All you have to do is turn the page
: ndz lip 12, 2026 3:27 pm
Praca w księgarni niosła ze sobą wiele korzyści. Przykładowo Cass mogła spędzić trochę czasu z klientami, doradzając im i odpowiadając na pytania związane z danymi pozycjami literackimi, wymieniając się spostrzeżeniami oraz wnioskami nasuwającymi się po przeczytaniu kolejnych rozdziałów. Podobało jej się poznawanie punktu widzenia drugiej osoby, bo dzięki temu tak wiele można było dowiedzieć się o człowieku! Wyrażanie własnych myśli, opis emocji, które towarzyszyły linijkom czytanego tekstu. To było warte uwagi i nad wyraz odkrywcze.
Kolejnym wielkim plusem tego zatrudnienia była możliwość czytania nowych pozycji bez konieczności ich kupowania. Owszem, potrafiła przeznaczyć sporą część wypłaty na książki, wspierając przy tym autorów, których ceniła, ale niestety przez kończące się miejsce we wspólnym mieszkaniu, które wynajmowała z Syd musiała się ograniczyć. Dodatkowo jej zarobki wcale nie były kolosalnych rozmiarów i musiała lepiej zarządzać swoim budżetem, znacznie częściej czytając po prostu w wolnych chwilach, kiedy sklep nie roił się od klientów.
Dzisiaj nie było ich wielu. Pochmurny dzień, podczas którego niebo usilnie igrało ze światem, prowokując deszczem, ludzie preferowali siedzieć w domu, ewentualnie w pobliskich kawiarniach. Nikt wtedy nie przejmował się książkami, które jedynie czekał by ktoś je przeczytał. Miały tak wiele do opowiedzenia, a skazane były na milczenie.
-Jeszcze przyjdzie na was czas - rzuciła w eter, uśmiechając się szeroko gdy poczuła pod palcami przyjemny chłód okładek, po których przejechała palcem. Lubiła zapach nowych lektur, przywodziły jej na myśl dzieciństwo. Pamiętała jak mama siadała przy jej łóżku, czytając. Zawsze miała dla niej interesującą historię, rozbudzając w córce pociąg do świata fantazji. To ona wpoiła jej miłość do opowieści oraz słowa czytanego. Była jej za to wdzięczna bo o ile świat byłby ciemniejszy, gdyby nie książki.
Sięgnęła po pozycję znajdującą się na stosie oznaczonym napisem “Nowości”. Przyjrzała się okładce, rozpoznając osobę, której twarz widniała na tyle. Nie znała jej osobiście, ale ceniła za zmysł pisarski. Kryminały, które wychodziło spod ręki mężczyzny były wciągające na tyle, że Wildbird nie potrafiła się od nich oderwać, ignorując wszystko w chwili, w której zaczynała się największa akcja. Bywały brutalne, ale napisane w taki sposób, że człowiek przeżywał każde wydarzenie, każdą myśl bohaterów. Znała je wszystkie; mogłaby śmiało powiedzieć, że była jego fanką. Nie obsesyjną na tyle, by latać po całej Kanadzie w poszukiwaniu go, byleby tylko wymienić z nim kilka zdań, ale wystarczającą by wiedzieć wszystko o bohaterach przewijających się w jego historiach.
Oparła się o jeden z regałów tak, by mieć widok na wejście do księgarni i otworzyła na pierwszym rozdziale ciekawa, czym uraczy ją tym razem. Póki co nie pojawiało się rozczarowanie, ale Cassie zdawała sobie sprawę, że wena i natchnienie potrafiły być ulotne. Jaką szkodą by było, gdyby nagle autor je stracił.
Uciekając myślami gdzieś znacznie dalej, zatapiając się w wykreowanym brutalnie świecie, przegapiła moment, w którym w sklepie ktoś się pojawił. Dźwięk dzwoneczka powieszonego nad drzwiami zmieszał się z dźwiękiem syren policyjnego radiowozu w jej głowie, kiedy wzrok śledził tekst. Dopiero czując czyjąś bliską obecność, może cząstkę cienia padającą na jej twarz, uniosła wzrok, napotykając twarz.
-Oh - wyrwało się z jej ust, a książka trzymana w dłoni poleciała na podłogę. Spojrzała na nią, później na mężczyznę stojącego w niedalekiej odległości. Książka, mężczyzna, książka mężczyzna.
