sue me, i wanna be wanted
: ndz lip 12, 2026 4:47 pm
i've been so careful with you, babe
but I'm out late
and being a saint is exhausting
Z każdym dniem czuła coraz większą frustrację rosnącą w sercu. Aiden mieszał jej w głowie. Dosłownie zachowywał się jak jej chłopak. Momentami miała ochotę mu wykrzyczeć albo po prostu powiedzieć prosto w twarz, żeby przestał już to robić. Żeby może zaczęli spotykać się raz albo dwa razy w tygodniu na zwykły seks, skoro przecież tym właśnie mieli być... niczym więcej a sex buddies, no nie? Bo to? To, co działo się między nimi, zaczynało ją przerażać. Ona nie spędziła prawie ani jednej nocy sama od miesiąca. Spędzała z nim każdą wolną chwilę. A co najgorsze, powiedziała mu, że go kocha. Bez jego wiedzy, oczywiście, ale jednak. Była na straconej pozycji od dłuższego czasu i doskonale zdawała sobie z tego sprawę.
W dodatku jej przyjaciółki mówiły, żeby w końcu z nim pogadała, ale ona się bała. Nie chciała go stracić. Przecież gdyby dowiedział się, co tak naprawdę do niego czuła, od razu by to zakończył. W przeciwieństwie do niej, on był bardzo pewny, jeżeli chodziło o ten układ. Nieraz przypominał jej, że jakiekolwiek głębsze uczucia nie wchodziły w grę. Tylko dlaczego coraz częściej mówił, że za nią tęsknił? Dlaczego coraz częściej powtarzał, że ochroni ją przed wszystkim? To nie było normalne. A z resztą... nawet jej klientka w barze powiedziała, że to nie będzie miało żadnej przyszłości, bo kobiety zawsze są bardziej emocjonalne!
No zajebiście.
Całe szczęście, że ponarzekała trochę na swoje życie kumpeli z pracy, a ta namówiła ją, żeby wyrwały się do klubu. Nie miała dzisiaj w planach widzieć się z Aidenem, więc why not? Pojechały najpierw do niej, do mieszkania, w którym powoli pojawiało się coraz więcej rzeczy Aidena. Miał już nawet swoją część w łazience, bo… tak było wygodniej? - Vita, widzę, że coraz lepiej wam się układa - parsknęła Lizzie, zerkając w stronę półki z jego rzeczami. Vita tylko przewróciła oczami. - Nie gadajmy o tym - westchnęła. Lizzie wzruszyła ramionami i upiła łyk drinka, którego Holloway przygotowała im wcześniej. Kiedy w końcu się ogarnęły, ruszyły do klubu, gdzie spędziły większość wieczoru na wykorzystywaniu jakichś żałosnych typków do kupowania im drinków w zamian za rozmowę. No i na tańczeniu, oczywiście.
W pewnym momencie Vita poczuła jednak, że chyba trochę przeholowała z alkoholem. Wyciągnęła telefon i chwiejnym krokiem ruszyła w stronę łazienki, nie mając pojęcia, gdzie podziała się Lizzie. Welp. Wystukała wiadomość do Aidena, pytając, czy mógłby po nią przyjechać. Zaraz po wysłaniu udostępniła mu swoją lokalizację, zaznaczając czas nieokreślony. Przecież mógł ją mieć. Co szkodzi, no nie? Wychodząc z łazienki, podeszła do baru po szklankę wody, a potem znowu śmignęła na parkiet, chwiejąc się z jednej nogi na drugą i zastanawiając się, kiedy właściwie powinna zakończyć z nim te relację.
Może jakieś pół godziny później mogłaby przysiąc, że zauważyła go w tłumie. Uśmiechnęła się szeroko i od razu podbiegła w jego stronę, rzucając mu się na szyję. - Jeeeeesteś - przeciągnęła rozbawiona, po czym zaczęła całować go po całej buźce. Chwyciła jego twarz w dłonie i spojrzała na niego, unosząc głowę. - Chyba trochę za dużo wypiłam - parsknęła śmiechem. - Zabierzesz mnie do domu? - W tym samym momencie ktoś odbił się od niej na parkiecie, sprawiając, że przysunęła się do Aidena jeszcze bardziej. Tak kurewsko dobrze pachniał. Ah. Muzyka rozbrzmiewała wokół nich, ludzie tańczyli, ale Vita nie widziała niczego innego. Tylko głębię jego abstrakcyjnych tęczówek, w których chyba zakochała się już od ich pierwszej nierandki.
