Strona 1 z 2

Hard times make weird friends

: śr lip 15, 2026 12:45 am
autor: Magnus Grimstad
Ktokolwiek, kto choć trochę go poznał wiedział, że Magnus nie należał do szczególnie mściwych osób. W jego pierwotnej branży to zawsze prowadziło do niekończącej się spirali zemsty. Każdy był czyimś ojcem, matką, bratem, córką. Każdy miał prawo i później chciał się mścić. Magnus wiedział, kiedy należało po prostu odpuścić. Trzeba było zrobić dość prosty rachunek zysków i strat. Często kierował się logiką w swojej branży. To właśnie to sprawiło, że dożył swojej zasłużonej emerytury. Nie powiedziałby, że nauczył się wartości ludzkiego życia, ale wiedział z czym może wiązać się go odebranie.
Odkąd przeszedł na emeryturę miał o wiele więcej czasu by zająć się swoim legalnym biznesem, który już wcześniej miał się całkiem dobrze, lecz teraz, gdy dostawał więcej jego uwagi naprawdę przeżywał swój boom. W Toronto bywał coraz częściej. W tym momencie trzymała go tu sprawa nierozwiązanego morderstwa jego brata, lecz Toronto było również dobrym rynkiem zbytu dla jego firmy. Na jednym z bankietów dla przedsiębiorców z różnych branż poznał pewnego mężczyznę, który wyjątkowo dokonał czegoś, co wydawało się niemożliwe. Podpadł Magnusowi. Kilkoma niewybrednymi komentarzami. Ogólną manierą oraz stylem bycia. Zabijał za o wiele mniej. Mógł to zrobić już wtedy na bankiecie, miał nawet obmyślony plan, lecz znów... Wiedział z czym mogłoby się to wiązać.
Zamiast tego postanowił zrobić to, co robili normalni ludzie - odebrać mężczyźnie chęć do życia. Nie było trudno przekonać się o tym, co było dla niego najważniejsze. Doskonale znał ten typ człowieka. Wszystko skupiało się wokół tego, co posiadali. Czy to wpływy, pieniądze, kobiety... Wystarczyło odebrać te składowe by wyrządzić większą krzywdę niż mógł przy pomocy jakiejkolwiek broni. Dlatego przez ostatnie miesiące małymi krokami uszczuplał jego zasoby. Miał czas, potrafił być cierpliwy. Bardziej niż większość społeczeństwa. Podkupował jego firmę małymi firmami, które były tylko frontami. Na kilku aukcjach kupił przedmioty, które nie były mu do niczego potrzebne, lecz wiedział, że dla tego drugiego byłyby symbolami statusu.
Gdy dostał wiadomość od jego żony... Cóż. Grzechem byłoby nie skorzystać z takiej okazji. Od dłuższego czasu próbował znaleźć coś, co wyjątkowo zajdzie mu za skórę. Zaboli. To wydawało się idealną okazją. Musiał przyznać, że to jego hobby zaczęło przynosić wymierne efekty. Takie podchody robiły się całkiem przyjemne. Przypominało mu to trochę czasy, gdy jeszcze polował. Tym razem nikt nie ginął, ale to zawsze tropienie ofiary było tą najciekawszą częścią.
Dlatego miał się dzisiaj spotkać z Verą w swoim apartamencie w hotelu. Nie miał tutaj żadnego stałego biura. Dopiero nad tym pracowali. Miał ten przywilej, że był prezesem. Do pracy potrzebował tylko swojego telefonu, na którym właśnie siedział, gdy usłyszał dzwonek do drzwi. Otworzył go zdalnie odkładając telefon oraz okulary na stolik. Wstał ze swojego wygodnego fotela by powitać swojego gościa w przedsionku. Ubrany, jak zawsze, dość elegancko. Minus marynarka. Tej nie potrzebował w czymś, co nazywał czasem wolnym.
- Mam nadzieję, że nie masz nic przeciwko, że spotykamy się u mnie w apartamencie. Nie lubię rozmawiać o interesach w miejscach publicznych. - uśmiechnął się łagodnie, uprzejmie wychodząc jej na powitanie.

