Strona 1 z 2

So... who are you?

: czw lip 16, 2026 10:46 pm
autor: Kaiden Bailey
Od czasu przeprowadzki minęły już ponad dwa miesiące, ale wciąż czuł się nieswojo. Nie miał nic do Toronto, po prostu było... dziwne, inne. Spędził w LA tak dużo czasu, że ta nagła zmiana otoczenia odbiła się na nim bardziej, niż przewidywał. Noce były niespokojne, pełne nagłych pobudek, które skutecznie odbierały mu szansę na odpoczynek. Był więc nie tylko nieswój, ale także cholernie niewyspany. Podkrążone oczy stały się niejako częścią jego codzienności, tak samo jak ogromne ilości kawy oraz energetyków, które wypełniały jego lodówkę. Zazwyczaj starał sie gotować i jeść zdrowo, ale był zbyt wyczerpany, żeby przejmować się czymś takim. Na ten moment liczyło się tylko to, żeby jakoś przeżył. Dopiero później mógł się martwić o całą resztę. Bo przecież znalazł pracę i nie chciał tego teraz zaprzepaścić.
Do tej pory pracował przy teatrze. Znał to, rozumiał — wiedział, jak ma do tego podchodzić. Bo chociaż wziął był choreografem, to całkowicie zmienił otoczenia, a przede wszystkim współpracowników. Chyba to ostatnie bolało go najbardziej. Pomieszczenia pełne obcych twarzy napawały go niepewnością. Czuł, że mimowolnie cofa się do czasów, gdy miał problemy z nawiązywaniem relacji. Starał się z tym walczyć, ale tak nagła zmiana otoczenia połączona z wyczerpaniem sprawiały, że było to cholernie ciężkie. Póki co dał się poznać jako wycofany milczek. Zdolny, ale nieszczególnie otwarty. Niezbyt dobre połączenie w tego typu zawodzie. Dawali mu jednak przestrzeń i szansę na rozwinięcie skrzydeł. Widział to i był wdzięczny, ale jednocześnie narastała w nim presja, którą sam w sobie budował. Czuł, że nie powinien działać w tak dysfunkcyjny sposób, a jednak nie potrafił z tym nic zrobić. Przynajmniej nie na dłuższą metę.
Nieoczekiwanie na horyzoncie pojawiła się propozycja uwolnienia się od tej męczącej już monotonii. Propozycja współpracy, która wywarła na nim na tyle duże wrażenie, że wręcz siłowo wyrwała go ze stanu uśpienia. Początkowo nie zapowiadało się to na nic wielkiego, ot kolejny agent artysty, który liczy na współpracę. Kaiden robił to już w przeszłości, także mniej więcej wiedział, z czym to się je. Kapryśna gwiazda, która chce otrzymać rezultaty bez wkładania w to większego efektu. Zazwyczaj przychodzili po gotowe schematy, których mogli się wyuczyć na pamięć. Mniej więcej tego spodziewał się i tym razem, ale gdy tylko usłyszał nazwisko klienta, zrozumiał, że nie będzie to czymkolwiek, z czym mierzył się do tej pory.
Artystą okazał się bowiem nie kto inny jak Seungyeon Han. Gwiazda formatu, z którym do tej pory nie miał absolutnie nic wspólnego. Nie do końca rozumiał, czemu ktokolwiek uznał, że odzywanie się do kogoś takiego jak on będzie dobrym pomysłem. W pierwszym odruchu chciał odmówić, ale ostatecznie wygrała w nim chęć wyrwania się z aktualnego stanu. Czuł obawy przed tak dużym wyzwaniem, ale liczył, że jakoś mu się uda przez to przebrnąc. Najpierw musiał jednak spotkać samą zainteresowaną oraz dowiedzieć się, czego tak właściwie oczekiwała. Właśnie dlatego aktualnie siedział w swoim niewielkim "biurze" i czekał, aż klientka postanowi się pojawić. Miała jeszcze dwadzieścia minut. Nie był pewien, czy ktoś tego typu się spóźni, także czekał jak na szpilkach, podskakując za każdym razem, gdy zza drzwi dolatywały do niego jakiekolwiek hałasy. Był nieco blady, oczy wciąż miał podkrążone. Ewidentnie zestresowany.

