Strona 1 z 1

I don't know what it all means

: czw lip 16, 2026 3:07 pm
autor: Lilian Davenport
Lilian wielokrotnie wracała myślami do tego, co wydarzyło się między nią a Maxem. Niejednokrotnie miała ochotę z nim porozmawiać, wyjaśnić, że sama pogubiła się w tym wszystkim, i uczciwie powiedzieć, że nie oczekiwała od nego żadnej deklaracji. Miała mętlik we łbie, a zwłaszcza dlatego, że zaledwie dwa dni później zdecydowała się wyjechać z Nico na biwak.
Po powrocie również nie nadarzyła się okazja, aby wszystko naprostować, boo Max wziął wolne.
Żyła więc w próżni, notorycznie znosząc przy tym uszczypliwość Dolores. Babce (no oczywiście) nie spodobało się, że Lilian wróciła do domu nad ranem w pogniecionej sukience, z połamanym obcasem i siniakiem na szyi, który był wynikiem namiętneo pocałunku. Nie omieszkała nazwać jej ladacznicą. Nie powstrzymała się też od kolejnych złośliwych komentarzy, gdy wnuczka wróciła po weekendzie spędzonym z Nicolasem.
Och, jak serdecznie Lilian miała dość tej nieustannej, cholernej paplaniny, która tylko pogłębiała jej żałosny nastrój. Sytuacji nie poprawiał fakt, że przez cały tydzień pracowała ramię w ramię z tą upierdliwą kobietą, bo przygotowywały salę na bankiet. Dolores zamierzała rozreklamować pensjonat wśród kanadyjskiej śmietanki towarzyskiej i ogłosić, że pod koniec roku rusza z budową kolejnego budynku.
Ha! Lilian już wtedy wiedziała, że nie zamierza towarzyszyć babce w drodze do kolejnego sukcesu. Postanowiła, że lada dzień poinformuje ją o wyprowadzce. Zdążyła już nawet znaleźć przytulny pokój w całkiem-całkiem rozsądnej cenie.
Tego felernego, sobotniego wieczoru włożyła satynową, czerwoną sukienkę z długim rozcięciem na udzie, wykonała mocniejszy makijaż i upięła włosy. Mimo wszyskto chciała jak najlepiej zaprezentować się jako menedżerka sali. Nie miała zresztą czasu na rozmowy, czym zresztą zajęła się sama Dolores, która trajkotała z wszystkimi dookoła, opowiadając o planach na nowy biznes.
Po wzniesieniu toastu Lilian dosłownie biegała pomiędzy kuchnią a salą. Upewniała się, że wszystko było dopięte na ostatni guzik. Nawet co jakiś czas wychodziła na zewnątrz, aby upewnić się czy goście palili cygara w wyznaczonej strefie. Niestety w pewnej chwili, zaalarmowana przez jednego z kelnerów, pospiesznie ruszyła znowu do kuchni.
Gdzieś na środku sali ktos nagle szarpnął ją za ramię. Zaskoczona wypuściła materiał sukienki, którą uniosła, aby nie plątałą się pod nogami, i gwałtownie odwróciła głowę. Najpierw zmarszczyła brwi, ale zaraz w jej oczach pojawiło się zdumienie.
Max? — Nie spodziewała się spotkać go na bankiecie. Mimowolnie odszukała wzrokiem Dolores, ale ta była zbyt pochłonięta rozmową z jakimś politykiem, aby zwrócić na nich uwagę. Lilian więc ponownie spojrzała na mężczyznę.
Wodzirej puścił balladę Lady Gagi i Bruna Marsa, przez co ludzie zaczęli dopierać się na parkiecie w pary. Ona jednak nadal stała i po prostu przyglądała się Maxowi, czując jednocześnie bardzo wiele dziwnych emocji.
Co tu robisz?