vera callahan

Hard times make weird friends

: śr lip 15, 2026 9:36 am
autor: vera callahan
Proszenie o pomoc znajdowało się na samym końcu długiej listy rzeczy, które Vera kiedykolwiek robiła.
Radziła sobie s a m a bez względu na wszystko. Radziła sobie w pojedynkę, kiedy rodzice zatrudniali kolejne nianie, których zadaniem było wychować ją według ich wytycznych, podczas gdy oni oddawali się własnemu życiu. Radziła sobie, gdy zmuszano ją do uczestniczenia w przyjęciach i umawiania się z chłopcami wybieranymi przez matkę - tymi z elit, mającymi odpowiednio wpływowych i bogatych rodziców. Radziła sobie, gdy wyszła za mąż za człowieka, który okazał się kimś zupełnie innym, niż sądziła. Radziła sobie, gdy ją poniżał, umniejszał jej w towarzystwie, gdy pierwszy raz podniósł na nią rękę i wtedy, gdy zaczął ją zastraszać.
Radziła sobie od p o c z ą t k u, aż wreszcie dotarła do ściany tak wysokiej, że nie potrafiła jej przeskoczyć. Ściany przybierającej postać uśmiechniętej twarzy Elliota, obiecującego jej, że odbierze jej w s z y s t k o. Że nie da jej rozwodu. Że nie uwolni jej od siebie n i g d y, aż w końcu sama wróci, błagając go na kolanach, by przyjął ją z powrotem.
Nigdy wcześniej się go nie bała. To kolejne miesiące, w których nie działo się nic, wytrąciły ją z równowagi. Sprawiły, że z pewnej siebie, twardo stąpającej po ziemi kobiety zamieniła się w tę, która odruchowo oglądała się przez ramię i drżała za każdym razem, gdy dzwonił telefon albo ktoś w szpitalu informował ją, że miała gościa. Nie była w stanie dłużej tak funkcjonować.
Jedna przypadkowo usłyszana rozmowa. Chwila, w której znalazła się w miejscu, w którym prawdopodobnie nie powinna. Jej brak naturalnej ciekawości, który tym razem zawiódł. Tyle wystarczyło, by w jej głowie zapaliła się lampka.
Przez kolejne dni gryzła się z własnymi myślami. Rozważała wszystkie za i przeciw. Tych drugich znajdowała zdecydowanie więcej, jednak po stronie argumentów za widniał jeden, ogromny plus - Elliot miał w Magnusie wroga. Jedynego, którego kiedykolwiek udało jej się poznać.
Największym minusem, większym nawet od samej konieczności proszenia kogokolwiek o pomoc, był fakt, że kiedyś, podczas jednej ze wspólnych imprez, po dwóch kieliszkach szampana za dużo, jawnie z nim flirtowała. Wyłącznie po to, by wyprowadzić Elliota z równowagi. Nigdy wcześniej nie uciekała się do tak tanich zagrywek, jednak alkohol skutecznie zagłuszył wtedy zarówno dumę, jak i wstyd.
Napisanie krótkiej wiadomości z prośbą o spotkanie kosztowało ją niemal tyle samo, co wszystkie późniejsze próby unikania Grimstada. Świadomie omijała jego spojrzenie, stawała po przeciwnej stronie sali podczas wspólnych wydarzeń, pilnowała nawet, by przypadkiem nie minęli się gdzieś w drodze do toalety. Życie bywało jednak przewrotne. Z właściwą sobie złośliwością zmusiło ją do poproszenia o pomoc właśnie człowieka, przed którym od miesięcy odczuwała zwyczajne zażenowanie.
Na spotkanie dotarła znacznie później, niż początkowo planowała. Dyżur przeciągnął się niemal do samego wieczora, a zaraz po nim czekała ją jeszcze obowiązkowa kolacja z lekarzami z Bostonu, którzy przyjechali do Toronto na kilkudniową konferencję.
Kiedy wreszcie zaparkowała pod hotelem, zegarek wskazywał kilka minut przed dwudziestą drugą. Wysiadła z samochodu dokładnie w takim stroju w jakim jeszcze godzinę wcześniej siedziała przy elegancko nakrytym stole. Czarna sukienka idealnie podkreślała sylwetkę, sięgając niewiele przed kolano. Szpilki dodawały jej kilku centymetrów wzrostu, a starannie wykonany makijaż i rozpuszczone włosy sprawiały, że zdecydowanie bardziej przypominała kobietę wybierającą się na wieczorne spotkanie niż pediatrę kończącego kilkunastogodzinny dyżur.
Podeszła do recepcji. - Dobry wieczór. Szukam apartamentu pana Grimstada - odezwała się spokojnie. Recepcjonista uniósł wzrok znad monitora, omiótł ją krótkim spojrzeniem i z uprzejmym uśmiechem wskazał dłonią kierunek. - Ostatnie piętro. Pierwsza winda po prawej stronie - odparł. Już miała odejść, gdy zatrzymał ją jeszcze jednym zdaniem. - Jeśli mogę pozwolić sobie na małą sugestię, następnym razem proszę zachować nieco więcej dyskrecji. Nasi goście bardzo cenią sobie prywatność, a hotelowi zależy na nienagannej opinii - powiedział półgłosem, uśmiechając się w sposób, który pozostawiał niewiele miejsca na domysły. Vera zmarszczyła brwi. Przez krótką chwilę po prostu patrzyła na niego, próbując zrozumieć, co właśnie usłyszała. Dopiero po sekundzie dotarło do niej, co właściwie zasugerował - że przyszła tutaj świadczyć usługi, że była jedną z t y c h kobiet.
Jadąc windą na ostatnie piętro, jeszcze kilka razy rozważała rezygnację. Desperacja okazała się jednak silniejsza od dumy. To ona poprowadziła ją przez długi, cichy korytarz, to ona kazała zapukać do drzwi.
Kiedy Magnus otworzył, Vera przez krótką chwilę tylko na niego patrzyła. - Mam - odezwała się w końcu, całkowicie pomijając powitanie, choć doskonale wiedziała, że jako osoba prosząca o pomoc powinna zacząć znacznie uprzejmiej. - Właśnie na dole zasugerowano mi, że jestem d z i w k ą - uniosła pytająco brew, nie kryjąc niedowierzania. - To każe mi się zastanowić, kto właściwie odwiedza cię tutaj na co dzień i jakie dokładnie interesy załatwiacie w tych apartamentach - uśmiech zatańczył na jej ustach, tocząc równą walkę ze wstydem.