Seungyeon Han

So... who are you?

: sob lip 18, 2026 11:12 am
autor: Seungyeon Han
II.
So... who are you?


Toronto przywitało ją znajomym widokiem wysokich wieżowców, zatłoczonych ulic i migających świateł. Po kilku miesiącach spędzonych w trasie koncertowej powrót do miasta, w którym miał odbyć się finałowy występ, przyniósł jej niespodziewane poczucie ulgi. Po raz pierwszy od dawna wiedziała, że po zejściu ze sceny nie będzie musiała od razu pakować walizek. Mogła zostać tu trochę dłużej i poświęcić więcej czasu przyjaciółkom — w miejscu innym niż sala treningowa, czy kolejne studio filmowe. Miała zostać przez miesiąc u Liana, więc właśnie tam przytargała swoje walizki, gdy odebrał ją z lotniska.
W tym czasie planowała wyremontować do końca dom, który kupiła dwa miesiące temu. Ze względu na napięty harmonogram, nie miała, kiedy się za to wziąć — każdą wolną godzinę w terminarzu, wypełniały dodatkowe zajęcia, spotkania, wywiady, treningi i sesje zdjęciowe. Czekał na nią jeszcze jeden koncert, tym razem w Toronto — bloodrose saga w końcu dobiegała końca. W przeciwieństwie do poprzednich wydarzeń to miało być mniejsze; lokalny koncert, na który zapraszano mniej i bardziej popularnych artystów. NOIRA miała zagrać główne skrzypce, zakończyć wcześniejsze występy tutejszych pomniejszych zespołów i wejść na scenę zaraz po raperze, którego nie znała Bambi.
Po rozpakowaniu rzeczy, zjedzeniu późnego śniadania i nałożenia makijażu, miała jechać na spotkanie z uzdolnionym choreografem, którego na pewno polubi! — tak twierdził Hudson, jej agent. Z początku nawet nie wiedziała, kim był ten chłopak. TikTok był bardzo pomocny i rozwiązał jej problem szybciej, niż zdążyła się nad nim głębiej zastanowić. Nagrania Kaidena przewinęły się jej kilkakrotnie i tak, musiała przyznać, że był bardzo utalentowany. Niektórzy poczucie rytmu mieli we krwi i taniec przychodził im z łatwością. Zawsze zazdrościła koleżankom z branży, które miały ten przywilej — Yeon musiała ćwiczyć więcej i intensywniej. Jej główną zaletą był wokal; ani wyższe ani niższe tony nie sprawiały jej problemów, ale taniec… Cholera. Przed debiutem potrzebowała dwóch lat jako trainee, bo taniec szedł jej opornie. Obecnie radziła sobie z trudniejszymi choreografiami, ale tutaj potrzebowała pomocy; indywidualnych zajęć, żeby podczas praktyk w grupie, nie gubić aż tak rytmu.
Skłamałaby, gdyby powiedziała, że miała ochotę jechać do tego studia.
Wolałaby zostać w mieszkaniu, nadrobić te stracone miesiące i porozmawiać z przyjacielem, ale obowiązki — jak zwykle — wzywały.
Dlatego musiała zamówić taksówkę i pojechać pod adres przesłany przez Hudsona. Mężczyzna udzielił jej również świetnych porad i przestrzegł przed nierzucaniem się w oczy, bo media nie zostały poinformowane o jej wcześniejszym przybyciu do Toronto. Wywracała oczami za każdym razem, gdy czytała jego rady. Przecież doskonale zdawała sobie sprawę z tego, że musiała pozostać anonimowa. Z drugiej strony, jej wizerunek sceniczny znacznie różnił się prywatnego. Bambi dominowała scenę w czarnych kolorach i ciężkich dodatkach, ale Yeon… Uwielbiała kolory. Co nie zmieniało