Max Korhonen

I don't know what it all means

: pn lip 27, 2026 11:56 am
autor: Max Korhonen
Tydzień potrafił zmienić zaskakująco wiele. Jeszcze kilka dni wcześniej największym problemem Maxa było to, że świadomie pozwolił Lilian żyć w przekonaniu, iż po pijanej nocy wydarzyło się między nimi znacznie więcej, niż w rzeczywistości. Potem zadzwonił ojciec. Kilka godzin później wszystko, co wydawało się ważne, zeszło na dalszy plan.
Nie pojawił się tamtego popołudnia w pensjonacie. Rodzinne sprawy, które początkowo miały zająć najwyżej kilka godzin, rozciągnęły się na kolejne dni. Kiedy wrócił do remontu trzy doby później, Dolores przywitała go równie serdecznie, co zawsze, czyli kubkiem kawy i litanią narzekań. Tym razem jednak głównym tematem nie były źle pomalowane ściany ani opóźnienia. Była nim Lilian. Max początkowo słuchał jednym uchem. Dopóki nie padły słowa o późnym powrocie, tajemniczym mężczyźnie, wspólnym wyjeździe i określeniu, którego Dolores użyła z taką łatwością, jakby mówiła o pogodzie. Ladacznica. Kącik ust Korhonena drgnął ledwie zauważalnie. Nie dlatego, że uwierzył w choć jedno słowo. Bardziej zastanawiało go, jak wiele wysiłku trzeba włożyć, żeby własną wnuczkę opisywać w taki sposób. Przez krótką chwilę miał ochotę odpowiedzieć coś kąśliwego, lecz ostatecznie ugryzł się w język. Nie znał całej historii. Wiedział tylko, że Dolores wyjątkowo skutecznie potrafiła opowiadać świat tak, by każda wina ostatecznie spadała na Lilian.

Weekend minął pod znakiem zapachu farby, pyłu i nieustannego stukotu narzędzi. Zaraz po jego zakończeniu wsiadł do samolotu lecącego do Norwegii. Pogrzeb dziadka nie należał do wydarzeń, na które człowiek potrafił się przygotować, nawet jeśli przez ostatnie lata widywali się rzadziej, niż obaj by chcieli. Dopiero stojąc nad trumną zrozumiał, że pewnych rozmów nie odbędzie już nigdy. Być może właśnie dlatego z takim skupieniem otworzył pozostawiony dla niego pamiętnik. Początkowo traktował go jak zwykły zbiór wspomnień starego człowieka. Kilka godzin później siedział już w ciszy rodzinnego domu, przewracając kolejne zapisane strony coraz szybciej. Norweskie służby specjalne. Operacje, o których nigdy nie słyszał. Nazwiska. Daty. Wzmianki o ojcu, który, jak się okazało, przez lata robił dokładnie to samo, zanim rodzina wyjechała do Toronto.
Wspomnienia z dzieciństwa zaczęły układać się w zupełnie nowy obraz. Mordercze treningi, które ojciec nazywał budowaniem charakteru. Nauka strzelania, kiedy jego rówieśnicy grali w piłkę. Godziny spędzone na ćwiczeniu spostrzegawczości, pamięci i kontroli emocji. Wszystko, co dotąd wydawało się dziwnymi ekscentryzmami rodzica, nagle nabrało sensu. I właśnie ten sens rozwścieczył go niemiłosiernie.
Kłótnia była nieunikniona. Pierwsza od wielu lat, podczas której żaden z nich nie próbował zachować pozorów spokoju. Max zadawał pytania, ojciec odpowiadał wymijająco. A im mniej odpowiedzi otrzymywał, tym mocniej blondyn utwierdzał się w przekonaniu, że przez całe życie wychowywano go według planu, którego nigdy nie miał poznać. Wyjeżdżał z Norwegii bogatszy o rodzinne tajemnice i jednocześnie uboższy o poczucie, że naprawdę zna własnego ojca.

