everything you desire is within you
: czw lip 16, 2026 5:47 pm
006.
Dziś, po ostatnim maratonie nocnych dyżurów, męczyło go coś znacznie więcej, niż sam bagaż lekarskich doświadczeń. Szczęki teraźniejszości i powtarzalność samotnych wieczorów, jak zeźlona bestia, zaciskały na nim ostre zęby. Wkłuwały się zarówno w tkanki ciała, jak i w przezrocze myśli, jak spuszczony ze smyczy buldog: bezpardonowo oraz bezlitośnie pozostawiając na nim wyraźny ślad rosnącej w nim frustracji. Emocji, z którą nie potrafił poradzić sobie inaczej, niż poprzez skrzętne zakopanie dręczących go uczuć wraz z wyjściem na papierosa.
W chwilach największej słabości, gryzący od używki przełyk i widok rozmywającego się obłoku dymu przed nim był skutecznym rozpraszaczem. Stojąc na tyłach lokalu gastronomicznego, zaciągał się więc kolejną dawką nikotyny z desperacko wręcz narzuconą na siebie p r z y j e m n o ś c i ą. Taką, którą wymuszał na sobie, gdy w zasięgu działań nie pozostawało mu już nic innego.
A potem do przestrzeni dołączył on
– Diego Castillo,
zaburzając wcześniejszy porządek wieczoru i sprawiając, że Puszka Pandory, pełna niechcianych myśli i doznań, którą tak zaciekle trzymał w dłoniach Miles, właśnie w tym momencie runęła ku ziemi. Uległa pęknięciu. Zamiast jednak sączyć emocje powoli, los wyciągnął z puszki absolutnie WSZYSTKIE działa uczuć. Wszystkie dręczące Milesa dotąd rozterki. Każde jedno szarpnięcie impulsu, które wytrącało z niego spokój (wcześniej i dziś) – jak pęczniejąca w nim od miesięcy potrzeba poznania Go, dotknięcia jego ciała i…wywarcia na nim wpływu.
Odkąd tylko poznał Teo, nie mógł wyzbyć się wrażenia, że owa obecność mężczyzny, niczym zwilżona połać materiału, wlepiała się w niego i natręctwem myśli pozostawała z nim na dłużej. Nawet w chwilach, gdy zupełnie się tego nie spodziewał – ba! szczególnie wtedy, gdy opuszczał gardę. Dziś natomiast, zadeptując pod butem wciąż żarzącego się peta, nie dość, że zapomniał o obronie, to także o rozsądku. Plecy wyprostowały się w automatyzmie chwili, obserwując z uwagą ruch cudzego ciała, wychodzącego zza drzwi zaplecza, stopy tymczasem same wyrwały Milesa z bierności i spod ustalonego wcześniej miejsca przystanku, podążając naturalnie w kierunku mężczyzny.
Nie liczyło się już nic. Nic, poza kształtem jego ust, unoszącym się wokół niego zapachem jedzenia i widokiem jego przystojnej twarzy. W jednym momencie zastygły pod ścianą, w kolejnych sekundach już chwycił go za fartuch, przyciągając go znacząco do siebie. Ledwie jeden oddech później, wargi Milesa spoczęły na cudzych, wykradając od mężczyzny niespodziewany pocałunek, obarczony nie tylko naciskiem ust, ale także tonażem dotąd ciążących mu emocji, które teraz, w zachłannym geście, oddawał częściowo jemu.
Ze szczelin straconej powściągliwości Howarda właśnie wypływała w ten sposób potrzeba bliskości i ochota na posmakowanie dawno pożądanych ust.
Diego Castillo