Rae Westlake
: wt lip 14, 2026 3:34 pm
Raelynn Grace "Rae" Westlake

data i miejsce urodzenia
16.06.2005 I Westlake Ranch, Kanadazaimki
ona/jejzawód
muzykmiejsce pracy
tam, gdzie da się zagraćorientacja
heterodzielnica mieszkalna
Parkdalepobyt w toronto
3 lataumiejętności
Świetnie śpiewa, gra na pianinie i gitarze. Pisze do szuflady pojedyncze wersy i melodie, ale nie ma odwagi pisać o czymś ważnym i nie wierzy, że mogłaby napisać dobrą piosenkę. Jeździ na motocyklu. Ma dużo empatii i humoru. Ranczo nauczyło ją pracowitości, nieustępliwości i jazdy konnej. W liceum była cheerleaderką, więc jest też akrobatką. Umie odebrać poród źrebaka albo cielaka, ale nie wie, kto jest premierem Ontario. słabości
Ma stosunkowo niską wiedzę ogólną, dlatego zdarza się jej zadawać głupiutkie pytania. Jest uparta jak oślica. Z trudem odkłada przyjemności na później. Jeśli czegoś bardzo chce, często działa pod wpływem chwili, nawet jeśli oznacza to problemy z domowym budżetem. Intensywnie przeżywa emocje, jest osobą o wysokiej wrażliwości, ale stara się to chować za maską skupienia, chłodu i powagi. Często reaguje, zanim pomyśli, szczególnie jeśli coś ją urazi, albo się z czymś nie zgadza. Słabo ogarnia finanse, zawsze żyła od wypłaty do wypłaty. Ma ogromny problem z proszeniem o pomoc. Woli poradzić sobie sama, nawet jeśli kosztuje ją to znacznie więcej sił.BIOGRAFIA
Jak nic będzie piosenkarką!
Mała Raelynn urodziła się na rodzinnym ranczu. W sumie nigdy nie pytała, czemu nie w szpitalu. Uznała, że taką decyzję podjęli rodzice, a może nie było czasu, bo akurat któraś z krów się cieliła?
Nie ma pojęcia, że kryje się za tym dodatkowa tajemnica, w którą zamieszana jest jej siostra.
Od małego miała taką pojemność płuc, że czasem nie szło z nią wytrzymać, ale uspokajała się w ramionach rodziców. Ku ich rozpaczy wystarczyło odłożyć ją na dłuższą chwilę do łóżeczka, żeby znów zaczynała płakać. Ta potrzeba fizycznej bliskości została jej na zawsze. Tak jak i umiejętność posługiwania się głosem. Od małego dużo śpiewała, co z czasem przerodziło się w pasję.
Może nie jest najbystrzejsza, ale jaka zdolna!
Przez liceum prześlizgała się dzięki swojemu udziałowi we wszystkich możliwych teatralno-muzycznych aktywnościach w szkole. Oceny miała słabe, wiecznie była rozkojarzona i zamyślona, ale kiedy śpiewała hymn przed meczem albo występowała na szkolnej scenie, wszystkim miękło serce. Oceny w magiczny sposób były poprawiane, a ona była przepychana z klasy do klasy, bo wszyscy ją lubili. Sama Rae wcale taka głupia nie była, po prostu interesowały ją zupełnie inne rzeczy niż wkuwanie lekcji. Szybko stało się jasne, że raczej na studia nie pójdzie.
Spętaj tego cielaka...
Rae świetnie radziła sobie na ranczu. Była pracowita, lubiła to... Bardziej niż przesiadywanie w domu i czekanie na braci albo przygotowywanie im obiadu. Jakoś fasola upieczona nad ogniskiem smakowała dużo lepiej niż pieczeń z piekarnika w wielkim domu. Duża różnica wieku sprawiała, że bracia nad nią czuwali. Chociaż miała świadomość tego, że była późną wpadką rodziców. Z wiekiem coraz bardziej czuła się jak ten cielak, który chce iść własną ścieżką, ale kowboje go doganiają i pętają, żeby nie uciekł i wrócił do stada. Rodzice byli dobrzy, ale wymagający bardziej niż od jej starszych braci i siostry. Przynajmniej w jej odczuciu. Czuła, że pokrzyżowała im plany. Mama nie bardzo potrafiła z nią rozmawiać, więc zwracała się z dziewczęcymi sprawami do starszej siostry, która też traktowała ją oschle. Zrzucała to na karb tego, że była straszną gówniarą, ale mimo wszystko czuła się nie na miejscu.
Jedyną osobą, która wydawała się ją WIDZIEĆ, był pastor młodzieży z lokalnego kościoła. Spędzała z nim dużo czasu, przygotowując się do występów uwielbienia czy po prostu ucząc się. Coś iskrzyło... Tak czuła... Ale chyba pomyliła wrodzone ciepło i empatię pastora z miłością.