Tydzień później ponownie przekroczył próg pensjonatu. Tym razem nie jako pracownik remontu, lecz gość bankietu organizowanego przez Dolores. Garnitur leżał na nim równie dobrze jak zwykle, jednak trudno było mówić o beztrosce, z którą jeszcze niedawno potrafił żartować z każdego problemu. W głowie wciąż miał niedokończone rozmowy, pytania bez odpowiedzi i nazwiska zapisane w starym notesie dziadka. Dopiero gdy jego spojrzenie odnalazło Lilian pośród gości, wszystko inne zeszło na dalszy plan. Widział ją po raz pierwszy od tamtej nocy. Od tańca na promenadzie, obrzydliwej tequili i poranka, podczas którego z taką determinacją próbowała poskładać rozsypane wspomnienia. Przez ostatni tydzień wracał do niej częściej, niż chciał się do tego przed sobą przyznać. Nie tylko dlatego, że nie zdążyli dokończyć rozmowy. Gdzieś z tyłu głowy nieustannie pobrzmiewały mu słowa Dolores. O późnym powrocie. O mężczyźnie. O nagłym wyjeździe z nim.
…Przez ostatni tydzień kilka razy wracał myślami do słów Dolores. Nie do jej ocen, bo tym nie wierzył ani trochę, lecz do jednego faktu. Lilian wyjechała z jakimś mężczyzną. Nie wiedział dlaczego ta informacja tak uparcie nie chciała opuścić jego głowy. Być może zwyczajnie był ciekawy. Być może nie lubił niewiedzy. A może chodziło o coś zupełnie innego, czego jeszcze nie potrafił nazwać. Jedno było pewne — widząc ją teraz po drugiej stronie sali, zorientował się, że przez cały ten tydzień chciał zadać jej dokładnie jedno pytanie: Kim on był? I jednocześnie doskonale wiedział, że nie miał żadnego prawa go zadawać.
Przez cały wieczór skutecznie udawał, że przyjechał tu wyłącznie dlatego, iż Dolores niemal siłą wcisnęła mu zaproszenie do ręki jeszcze przed wyjazdem do Norwegii. Uśmiechał się wtedy, kiedy należało się uśmiechnąć. Ściskał dłonie ludziom, których nazwisk i tak za chwilę miał zapomnieć. Kiwał głową podczas rozmów o inwestycjach, rynku nieruchomości i kolejnych przedsięwzięciach pensjonatu, chociaż myślami znajdował się zupełnie gdzie indziej. Nie potrzebował wiele czasu, by zrozumieć, że odkąd przekroczył próg sali, jego wzrok nieustannie odszukiwał jedną osobę.
Widział ją niemal bez przerwy. Raz przemykała pomiędzy stolikami z dokumentami w dłoni, innym razem znikała za drzwiami kuchni, żeby po chwili wrócić z kelnerami. Znał ten rodzaj biegu. Sam wielokrotnie funkcjonował w podobnym tempie. Problem polegał na tym, że zamiast podziwiać organizację całego wydarzenia, łapał się na obserwowaniu jej zdecydowanie zbyt długo. A gdy za którymś razem uniosła materiał czerwonej sukienki, żeby wygodniej przejść przez salę, przypomniał sobie zupełnie niepotrzebnie inną czerwoną sukienkę; tę pogniecioną, leżącą na hotelowej podłodze. Westchnął pod nosem, dochodząc do wniosku, że własny mózg najwyraźniej wyjątkowo lubił robić mu na złość.

Miał już podejść kilka razy. Za każdym razem ktoś ją zatrzymywał. Goście, kelnerzy, sama Dolores. Dopiero gdy zauważył, że znowu przecina salę niemal biegiem, ruszył za nią odruchowo. Nie zdążył nawet zastanowić się, czy to dobry moment. Po prostu wyciągnął rękę i delikatnie ujął ją za ramię. Kiedy odwróciła się gwałtownie, przez krótką chwilę po prostu na nią patrzył. Wyglądała… inaczej. Nie chodziło nawet o sukienkę czy starannie upięte włosy. Bardziej o to, że przez ostatni tydzień zdążył zapomnieć, jak bardzo przyciągała uwagę, kiedy pojawiała się gdzieś w pomieszczeniu. Mimowolnie uniósł kącik ust, chociaż w niebieskich tęczówkach wciąż pozostawało coś cięższego niż zwykle.
— Ciebie też miło widzę, Jaśminku. — odpowiedział z charakterystycznym dla siebie rozbawieniem, pozwalając, by przez chwilę wybrzmiała między nimi cisza. — Zastanawiałem się, czy po tygodniu jeszcze mnie poznasz. — dodał lżej, choć sam nie był pewien, czy bardziej żartował, czy rzeczywiście chciał to wiedzieć. Dopiero po chwili rozejrzał się po sali, jakby dopiero teraz przypomniał sobie, gdzie właściwie się znajdowali. — Dolores uznała, że skoro pomagam jej przy remoncie, to powinienem tu być, chyba ma nie tylko plany co do rozbudowy obiektu, ale również co do mnie. Dodatkowo trudno odmówić kobiecie, która potrafi obrazić człowieka siedem razy podczas jednego zdania. — mruknął z rozbawieniem. — Poza tym… chyba chciałem sprawdzić, czy pensjonat nadal stoi. — dodał niewinnie, chociaż oboje mogli domyślić się, że nie to było prawdziwym powodem jego obecności.