Magnus Grimstad

Hard times make weird friends

: śr lip 15, 2026 3:31 pm
autor: Magnus Grimstad
Nie takiej reakcji spodziewał się, kiedy Vera stanęła u progu jego apartamentu. Może niekoniecznie próbował sprawiać takie wrażenie, lecz na co dzień spotykał się raczej z szacunkiem wśród swoich rozmówców. Czasami może nawet strachem, a zazwyczaj stresem. Nawet jeśli nikt nie miał pojęcia jak zabójczy potrafił być u rozkwitu swojej pierwotnej kariery, tak wydawało mu się, że pewne aspekty przechodziły również do jego legalnego biznesu. Jest dość bogatym, a w niektórych częściach świata nawet można by powiedzieć, że wpływowym człowiekiem. Pomimo tego, że nigdy nie pełnił żadnej rządowej funkcji miał wiele znajomości, które takie usługi już świadczył. Dlatego był przyzwyczajony do zgoła innych reakcji w stosunku do swojej osoby. Zwłaszcza od osób, które zamierzały poprosić go o pomoc. Bo tego faktu nikt tutaj raczej nie ukrywał.
Pozwolił sobie przesunąć po jej sylwetce wzrokiem. Vera zdecydowanie należała do pięknych kobiet. Przynajmniej fizycznie, ponieważ jej charakteru, poza krótkim epizodem na jakimś przyjęciu, gdzie po prostu poflirtowała sobie z nim na oczach jej męża, nie znał. Tak, wiedział po co to robiła. Wiedział też, że pewnie trochę za dużo wypiła, lecz czy w jakikolwiek sposób mu to przeszkadzało? W ogóle. Jeśli to mogło wzbudzić zazdrość u jej męża bądź jakiekolwiek negatywne emocje, było to coś, co chętnie robił. A odrobina flirtu jeszcze nikomu nie zaszkodziła. Pewnie powinien to odebrać jako pewien komplement bo sam we flircie nigdy dobry nie był i tej zdolności przez lata na pewno nie poprawił.
Na to jak została potraktowana jego brew nieznacznie bo nieznacznie, ale się uniosła. To było wysoce nieprofesjonalne i nie miał zamiaru przymykać oka na takie traktowanie jego gości. Nie ukrywał tego, że nie był zadowolony. To nie był gniew. Jedynie cicha, chłodna kalkulacja.
- Jest wiele usług, za które płacę, ale seks nie jest jedną z nich. - powiedział tak gwoli ścisłości odsuwając się na bok by mogła wejść do apartamentu - Nie musisz się również obawiać o swoją garderobę. Obiecuję, że pozostanie na tobie przez cały pobyt w moim apartamencie. - zapewnił ją jeszcze zamykając za nią drzwi.
Zaprosił ją głębiej do części, gdzie mogli usiąść i swobodnie porozmawiać o tym, co ją tutaj sprowadza. Salon był dość przestrony, z dobrym widokiem na miasto jeśli ktoś lubił takie klimaty. Zanim jednak zdążyła się odezwać uniósł tylko dłoń z wyprostowanym palcem pokazując jej żeby chwilkę się wstrzymała. Sięgnął do hotelowego telefonu wybierając numer na recepcję.
- Chcę widzieć kierownika. - chłodna, oszczędna komenda, która zdawała się nieść za sobą kompletny autorytet.
- Napijesz się czegoś? Herbaty, Drinka? - zapytał odkładając słuchawkę i zapraszając gestem dłoni by znalazła sobie jakieś wygodnie miejsce do siedzenia.
On skierował swoje kroki do barku, z którego wyciągnął karafkę i na wszelki wypadek dwie kryształowe szklanki. Do jednej już nalewając naprawdę dobrego single malta, a z drugą czekając na jej odpowiedź.
- Tak na marginesie to świetnie wyglądasz. Zdecydowanie nie jak dziwka. Na taką kobietę jak Ty trzeba mieć odpowiednie... środki. - spojrzał na nią przez ramię z nieco zaczepnym uśmiechem na ustach nie znajdując lepszego określenia.
Chyba właśnie pokazywał, że z wielu rzeczy, które potrafi, flirt nie był jedną z nich.

vera callahan

Hard times make weird friends

: śr lip 15, 2026 6:58 pm
autor: vera callahan
Już po pierwszych kilku zdaniach pożałowała, że w ogóle się odezwała.
Przecież doskonale wiedziała, po co tutaj przyszła. To ona potrzebowała pomocy, to ona napisała wiadomość z prośbą o spotkanie, to ona późnym wieczorem stała pod drzwiami jego apartamentu, a mimo wszystko, zamiast zachować się jak dorosła, rozsądna kobieta, po raz kolejny pozwoliła, żeby złośliwość wyprzedziła zdrowy rozsądek.
Nigdy nie potrafiła ugryźć się w język, zwłaszcza wtedy, kiedy czuła się nieswojo.
A teraz czuła się chyba najbardziej nie na miejscu od bardzo, bardzo dawna. Najpierw własny idiotyczny pomysł z flirtowaniem z Magnusem tylko po to, żeby wyprowadzić Elliota z równowagi. Później recepcjonista, który z pełnym przekonaniem uznał ją za kobietę do towarzystwa.
Przeszła głębiej do salonu, mimowolnie rozglądając się po wnętrzu. Było dokładnie takie jakiego spodziewałaby się po człowieku pokroju Magnusa. Eleganckie, przestronne i dopracowane w najmniejszym szczególe. I... kompletnie b e z o s o b o w e. Nie wyglądało jak miejsce, w którym ktoś naprawdę mieszkał. Raczej jak przestrzeń, z której korzystało się wyłącznie wtedy, kiedy było to wygodne.
Usiadła na kanapie dokładnie w chwili, gdy sięgnął po telefon. Pokręciła głową, najpierw odruchowo, a dopiero po sekundzie dotarło do niej, że nie odpowiadała na jego pytanie. - Magnus... przestań. Nie rób tego - odezwała się spokojniej. - To naprawdę nie jest najgorsza rzecz, jaką usłyszałam w życiu. Zwykłe nieporozumienie - machnęła lekko dłonią, jakby chciała zamknąć temat raz na zawsze. - Zresztą... gdyby nie mieli powodu, pewnie nawet nie przyszłoby im to do głowy - rzuciła, a dopiero kiedy słowa wybrzmiały w ciszy apartamentu, uświadomiła sobie, że znowu powiedziała o jedno zdanie za dużo.
Nie wiedziała właściwie kim był. Owszem, wiedziała, że miał pieniądze. Wiedziała, że obracał się w świecie ludzi posiadających wpływy i że wielu z nich liczyło się z jego zdaniem. Nigdy jednak nie czuła potrzeby dociekania, skąd to wszystko się wzięło. Być może właśnie dlatego nie reagowała na niego tak jak większość ludzi. Nie imponował jej majątkiem ani nazwiskiem. W jej oczach pozostawał przede wszystkim człowiekiem, którego kiedyś wykorzystała do własnej, małżeńskiej gierki, a dziś przyszła poprosić o przysługę.
- Chcę czegoś mocnego - odpowiedziała w końcu na jego pytanie. - Później będę potrzebowała jeszcze taksówki - mimowolnie przesunęła wzrokiem po panoramie miasta rozciągającej się za oknem. Widok robił ogromne wrażenie, choć znacznie bardziej zastanawiało ją coś innego. Dlaczego ktoś, kogo było stać praktycznie na wszystko, wybierał hotel zamiast domu?
Z zamyślenia wyrwały ją dopiero jego kolejne słowa. - Czy to miał być komplement? - zapytała z rozbawieniem. - Właśnie nazwałeś mnie próżną utrzymanką. To zdecydowanie wyżej w hierarchii od dziwki - paradoksalnie ten wyjątkowo nieudolny flirt sprawił, że napięcie, z którym tutaj przyszła odrobinę zelżało.
- Dziękuję - dodała, odbierając od niego szklankę i od razu upijając pierwszy łyk alkoholu. Przez chwilę obracała szkło w dłoniach, obserwując bursztynowy płyn. - Mimo tego, że jestem wyjątkowo łasa na takie komplementy... - zaczęła spokojnie. - Przyszłam tutaj po coś innego - chciała to mieć za sobą. Wyrzucić z siebie, poczekać na jego reakcję - jeśli się zgodzi, odetchnąć z ulgą, jeśli odmówi, uciec i wymazać to z pamięci.

