¿De verdad crees que soy tan tonto?
: pn lip 13, 2026 8:38 pm
Zmiana dłużyła mu się tego dnia niemiłosiernie. Miał wrażenie, że nigdy się nie skończy. Zmęczenie stopniowo przejmowało całe jego ciało, powieki ciążyły coraz bardziej, a litry najtańszej kawy z ekspresu w przydrożnej jadłodajni buzowały mu w żyłach, chociaż już dawno przestały przynosić jakikolwiek efekt. Dopił resztkę kolejnego kubka, odstawił go na blat i w końcu podniósł się ze stołka, ruszając w kierunku samochodu. Pod znużeniem czaił się gniew, którego nie potrafił uciszyć. Domyślał się, że jego żona znalazła sobie jakiegoś nowego kochasia. Prawdopodobnie pierwszego. Byłby ignorantem i pieprzonym hipokrytą, gdyby miał jej to wyrzucać. Sam zdradzał ją nieraz przez ostatnie piętnaście lat, wracając później do domu, jak gdyby nigdy nic. Tyle że ona była jego. Nie chciał się nią z nikim dzielić, a ten zwierzęcy instynkt odzywał się w nim na tyle mocno, że coraz trudniej było mu nad sobą panować.
Po zaparkowaniu zatrzasnął drzwi samochodu i ruszył w stronę domu. Gdy tylko przekroczył próg, do jego nozdrzy dotarł zapach pysznego jedzenia. Co jak co, ale Maria jako kucharka była zajebista. Na stole zawsze czekały jakieś niesamowite porcje, od których trudno było oderwać wzrok. Nic nie szkodziło, że pół godziny wcześniej opił się kawy. Dla jej potraw zawsze znajdował drugi żołądek. Postawił teczkę z dokumentami na szafce przy wejściu, zsunął buty i wszedł głębiej. - Hola, mi corazón - rzucił w jej kierunku. Rzadko zwracał się do niej po imieniu. Robił to właściwie tylko wtedy, kiedy był naprawdę wkurwiony. Podszedł od tyłu, położył dłonie na jej biodrach i musnął ustami kark. Jej słodkie perfumy przebijały się przez aromat gotowanego jedzenia, drażniąc jego zmysły bardziej, niż powinny. Dopiero po chwili odsunął się od niej i usiadł przy stole, chwytając leżącą tam gazetę. Odruchowo zaczął przeglądać kolejne strony, co jakiś czas spoglądając ponad nimi na swoją żonę.
Kiedy odwróciła się, żeby po coś sięgnąć, uniósł brew znad gazety. Wyglądała naprawdę p i ę k n i e. O wiele lepiej niż jeszcze kilka miesięcy temu. Promieniała, dbała o siebie, nosiła ubrania, które idealnie podkreślały jej sylwetkę. Zmieniła się. I właśnie to uderzyło go najmocniej. Złość powróciła niemal natychmiast. Doskonale wiedział, że nie robiła tego dla niego. Robiła to dla innego mężczyzny. Młodszego mężczyzny. Czy ona naprawdę miała go za takiego idiotę? Myślała, że nie zauważy? Że nie dostrzeże, jak kobieta, która jeszcze niedawno niemal zupełnie przestała o siebie dbać, nagle zaczęła wyglądać jak milion dolarów? Ha. Dobre sobie. Palce zacisnęły się na gazecie, gniotąc papier pomiędzy nimi. - Maria, czy ty naprawdę masz mnie za jakiegoś idiotę? - wydusił w końcu, nie potrafiąc ukryć frustracji. - Date la vuelta cuando te hable. - Podniósł się z krzesła i zrobił kilka powolnych kroków w stronę żony. Dawno nie czuł czegoś podobnego. Takiej złości, zazdrości i tego kurewskiego pociągu do niej, który pojawił się nagle, uderzając z siłą, z jaką nie potrafił już walczyć...
𝓶𝓲 𝓪𝓶𝓸𝓻𝓬𝓲𝓽𝓸
Po zaparkowaniu zatrzasnął drzwi samochodu i ruszył w stronę domu. Gdy tylko przekroczył próg, do jego nozdrzy dotarł zapach pysznego jedzenia. Co jak co, ale Maria jako kucharka była zajebista. Na stole zawsze czekały jakieś niesamowite porcje, od których trudno było oderwać wzrok. Nic nie szkodziło, że pół godziny wcześniej opił się kawy. Dla jej potraw zawsze znajdował drugi żołądek. Postawił teczkę z dokumentami na szafce przy wejściu, zsunął buty i wszedł głębiej. - Hola, mi corazón - rzucił w jej kierunku. Rzadko zwracał się do niej po imieniu. Robił to właściwie tylko wtedy, kiedy był naprawdę wkurwiony. Podszedł od tyłu, położył dłonie na jej biodrach i musnął ustami kark. Jej słodkie perfumy przebijały się przez aromat gotowanego jedzenia, drażniąc jego zmysły bardziej, niż powinny. Dopiero po chwili odsunął się od niej i usiadł przy stole, chwytając leżącą tam gazetę. Odruchowo zaczął przeglądać kolejne strony, co jakiś czas spoglądając ponad nimi na swoją żonę.
Kiedy odwróciła się, żeby po coś sięgnąć, uniósł brew znad gazety. Wyglądała naprawdę p i ę k n i e. O wiele lepiej niż jeszcze kilka miesięcy temu. Promieniała, dbała o siebie, nosiła ubrania, które idealnie podkreślały jej sylwetkę. Zmieniła się. I właśnie to uderzyło go najmocniej. Złość powróciła niemal natychmiast. Doskonale wiedział, że nie robiła tego dla niego. Robiła to dla innego mężczyzny. Młodszego mężczyzny. Czy ona naprawdę miała go za takiego idiotę? Myślała, że nie zauważy? Że nie dostrzeże, jak kobieta, która jeszcze niedawno niemal zupełnie przestała o siebie dbać, nagle zaczęła wyglądać jak milion dolarów? Ha. Dobre sobie. Palce zacisnęły się na gazecie, gniotąc papier pomiędzy nimi. - Maria, czy ty naprawdę masz mnie za jakiegoś idiotę? - wydusił w końcu, nie potrafiąc ukryć frustracji. - Date la vuelta cuando te hable. - Podniósł się z krzesła i zrobił kilka powolnych kroków w stronę żony. Dawno nie czuł czegoś podobnego. Takiej złości, zazdrości i tego kurewskiego pociągu do niej, który pojawił się nagle, uderzając z siłą, z jaką nie potrafił już walczyć...
𝓶𝓲 𝓪𝓶𝓸𝓻𝓬𝓲𝓽𝓸