Przez moment przyglądał się jej w milczeniu. Tydzień temu zostawił ją z większą liczbą pytań niż odpowiedzi. Potem zniknął. A kiedy wrócił, dowiedział się od Dolores znacznie więcej, niż wcale chciał wiedzieć. Nie wierzył ani jednemu komentarzowi starszej kobiety, ale sam fakt nie dawał mu spokoju. Zastanawiał się, kim był człowiek, z którym Lilian spędziła weekend. I dlaczego właśnie ta myśl uparcie wracała do niego podczas lotu z Norwegii, pogrzebu dziadka i każdej kolejnej nieprzespanej nocy. Nie miał prawa być ciekawy. Tym bardziej nie miał prawa odczuwać tego nieprzyjemnego ukłucia, które pojawiało się za każdym razem, gdy wyobrażał sobie ją u boku kogoś innego. Dlatego nie zapytał. Jeszcze nie.
Zamiast tego uśmiechnął się odrobinę cieplej. — Wygląda na to, że tydzień bez siebie obojgu nam wyjątkowo się dłużył… chociaż każde z nas było zajęte czymś zupełnie innym. — stwierdził, chociaż czy wniosek jaki wysunął w swoim komentarzu był prawdziwy? Czy Lilian myślała o nim? Zastanawiał ją brak jego obecności w pensjonacie? A może była zbyt zajęta innymi sprawami? — Masz chwilę? Czy mam ustawić się w kolejce razem z resztą gości? - zapytał, dokładnie w momencie, w którym przestrzeń wypełnił dźwięk ballady, a parkiet zaczął zapełniać się ludźmi. Korhonen nie odstając od reszty mężczyzny mimowolnie, w lekkim skłonie wyciągnął dłoń ku brunetce, w niemy sposób zapraszając do tańca.




Lilian Davenport

I don't know what it all means

: śr lip 29, 2026 11:55 pm
autor: Lilian Davenport
Chyba nie chciała zobaczyć Maxa na bankiecie, a zwłaszcza w nie w tak świetnie skrojonym garniturze. Jej wzrok mimowolnie powędrował po jego sylwetce od stóp do głów. O, cholera. Wyglądał tak dobrze, że aż zapiekły ją policzki, gdy odruchowo wróciła wspomnieniem do nocy, którą razem spędzili.
Zaraz jednak wyswobodziła rękę i ponownie chwyciła za poły sukni, dając mu do zrozumienia, że aktualnie była bardzo zapracowana. Za nic nie chciała po raz kolejny narazić się na paplaninę Dolores. W dodatku kiedy przeniosła wzrok na babkę, ich spojrzenia na moment się skrzyżowały.
Mów do mnie po imieniu — zwróciła mu w miarę uprzejmie uwagę. Jak dotąd pieszczotliwe określenie wcale jej nie przeszkadzało, jednak teraz zbyt wiele par oczu patrzyło w ich stronę, aby mogła pozwolić sobie na takie spoufalanie.
Zaraz jednak wyprostowała się nerwowo i delikatnie rozchyliła usta. Wiedziała, że żartował. Wiedziała, że nie mówił poważnie, a pomimo tego rozlała się w niej niemal agresywna potrzeba, aby powiedzieć mu, jak mógł choćby przez chwilę wątpić, że o nim pamiętała. Ostatecznie postanowiła zostawić to bez komentarza. I Max musiał sam to przetrawić. Kiedy Korhonen wspomniał o babce, ponownie przeniosła na nią wzrok, po czym wróciła spojrzeniem do jego błękitnych oczu.
Och... — wyrwało jej się całkiem niewinnie. Lilian doskonale wiedziała, o co chodziło babci. Chciała utrzymać z Maxem dobre relacje, aby mieć pewność, że kiedy powstanie nowy budynek, to właśnie on podejmie się jego wykończenia. Dolores nigdy nie trzymała przy sobie ludzi bez powodu. Zawsze wypatrywała okazji, aby jakoś ich wykorzystać, a Maxa darzyła wyjątkową sympatią. Lilian zdążyła to zauważyć, choć nie miała pojęcia, że starucha dzieliła się z nim również niesnaskami z jej prywatnego życia. To było akurat żenujące. — Pensjonat ma się dobrze — odparła sztywno, przy czym potaknęła.

Czuła się... dziwnie?

