Strona 1 z 1

Nothing good happens after 2 am

: pn lip 13, 2026 4:35 pm
autor: Cora Marshall
Zabranie telefonu Cory było świetnym pomysłem ze strony dziewczyn, bo gdy tylko się dowiedziała, co odwalił jej najstarszy braciszek, miała ochotę wysłać mu wiązankę bardzo brzydkich słów. Niestety to też spowodowało, że w ich telefonach nie miała zapisanego swojego adresu, a ten który jej pierwszy przyszedł do głowy, gdy zamawiały jej ubera, był adresem Sama. Czemu akurat jego? Nie miała pojęcia. Może przez to, że w drodze na spotkanie z dziewczynami akurat sprawdzała z ciekawości, gdzie jest zarejestrowana jego firma. To było jedyne logiczne wytłumaczenie. Czy aby na pewno to było takie oczywiste, że w stanie upojenia alkoholowego, jedyny adres który pamiętała, był mężczyzny, o którym starała się nie myśleć?
Starała się przejść do porządku dziennego po ich wspólnym popołudniu, podczas którego już bezpowrotnie przekroczyli granicę relacji czysto zawodowych. Sądziła, że to nie będzie nic trudnego. Wszakże nie pierwszy raz szla do łóżka (bądź innego miejsca) z mężczyzną, tylko po to, aby wszystko potem puścić w niepamięć. Dlatego była pewna, że z Turnerem będzie tak samo. Dadzą upust żądzom, spuszczą piętrzące się w nich ciśnienie i wrócą do wspólnej pracy tak jak gdyby nigdy nic. Jak dwoje dorosłych ludzi, którzy po prostu w chwili uniesienia postanowili sprawić sobie trochę przyjemności.
Jednak dla Cory to nie było tylko trochę przyjemności, a Sam nie był jakimś tam mężczyzną. Polubiła go. Cholera, naprawdę go lubiła, a przede wszystkim lubiła to, jaka przy nim była. Mogła być jednocześnie tą wrażliwą, nieco niezdarną kobietą, ale czuła też, że wzbudza jego zainteresowanie poprzez jego aktywne słuchanie. Czuła się swobodnie i to na tyle, że całkowicie mu się oddała - nie tylko ciało, ale i umysł. Był pierwszym mężczyzną od wielu miesięcy, któremu w pełni zaufała. Pierwszym, o którym po wszystkim nie mogła przestać myśleć. Wracała wspomnieniami do chwil, gdy początkowo tylko oglądali swoje nagie ciała delikatnie przekraczając granicę intymności. Wracała do chwili, gdy pierwszy raz poczuła na sobie jego język i usta. Próbowała sobie przypomnieć czy kiedykolwiek wcześniej seks z mężczyzną wpłynął na nią aż tak, ale przed oczami miała tylko Sama, a w głowie huczały jego słowa Jesteś tylko moja.
Całkiem prawdopodobne, że wielu w to wątpiło, ale Cora w niektórych kwestiach była dosyć bystra. Dlatego nie przykładała takiej wagi do słów wypowiadanych pod wpływem tak intensywnych emocji. W dodatku słyszała nawet wyznania miłości, byleby tylko ją zaliczyć, więc wiedziała, że i Sam wcale nie mówił szczerze. Nie mogła wyrzucić go z głowy i wracała myślami do tamtych wspólnych chwil, ale zawsze wracała do punktu wyjścia, czyli że to był tylko jeden raz i muszą do współpracować jak dawniej.
Najlepiej by było powrócić do pracy o normalnej porze kolejnego dnia, a nie stać przed drzwiami domu Turnera i pukać wystukując przy tym rytm jakieś nieznanej jej piosenki, którą przed chwilą usłyszała w radiu. Była pijana. Bardzo pijana. Chwiała się, ale nie zataczała. Koszulę przewiesiła w pasie zostając tylko w krótkich szortach i crop topie. Czekała cierpliwie aż otworzy drzwi i pewnie gdyby miała telefon, to by zadzwoniła do niego, żeby go pospieszyć. Pozostawało jej jednak pukanie aż w końcu mężczyzna pojawił się w progu. Bez względu na jego wyraz twarzy, widząc go, Cora uśmiechnęła się szeroko. To był szczery uśmiech, szczęśliwy i beztroski. - Dobry wieczór, panie Turner. Wpadłam się zapytać o status dzisiejszych prac - spytała opierając się przedramieniem o framugę drzwi, chcąc przy tym wyglądać ponętnie, ale zamiast tego czuła, że utrzymanie równowagi w tej pozycji jest niezwykle ciężkie. Dlatego wyprostowała się i nie czekając na zaproszenie, po prostu przecisnęła się przy nim wchodząc w głąb domu. - Mam nadzieję, że dzisiaj nie miał pan za długich przerw- skoro mnie nie było obok końcówkę dopowiedziała tylko w swojej głowie, całe szczęście gryząc się w język. Nie, nie była zazdrosna. Po prostu… po prostu wolała dzisiaj z nim spędzić to popołudnie i chciała żeby on podzielał jej pragnienia.