Magnus Grimstad

Hard times make weird friends

: czw lip 16, 2026 12:50 am
autor: Magnus Grimstad
To spotkanie zdecydowanie nie było z rodzaju tych, które odbywał często. Ten apartament był właśnie... Tylko apartamentem. Miejscem, gdzie mógł popracować. Odciąć się od reszty tego miasta. Miał tu jeszcze wiele spraw do załatwienia. Ten krótki epizod z powolnym wyniszczaniem życia jej męża był po po prostu przerywnikiem od tego, po co naprawdę tutaj przyjechał. Miał misję, z której zamierzał się prędzej niż później wywiązać. To był dla niego jedynie przystanek, lecz z drugiej strony już od dawna nie miał miejsca, które mógłby rzeczywiście nazwać domem. Miał dziesiątki posiadłości na całym świecie. Wiele apartamentów, domów, mieszkań, nawet biurowców. Pieniądze, wpływy, a na swojej emeryturze nawet czas, ale to wszystko wydawało się już od dłuższego czasu po prostu puste.
Może dlatego zgodził się na to spotkanie. Użeranie się z mężem Very było pewną odskocznią od jego rutyny, codzienności. Coś, w czym odnajdował chociaż namiastkę tego, co miał w swojej pierwotnej karierze. Kiedyś uznałby to za dziecinne, ale najwyraźniej zaczynał się rzeczywiście starzeć. Ludzie podobno z wiekiem znów dziecinnieją.
Gdyby nie wspomniała o tym jak została potraktowana na recepcji, pewnie nawet nie zauważyłby jak świetnie wyglądała w tej sukience. Kobiety już od dłuższego czasu nie wzbudzały u niego takiego zainteresowania jak kiedyś. Odkąd musiał odejść od swojej rodziny dla ich własnego bezpieczeństwa nie szukał sobie żadnego zastępstwa. Gdzieś mu to po prostu w życiu uciekło. Co nie znaczyło, że nie potrafił tego zauważyć, gdy ktoś to wypunktował.
To pewnie było niegrzeczne z jego strony, ale nie odpowiedział nawet na jej protesty. Nie robił tego wyłącznie dla niej. Chodziło o pewne zasady. Wystarczyło raz komuś odpuścić, później będą myśleć, że mogą zrobić więcej. Magnus doskonale wiedział jak ważne było zduszenie takich zachowań w zarodku. Szacunek był naprawdę ważny w świecie, z którego odszedł.
- Jeśli potrzebujesz czegoś naprawdę mocnego mogę poprosić o śliwowicę. - odpowiedział na razie nalewając jej drinka ze swojej karafki - Nie puszczę cię w taksówce. Wyglądasz za dobrze. Dostaniesz szofera. - stwierdził jedynie fakt, nie poddając tego nawet pod dyskusję, a wszystko to robiąc kompletnie nonszalancko nie będąc przyzwyczajonym do tego by ktoś kwestionował jego decyzje.
- O nie, nie. Nic takiego nie padło z moich ust. - pokiwał na nią palcem w proteście zanim przekazał jej drinka - I tak, to miał być komplement, ale najwyraźniej kiepski skoro powinienem go wytłumaczyć. - westchnął cicho po raz pierwszy w jej towarzystwie okazując nieco zakłopotania - Będzie prościej, jeśli powiem to wprost. Jesteś piękną kobietą i świetnie dzisiaj wyglądasz. Proszę, powiedziałem to. - swoje zażenowanie schował za swoim kryształem upijając sporego łyka ze swojego drinka.
Przysiadł na oparciu fotela na przeciwko niej przyglądając się jej reakcjom. Nie rozmawiali o tym po co dokładnie tutaj przyszła w swoich wiadomościach. Wiedział jedynie, że chciała z nim o czymś porozmawiać. Mógł się domyślić, że chodziło o jej męża, lecz to były tylko domysły. Nie lubił się domyślać.
- Po co w takim razie przyszłaś? - zapytał badawczo na nią patrząc.
Zanim jednak zdążyła odpowiedzieć ktoś zadzwonił do drzwi. Pokazał jej jedynie gestem dłoni by dała mu chwilę. Wiedzieli, że nie należy kazać mu czekać. Odłożył drinka na stolik obok niej. Poprawił szybko koszulę kierując się do wejścia. Otworzył drzwi i jedynie zmierzył kierownika wyraźnie rozczarowanym spojrzeniem.
- Moja znajoma doświadczyła kilka minut temu bardzo nieprzyjemnej sytuacji. Tylko dlatego, że wygląda dzisiaj wyjątkowo zjawiskowo zasugerowano jej, że przyszła tutaj w celach matrymonialnych. - powiedział chłodno górując nad mężczyzną nie tylko fizycznie, lecz również psychicznie - Za dziesięć minut osoba, która zawiniła pokaże się tutaj i przeprosi, a później zostanie zwolniona. - mówił stosunkowo spokojnie, lecz tembr jego głosu mówił jednoznacznie, że była to komenda.
Podobnie jak to, że nie czekał na odpowiedź jedynie zamykając drzwi, gdy skończył wydawać polecenia. Wrócił do salonu zajmując swoje miejsce na oparciu fotela wiedząc, że za chwilę znów będzie musiał wstawać. Spojrzał na nią wyczekująco pamiętając o czym rozmawiali. Czekał na jej odpowiedź.