Z jednej strony odczuwała silną potrzebę, aby omówić z nim to, co wydarzyło się pomiędzy nimi.
Z drugiej zachowywała się powściągliwie. Nie chciała, aby Dolores domyśliła się jak blisko byli. Bardzo blisko. Tak naprawdę bliżej już się nie dało. I cholera, pod naporem tylu spojrzeń miała wrażenie, że miała wypisane na twarzy, że spędziła z nim noc.
Przy okazji odczuwała też złość i żal, że zniknął i nie mogli porozmawiać w bardziej komfortowych warunkach. Nie miała pojęcia, że dotychczasowe życie Maxa legło w gruzach i że sam potrzebował czasu, aby na nowo ułożyć wszystko do kupy. Gdyby o tym wiedziała, nie żywiłaby wobec niego tak egoistycznych pretensji. A jednocześnie niw zdawała sobie również sprawy, że i w nim zrodziły się ciche pytania oraz jeszcze cichszy żal związany z Nicolasem.
Gdzie byłeś? — wypaliła znienacka, gdy tylko nadarzyła się ku temu okazja.
Tydzień dłużył jej się niemiłosiernie, choć sam weekend minął zaskakująco przyjemnie w towarzystwie ex chłopaka. To właśnie było kolejnym powodem, dla którego teraz czuła się nieswojo w obecności Maxa. Zamierzała powiedzieć mu o tym przy pierwszej nadarzającej się okazji, no ale ta, nadal nie nastąpiła.
Nie chciała się z nikim wiązać. Za wszelką cenę próbowała jednak zrozumieć własne uczucia i odkryć jaka naprawdę była. Przez lata Dolores skutecznie ograniczała jej osobowość, przez co sama nie wiedziała już, czego pragnie i czego mogła pragnąć. Max nie musiał tego rozumieć, ale powinien wiedzieć, że nic z tego, co wydarzyło się tamtej namiętnej nocy, nie było intencjonalne. Nie była aż wyrachowana, aby w jakikolwiek sposób go wykorzystywać.
No i oczywiście myślała o tym bez przerwy. Każdego wieczoru i za każdym razem, gdy jej wzrok zatrzymywał się na huśtawce. Roztrząsała wszystko od nowa, próbując znaleźć odpowiedź na pytanie, do której szufladki powinna włożyć relację z Maxem. Zastanawiała się, dlaczego nie pojawił się w pensjonacie i czy miało to z nią jakikolwiek związek.
Przepraszam, Max, nie......nie mogę teraz. Jestem zajęta. Muszę wrócić do kuchni i powiedzieć kucharzom, aby przygotowali tarty do wydania.
Nie dokończyła. Reszta słów jedynie zaszczypała Lilian w koniuszek języka.
Spojrzała na jego wyciągniętą dłoń. Tę samą, która zaledwie kilka dni wcześniej objęła jej policzek i przyciągnęła ją do pocałunku. Po chwili uniosła wzrok na twarz Maxa, jakby próbowała odnaleźć w jego spojrzeniu odwagę, której tak bardzo w tym momencie jej brakowało.
I wtedy, zupełnie niespodziewanie, ją znalazła. Nabrawszy głęboko powietrza, wsunęła swoją dłoń w jego rękę i pozwoliła, aby ustawił ich w typowej dla wolnego tańca pozycji. Drugą oparła ostrożnie na ramieniu mężczyzny. Następnie on, juz mniej subtelnie przyciągnął ją mocniej, tak że ich ciała zetknęły się ze sobą. Wówczas serce Lilian zrobiło fikołka.


