I don't know what it all means
: czw lip 16, 2026 3:07 pm
Lilian wielokrotnie wracała myślami do tego, co wydarzyło się między nią a Maxem. Niejednokrotnie miała ochotę z nim porozmawiać, wyjaśnić, że sama pogubiła się w tym wszystkim, i uczciwie powiedzieć, że nie oczekiwała od nego żadnej deklaracji. Miała mętlik we łbie, a zwłaszcza dlatego, że zaledwie dwa dni później zdecydowała się wyjechać z Nico na biwak.
Po powrocie również nie nadarzyła się okazja, aby wszystko naprostować, boo Max wziął wolne.
Żyła więc w próżni, notorycznie znosząc przy tym uszczypliwość Dolores. Babce (no oczywiście) nie spodobało się, że Lilian wróciła do domu nad ranem w pogniecionej sukience, z połamanym obcasem i siniakiem na szyi, który był wynikiem namiętneo pocałunku. Nie omieszkała nazwać jej ladacznicą. Nie powstrzymała się też od kolejnych złośliwych komentarzy, gdy wnuczka wróciła po weekendzie spędzonym z Nicolasem.
Och, jak serdecznie Lilian miała dość tej nieustannej, cholernej paplaniny, która tylko pogłębiała jej żałosny nastrój. Sytuacji nie poprawiał fakt, że przez cały tydzień pracowała ramię w ramię z tą upierdliwą kobietą, bo przygotowywały salę na bankiet. Dolores zamierzała rozreklamować pensjonat wśród kanadyjskiej śmietanki towarzyskiej i ogłosić, że pod koniec roku rusza z budową kolejnego budynku.
Ha! Lilian już wtedy wiedziała, że nie zamierza towarzyszyć babce w drodze do kolejnego sukcesu. Postanowiła, że lada dzień poinformuje ją o wyprowadzce. Zdążyła już nawet znaleźć przytulny pokój w całkiem-całkiem rozsądnej cenie.
Tego felernego, sobotniego wieczoru włożyła satynową, czerwoną sukienkę z długim rozcięciem na udzie, wykonała mocniejszy makijaż i upięła włosy. Mimo wszyskto chciała jak najlepiej zaprezentować się jako menedżerka sali. Nie miała zresztą czasu na rozmowy, czym zresztą zajęła się sama Dolores, która trajkotała z wszystkimi dookoła, opowiadając o planach na nowy biznes.
Po wzniesieniu toastu Lilian dosłownie biegała pomiędzy kuchnią a salą. Upewniała się, że wszystko było dopięte na ostatni guzik. Nawet co jakiś czas wychodziła na zewnątrz, aby upewnić się czy goście palili cygara w wyznaczonej strefie. Niestety w pewnej chwili, zaalarmowana przez jednego z kelnerów, pospiesznie ruszyła znowu do kuchni.
Gdzieś na środku sali ktos nagle szarpnął ją za ramię. Zaskoczona wypuściła materiał sukienki, którą uniosła, aby nie plątałą się pod nogami, i gwałtownie odwróciła głowę. Najpierw zmarszczyła brwi, ale zaraz w jej oczach pojawiło się zdumienie.
— Max? — Nie spodziewała się spotkać go na bankiecie. Mimowolnie odszukała wzrokiem Dolores, ale ta była zbyt pochłonięta rozmową z jakimś politykiem, aby zwrócić na nich uwagę. Lilian więc ponownie spojrzała na mężczyznę.
Wodzirej puścił balladę Lady Gagi i Bruna Marsa, przez co ludzie zaczęli dopierać się na parkiecie w pary. Ona jednak nadal stała i po prostu przyglądała się Maxowi, czując jednocześnie bardzo wiele dziwnych emocji.
— Co tu robisz?
Max Korhonen
Po powrocie również nie nadarzyła się okazja, aby wszystko naprostować, boo Max wziął wolne.
Żyła więc w próżni, notorycznie znosząc przy tym uszczypliwość Dolores. Babce (no oczywiście) nie spodobało się, że Lilian wróciła do domu nad ranem w pogniecionej sukience, z połamanym obcasem i siniakiem na szyi, który był wynikiem namiętneo pocałunku. Nie omieszkała nazwać jej ladacznicą. Nie powstrzymała się też od kolejnych złośliwych komentarzy, gdy wnuczka wróciła po weekendzie spędzonym z Nicolasem.
Och, jak serdecznie Lilian miała dość tej nieustannej, cholernej paplaniny, która tylko pogłębiała jej żałosny nastrój. Sytuacji nie poprawiał fakt, że przez cały tydzień pracowała ramię w ramię z tą upierdliwą kobietą, bo przygotowywały salę na bankiet. Dolores zamierzała rozreklamować pensjonat wśród kanadyjskiej śmietanki towarzyskiej i ogłosić, że pod koniec roku rusza z budową kolejnego budynku.
Ha! Lilian już wtedy wiedziała, że nie zamierza towarzyszyć babce w drodze do kolejnego sukcesu. Postanowiła, że lada dzień poinformuje ją o wyprowadzce. Zdążyła już nawet znaleźć przytulny pokój w całkiem-całkiem rozsądnej cenie.
Tego felernego, sobotniego wieczoru włożyła satynową, czerwoną sukienkę z długim rozcięciem na udzie, wykonała mocniejszy makijaż i upięła włosy. Mimo wszyskto chciała jak najlepiej zaprezentować się jako menedżerka sali. Nie miała zresztą czasu na rozmowy, czym zresztą zajęła się sama Dolores, która trajkotała z wszystkimi dookoła, opowiadając o planach na nowy biznes.
Po wzniesieniu toastu Lilian dosłownie biegała pomiędzy kuchnią a salą. Upewniała się, że wszystko było dopięte na ostatni guzik. Nawet co jakiś czas wychodziła na zewnątrz, aby upewnić się czy goście palili cygara w wyznaczonej strefie. Niestety w pewnej chwili, zaalarmowana przez jednego z kelnerów, pospiesznie ruszyła znowu do kuchni.
Gdzieś na środku sali ktos nagle szarpnął ją za ramię. Zaskoczona wypuściła materiał sukienki, którą uniosła, aby nie plątałą się pod nogami, i gwałtownie odwróciła głowę. Najpierw zmarszczyła brwi, ale zaraz w jej oczach pojawiło się zdumienie.
— Max? — Nie spodziewała się spotkać go na bankiecie. Mimowolnie odszukała wzrokiem Dolores, ale ta była zbyt pochłonięta rozmową z jakimś politykiem, aby zwrócić na nich uwagę. Lilian więc ponownie spojrzała na mężczyznę.
Wodzirej puścił balladę Lady Gagi i Bruna Marsa, przez co ludzie zaczęli dopierać się na parkiecie w pary. Ona jednak nadal stała i po prostu przyglądała się Maxowi, czując jednocześnie bardzo wiele dziwnych emocji.
— Co tu robisz?
Max Korhonen