Strona 1 z 1

Heavеn hear me now, I want to be free

: pn lip 13, 2026 10:42 pm
autor: Harry Dillion
01.

   Nigdy nie przypuszczał, że jego życie zakończy się w kościele. Cóż, jeśli miał być szczery, to nie przypuszczał, że ostatnie kilka miesięcy jego życie będzie tak nierealne, że zacznie mu się wydawać, iż je sobie wymyślił. Niemniej jednak wszystko to, czego doświadczał było rzeczywiste i przypominał sobie o tym za każdym razem, gdy tylko spoglądał na białe mury kościoła.
   Kościół Świętego Jana był budowlą dość charakterystyczną i pewnie dla wielu osób mogła się ona wydawać ładną. Harry widział w nim jednak białe, odcinające się na tle nieba kontury, które wydawały się niczym wycięte z białego kartonu i ustawione tak, by po prostu egzystowały. Nie potrafił wydobyć z siebie żadnej opinii, jeśli chodziło o ten budynek. Nie potrafił się nawet umiejscowić w tym otoczeniu, pomimo faktu, że tu pracował. Sam ten fakt nie potrafił do niego dotrzeć, a nie miał żadnych problemów z pamięcią.
   Minął niecały miesiąc, dokąd pojawił się w Toronto. Było to kolejną rzeczą, która była dla niego dziwna. Jako nowojorczyk był przyzwyczajony do wielkomiejskiego chaosu i tłoku. I chociaż Toronto było tłoczne i chaotyczne, to nijak miało się do nowojorskiego klimatu, w którym Harry czuł się, jak ryba w wodzie. Tutaj było spokojnie i praca kościelnego organisty nie pomagała mu w aklimatyzacji. Cóż mógł jednak z tym zrobić? Nie za wiele. I prawda była taka, że mógł skończyć o wiele gorzej. Doskonale pamiętał wydarzenia, które doprowadziły go do swojej nowej rzeczywistości i… w sumie był wdzięczny. Może w ogólnym rozrachunku wszystko to okaże się dla niego dobrym rozwiązaniem, a spokój, który go tutaj spotkał pomoże mu ochłonąć. Taką miał nadzieję i chociaż nie uważał się za osobę wierzącą, to chodzenie do kościoła na msze uświadamiały go, że warto było mieć jakieś nadzieje, nawet jeśli pozornie wydawały się one idiotyczne.
   Zamiatał marmurową posadzkę. Nabożeństwa, zwłaszcza letnie, wiązały się z ogromną ilością kurzu, jaką wierni przynosili ze sobą i zostawiali. Cóż, wybór jasnego marmuru z pewnością nie należał do najlepszych decyzji, jednak Harry, z jakiegoś powodu nie miał nic przeciwko zamiataniu. Było to na swój sposób odprężającym zajęciem, co pewnie wynikało z faktu, że lubił prace, w których mógł metodycznie kumulować efekty, a zamiatanie właśnie czymś takim było. Z każdym kolejnym pociągnięciem miotły, kupka kurzu stawała się bardziej wyraźna i większa, co na swój sposób cieszyło go. Oj tak, nie miał ostatnio zbyt wielu rozrywek, więc musiał czerpać przyjemność z tego, co dawał mu los.
   Zamiatając i sprzątając kościół miał również okazje do tego, by porozglądać się i zajrzeć do miejsc, których zawsze był ciekaw. Jako małe dziecko chodził do kościoła razem ze swoją matką i żyjącą jeszcze wtedy babką. Został wychowywany jako katolik, więc kościół anglikański był dla niego zupełnie innym światem, który zresztą wcale nie różnił się tak bardzo od tego, do czego sam był przyzwyczajony. Harrry nie potrafił jednak zrozumieć idei tych wszystkich kościelnych denominacji, które zresztą uznawał za idiotyczne. Wiedział, skąd się to wszystko brało, jednak i tak nie mógł pojąć idei samego ich istnienia. Teraz, ukrywając się właśnie tutaj, miał najlepszą okazję, by zbadać kościół od podstaw i przyjrzeć się rzeczom, które dla zwykłych parafian były niedostępne, jak chociażby chrzcielnica czy tabernakulum, które w tym kościele było dużo bardziej zdobne, niż to które zapamiętał z nowojorskiego kościoła. Nie zdziwiło go to, że to właśnie chrzcielnica i tabernakulum są najbardziej strojnymi elementami wyposażenia tego wnętrza, gdyż anglikanie właśnie te dwa sakramenty, z którymi te przedmioty były związane, traktowali jako najważniejsze.
   Zatrzymał się na chwilę, przyglądając się chrzcielnicy, która stała dumnie w jednym z kątów kościoła. Przypominała ona ogromną, okrągłą szkatułkę, którą ktoś wyciosał z potężnego kawałka białego marmuru i przyozdobił złotymi płatkami. O dziwo, chociaż nie potrafił wyjaśnić skąd brało się to upodobanie wiernych do przesadnego zdobienia wszystkiego, co znajdowała się w kościołach, to chrzcielnica bardzo mu się podobała. Oparł się o trzonek miotły i zamknął na chwilę oczy, rozkoszując się ciszą i wątłym zapachem palonego wcześniej kadzidła.

Jason Choi