𝚒 𝚗𝚎𝚎𝚍 𝚢𝚘𝚞 𝚝𝚘 𝚕𝚘𝚟𝚎 𝚖𝚎
but I'm out late
and being a saint is exhausting
Z każdym dniem czuła coraz większą frustrację rosnącą w sercu. Aiden mieszał jej w głowie. Dosłownie zachowywał się jak jej chłopak. Momentami miała ochotę mu wykrzyczeć albo po prostu powiedzieć prosto w twarz, żeby przestał już to robić. Żeby może zaczęli spotykać się raz albo dwa razy w tygodniu na zwykły seks, skoro przecież tym właśnie mieli być... niczym więcej a sex buddies, no nie? Bo to? To, co działo się między nimi, zaczynało ją przerażać. Ona nie spędziła prawie ani jednej nocy sama od miesiąca. Spędzała z nim każdą wolną chwilę. A co najgorsze, powiedziała mu, że go kocha. Bez jego wiedzy, oczywiście, ale jednak. Była na straconej pozycji od dłuższego czasu i doskonale zdawała sobie z tego sprawę.
W dodatku jej przyjaciółki mówiły, żeby w końcu z nim pogadała, ale ona się bała. Nie chciała go stracić. Przecież gdyby dowiedział się, co tak naprawdę do niego czuła, od razu by to zakończył. W przeciwieństwie do niej, on był bardzo pewny, jeżeli chodziło o ten układ. Nieraz przypominał jej, że jakiekolwiek głębsze uczucia nie wchodziły w grę. Tylko dlaczego coraz częściej mówił, że za nią tęsknił? Dlaczego coraz częściej powtarzał, że ochroni ją przed wszystkim? To nie było normalne. A z resztą... nawet jej klientka w barze powiedziała, że to nie będzie miało żadnej przyszłości, bo kobiety zawsze są bardziej emocjonalne!
No zajebiście.
Całe szczęście, że ponarzekała trochę na swoje życie kumpeli z pracy, a ta namówiła ją, żeby wyrwały się do klubu. Nie miała dzisiaj w planach widzieć się z Aidenem, więc why not? Pojechały najpierw do niej, do mieszkania, w którym powoli pojawiało się coraz więcej rzeczy Aidena. Miał już nawet swoją część w łazience, bo… tak było wygodniej? - Vita, widzę, że coraz lepiej wam się układa - parsknęła Lizzie, zerkając w stronę półki z jego rzeczami. Vita tylko przewróciła oczami. - Nie gadajmy o tym - westchnęła. Lizzie wzruszyła ramionami i upiła łyk drinka, którego Holloway przygotowała im wcześniej. Kiedy w końcu się ogarnęły, ruszyły do klubu, gdzie spędziły większość wieczoru na wykorzystywaniu jakichś żałosnych typków do kupowania im drinków w zamian za rozmowę. No i na tańczeniu, oczywiście.
W pewnym momencie Vita poczuła jednak, że chyba trochę przeholowała z alkoholem. Wyciągnęła telefon i chwiejnym krokiem ruszyła w stronę łazienki, nie mając pojęcia, gdzie podziała się Lizzie. Welp. Wystukała wiadomość do Aidena, pytając, czy mógłby po nią przyjechać. Zaraz po wysłaniu udostępniła mu swoją lokalizację, zaznaczając czas nieokreślony. Przecież mógł ją mieć. Co szkodzi, no nie? Wychodząc z łazienki, podeszła do baru po szklankę wody, a potem znowu śmignęła na parkiet, chwiejąc się z jednej nogi na drugą i zastanawiając się, kiedy właściwie powinna zakończyć z nim te relację.
Może jakieś pół godziny później mogłaby przysiąc, że zauważyła go w tłumie. Uśmiechnęła się szeroko i od razu podbiegła w jego stronę, rzucając mu się na szyję. - Jeeeeesteś - przeciągnęła rozbawiona, po czym zaczęła całować go po całej buźce. Chwyciła jego twarz w dłonie i spojrzała na niego, unosząc głowę. - Chyba trochę za dużo wypiłam - parsknęła śmiechem. - Zabierzesz mnie do domu? - W tym samym momencie ktoś odbił się od niej na parkiecie, sprawiając, że przysunęła się do Aidena jeszcze bardziej. Tak kurewsko dobrze pachniał. Ah. Muzyka rozbrzmiewała wokół nich, ludzie tańczyli, ale Vita nie widziała niczego innego. Tylko głębię jego abstrakcyjnych tęczówek, w których chyba zakochała się już od ich pierwszej nierandki.
𝚒 𝚗𝚎𝚎𝚍 𝚢𝚘𝚞 𝚝𝚘 𝚕𝚘𝚟𝚎 𝚖𝚎