj poznał swoją (byłą już) żonę, z którą doczekał się dwóch córek – pięcioletniej Isabeli i trzyletniej Sofii. Choć małżeństwo nie przetrwało próby czasu i jego trudnego charakteru, Diego nie zamierzał uciekać. Został w mieście, żeby być blisko dzieciaków, a od jakiegoś czasu rządzi kuchnią w Messini Authentic Gyros. Jest trzeźwy od dziewięciu lat i każdego dnia stara się udowodnić sobie (oraz całemu światu), że najgorsze ma już za sobą. Choć jego kuchnia to strefa militarna, w której nie ma miejsca na błędy, głęboko pod tą szorstką skorupą kryje się facet, który po prostu próbuje nie spaść z rowerka.
Ciekawostki
- Wierzący (wychowanie w meksykańskim domu robi swoje), ale bez przesady – wisiorek z Matką Boską nosi bardziej z przyzwyczajenia i szacunku do korzeni niż z wielkiej gorliwości.- Absolutny tyran w kwestii marnowania jedzenia. Zostawisz coś na talerzu albo wyrzucisz dobry produkt? Masz przejebane.
- Noże kuchenne traktuje lepiej niż większość ludzi – są jego świętością i jako leworęczny nikomu nie pozwala ich dotykać.
- Na jego ciele znajdzie się kilka tatuaży, w tym data oznaczająca koniec odwyku, ale rzadko o tym opowiada.
- Ma 7-letniego kundla Chuy, którego zgarnął ze schroniska i który jest prawdopodobnie jedyną istotą, na którą Diego nigdy nie krzyczy.
- Pali. Dużo. Zazwyczaj po skończonej zmianie, stojąc na zapleczu i gapiąc się w przestrzeń.
- Latynoski temperament ma na smyczy, ale jak ta smycz pęknie – potrafi rzucić mięsem w trzech językach na raz.
- Gdy ma wolne, biega po Toronto, dopóki nie padnie z nóg – twierdzi, że to jedyny sposób, żeby uciszyć chaos w głowie.
- W kuchni cicho nuci klasycznego rocka albo meksykańskie kawałki, co potrafi być dziwnie mylące, biorąc pod uwagę jego groźną aparycję (180 cm żywej wściekłości i mięśni).
- Oficjalnie na drugie ma Mateo. W Toronto większość znajomych i stałych klientów mówi na niego po prostu Teo – dla lokalsów to łatwiejsze do wymówienia niż pełne imię, a jemu to absolutnie nie przeszkadza. Na zapleczu, gdy myśli, że nie słyszy, młodziakom zdarza się szeptać na niego Don Teo.
zgoda na powielanie imienia
takzgoda na powielanie pseudonimu
takZgody MG
poziom ingerencji
średnizgoda na śmierć postaci
niezgoda na trwałe okaleczenie
niezgoda na nieuleczalną chorobę postaci
niezgoda na uleczalne urazy postaci
takzgoda na utratę majątku postaci
takzgoda na utratę posady postaci
tak