vera callahan

Hard times make weird friends

: czw lip 16, 2026 2:14 pm
autor: vera callahan
Nie potrafiła przyjmować komplementów. Elliot przez lata skutecznie oduczył ją wierzyć, że za podobnymi słowami mogło kryć się cokolwiek dobrego. Najczęściej były jedynie wstępem do czegoś znacznie gorszego albo walutą, za którą później należało zapłacić. Dlatego przez krótką chwilę po prostu patrzyła na Magnusa, nie bardzo wiedząc, co właściwie powinna zrobić z jego słowami. Paradoksalnie dopiero wtedy, gdy zaczął się z nich tłumaczyć i z wyraźnym zakłopotaniem doprecyzował własną myśl, zrobiło jej się odrobinę lżej. Nie wyglądał na człowieka, który miał w zwyczaju komplementować kobiety. - Dziękuję.
Nie zdążyła jednak wrócić do powodu swojej wizyty. Wystarczyło parę kroków, telefon i kilka krótkich zdań wypowiedzianych chłodnym, pozbawionym emocji głosem, aby cały ten dziwny spokój, który przed chwilą między nimi zapanował, zwyczajnie zniknął. Siedziała nieruchomo, obracając w dłoniach ciężką szklankę, ale im dłużej słuchała, tym bardziej zaciskała szczękę. Nie chodziło już nawet o recepcjonistę. Tamto było zwykłym nieporozumieniem, niezręcznym i krępującym, ale nadal tylko n i e p o r o z u m i e n i e m. Znacznie bardziej uwierało ją to, co zrobił on.
Przez krótką chwilę miała przed oczami Elliota. Nie dlatego, że Magnus był do niego podobny. Wręcz przeciwnie, do tej pory wydawało jej się, że różniło ich właściwie wszystko. Chodziło wyłącznie o tę dziwną łatwość z jaką ludzie posiadający pieniądze, nazwisko albo wpływy zaczynali wierzyć, że mogli decydować o cudzym życiu. Nienawidziła tego.
Nienawidziła patrzeć jak jeden człowiek pokazuje drugiemu, gdzie jest jego miejsce, wykorzystując do tego swoją pozycję. Elliot robił to latami. Nie krzyczał, nie podnosił głosu. Wystarczył telefon albo jedno spotkanie i nagle ktoś przestawał być problemem. Ktoś tracił kontrakt, stanowisko albo twarz. Vera przez całe małżeństwo obserwowała podobne sytuacje zbyt wiele razy, by dzisiaj przejść nad tym do porządku dziennego.
Kiedy wrócił do salonu, nie odpowiedziała od razu na jego pytanie. Podniosła jedynie wzrok znad szklanki i przez dłuższą chwilę patrzyła mu prosto w oczy. To on czekał, aż wyjaśni, po co tutaj przyszła. Ona z kolei czekała, aż zrozumie, że nie każdą sprawę dało się załatwić demonstracją siły. - Przestań - odezwała się w końcu spokojnie. - Nie chcę tych przeprosin. Nie chcę też, żeby ktokolwiek stracił przeze mnie pracę - pokręciła głową. - Gdybym wiedziała, że tak zareagujesz, nie wspomniałabym o tej sytuacji ani słowem. To naprawdę nie jest najgorsza rzecz jaką usłyszałam w życiu - dodała, wzruszając lekko ramionami. - W komplementach jesteś fatalny - kącik jej ust drgnął nieznacznie, zdradzając cień rozbawienia. - Ale w rozumieniu słowa nie jeszcze gorszy - dodała, nie odrywając od niego spojrzenia.
To było irracjonalne, doskonale zdawała sobie z tego sprawę. Siedziała przecież w jego apartamencie, to ona napisała wiadomość, ona czegoś od niego potrzebowała. Rozsądna część jej umysłu podpowiadała, że powinna odpuścić, pozwolić mu działać po swojemu i dopiero później przejść do sedna. Problem polegał na tym, że Vera nigdy nie należała do rozsądnych w takich momentach. Upór wygrywał z logiką zdecydowanie częściej niż chciałaby przyznać. Elliot przez lata wypominał jej, że nie potrafi być posłuszna, że zawsze musiała postawić na swoim.
Milczała jeszcze przez chwilę, pozwalając, by cisza zawisła pomiędzy nimi. - Dopóki nie odwołasz tego całego przedstawienia, nie jestem w stanie rozmawiać o tym, po co tutaj przyszłam - powiedziała w końcu spokojnie. - Nie potrafię prosić o pomoc człowieka, który chwilę wcześniej zrobił dokładnie to, przed czym od miesięcy próbuję uciec - nie rozwinęła tej myśli bardziej. Jeśli rzeczywiście był tak bystry jak o nim mówiono, zrozumie aż nadto dobrze.

