Zabierz ją na randkę na basen...
: pn lip 13, 2026 12:54 pm
...zobaczysz ją wtedy bez makijażu.
Najdurniejsza porada "mistrzów podrywu", jaką Robbie słyszał w swoim życiu. Natomiast prawdą było, że było coś intymnego w sytuacji spotkania się bez makijażu. Albo w obserwowaniu, jak ktoś się ubiera...
Dla niego to była nowość... Znaczy nie spotykanie się z dziewczynami bez makijażu, ale poziom nadmiernego analizowania, modnie nazywany teraz overthinkingiem. Ostatni raz taką galopadę myśli miał po operacji, kiedy zaczynał mieć świadomość tego, że już nie wróci na boisko. Że jego kariera się skończyła. Strach, jaki wtedy czuł, był nie do opisania, bo miał wrażenie, że nic innego nie umiał, a oto Bóg zabrał mu to, co kochał najbardziej...
Kolejne latarnie rozświetlały co jakiś czas jego twarz. Był trochę zmęczony i nawet wyrwało mu się nieeleganckie ziewnięcie, kiedy zatrzymał się na czerwonych światłach, patrząc na zegarek na ręku. Druga piętnaście. No, nie było szansy na to, żeby pozwolił jej wrócić samej do domu o tej porze. Ale to nie tak, że ratował każdą napotkaną ślicznotkę...
- Co Ty robisz? - mruknął do siebie, szukając swojego własnego spojrzenia w lusterku wstecznym.
Ostatni raz taki niepewny był... W liceum... Wtedy dostał kosza, ale tutaj role były odwrotne. To on próbował dać kosza, a mimo wszystko to on zadzwonił do niej i teraz, w środku nocy, jechał do niej, by się nią zaopiekować, jakby to było najnaturalniejsze na świecie.
Uśmiechnął się do siebie pod nosem.
- No, dzisiaj wykazała się większą dorosłością niż ty... - dodał, ruszając na zielonym i w spokojnym łuku zmieniając kierunek jazdy.
Jakoś nie miał do tej pory okazji być w tej dzielnicy... Mógł przyjechać na motocyklu, przynajmniej nie miałby przestrzeni na myślenie.
Zatrzymał się pod cukiernią, której okna były rozświetlone delikatnymi światłami gdzieś w głębi, pewnie bardziej dla bezpieczeństwa niż z potrzeby. W sztubackim odruchu chciał nacisnąć na klakson, ale powstrzymał się, sam zaskoczony pomysłem.
Wysiadł ze swojego SUV-a i podszedł do drzwi cukierni, by nacisnąć na klamkę. Drzwi ustąpiły, ale zaraz potem rozpikał się ostrzegawczo alarm, przypominający o wbiciu kodu, zanim włączy się na dobre.
- Tinny? - rzucił głośno w głąb lokalu.
Tinny
Najdurniejsza porada "mistrzów podrywu", jaką Robbie słyszał w swoim życiu. Natomiast prawdą było, że było coś intymnego w sytuacji spotkania się bez makijażu. Albo w obserwowaniu, jak ktoś się ubiera...
Dla niego to była nowość... Znaczy nie spotykanie się z dziewczynami bez makijażu, ale poziom nadmiernego analizowania, modnie nazywany teraz overthinkingiem. Ostatni raz taką galopadę myśli miał po operacji, kiedy zaczynał mieć świadomość tego, że już nie wróci na boisko. Że jego kariera się skończyła. Strach, jaki wtedy czuł, był nie do opisania, bo miał wrażenie, że nic innego nie umiał, a oto Bóg zabrał mu to, co kochał najbardziej...
Kolejne latarnie rozświetlały co jakiś czas jego twarz. Był trochę zmęczony i nawet wyrwało mu się nieeleganckie ziewnięcie, kiedy zatrzymał się na czerwonych światłach, patrząc na zegarek na ręku. Druga piętnaście. No, nie było szansy na to, żeby pozwolił jej wrócić samej do domu o tej porze. Ale to nie tak, że ratował każdą napotkaną ślicznotkę...
- Co Ty robisz? - mruknął do siebie, szukając swojego własnego spojrzenia w lusterku wstecznym.
Ostatni raz taki niepewny był... W liceum... Wtedy dostał kosza, ale tutaj role były odwrotne. To on próbował dać kosza, a mimo wszystko to on zadzwonił do niej i teraz, w środku nocy, jechał do niej, by się nią zaopiekować, jakby to było najnaturalniejsze na świecie.
Uśmiechnął się do siebie pod nosem.
- No, dzisiaj wykazała się większą dorosłością niż ty... - dodał, ruszając na zielonym i w spokojnym łuku zmieniając kierunek jazdy.
Jakoś nie miał do tej pory okazji być w tej dzielnicy... Mógł przyjechać na motocyklu, przynajmniej nie miałby przestrzeni na myślenie.
Zatrzymał się pod cukiernią, której okna były rozświetlone delikatnymi światłami gdzieś w głębi, pewnie bardziej dla bezpieczeństwa niż z potrzeby. W sztubackim odruchu chciał nacisnąć na klakson, ale powstrzymał się, sam zaskoczony pomysłem.
Wysiadł ze swojego SUV-a i podszedł do drzwi cukierni, by nacisnąć na klamkę. Drzwi ustąpiły, ale zaraz potem rozpikał się ostrzegawczo alarm, przypominający o wbiciu kodu, zanim włączy się na dobre.
- Tinny? - rzucił głośno w głąb lokalu.
Tinny