destroy and be destroyed
: czw lip 16, 2026 10:12 am
trigger warning
przekleństwa, narkotyki039.
too high to think,
too stubborn to quit
too stubborn to quit
Sama nie wiedziała, po co do niego szła.
Przecież nie chciał pomocy. Wiecznie powtarzał, że umie się sobą zająć, że wcale nie ma problemu, pomimo że był on kurewsko duży. I może każda inna dziewczyna odpuściłaby sobie nawracanie ćpuna, ale przecież Pilar nie była jak każda. Była uparta. Czasami jak pieprzony osioł. Nie wiedziała kiedy przestać, szczególnie kiedy obrała sobie w głowie już konkretny cel. Szczególnie kiedy osobiście oglądała, jak jej przyjaciółka zalewa się łzami, bo on znowu ćpał.
Karen była dobra. Niekiedy pogubiona w wielkim świecie, ale zawsze z sercem jak na dłoni. Ciepłym. Kurewsko ciepłym sercem, które mieściło w sobie ogrom empatii i cierpliwości — czyli wszystkie cechy których zaś brakowało Stewart. Znosiła każdy jeden odchył Aarona, jego wzloty i upadki, chociaż wszyscy dookoła powtarzali jej, że to przekreślona sprawa, żeby uciekała, póki jeszcze miała okazje i nikomu nie stała się krzywda. Ona nie chciała. I Pilar też nie miała zamiaru.
Dlatego tamtego ciepłego wieczoru pojawiła się pod jego mieszkaniem. Ostateczna interwencja — dokładnie tak nazwała to w swojej głowie. Trwała w przekonaniu, że jeśli ktokolwiek mógł mu jakoś przemówić do rozumu, to właśnie ona. W końcu się kumplowali, ona przyjaźniła się z jego żoną, a do tego była już kilka tygodni w akademii. Uczyła się stanowczości, chociaż nigdy akurat tego jej nie brakowało, i silnej ręki, bo tam akurat nie reflektowali słabeuszy.
Silną ręką uderzyła również kilkakrotnie w zadrapane drzwi od mieszkania, a potem jeszcze poprawiła dzwonkiem tak irytującym, że sama siebie zaczęłam tym wkurwiać. I jego chyba też, bo już po chwili znajoma sylwetka, kompletnie spruta życiem i z podkrążonymi oczami stanęła w progu, szarpiąc za klamkę.
— Wyglądasz kurwa okropnie — przywitała go najpiękniej, jak tylko potrafiła, a potem jakby była u siebie, po prostu trąciła go ramieniem i weszła do środka. Na wejściu uderzył ją kompletny brak powietrza i smród niewyjebanego żarcia z blatu, przez co w pierwszej kolejności skierowała się prosto do dużego okna przy stole i otworzyła szeroko. — Zbieraj się — warknęła, szarpiąc za zasłonę, bo oczywiście zaplątała się w klamkę, a Pilar nie miała w sobie za grosz cierpliwości. Finalnie materiał puścił niewielkie dziury w dwóch miejscach, a ona odwróciła się w stronę przyjaciela i założyła ręce na biodrach. — Zabieram cię na odwyk — wyjaśniła powód swojej wizyty nawet nie próbując owijać w bewełnę. Zresztą Aaron znał ją doskonale, wiedział, że zawsze od razu przechodziła do sedna. A to w końcu była ostateczna i n t e r w e n c j a.
Aaron Blackwood