Pewnego wieczora zrobiła ruch. Niewinny pocałunek stał się potem koszmarem, bo zostali nakryci. Nikt nie wierzył w wyjaśnienia. Zaczęły się plotki, bardzo przykre... W końcu pastora przeniesiono do Toronto, a ona została sama. Z plotkami i obsesyjną kontrolą rodziców.
Runaway dawn
Jednak pękło w niej dopiero, kiedy podczas bójki w jej obronie jeden z braci nieźle oberwał. Chciała mu pomóc i go opatrzyć, ale w zamian usłyszała tylko zbolałe: "musiałaś się puszczać?"
Nie odpowiedziała nic, zbywając to chłodnym uśmiechem. Tej samej nocy spakowała się w torbę motocyklową i wyprowadziła po cichu motocykl ojca, na którym uwielbiała jeździć. Zanim ktokolwiek zdążył wyjść na ganek, tylne światła Indiana znikały w ciemności drogi dojazdowej. Przez pół roku włóczyła się, zarabiając czy to na ranczach w Stanach, czy śpiewając w barach i klubach. Była dzielna jak na osiemnastolatkę. Rzadko utrzymywała kontakt z siostrą, czasem z braćmi, ale nie z rodzicami, chyba za bardzo wstydziła się tego, co zrobiła.
Przez te dwa lata utrzymywała się głównie z grania do kotleta. Jej covery robiły się coraz bardziej jej, a talent hartował się w tych trudnych warunkach. Bywało różnie. Bywało, że spała koło motocykla, ogrzewając się od rury wydechowej, ale dała radę. Przy okazji zrozumiała, jak bardzo kocha muzykę. I że są ludzie, którzy chcą słuchać JEJ. Miała nawet małe grono fanów, które potrafiło jeździć za nią po barach i występach.
W końcu psująca się pogoda zmusiła ją do osadzenia się w jakimś miejscu. Wybrała Toronto, bo wydawało się jej najbardziej znane ze wszystkiego. Może powinna była pojechać do Nowego Jorku, Nashville albo Nowego Orleanu, ale nie miała aż takiej odwagi. Chociaż dalej odgraża się czasem, że spakuje się znowu w jeden worek i pojedzie na południe.
Tutaj znalazła pracę jako kelnerka w barze, w którym czasem występuje i stara się łapać fuchy muzyczne. I tak już siedzi tutaj dwa lata.
* Tak naprawdę nie jest córką swoich rodziców... Stworzyli taką historię, żeby uniknąć skandalu, kiedy jej "siostra" zaszła w nastoletnią ciążę. Pewnie dlatego nigdy nie czuła się córką, ani siostrą...
* Motocykl, który "pożyczyła" od ojca to klasyczny Indian Springfield, pełen chromów. Tato nigdy nie zgłosił kradzieży. A ona nigdy go nie sprzedała, ani nie porzuciła.
* Ma bardzo duży talent muzyczny, im pewnie czuła się na scenie, tym bardziej improwizowała w swoich przeróbkach coverów. Potrafi pisać melodie na wiele instrumentów.
* Ostatnio trochę szwankuje jej zdrowie... Ale nie miała jeszcze odwagi, żeby pójść do lekarza.
Jak nic będzie piosenkarką!
Mała Raelynn urodziła się na rodzinnym ranczu. W sumie nigdy nie pytała, czemu nie w szpitalu. Uznała, że taką decyzję podjęli rodzice, a może nie było czasu, bo akurat któraś z krów się cieliła?
Nie ma pojęcia, że kryje się za tym dodatkowa tajemnica, w którą zamieszana jest jej siostra.
Od małego miała taką pojemność płuc, że czasem nie szło z nią wytrzymać, ale uspokajała się w ramionach rodziców. Ku ich rozpaczy wystarczyło odłożyć ją na dłuższą chwilę do łóżeczka, żeby znów zaczynała płakać. Ta potrzeba fizycznej bliskości została jej na zawsze. Tak jak i umiejętność posługiwania się głosem. Od małego dużo śpiewała, co z czasem przerodziło się w pasję.
Może nie jest najbystrzejsza, ale jaka zdolna!
Przez liceum prześlizgała się dzięki swojemu udziałowi we wszystkich możliwych teatralno-muzycznych aktywnościach w szkole. Oceny miała słabe, wiecznie była rozkojarzona i zamyślona, ale kiedy śpiewała hymn przed meczem albo występowała na szkolnej scenie, wszystkim miękło serce. Oceny w magiczny sposób były poprawiane, a ona była przepychana z klasy do klasy, bo wszyscy ją lubili. Sama Rae wcale taka głupia nie była, po prostu interesowały ją zupełnie inne rzeczy niż wkuwanie lekcji. Szybko stało się jasne, że raczej na studia nie pójdzie.
Spętaj tego cielaka...