Max Korhonen

I don't know what it all means

: czw lip 30, 2026 8:55 am
autor: Max Korhonen
Czy chciał tutaj dzisiaj być? Z jednej strony coś podpowiadało mu, że nie był to najlepszy pomysł. Stając przed lustrem i obciągając rękawy marynarki, przez ułamek sekundy był nawet gotów zrezygnować z zaproszenia Dolores, która bez wątpienia miała w tym swój własny, ukryty cel. Z drugiej natomiast miał ogromną ochotę wyrwać się z domu, który obecnie jawił mu się jak zupełnie obce miejsce, przesiąknięte niechcianymi emocjami i wspomnieniami, które uderzały w niego za każdym razem, gdy kładł się do łóżka, budząc coraz większą niechęć do ojca. Ich relacje były napięte już do tego stopnia, że nawet matka nie była w stanie ich pogodzić. Wychodząc z domu, rzucił tylko przez ramię, zupełnie informacyjnie, że wróci późno, a następnie trzasnął drzwiami, jakby tym jednym gestem mógł odciąć się od wszystkiego, co kotłowało się w nim od powrotu z Norwegii oraz pierwszych słów zapisanych w pamiętniku dziadka.
Może właśnie dlatego jednak pojawił się na bankiecie - potrzebował miejsca, w którym nikt nie będzie oczekiwał od niego odpowiedzi na pytania, na które sam jeszcze nie potrafił odpowiedzieć. Potrzebował kilku godzin, podczas których mógłby udawać, że jego życie nadal wygląda dokładnie tak samo jak tydzień wcześniej. Że wystarczy dobrze skrojony garnitur, kilka kieliszków alkoholu i rozmowy o rzeczach, które nie miały żadnego znaczenia, aby człowiekowi zrobiło się odrobinę lżej.

Lilian dostrzegł niemal od razu. Trudno było jej nie zauważyć, choć przez pierwsze kilka sekund udawał przed samym sobą, że wcale jej nie szukał. Stała niedaleko Dolores, zajęta obowiązkami, z tym charakterystycznym skupieniem na twarzy, które pamiętał aż nazbyt dobrze. Max zatrzymał na niej spojrzenie odrobinę dłużej, niż powinien, zanim w końcu ruszył w jej stronę, ostatecznie witając się z nią w charakterystyczny dla siebie sposób.
Nie zdążył jednak powiedzieć nic więcej, bo Lilian natychmiast skarciła go, aby nie mówił do niej przezwiskiem jakie jej nadał. Blondyn uniósł lekko brwi, a jego uśmiech na moment stał się mniej wyraźny. Niby drobne upomnienie, niby doskonale rozumiał, dlaczego to zrobiła - wokół znajdowało się zbyt wiele osób, Dolores obserwowała ich zbyt uważnie, a on sam prawdopodobnie również nie powinien był pozwolić sobie na taką poufałość - jednak mimo wszystko coś w nim nieprzyjemnie drgnęło.— Jasne, Lilian. — odpowiedział spokojnie, głosem pozbawionym wcześniejszego rozbawienia. — Nie chciałbym przecież wywołać skandalu jeszcze przed deserem.

