And is it over now?
: śr lip 15, 2026 12:30 pm
Zaczynała mieć wrażenie, że traci kontrolę. Coś zaczęło się zmieniać. Ba! Wszystko zaczęło się zmieniać i nie miała pojęcia dokąd ją to doprowadzi. Czy robiła dobrze? Czy nie powinna się z tego wszystkiego wycofać póki był czas? Tylko, czy na pewno miała czas? Czy nie było już za późno? W jej głowie zaczęły się pojawiać wątpliwości, które jednak musiały zejść na dalszy plan, gdy ona zaczęła swoje show. Sceniczne światła ją oślepiały. Nie musiała jednak widzieć mężczyzn siedzących pod sceną, żeby czuć na sobie ich palące spojrzenia. Ci wszyscy jednak byli zaledwie tłem… dla tej dwójki, która zaprzątała jej myśli. Tej niebezpiecznej mieszanki, tych dwóch światów pomiędzy którymi lawirowała. Do tej pory całkiem skutecznie, ale jak długo miała mieć to szczęście? Szlag. Na kilka chwil wyłączyła myśli… skupiła się na muzyce, rurce, ruchu, na odegraniu swojej roli i na coraz silniejszym pobudzaniu męskiej wyobraźni wraz z tym jak zrzucała z siebie kolejne elementy garderoby. Czy to naprawdę miał być jeden z ostatnich wieczorów, gdy w ten sposób musiała zarabiać na rachunki? Czy nie powinno jej to bardziej cieszyć?
A kiedy jej czas minął, kiedy mogła zejść na zaplecze i ogarnąć się, żeby wrócić do pracy… czuła dokładnie tyle samo wątpliwości, co wcześniej. Szlag.
Wróciła na salę i rozejrzała się po niej. Ruszyła w kierunku loży Daniela, ale zanim do niej podeszła – on od niej wstał. Razem z jednym ze swoich pionków ruszył na tyłu klubu, co dało jej trochę więcej przestrzeni. Przez kilka dobrych chwil, może nawet resztę wieczoru nie będzie obserwowana. Nic więc dziwnego, że od razu zmieniła kierunek, prosto do postawnego, wytatuowanego mężczyzny siedzącego samotnie w jednej z loży na uboczu.
- Miałeś stąd dobry widok? – zaszła go od tyłu, pochylając się nad nim tak, że mówiąc drażniła ciepłem oddechu jego ucho, a dłonie oparła na męskich ramionach – Mogę ci zaproponować prywatny taniec jeśli masz ochotę. – potraktowała go jak każdego innego klienta, nawet jeśli nie był jak każdy inny klient.
Znała go dłużej, wiedziała o nim więcej, rozmawiała z nim częściej niż powinna… i zdarzyło jej się spotkać z nim poza klubem, co było już absolutnie niezgodne z polityką klubu. I cholernie, ale to cholernie ryzykowne biorąc pod uwagę jej rozwijającą się relację z Danielem. Powinna to skończyć… raz na zawsze. Dla własnego i jego bezpieczeństwa. Jednocześnie gdzieś z tyłu głowy tkwiła jej myśl, że wcale nie chciała, że chociaż świat Daniela był wygodniejszy to bliżej jej było do tego Arvela. Nie była zła. Nie miała na sumieniu nic poza grą na dwa fronty… nic poza tym, że za dużo wiedziała i za dużo słyszała. I za dużo mieliła językiem. I miała słabość do pewnego typu mężczyzn. Z tą różnicą, że jednemu dawała się pieprzyć dla własnych korzyści, a drugiemu bo wiedział jak to robić.
- Chodź. – powtórzyła i poczekała, aż mężczyzna wstanie z kanapy i ruszy za nią. Szła pewnie (zaskakująco pewnie biorąc pod uwagę wysokość butów, które miała na stopach), kręcąc biodrami i prowadząc go prosto w kierunku pokojów, gdzie mogli mieć odrobinę prywatności. Do tego jednego konkretnego, w którym wiedziała, że nie działał od jakiegoś czasu monitoring, ale właściciel klubu był zbyt przekonany o wierności swoich dziewczyn, żeby spieszyć się z jego naprawą. Przecież żadna nie była na tyle głupia, żeby zaryzykować własnym bezpieczeństwem dla interesów na boku. Ta… żadna. Poza tą, którą lubił w swoim łóżku bardziej niż powinien. Wszystko się skomplikowało.