Magnus Grimstad

Hard times make weird friends

: czw lip 16, 2026 6:57 pm
autor: Magnus Grimstad
Niektóre kobiety pewnie podziękowałyby mu w jaki sposób walczy o ich honor. Jednak prawda była taka, że nie robił tego tylko i wyłącznie dla niej. To dawało mu po prostu bardzo wygodną wymówkę żeby pokazać komuś, gdzie jest jego miejsce. Nie przepadał za osobami, które bez większej prowokacji czuły potrzebę by komuś umniejszyć. To przypominało mu jej męża. To była właśnie jedna z tych rzeczy, która kiedyś wprowadziła ich na wojenną ścieżkę. Dla Magnusa nie chodziło o status, czy pieniądze. Ważny był po prostu szacunek, który jedna osoba powinna pokazać drugiej. Nauczenie ludzi, że czyny mają konsekwencje, a słowa nie są zupełnie bezkarne. Zbyt wiele osób zaczęło o tym w ostatnich dekadach zapominać w dobie dostępu do informacji i social media, których osobiście nie używał.
Zauważył jej reakcję. Zawsze był wyczulone na najmniejsze zmiany w zachowaniu osób w swoim otoczeniu. Gdy jeszcze polował wystarczył ułamek sekundy, jedno strzepnięcie uszami łani by wiedzieć kiedy zacznie uciekać. Z ludźmi było podobnie. Potrafił ich czytać, a Vera niespecjalnie ukrywała się z faktem, że nie spodobało mu się jego zachowanie, o czym z resztą za chwilę była całkiem wokalna.
- To, że słyszałaś gorsze rzeczy nie znaczy, że powinnaś pozwalać na te, które nie są takie okropne. - powiedział jedynie obserwując ją mieszając swojego drinka w szklance - Nie? Możesz użyć tego słowa w zdaniu? Może wtedy skojarzę co znaczy. - posłał jej subtelny uśmiech graniczący z pewnym rozbawieniem, to dla niego miała być najwyraźniej forma żartu.
Przez dłuższą chwilę po prostu się jej przyglądał. Pozwolił by ta cisza nieco między nimi zgęstniała. Dla niego nie była większym problemem. Próbował podjąć decyzję. Nie odwracał wzroku od jej tęczówek testując nieco jej przekonanie. Gdy jeszcze rzuciła mu to ultimatum prawie się uśmiechnął, jednak to zachował dla siebie. Robiła wrażenie. Nie wiedział jeszcze tylko czy dobre. Nie był przyzwyczajony do spełniania cudzych próśb. W tym przypadku ich interesy się pokrywały, lecz nadal było to wyciągnięcie do kogoś pomocnej dłoni. Kilka razy już się na tym oparzył. Vera mogła wyglądać jedynie na drobną i niewinną kobietę, ale właśnie pokazywała mu swoją siłę.
Gdy kilka długich minut później znów dało się usłyszeć pukanie do drzwi pozwolił im poczekać chwilę dłużej niż było to konieczne. W końcu odłożył pustą szklankę na stolik by wstać, lecz nie zdradzić swoją postawą co zamierzał zrobić. Otworzył drzwi w których stał kierownik wraz z recepcjonistą, który od razu próbował przeprosić. Magnus jedynie wstrzymał go dłonią otwierając szerzej drzwi.
- To nie mnie powinieneś przeprosić. - powiedział jedynie pozwalając mu zrobić to, co należało - Może zatrzymać swoją posadę, ale nie chcę go widzieć przynajmniej przez tydzień. - dodał na odchodne zanim pożegnał się z kierownikiem, a wszyscy w końcu opuścili jego apartament.
Wrócił do Very przystając przy niej na chwilę i patrząc na nią z jasnym przesłaniem - zadowolona?
Schylił się po swoją szklankę by dolać sobie kolejnego drinka. W końcu wrócił do niej tym razem siadając już w fotelu, a nie jedynie na jego oparciu nie oczekując, że będzie musiał w najbliższym czasie wstawać.
- Muszę przyznać, że jesteś odważna. Nie jestem przyzwyczajony do tego by ktoś tak ze mną rozmawiał. - uśmiechnął się do niej znad swojej szklanki z autentycznym podziwem - Przyszłaś poprosić mnie o przysługę i dyktujesz mi warunki. Jesteś zupełnie inna niż się spodziewałem. - zaśmiał się cicho trochę wygodniej się rozsiadając.
- Więc w czym mogę Ci pomóc, Vera? - zapytał unosząc pytająco brew.

vera callahan

Hard times make weird friends

: pt lip 17, 2026 12:21 pm
autor: vera callahan
Nie spodziewała się, że rzeczywiście ustąpi.
Przez kilka długich sekund siedziała nieruchomo, wsłuchując się w ciszę panującą pomiędzy nimi i zastanawiała się, czy przypadkiem nie posunęła się o krok za daleko. To ona przyszła tutaj z prośbą, a jednocześnie stawiała warunki człowiekowi, który równie dobrze mógł w tej chwili wskazać jej drzwi i uznać, że rozmowa dobiegła końca.
Kiedy ponownie rozległo się pukanie do drzwi, odruchowo zacisnęła palce na szklance. Nie odwróciła głowy od razu, zrobiła to dopiero wtedy, gdy usłyszała znajomy głos recepcjonisty.
Nie czuła satysfakcji ani triumfu. Nie miała w sobie nawet odrobiny potrzeby usłyszenia przeprosin. Wręcz przeciwnie, im dłużej mężczyzna stał w drzwiach, wyraźnie skrępowany i zmuszony do wypowiedzenia kilku prostych słów, tym większy dyskomfort odczuwała Vera. Nie dlatego, że uważała jego zachowanie za właściwe. Popełnił błąd, oceniał człowieka po wyglądzie i wyciągnął błędne wnioski. Zdarzało się każdemu.
Najważniejsze było jednak to, że Magnus ostatecznie odpuścił. Dopiero gdy drzwi ponownie się zamknęły, wypuściła z płuc powietrze, o którego wstrzymywaniu nawet nie miała pojęcia. - Dziękuję - odezwała się ciszej niż dotychczas.
Na jego kolejne słowa uśmiechnęła się pod nosem. - Nie jestem odważna - pokręciła głową. - Po prostu źle znoszę ludzi, którzy próbują mówić mi, co mam robić. Jeszcze gorzej znoszę tych, którzy mogą to robić wyłącznie dlatego, że mają więcej pieniędzy albo większe wpływy od innych - wzruszyła lekko ramionami. - Mam alergię na pewne zachowania - dodała znacznie ciszej.
Przez chwilę obracała pustą już szklankę pomiędzy palcami. W końcu, jakby dopiero teraz dotarło do niej, że alkohol zniknął zdecydowanie szybciej niż planowała. - Mogę prosić o jeszcze jednego? - uniosła spojrzenie na Magnusa. - Obiecuję, że później pozwolę ci postawić na swoim z tym szoferem - spróbowała zażartować, choć uśmiech nie utrzymał się na jej twarzy długo, bowiem dochodzili do części, której obawiała się najbardziej.
Milczała jeszcze przez kilka sekund, zbierając myśli. Od wielu dni układała sobie tę rozmowę w głowie. Miała przygotowane zdania, argumenty, nawet kolejność w jakiej chciała o wszystkim opowiedzieć. Teraz jednak nie pamiętała żadnego z nich. - Elliot nie chce dać mi rozwodu - zaczęła w końcu bez budowania napięcia. - To znaczy... formalnie pewnie go dostanę, kiedy w końcu znudzi mu się ta walka. To będzie za rok, pięć lat albo dziesięć. Nie o sam rozwód tutaj chodzi - pokręciła głową.
Powoli opowiedziała mu wszystko. O pierwszych groźbach wypowiadanych jeszcze wtedy, gdy wyprowadzała się z domu. O obietnicach, że odbierze jej wszystko, na co pracowała całe życie. O miesiącach ciszy, które były znacznie gorsze od otwartych awantur, bo Elliot nigdy nie milczał bez powodu. O tym, że był cierpliwy, metodyczny, że lubił planować, że zawsze uderzał dopiero wtedy, gdy druga strona przestawała się tego spodziewać.
Opowiedziała o strachu, który coraz częściej towarzyszył jej przy każdym nieznanym numerze telefonu. O tym, że zaczęła brać dodatkowe dyżury tylko po to, żeby nie siedzieć sama z własnymi myślami. O tym, że była przekonana, iż prędzej czy później zacznie niszczyć jej reputację jako lekarza, bo właśnie to bolałoby ją najmocniej.
Na końcu spojrzała Magnusowi prosto w oczy. - Przypadkiem usłyszałam kiedyś rozmowę - odezwała się spokojnie. - Elliot ma niewielu wrogów. Ty jesteś jednym z nich. Prawdopodobnie jedynym, który naprawdę potrafi mu zagrozić - urwała na moment. Po raz pierwszy tego wieczoru wyglądała na naprawdę zmęczoną. - Nie przyszłam prosić cię o pieniądze, ani o ochronę. Nie chcę też, żebyś rozwiązał za mnie moje problemy - odetchnęła głęboko, wypijając na raz zawartość szklanki, którą w międzyczasie ponownie uzupełnił.
- Pomóż mi go zniszczyć. Jeśli samo wyeliminowanie wroga nie jest dla ciebie wystarczającym powodem, to powiedz, czego oczekujesz w zamian. Jeżeli będę w stanie ci to dać... zrobię to - p i e r w s z y raz otworzyła się przed kimś tak bardzo. Tylko Zaylee wiedziała o jej problemach z mężem, ale bez takich szczegółów. Wiedziała jednak, że jeżeli chciała coś dostać od Grimstada musiała powiedzieć w s z y s t k o. Nawet jeśli było to dla niej upokorzeniem.