Kiedy wspomniała o pensjonacie, pokiwał głową, pozwalając sobie na subtelny uśmiech, przy czym z nieukrywaną uwagą przyglądał jej się przez krótką chwilę, jakby próbował znaleźć na jej twarzy odpowiedź na pytanie, którego nie miał odwagi zadać wprost. Pensjonat miał się dobrze. Oczywiście, że miał. To jednak nie było to, o co chciał zapytać - wówczas bruntka zrobiła to za niego.
Gdzie byłeś?
Pytanie padło tak nagle, że przez ułamek sekundy Max nie odpowiedział. Nie było to spowodowane faktem, iż nie znał odpowiedzi, wręcz przeciwnie - miał ich zbyt wiele a żadna nie nadawała się do wypowiedzenia tutaj, pomiędzy stolikami, muzyką i ludźmi, którzy prawdopodobnie znali ich oboje wystarczająco dobrze, aby zauważyć każde najmniejsze zawahanie. — W domu. — oznajmił w końcu, trochę zbyt krótko. — To znaczy… głównie. - dodał, kącik maxowych ust drgnął, pozbawiony jednak prawdziwego uśmiechu. Wiem, że to bardzo rozczarowująca odpowiedź. Liczyłaś pewnie na jakąś ekscytującą historię o ucieczce z kraju, zmianie tożsamości albo przynajmniej porządnym napadzie na bank. - podjął próbę obrócenia swoich wcześniejszych słów w żart, lecz spojrzenie Lilian sprawiło, że szybko zrozumiał, iż nie da się tak łatwo wywinąć. Znała go już na tyle, aby dostrzec, kiedy coś przemilczał. A on, patrząc na nią, po raz pierwszy zaczął się zastanawiać, czy właśnie dlatego tak bardzo nie chciał jej zobaczyć.
Bo wiedział, że wystarczy jedno pytanie zadane właściwym tonem, a wszystkie starannie poukładane kłamstwa i półprawdy zaczną się rozsypywać. — Miałem trochę… rzeczy do ogarnięcia. — dodał po chwili, tym razem już ciszej. — Nic, o czym chciałabyś słuchać na bankiecie. - sprostował, nie zdążył jednak zapytać, dlaczego właściwie tak bardzo interesowała ją jego nieobecność, bo Lilian nagle zaczęła się wycofywać. Max odruchowo wyciągnął w jej stronę dłoń, zanim jeszcze zdążył się zastanowić, czy powinien.
Lilian. - tym razem wypowiedział jej imię zupełnie inaczej; bez żartu, bez tej lekkiej zaczepności, którą tak często przykrywał wszystko, czego nie chciał powiedzieć wprost.
Zatrzymała się.
Max spojrzał na jej twarz, a potem na wyciągniętą dłoń. Nie musiał pytać, czy chciała z nim zatańczyć. Widział wystarczająco dużo, aby wiedzieć, że ona również potrzebowała tej chwili, choć prawdopodobnie z zupełnie innych powodów. — Tylko jeden taniec. — zapewnił ją spokojnie. — Potem pozwolę ci wrócić do twoich tart, Dolores i wszystkich innych bardzo ważnych rzeczy. - dodał.
Kiedy w końcu wsunęła dłoń w jego rękę, Max poczuł coś, czego zdecydowanie nie powinien był poczuć. Ulgę.
Tak zwyczajną i nieproporcjonalnie silną, że przez moment sam się na nią zirytował. Przecież jeszcze chwilę temu przekonywał siebie, że nie przyszedł tutaj dla niej. Że chciał tylko uciec z domu. Że Dolores zaprosiła go z własnych powodów. Że wszystko było przypadkiem. A teraz trzymając jej dłoń wiedział już, że okłamywał przede wszystkim samego siebie.
Drugą rękę położył ostrożnie na jej talii, początkowo zostawiając między nimi odrobinę przestrzeni. Wystarczająco dużo, by zachować pozory. A jednocześnie wystarczająco mało, by poczuć ciepło jej ciała przez materiał sukni. Niemniej gdy Lilian oparła dłoń na jego ramieniu, Max pozwolił sobie na chwilę rozluźnienia. Jej bliskość i dotyk działały na niego kojąco, potęgując to pierwsze uczucie ulgi, które w nim wywoływała. Przez kilka sekund po prostu prowadził ją w rytm muzyki, nie mówiąc nic. Nie chciał psuć tej chwili. Nie teraz, więc dopiero po chwili pochylił się nieznacznie, tak aby tylko ona mogła go usłyszeć. — Wiesz, co jest zabawne? — mruknął cicho. — Przez cały tydzień zastanawiałem się, czy w ogóle powinienem tu dzisiaj przychodzić. - jego spojrzenie na moment uciekło gdzieś ponad jej ramieniem, zanim ponownie zatrzymało się na brązowych oczach.— A teraz, kiedy już jestem, okazuje się, że chyba najbardziej chciałem zobaczyć właśnie ciebie.- nie uśmiechnął się po tym wyznaniu, nie próbował też obrócić go w żart, pozwalając, aby słowa zawisły między nimi, znacznie bardziej szczere, niż planował.

Jego dłoń na jej talii przesunęła się odrobinę wyżej, ledwie zauważalnie, a potem zatrzymała się, jakby sam wyznaczał sobie granicę, której nie zamierzał przekroczyć pod czujnym spojrzeniem gości. — A co działo się z tobą? — zapytał cicho. Nie czekając jednak na natychmiastową odpowiedź, wykorzystał moment, w którym orkiestra płynnie zmieniła tempo utworu. Lekkim ruchem uniósł ich splecione dłonie ponad jej głowę, prowadząc Lilian w powolnym obrocie. Materiał sukni zafalował miękko wokół jej nóg, a kiedy ponownie stanęła naprzeciw niego, Max bez wahania wsunął dłoń z powrotem na jej talię i przyciągnął ją bliżej niż przed chwilą.
Ich ciała ponownie zetknęły się ze sobą, a Max przez krótką chwilę nie powiedział nic. Patrzył tylko w jej oczy, pozwalając, by muzyka zrobiła to, czego żadne z nich najwyraźniej nie potrafiło ubrać w słowa. Dopiero po chwili kącik jego ust uniósł się nieznacznie. - Twoja babcia wspomniała o jakimś wyjeździe - napomknął niby od niechcenia, lecz ciekawość dotycząca nieznajomego mężczyzny, z którym wyjechała paliła go od środka.





Lilian Davenport