Zamknęła za nimi drzwi do pokoju i odnalazła spojrzenie Cadwaladera.
- Kończę z tym… chce, żebym była jego – tylko jego… z wszystkimi tego korzyściami i obowiązkami. Będzie widziała i słyszała jeszcze więcej… teoretycznie powinno to ucieszyć żadnego sukcesu policjanta. Ale jej smycz będzie znacznie krótsza… żeby mogła się z nim po prostu spotykać. Tu, czy gdziekolwiek indziej.
Arvel Cadwalader
A kiedy jej czas minął, kiedy mogła zejść na zaplecze i ogarnąć się, żeby wrócić do pracy… czuła dokładnie tyle samo wątpliwości, co wcześniej. Szlag.
Wróciła na salę i rozejrzała się po niej. Ruszyła w kierunku loży Daniela, ale zanim do niej podeszła – on od niej wstał. Razem z jednym ze swoich pionków ruszył na tyłu klubu, co dało jej trochę więcej przestrzeni. Przez kilka dobrych chwil, może nawet resztę wieczoru nie będzie obserwowana. Nic więc dziwnego, że od razu zmieniła kierunek, prosto do postawnego, wytatuowanego mężczyzny siedzącego samotnie w jednej z loży na uboczu.
- Miałeś stąd dobry widok? – zaszła go od tyłu, pochylając się nad nim tak, że mówiąc drażniła ciepłem oddechu jego ucho, a dłonie oparła na męskich ramionach – Mogę ci zaproponować prywatny taniec jeśli masz ochotę. – potraktowała go jak każdego innego klienta, nawet jeśli nie był jak każdy inny klient.
Znała go dłużej, wiedziała o nim więcej, rozmawiała z nim częściej niż powinna… i zdarzyło jej się spotkać z nim poza klubem, co było już absolutnie niezgodne z polityką klubu. I cholernie, ale to cholernie ryzykowne biorąc pod uwagę jej rozwijającą się relację z Danielem. Powinna to skończyć… raz na zawsze. Dla własnego i jego bezpieczeństwa. Jednocześnie gdzieś z tyłu głowy tkwiła jej myśl, że wcale nie chciała, że chociaż świat Daniela był wygodniejszy to bliżej jej było do tego Arvela. Nie była zła. Nie miała na sumieniu nic poza grą na dwa fronty… nic poza tym, że za dużo wiedziała i za dużo słyszała. I za dużo mieliła językiem. I miała słabość do pewnego typu mężczyzn. Z tą różnicą, że jednemu dawała się pieprzyć dla własnych korzyści, a drugiemu bo wiedział jak to robić.
- Chodź. – powtórzyła i poczekała, aż mężczyzna wstanie z kanapy i ruszy za nią. Szła pewnie (zaskakująco pewnie biorąc pod uwagę wysokość butów, które miała na stopach), kręcąc biodrami i prowadząc go prosto w kierunku pokojów, gdzie mogli mieć odrobinę prywatności. Do tego jednego konkretnego, w którym wiedziała, że nie działał od jakiegoś czasu monitoring, ale właściciel klubu był zbyt przekonany o wierności swoich dziewczyn, żeby spieszyć się z jego naprawą. Przecież żadna nie była na tyle głupia, żeby zaryzykować własnym bezpieczeństwem dla interesów na boku. Ta… żadna. Poza tą, którą lubił w swoim łóżku bardziej niż powinien. Wszystko się skomplikowało.
Zamknęła za nimi drzwi do pokoju i odnalazła spojrzenie Cadwaladera.
- Kończę z tym… chce, żebym była jego – tylko jego… z wszystkimi tego korzyściami i obowiązkami. Będzie widziała i słyszała jeszcze więcej… teoretycznie powinno to ucieszyć żadnego sukcesu policjanta. Ale jej smycz będzie znacznie krótsza… żeby mogła się z nim po prostu spotykać. Tu, czy gdziekolwiek indziej.
Arvel Cadwalader