Sam Turner

Nothing good happens after 2 am

: śr lip 15, 2026 9:24 pm
autor: Sam Turner
Był dziś na budowie zgodnie z ustalonym harmonogramem, spędzając większość dnia na uszczelnianiu okien oraz drzwi. Sprawdzał, czy w ramach nie ma żadnych pęknięć, które przy nadchodzącej już za kilka miesięcy zimie mogłyby zrujnować wszelkie inne prace remontowe. Dostające się do wnętrza chłód oraz wilgoć były ich największym przeciwnikiem, jakie zmusiłyby do przerwania prac w następnym półroczu, a więc wszystko znacząco by się opóźniło. Nie, żeby zależało mu na jak najszybszym zamknięciu tego zlecenia, wszak to nadal długie miesiące pracy. Chciał jednak, by Cora mogła szybciej niż później wprowadzić się do pamiątkowego domu, ewentualnie sprzedać go, czy wynająć zgodnie z życzeniem.
W porze lunchowej stał dłuższą chwilę na ganku, z kubkiem herbaty w dłoni nasłuchując nadjeżdżającego samochodu — bezskutecznie. Wpatrywał się w wyświetlacz telefonu, jakby oczekując, że Marshall zapowie swoje dzisiejsze spóźnienie, skoro we wszystkie poprzednie dni pojawiała się nawet wcześniej — tu również bez żadnego odzewu. Ze ściągniętymi brwiami zastanawiał się, czy po ich ostatnim spotkaniu zajdzie znacząca różnica, czy to, co się między nimi wydarzyło, położy się cieniem na obiecującej znajomości.
Minęło parę dni od kiedy stwierdzili spontanicznie, że nadarzyły się idealne okoliczności do kreatywnego sposobu spędzania wolnego czasu. Bardzo dobrze się bawił, podziwiając skąpane w blasku słońca nagie ciało blondynki. Może gdyby na samym podziwianiu stanęło, gdyby nie podszedł tak ochoczo do naciągania granic porofesjonalizmu i dogłębnego poznawania panny Marshall, wszystko byłoby w porządku? Tamtego popołudnia odnosił wrażenie, że są zgodni w swoim nastawieniu — to miała być wyłącznie odskocznia, urozmaicenie przerwy w pracy, dwoje dorosłych ludzi sprawiający sobie przyjemność. Żadnych słodkich słówek, żadnych obietnic, czy deklaracji, więc dlaczego nachodziły go niemiłe skojarzenia? Dlaczego zaczynał wątpić, podejrzewać, że jednak miało nie być w porządku? Pozwalanie sobie na dalszą poufałość leżało poza jego granicami. Schował telefon z powrotem do kieszeni spodni, odsuwając myśl o sympatycznej i obłędnie pociągającej blondynce jak najdalej. Miała swoje życie, własne zajęcia, obowiązki, znajomych, a utrzymywanie kontaktu z majstrem wcale nie musiało zajmować miejsca na szczycie priorytetów.
Zanim wrócił do domu, odbył jeszcze wizytę w sklepie budowlanym i trzy rundy do spożywczego. Trzy, bo za pierwszym razem zapomniał kupić mleka, a za drugim zaczekać na matkę na parkingu. To właśnie Elizabeth Turner zwróciła swojemu jedynakowi uwagę, że jest dziwnie rozkojarzony. Zbył ją kilkoma mruknięciami, zrzucając całą winę na drobne komplikacje w pracy.
Dziwnie się ostatnio zachowujesz, pannę byś jakąś do domu przyprowadził, a nie tylko ta praca i praca! — fuczała na niego obruszona, nie zdając sobie sprawy, jak jednocześnie blisko i daleko była przemyśleń syna.