-Oh - powiedziała ponownie. Nie grzeszyła teraz rozmownością, znajdując się w stanie przeżywania szoku. - Jednak to co mówią, faktycznie jest prawdą. Zdjęcia nie zawsze idealnie odzwierciedlają prawdziwy wygląd - stwierdziła do autora jej ulubionych kryminałów, który postanowił zjawić się w miejscu jej pracy zaledwie kilka chwil po tym, jak o nim myślała.
Ares A. Horne
Kolejnym wielkim plusem tego zatrudnienia była możliwość czytania nowych pozycji bez konieczności ich kupowania. Owszem, potrafiła przeznaczyć sporą część wypłaty na książki, wspierając przy tym autorów, których ceniła, ale niestety przez kończące się miejsce we wspólnym mieszkaniu, które wynajmowała z Syd musiała się ograniczyć. Dodatkowo jej zarobki wcale nie były kolosalnych rozmiarów i musiała lepiej zarządzać swoim budżetem, znacznie częściej czytając po prostu w wolnych chwilach, kiedy sklep nie roił się od klientów.
Dzisiaj nie było ich wielu. Pochmurny dzień, podczas którego niebo usilnie igrało ze światem, prowokując deszczem, ludzie preferowali siedzieć w domu, ewentualnie w pobliskich kawiarniach. Nikt wtedy nie przejmował się książkami, które jedynie czekał by ktoś je przeczytał. Miały tak wiele do opowiedzenia, a skazane były na milczenie.
-Jeszcze przyjdzie na was czas - rzuciła w eter, uśmiechając się szeroko gdy poczuła pod palcami przyjemny chłód okładek, po których przejechała palcem. Lubiła zapach nowych lektur, przywodziły jej na myśl dzieciństwo. Pamiętała jak mama siadała przy jej łóżku, czytając. Zawsze miała dla niej interesującą historię, rozbudzając w córce pociąg do świata fantazji. To ona wpoiła jej miłość do opowieści oraz słowa czytanego. Była jej za to wdzięczna bo o ile świat byłby ciemniejszy, gdyby nie książki.
Sięgnęła po pozycję znajdującą się na stosie oznaczonym napisem “Nowości”. Przyjrzała się okładce, rozpoznając osobę, której twarz widniała na tyle. Nie znała jej osobiście, ale ceniła za zmysł pisarski. Kryminały, które wychodziło spod ręki mężczyzny były wciągające na tyle, że Wildbird nie potrafiła się od nich oderwać, ignorując wszystko w chwili, w której zaczynała się największa akcja. Bywały brutalne, ale napisane w taki sposób, że człowiek przeżywał każde wydarzenie, każdą myśl bohaterów. Znała je wszystkie; mogłaby śmiało powiedzieć, że była jego fanką. Nie obsesyjną na tyle, by latać po całej Kanadzie w poszukiwaniu go, byleby tylko wymienić z nim kilka zdań, ale wystarczającą by wiedzieć wszystko o bohaterach przewijających się w jego historiach.
Oparła się o jeden z regałów tak, by mieć widok na wejście do księgarni i otworzyła na pierwszym rozdziale ciekawa, czym uraczy ją tym razem. Póki co nie pojawiało się rozczarowanie, ale Cassie zdawała sobie sprawę, że wena i natchnienie potrafiły być ulotne. Jaką szkodą by było, gdyby nagle autor je stracił.
Uciekając myślami gdzieś znacznie dalej, zatapiając się w wykreowanym brutalnie świecie, przegapiła moment, w którym w sklepie ktoś się pojawił. Dźwięk dzwoneczka powieszonego nad drzwiami zmieszał się z dźwiękiem syren policyjnego radiowozu w jej głowie, kiedy wzrok śledził tekst. Dopiero czując czyjąś bliską obecność, może cząstkę cienia padającą na jej twarz, uniosła wzrok, napotykając twarz.
-Oh - wyrwało się z jej ust, a książka trzymana w dłoni poleciała na podłogę. Spojrzała na nią, później na mężczyznę stojącego w niedalekiej odległości. Książka, mężczyzna, książka mężczyzna.
-Oh - powiedziała ponownie. Nie grzeszyła teraz rozmownością, znajdując się w stanie przeżywania szoku. - Jednak to co mówią, faktycznie jest prawdą. Zdjęcia nie zawsze idealnie odzwierciedlają prawdziwy wygląd - stwierdziła do autora jej ulubionych kryminałów, który postanowił zjawić się w miejscu jej pracy zaledwie kilka chwil po tym, jak o nim myślała.
Ares A. Horne