Jadę swawolnie z góry na rowerze
: czw lip 16, 2026 8:02 pm
Na dworze robiło się już trochę późno, a tym samym chłodniej. Jednak większość ludzi o tej porze szykowała się powoli do pracy, jeśli nie mieli zaplanowanych urlopów. Największą grupę pałętających się po mieście osób, była młodzież oraz studenci.
Przyjemnie się jechało rowerem po mieście, gdy było trochę mniej tłoczno i nie trzeba było rano iść do pracy. W tym tygodniu miała popołudnia, więc spokojnie mogła tego późnego popołudnia poszaleć dłużej za domem.
Umówiła się Eden na naukę jazdy rowerem. Na zdobywanie umiejętność nigdy nie było za późno, o ile miało się chęci i samozaparcie. Nie dla każdego też był rower stworzony, chociaż dla niej to w zasadzie był podstawowy środek transportu. Był bardziej mobilny i dawał większe pole manewru dojechania w różne miejsca niż tradycyjny samochód. Wiadomo, że miał też swoje wady, jednak nadal korzyści przewyższały nad wadami.
Zajechała na miejsce nieco wcześniej, tak dla zasady. Nie lubiła się spóźniać, tak ją dziadkowie wychowali i jakoś weszło jej to w krew. Poza tym mogła chwilę odsapnąć na ławce i uzupełnić płyny. Latem bez wody w bidonie nie było opcji poruszania się rowerem i obowiązkowy kask, chociaż nie wyglądała w nim za dobrze. Jednakże tu chodziło przede wszystkim o bezpieczeństwo, a na nim nie było co oszczędzać. Zwłaszcza, że sama pracowała w służbie zdrowia i widziała osoby w wypadkach bez kasków, jakie potrafiły być skutki.
Postawiła rower na nóżce i usiadła na ławce, z brzegu. Odpięła ten mało atrakcyjny, ale solidny kask kładąc go obkup siebie. Przyjemnie zawiewało wietrzykiem, co pozwalało jej odsapnąć, po zgrzaniu się podczas jazdy. A jeździła dość szybko na prostych odcinkach, najlepiej jednak zjeżdżało się z górki na pełnym rozpędzie. Tak samo fajnie to było, jak niebezpieczne, bo potem można było nie wyhamować w porę i tragedia gotowa. Trzeba było jeździć z głową i rozważnie. Chociaż ścieżek rowerowych tak, było jej zdaniem za mało, a tak promowało się poruszanie się rowerami zamiast samochodami.
Eden Ashworth
Przyjemnie się jechało rowerem po mieście, gdy było trochę mniej tłoczno i nie trzeba było rano iść do pracy. W tym tygodniu miała popołudnia, więc spokojnie mogła tego późnego popołudnia poszaleć dłużej za domem.
Umówiła się Eden na naukę jazdy rowerem. Na zdobywanie umiejętność nigdy nie było za późno, o ile miało się chęci i samozaparcie. Nie dla każdego też był rower stworzony, chociaż dla niej to w zasadzie był podstawowy środek transportu. Był bardziej mobilny i dawał większe pole manewru dojechania w różne miejsca niż tradycyjny samochód. Wiadomo, że miał też swoje wady, jednak nadal korzyści przewyższały nad wadami.
Zajechała na miejsce nieco wcześniej, tak dla zasady. Nie lubiła się spóźniać, tak ją dziadkowie wychowali i jakoś weszło jej to w krew. Poza tym mogła chwilę odsapnąć na ławce i uzupełnić płyny. Latem bez wody w bidonie nie było opcji poruszania się rowerem i obowiązkowy kask, chociaż nie wyglądała w nim za dobrze. Jednakże tu chodziło przede wszystkim o bezpieczeństwo, a na nim nie było co oszczędzać. Zwłaszcza, że sama pracowała w służbie zdrowia i widziała osoby w wypadkach bez kasków, jakie potrafiły być skutki.
Postawiła rower na nóżce i usiadła na ławce, z brzegu. Odpięła ten mało atrakcyjny, ale solidny kask kładąc go obkup siebie. Przyjemnie zawiewało wietrzykiem, co pozwalało jej odsapnąć, po zgrzaniu się podczas jazdy. A jeździła dość szybko na prostych odcinkach, najlepiej jednak zjeżdżało się z górki na pełnym rozpędzie. Tak samo fajnie to było, jak niebezpieczne, bo potem można było nie wyhamować w porę i tragedia gotowa. Trzeba było jeździć z głową i rozważnie. Chociaż ścieżek rowerowych tak, było jej zdaniem za mało, a tak promowało się poruszanie się rowerami zamiast samochodami.
Eden Ashworth