Rae świetnie radziła sobie na ranczu. Była pracowita, lubiła to... Bardziej niż przesiadywanie w domu i czekanie na braci albo przygotowywanie im obiadu. Jakoś fasola upieczona nad ogniskiem smakowała dużo lepiej niż pieczeń z piekarnika w wielkim domu. Duża różnica wieku sprawiała, że bracia nad nią czuwali. Chociaż miała świadomość tego, że była późną wpadką rodziców. Z wiekiem coraz bardziej czuła się jak ten cielak, który chce iść własną ścieżką, ale kowboje go doganiają i pętają, żeby nie uciekł i wrócił do stada. Rodzice byli dobrzy, ale wymagający bardziej niż od jej starszych braci i siostry. Przynajmniej w jej odczuciu. Czuła, że pokrzyżowała im plany. Mama nie bardzo potrafiła z nią rozmawiać, więc zwracała się z dziewczęcymi sprawami do starszej siostry, która też traktowała ją oschle. Zrzucała to na karb tego, że była straszną gówniarą, ale mimo wszystko czuła się nie na miejscu.
Jedyną osobą, która wydawała się ją WIDZIEĆ, był pastor młodzieży z lokalnego kościoła. Spędzała z nim dużo czasu, przygotowując się do występów uwielbienia czy po prostu ucząc się. Coś iskrzyło... Tak czuła... Ale chyba pomyliła wrodzone ciepło i empatię pastora z miłością.
Pewnego wieczora zrobiła ruch. Niewinny pocałunek stał się potem koszmarem, bo zostali nakryci. Nikt nie wierzył w wyjaśnienia. Zaczęły się plotki, bardzo przykre... W końcu pastora przeniesiono do Toronto, a ona została sama. Z plotkami i obsesyjną kontrolą rodziców.
Runaway dawn
Jednak pękło w niej dopiero, kiedy podczas bójki w jej obronie jeden z braci nieźle oberwał. Chciała mu pomóc i go opatrzyć, ale w zamian usłyszała tylko zbolałe: "musiałaś się puszczać?"
Nie odpowiedziała nic, zbywając to chłodnym uśmiechem. Tej samej nocy spakowała się w torbę motocyklową i wyprowadziła po cichu motocykl ojca, na którym uwielbiała jeździć. Zanim ktokolwiek zdążył wyjść na ganek, tylne światła Indiana znikały w ciemności drogi dojazdowej. Przez pół roku włóczyła się, zarabiając czy to na ranczach w Stanach, czy śpiewając w barach i klubach. Była dzielna jak na osiemnastolatkę. Rzadko utrzymywała kontakt z siostrą, czasem z braćmi, ale nie z rodzicami, chyba za bardzo wstydziła się tego, co zrobiła.
Przez te dwa lata utrzymywała się głównie z grania do kotleta. Jej covery robiły się coraz bardziej jej, a talent hartował się w tych trudnych warunkach. Bywało różnie. Bywało, że spała koło motocykla, ogrzewając się od rury wydechowej, ale dała radę. Przy okazji zrozumiała, jak bardzo kocha muzykę. I że są ludzie, którzy chcą słuchać JEJ. Miała nawet małe grono fanów, które potrafiło jeździć za nią po barach i występach.
W końcu psująca się pogoda zmusiła ją do osadzenia się w jakimś miejscu. Wybrała Toronto, bo wydawało się jej najbardziej znane ze wszystkiego. Może powinna była pojechać do Nowego Jorku, Nashville albo Nowego Orleanu, ale nie miała aż takiej odwagi. Chociaż dalej odgraża się czasem, że spakuje się znowu w jeden worek i pojedzie na południe.
Tutaj znalazła pracę jako kelnerka w barze, w którym czasem występuje i stara się łapać fuchy muzyczne. I tak już siedzi tutaj dwa lata.
Ciekawostki
* Nigdy nie sprzedała motocykla ojca. Chociaż czasem kusiło, bo było naprawdę krucho. Wolała zagrać w jakimś barze za kilka dolarów, niż go sprzedać. Pachniał domem... Przynajmniej tą częścią, którą kochała.* Tak naprawdę nie jest córką swoich rodziców... Stworzyli taką historię, żeby uniknąć skandalu, kiedy jej "siostra" zaszła w nastoletnią ciążę. Pewnie dlatego nigdy nie czuła się córką, ani siostrą...
* Motocykl, który "pożyczyła" od ojca to klasyczny Indian Springfield, pełen chromów. Tato nigdy nie zgłosił kradzieży. A ona nigdy go nie sprzedała, ani nie porzuciła.
* Ma bardzo duży talent muzyczny, im pewnie czuła się na scenie, tym bardziej improwizowała w swoich przeróbkach coverów. Potrafi pisać melodie na wiele instrumentów.
* Ostatnio trochę szwankuje jej zdrowie... Ale nie miała jeszcze odwagi, żeby pójść do lekarza.
zgoda na powielanie imienia
takzgoda na powielanie pseudonimu
nieZgody MG
poziom ingerencji
średnizgoda na śmierć postaci
niezgoda na trwałe okaleczenie
niezgoda na nieuleczalną chorobę postaci
takzgoda na uleczalne urazy postaci
takzgoda na utratę majątku postaci
takzgoda na utratę posady postaci
tak