Boys and girls of every age wouldn't you like to see something strange?
: śr lip 15, 2026 1:30 pm
Podstawowe pytanie brzmiało - Czemu właściwie dał się na to wszystko namówić?
No tak, nie miał specjalnie wyjścia, bo kiedy przychodziło zgłoszenie, ktoś musiał na nie odpowiedzieć. Że też padło na niego! Jaki był z tego morał? Nie należało siedzieć po godzinach w pracy, bo kończyło się absurdalnymi wezwaniami niemal w środku nocy, kiedy ciemność spowiła Toronto. Brzmiało trochę jak komedia, zwłaszcza, że dotyczyło potencjalnego morderstwa w miejscu, w którym śmierć nie była nikomu obca. Ktoś poinformował dyspozytornię, że na terenie cmentarza znajduje się ciało. Zupełnie, jakby nie było ich tam całkiem sporo. Niestety, nawet jeśli miało okazać się to żartem, musieli to sprawdzić. Bo co, jeśli to sprawka nożownika, który ostatnimi czasy nawiedzał ulice? Może teraz nie tylko ciął swoje ofiary, ale również ostatecznie mordował?
Aaron przeczesał włosy dłonią, gramoląc się zza biurka. Oczywiście, że poza nim nie było tu nikogo, kogo mógłby przy okazji zgarnąć na trochę creepy wycieczkę. Odniósł wrażenie, że kiedy tylko potrzebował wsparcia, rozpływało się, uciekając po kątach. Zaczynał podejrzewać, że jego koledzy po fachu mieli rada na sprawy, których najlepiej było unikać. Ewentualnie posiadali życie prywatne, które u młodego Azjaty trochę ostatnio kulało. Randkowanie wychodziło średnio, głównie przez zapracowanie. Był kilka razy z pewną kobietą na kawie, później na drinku, ale ostatecznie szybko wyszło, że nie są kompatybilni wystarczająco, by to ciągnąć.
Wsiadł do windy, wciskając przycisk oznaczony parterem. Mniej więcej w połowie drogi w dół zatrzymał się, by wpuścić do środka kolejną osobę.
-A ty co, jeszcze nie w domu? - zagadnął do starszego kolegi. Mieli okazję kilka razy współpracować, chociaż ich departamenty nie znajdowały się obok. Blackwood czuł respekt do Javiera, chociaż momentami odnosił wrażenie, że ten patrzy na niego pobłażliwie, jakby nie wierząc, że ktoś młody mógłby się sprawdzić w fachu. Niektórzy policjanci starszej daty niestety wychodzili z założenia, że do momentu osiągnięcia odpowiedniego wieku (pewnie tak koło czterdziestki), każdy policjant był żółtodziobem. Wszak liczył się staż pracy i doświadczenie! - Dobrze wiedzieć, że pracoholizm nie tylko mnie prześladuje. Nie chcesz się przejechać na małą wycieczkę? - zagadnął do niego. Czy powinien? Pewnie nie, ale przecież nic się nie stanie, jeśli go ze sobą zabierze. Ba, jeśli okaże się, że morderca nadal znajduje się na cmentarzu, znacznie lepiej będzie mieć wsparcie. Plus umówmy się, Aaron to raczej fanem takich miejsc nie był. Niby w duchy nie wierzył, ale jaka pewność, że nie istniały? Ktoś żywy obok mógł być prawdziwym zbawieniem.
javier perez
No tak, nie miał specjalnie wyjścia, bo kiedy przychodziło zgłoszenie, ktoś musiał na nie odpowiedzieć. Że też padło na niego! Jaki był z tego morał? Nie należało siedzieć po godzinach w pracy, bo kończyło się absurdalnymi wezwaniami niemal w środku nocy, kiedy ciemność spowiła Toronto. Brzmiało trochę jak komedia, zwłaszcza, że dotyczyło potencjalnego morderstwa w miejscu, w którym śmierć nie była nikomu obca. Ktoś poinformował dyspozytornię, że na terenie cmentarza znajduje się ciało. Zupełnie, jakby nie było ich tam całkiem sporo. Niestety, nawet jeśli miało okazać się to żartem, musieli to sprawdzić. Bo co, jeśli to sprawka nożownika, który ostatnimi czasy nawiedzał ulice? Może teraz nie tylko ciął swoje ofiary, ale również ostatecznie mordował?
Aaron przeczesał włosy dłonią, gramoląc się zza biurka. Oczywiście, że poza nim nie było tu nikogo, kogo mógłby przy okazji zgarnąć na trochę creepy wycieczkę. Odniósł wrażenie, że kiedy tylko potrzebował wsparcia, rozpływało się, uciekając po kątach. Zaczynał podejrzewać, że jego koledzy po fachu mieli rada na sprawy, których najlepiej było unikać. Ewentualnie posiadali życie prywatne, które u młodego Azjaty trochę ostatnio kulało. Randkowanie wychodziło średnio, głównie przez zapracowanie. Był kilka razy z pewną kobietą na kawie, później na drinku, ale ostatecznie szybko wyszło, że nie są kompatybilni wystarczająco, by to ciągnąć.
Wsiadł do windy, wciskając przycisk oznaczony parterem. Mniej więcej w połowie drogi w dół zatrzymał się, by wpuścić do środka kolejną osobę.
-A ty co, jeszcze nie w domu? - zagadnął do starszego kolegi. Mieli okazję kilka razy współpracować, chociaż ich departamenty nie znajdowały się obok. Blackwood czuł respekt do Javiera, chociaż momentami odnosił wrażenie, że ten patrzy na niego pobłażliwie, jakby nie wierząc, że ktoś młody mógłby się sprawdzić w fachu. Niektórzy policjanci starszej daty niestety wychodzili z założenia, że do momentu osiągnięcia odpowiedniego wieku (pewnie tak koło czterdziestki), każdy policjant był żółtodziobem. Wszak liczył się staż pracy i doświadczenie! - Dobrze wiedzieć, że pracoholizm nie tylko mnie prześladuje. Nie chcesz się przejechać na małą wycieczkę? - zagadnął do niego. Czy powinien? Pewnie nie, ale przecież nic się nie stanie, jeśli go ze sobą zabierze. Ba, jeśli okaże się, że morderca nadal znajduje się na cmentarzu, znacznie lepiej będzie mieć wsparcie. Plus umówmy się, Aaron to raczej fanem takich miejsc nie był. Niby w duchy nie wierzył, ale jaka pewność, że nie istniały? Ktoś żywy obok mógł być prawdziwym zbawieniem.
javier perez