Magnus Grimstad

Hard times make weird friends

: sob lip 18, 2026 4:16 pm
autor: Magnus Grimstad
Magnus nie należał do osób, które w jakikolwiek sposób ulegały. Był przyzwyczajony do robienia rzeczy po swojemu. Do życia samemu. Nawet gdy był jeszcze w miarę szczęśliwie żonaty nie spędzał zbyt wiele czasu w domu. Miał swoją pracę, która wymagała od niego bardzo dużej autonomiczności, zatajania faktów. Nigdy nie miał nikogo, z kim mógłby być w stu procentach szczery. Raz tego spróbował, lecz nie skończyło się to dla niego najlepiej. Związki z kimkolwiek z kryminalnego świata nigdy nie kończyły się dobrze. Więc zawsze był sam. Radził sobie sam. Działał sam. Zarówno w biznesie jak i poza nim. Może nie nazwałby tego, co robił w wolnych chwilach do końca życiem. Przynajmniej nie w takiej definicji, jak nazywałby to przeciętny człowiek. Miał pieniądze, czas, lecz całkowicie z tego nie korzystał. Najbliżej temu, co mógłby nazwać zabawą było powolne rujnowanie życia jej męża, lecz nawet to brzmiało dość smutno gdy spojrzało się na to z perspektywy.
Dlatego szczerze sam był nieco zaskoczony tym, że finalnie ustąpił. Kobiecie, z którą właściwie nie wiązało go nic więcej niż niezobowiązujące kilkanaście minut flirtu na jakimś bankiecie. Jemu tak naprawdę nie robiło to większej różnicy. To nie jego obrażono. On jedynie próbował naprawić charakter jakiegoś gówniarza. Czy chciał by zobaczyła go w nieco lepszym świetle niż on widział sam siebie? To też nie powinno mieć większego znaczenia. Nigdy specjalnie nie przejmował się zdaniem innych. Zatem dlaczego? Może po prostu stwierdził, że gra jest nie warta świeczki? Nie musiał nic nikomu udowadniać.
- W takim razie wolisz to nazwać tupetem? - uśmiechnął się do niej zaczepnie - Bo przyjście do mnie i stawianie mi warunków to albo odwaga albo tupet. - w jego spojrzeniu odnalazły się nieco rozbawione iskierki, które ostatnim razem widziała pewnie gdy przez moment flirtowali.
Żarty i zabawa zazwyczaj nie były czymś, z czym często się go widywało.
- Myślę, że powinnaś również wziąć pod uwagę intencję. - spojrzał przez chwilę na swojego drinka mieszając go w szklance - Gnębienie kogoś dla zabawy, tylko dlatego że ma się pewną pozycję czy władzę... To jest gówniane. To jest twój mąż. - powiedział spokojnie - Ja robiłem to dlatego, że ludzie potrzebują czasami przypomnienia, że akcje mają swoje konsekwencje. Istnieje wolność słowa, lecz trzeba być przygotowanym na konsekwencje swoich słów. - spojrzał na nią upewniając się, że rozumie jego intencje - Też mam alergię na pewne zachowania. - uśmiechnął się przelotnie kończąc swojego drinka i wstając by nalać jej kolejnego.
Był już świadom tego, że zamierzała się rozwieźć ze swoim mężem. Ta informacja nie była żadnym zaskoczeniem. Zawsze trzeba było poznać swojego wroga by wiedzieć co cenił sobie w życiu najbardziej zanim postanowiło się to odebrać.
Nie oceniał jej, gdy zaczęła się przed nim otwierać. Obcym facetem. Słuchał uważnie każdego słowa. Nie komentował. Po prostu chłonął wszystko, co mu mówiła. Nie wyrażał zaskoczenia. W świecie z którego pochodził takie zachowania były... Normalne. Spodziewał się tego, że jej mąż jest po prostu kawałem chuja, a każde kolejne wyznanie tylko utwierdzało go w tym przekonaniu. Gdyby był nieco bardziej ludzki pewnie czułby się teraz jakby wymierzał sprawiedliwość, ale w prawdzie nie robiło to większej różnicy. Nie zamierzał czuć się źle niezależnie od tego jakim człowiekiem był jej mąż. Liczyło się tylko to jak potraktował kiedyś jego.
Nawet nie wiesz jak bardzo.
Tę myśl zachował jednak dla siebie. Nie zamierzał wracać do dawnych przyzwyczajeń nawet jeśli wyeliminowanie jej męża w ten sposób byłoby o wiele prostsze oraz szybsze. Chociaż podejrzewał, że nieco mniej satysfakcjonujące dla nich obojga.
- Zniszczyć... To chcesz właśnie zrobić? - zapytał spoglądając na nią i lekko przechylając głowę jakby chciał przetestować jej przekonanie - Przyszłaś pod dobry adres. Skoro nie chcesz moich pieniędzy ani ochrony, czego potrzebujesz żeby go zniszczyć? - wstał na chwilę by wziąć karafkę i zaoferować jej jeszcze jednego drinka.

