baby, it's 3:00 AM
: pn lip 13, 2026 10:38 pm
Baby it's 3:00 AM
Had you on my mind
Okej, minęły dwa dni. Dwa cholerne dni, od kiedy Blair rzuciła w niego pierścionkiem, a on opuścił ich wspólny apartament*. Obiecał sobie, że da jej przestrzeń, okej? Chciał być silny, dać jej czas na oddech i na przetrawienie tego wszystkiego… Kochał ją nad życie i wiedział, że teraz jego największym dowodem miłości mogła być tylko i wyłącznie cierpliwość. Okay, he can do this.
No dobra, tylko jak to zrobić, kiedy ona - zaledwie czterdzieści osiem godzin po ich rozstaniu - zaczęła robić potworne głupoty?
Kiedy na ekranie jego telefonu pojawiło się pierwsze powiadomienie, zacisnął mu się żołądek. A potem… gdy już sobie uświadomił, że była pijana… zaczął się martwić. Już nawet nie chodziło o te teksty o SINGLE ERA albo kochankach, które miały wprawić go w poczucie winy - martwił się, dlaczego ona, do cholery jasnej, szlajała się po nocach?! Oczywiście, że sprawdził jej lokalizację na iPhonie, bo udostępniali ją sobie od… zawsze, i oczywiście, że dziękował niebiosom, iż Blair zapomniała, że wciąż mógł sprawdzić, gdzie się podziewała, dzięki apce Find.
No i nie za bardzo spodobało mu się to, co zobaczył. Był środek nocy, ciemność, a ona szlajała się po parku tuż nad brzegiem jeziora Ontario? To było lekkomyślne i w ogóle nie pasowało do Blair. Charlie był przekonany, że wyszła z jakimiś koleżankami i upiła się z nimi nad wodą. Czy mogło być gorzej?
Baby if I could tell you, if I could tell you
How much I care, I'm in despair
Are you still there?
Ano, mogło być gorzej. W ostatniej wiadomości napisała mu, że kładzie się do łóżka, mimo że nie wróciła do domu. Był zły, że go okłamała, ale z drugiej strony… cóż, ona miała lepsze powody do złości. Westchnął ciężko. Martwił się o nią, serio. A potem przyszło mu do głowy, że skoro i tak miała zamawiać zaraz taksówkę i wracać nocą przez pół miasta z obcym facetem za kółkiem, to sto razy bezpieczniej będzie, jak sam odwiezie ją do domu. Choćby miała na niego wrzeszczeć albo znów go uderzyć, wolał mieć pewność, że trafi do łóżka cała i zdrowa.
Wsiadł w auto, rzucił telefon na siedzenie pasażera i ruszył. Droga na miejsce zajęła mu jakieś pół godziny - dokładnie trzydzieści dwie minuty nerwowej jazdy przez puste ulice. Dochodziła trzecia, gdy zaparkował na skrzyżowaniu obok wejścia do parku. Zgasił silnik, po czym odblokował telefon i wysłał do Blair wiadomość, że czeka za rogiem. Zaraz zacisnął dłonie na kierownicy i zaczął wpatrywać się w lusterko wsteczne, gdzie widział wejście do parku. Każda sekunda dłużyła się niemiłosiernie… No gdzie ona była? Znowu zerknął na jej pinezkę. Hm, była blisko.
Ale gdzie?
Oparł głowę o zagłówek fotela i uchylił szybę od strony kierowcy, wpuszczając do środka chłodne, nocne powietrze. Tak lepiej.
Jezu, tak bardzo chciał ją zobaczyć, nawet jeśli nie wsiadłaby razem z nim do auta.
'Cuz baby if I find a way, I'm sure of it this love won't stray
Just give me a chance to stay
I love you 𝑙𝑖𝑡𝑡𝑙𝑒 𝑟𝑒𝑏𝑒𝑙
*PS. Chwilowo mieszkał z Caspianem i mu się nie podobało.
Had you on my mind
Okej, minęły dwa dni. Dwa cholerne dni, od kiedy Blair rzuciła w niego pierścionkiem, a on opuścił ich wspólny apartament*. Obiecał sobie, że da jej przestrzeń, okej? Chciał być silny, dać jej czas na oddech i na przetrawienie tego wszystkiego… Kochał ją nad życie i wiedział, że teraz jego największym dowodem miłości mogła być tylko i wyłącznie cierpliwość. Okay, he can do this.
No dobra, tylko jak to zrobić, kiedy ona - zaledwie czterdzieści osiem godzin po ich rozstaniu - zaczęła robić potworne głupoty?
Kiedy na ekranie jego telefonu pojawiło się pierwsze powiadomienie, zacisnął mu się żołądek. A potem… gdy już sobie uświadomił, że była pijana… zaczął się martwić. Już nawet nie chodziło o te teksty o SINGLE ERA albo kochankach, które miały wprawić go w poczucie winy - martwił się, dlaczego ona, do cholery jasnej, szlajała się po nocach?! Oczywiście, że sprawdził jej lokalizację na iPhonie, bo udostępniali ją sobie od… zawsze, i oczywiście, że dziękował niebiosom, iż Blair zapomniała, że wciąż mógł sprawdzić, gdzie się podziewała, dzięki apce Find.
No i nie za bardzo spodobało mu się to, co zobaczył. Był środek nocy, ciemność, a ona szlajała się po parku tuż nad brzegiem jeziora Ontario? To było lekkomyślne i w ogóle nie pasowało do Blair. Charlie był przekonany, że wyszła z jakimiś koleżankami i upiła się z nimi nad wodą. Czy mogło być gorzej?
How much I care, I'm in despair
Are you still there?
Ano, mogło być gorzej. W ostatniej wiadomości napisała mu, że kładzie się do łóżka, mimo że nie wróciła do domu. Był zły, że go okłamała, ale z drugiej strony… cóż, ona miała lepsze powody do złości. Westchnął ciężko. Martwił się o nią, serio. A potem przyszło mu do głowy, że skoro i tak miała zamawiać zaraz taksówkę i wracać nocą przez pół miasta z obcym facetem za kółkiem, to sto razy bezpieczniej będzie, jak sam odwiezie ją do domu. Choćby miała na niego wrzeszczeć albo znów go uderzyć, wolał mieć pewność, że trafi do łóżka cała i zdrowa.
Wsiadł w auto, rzucił telefon na siedzenie pasażera i ruszył. Droga na miejsce zajęła mu jakieś pół godziny - dokładnie trzydzieści dwie minuty nerwowej jazdy przez puste ulice. Dochodziła trzecia, gdy zaparkował na skrzyżowaniu obok wejścia do parku. Zgasił silnik, po czym odblokował telefon i wysłał do Blair wiadomość, że czeka za rogiem. Zaraz zacisnął dłonie na kierownicy i zaczął wpatrywać się w lusterko wsteczne, gdzie widział wejście do parku. Każda sekunda dłużyła się niemiłosiernie… No gdzie ona była? Znowu zerknął na jej pinezkę. Hm, była blisko.
Ale gdzie?
Oparł głowę o zagłówek fotela i uchylił szybę od strony kierowcy, wpuszczając do środka chłodne, nocne powietrze. Tak lepiej.
Jezu, tak bardzo chciał ją zobaczyć, nawet jeśli nie wsiadłaby razem z nim do auta.
'Cuz baby if I find a way, I'm sure of it this love won't stray
Just give me a chance to stay
I love you 𝑙𝑖𝑡𝑡𝑙𝑒 𝑟𝑒𝑏𝑒𝑙
*PS. Chwilowo mieszkał z Caspianem i mu się nie podobało.