Była druga w środku nocy, kiedy ze snu wyrwało go ujadanie psa. Cały dom skąpany był w ciemności, bo schowany wśród gęstwiny drzew, niewiele miał okazji do zaczerpnięcia księżycowego blasku, o ulicznych latarniach, położonych dobre kilkanaście metrów dalej nie wspominając. Zerwał się na równe nogi i przetarł oczy, po drodze chwytając bokserki, które ubrał zanim wyszedł z sypialni. Na pamięć przemknął przez długi korytarz, absolutnym łutem szczęścia nie natrafiając małym palcem na żaden z mebli.
Cicho, Rusty, ja się tym zajmę — rzucił do psa, kiedy ten krążył przy jego nogach, wskazując na drzwi wejściowe, skąd dobiegał specyficzny stukot. Labrador ucichł zgodnie z poleceniem, ale nie wycofał się, tylko zajął miejsce przy drzwiach, czekając na ich otwarcie. Turner przelotnym wzrokiem sięgnął szczytu schodów, by upewnić się, że jego matka nie podniosła się z łóżka. Założył, że skoro nie widzi przenikającego spod drzwi światła lampki, starsza pani musi nadal spać — oh w jakim był błędzie.
Zanim otworzył drzwi, wyjrzał przez wizjer i zamrugał kilkakrotnie, kiedy serce naraz przyspieszyło rytm. W bladym świetle na ganku szybko rozpoznał twarz, której absolutnie nie spodziewał się tu dzisiaj zastać. Tym większe było jego zdumienie, gdy po otwarciu drzwi spostrzegł ten szeroki, beztroski uśmiech.
Cora? Co się… — urwał wpół zdania, kiedy ta wparowała do środka, zdradzając swym krokiem poziom alkoholowego upojenia. Nie umknął mu letni strój kobiety i brak jakiejkolwiek torby. Wyjrzał przelotnie na zewnątrz, doszukując się jakiegoś samochodu na podjeździe bądź poboczu, ale wzrok nie natknął się na żadną taksówkę, ani krzywo zaparkowany wóz. To drugie tym bardziej zdjęło kamień z serca, że panna Marshall nie była na tyle szalona, by po pijaku wsiadać za kółko.
To dość specyficzna godzina na takie wizyty. Stało się coś, ktoś cię podwiózł? — Coraz bardziej się wybudzał i przechodził w stan trzeźwości umysłu, próbując poskładać rozsypane elementy. Zdążył już zapomnieć, że podczas pierwszego spotkania wręczył jej swoją wizytówkę. Zakładał zresztą, że kiedy spisała numer, świstek papieru zginął gdzieś w wśród odmętów makulatury, a nie, że Cora rzeczywiście analizowała zamieszczone nań dane. — Chodź tutaj. Napijesz się czegoś, wody może? — Wyciągnął rękę, wskazując przejście do kuchni, ale nie ruszył się z miejsca, nie będąc pewien, czy Cora nie potrzebuje asekuracji. Może i dotarła z podjazdu na ganek po łagodnym wzniesieniu, co zaliczyć już musiał do wyczynu godnego pochwały, ale kto wie, czy po przekroczeniu progu jej ciało nie przejdzie w tryb leżakowania. Rusty na widok Marshall podniósł się z miejsca i merdał energicznie ogonem, jako jedyny tak szczerze zadowolony z wizyty gościa; nie bardzo chciał dać się zbyć machnięciem ręki i groźnym spojrzeniem Sama.

Cora Marshall