vera callahan

Hard times make weird friends

: sob lip 18, 2026 5:36 pm
autor: vera callahan
Kącik jej ust uniósł się nieznacznie. Było w tym pytaniu coś zaczepnego, niemal prowokującego, jakby celowo próbował sprawdzić, gdzie przebiegała granica jej uporu. Sama nie była pewna, czy jeszcze chwilę wcześniej potrafiłaby odpowiedzieć na nie równie swobodnie. Coś jednak zmieniło się między nimi w ciągu ostatnich kilkunastu minut. Być może dlatego, że ostatecznie ustąpił. Być może dlatego, że zamiast zamknąć przed nią drzwi i zakończyć tę rozmowę, postanowił ją wysłuchać. - Raczej nazwałabym to brakiem wyobraźni - odpowiedziała z tym samym, ledwie dostrzegalnym uśmiechem. - Mógłbyś teraz zrobić właściwie wszystko, a powiedzenie mi nie byłoby najmniejszą karą - odwzajemniła jego spojrzenie, nie odwracając wzroku nawet na moment.
I wcale się go nie bała. Zdążyła spędzić wystarczająco wiele lat u boku Elliota, by nauczyć się rozpoznawać ludzi, którzy nie musieli podnosić głosu, żeby inni wykonywali ich polecenia. Magnus należał właśnie do tej grupy. Wiedziała, że stał od niej kilka szczebli wyżej. Że dysponował pieniędzmi, wpływami i możliwościami, których ona nigdy nawet nie będzie w stanie sobie wyobrazić. Paradoksalnie właśnie ta świadomość sprawiała, że pozwalała sobie na tę małą wojnę. Mogła się z nim nie zgadzać. Mogła postawić na swoim.
Na swój pokręcony sposób było to odświeżające. Chyba właśnie tego brakowało jej najbardziej przez ostatnie lata. Możliwości posiadania własnego zdania bez konieczności późniejszego ponoszenia za nie bolesnych konsekwencji.
Ich rozmowa coraz mniej przypominała negocjacje, a coraz bardziej tamten flirt z przeszłości, dlatego, że oboje pozwalali sobie pokazać fragmenty siebie, których na co dzień nie oglądał prawie nikt. Tego, co dla jednych mogło być odpychające, a dla innych zaskakująco pociągające.
Kiedy przeszli do Elliota, wszystko inne przestało mieć znaczenie. - Tak. Chcę go zniszczyć, skupić jego myśli na czymkolwiek innym. Chcę, żeby dał mi święty spokój. Pragnę, żeby na samą myśl o mnie drżał i chciał zapomnieć - odpowiedziała bez zawahania. Nie brała pod uwagę żadnego innego scenariusza - nie chciała jego przeprosin, nie chciała rozmów, nie chciała zemsty dla samej zemsty.
Chciała w o l n o ś c i.
Takiej, która nie kończyła się nerwowym oglądaniem przez ramię. Takiej, w której nie zastanawiała się, kiedy on wykona kolejny ruch. Takiej, w której mogła obudzić się rano i przez choćby kilka minut nie pomyśleć o nim ani razu. To właśnie było jej w s z y s t k i m.
Opróżniła drugą szklankę niemal jednym haustem. Alkohol nie należał do jej codzienności, jednak teraz go potrzebowała. Widząc, że Magnus sięga po karafkę, bez słowa wyciągnęła w jego stronę pustą szklankę. Prawdopodobnie powinna przestać, wiedziała o tym. Zamiast tego pozwoliła, by napełnił ją po raz trzeci.
Podniosła się z miejsca niemal w tej samej chwili co on. Zsunęła ze stóp szpilki, czując natychmiastową ulgę i powoli ruszyła przed siebie, zatrzymując się dopiero przy ogromnym panoramicznym oknie, za którym Toronto wciąż tętniło życiem. - Twojej pozycji - odezwała się w końcu, nie odwracając się od szyby. - Potrzebuję być w tym miejscu, żeby odebrać mu to na czym zależy mu najbardziej. Wszystkie jego zabawki - dopiero wtedy spojrzała na Magnusa. Bez pieniędzy Elliot jest nikim. Nie zna życia bez kilku zer na koncie, drogich garniturów, samochodów, restauracji i ludzi, których można kupić. Kupował wszystko - przedmioty, wpływy, relacje, a nawet lojalność. Wystarczyło zapłacić odpowiednią cenę.
Powoli podeszła bliżej, zatrzymując się zaledwie krok od niego. - Poniekąd będą do tego potrzebne twoje pieniądze, ale zarobisz na tym znacznie więcej. Weźmiesz wszystko, co do niego należy - powiedziała z przekonaniem, zadzierając lekko głowę, by spojrzeć mu prosto w oczy. - A ja oddam ci całą resztę, którą ugram na tym rozwodzie - odebrała od niego napełnioną szklankę, lecz tym razem nie upiła ani kropli.

Magnus Grimstad