faktu, że nie zamierzała się wychylać. Kochała swoich fanów, ale miewała ich dość. Zwłaszcza wtedy, gdy chciała mieć tę chwilę prywatności i czas dla siebie. Studio, jak się okazało, znajdywało się w zupełnie innej dzielnicy niż ta, w której mieszkała. Droga nieco się dłużyła ze względu na zakorkowane ulice. Zerkała co chwilę na telefon, sprawdzając godzinę, bo naprawdę nie chciała się spóźnić. W rzeczywistości spóźniła się o jakieś pięć minut — tyle po czasie było, gdy otwierała drzwi prowadzące do biura Kaidena. W jej głowie te pięć minut przypominało dwadzieścia. Nie lubiła się spóźniać na ważne spotkania.
Uchyliła je, wchodząc do środka śmiałym krokiem i uniesioną nieco głową. Energia, z którą wtargnęła do środka, siłą przypominała huragan i nieszczególnie pasowała do jej drobnej postury i niskiego wzrostu. Yeon z wyglądu przypominała porcelanową lalkę przebraną w kolorowe ubrania, ale ekspresją dorównywała wulkanowi.
— Przepraszam za spóźnienie! Były okropne korki na mieście. Wiesz, ilu ludzi teraz wyszło z domu? Przecież to jest straszne. Dosłownie staliśmy z dziesięć minut w korku albo nawet i dwadzieścia, bo światła zmieniały się baaardzo wolno! — podzieliła się z przejęciem swoją historią, odkładając na podłogę ciemny plecak z różowymi dodatkami i kolorowymi zawieszkami w kształcie słodkich zwierzątek.
Obrzuciła siedzącego chłopaka uważnym spojrzeniem, wnioskując, że: po pierwsze na żywo wyglądał dużo lepiej niż na tiktoku; po drugie był przystojny; po trzecie, nie wyglądał na dużo starszego, ani na młodszego. Nie wiedziała ile w rzeczywistości miał lat i nie potrafiła tego określić na pierwszy rzut oka. Jej uwagę od razu przykuły też włosy. Kolor wydawał się znacznie ciekawszy niż na nagraniach, a w świetle wpadającym przez okno prezentował się naprawdę dobrze. Skomentowała ich kolor zupełnie losowym komentarzem: ojeju, ale masz fajny kolor włosów!
— Wiesz, kim jestem, czy powinnam się przedstawić? — na pewno wiedział. Przysiadła naprzeciw niego, podpierając dłonią podbródek i posłała mu śmiały uśmiech.
— Dla świata Bambi, dla ciebie Yeon — wyciągnęła dłoń na przywitanie, a srebrne bransoletki zadźwięczały cicho. Większość przypiętych do nich charmów była pamiątką z odwiedzonych przez nią krajów.

Mrukliwy typ ♡

So... who are you?

: śr lip 22, 2026 2:35 am
autor: Kaiden Bailey
Oczekiwanie nigdy nie należało do jego mocnych stron. Wpatrywał się nerwowo w zegar, obserwując jak wskazówki nieubłagalnie zbliżają się do momentu rozpoczęcia dzisiejszego spotkania. Czy klientka zjawi się na czas? Jak będzie wyglądała ich współpraca? W jego głowie pojawiało się coraz więcej pytań, na które nie był w stanie znaleźć sensownej odpowiedzi. Bambi była jedną wielką niewiadomą, która miała zawitać w jego życiu (zawodowym oczywiście) i zmienić je na lepsze lub gorsze. Jeśli ich współpraca się nie ułoży, odbije się to na jego CV w bardzo nieprzyjemny sposób. Gdyby zaś udało im się dogadać i zaczęłaby go polecać dalej... tak w zasadzie to nie był pewien, która opcja brzmiała gorzej. Bo chociaż nie chciał, aby ktokolwiek mówił, że nie potrafi uczyć, tak nie do końca cieszyła go wizja tłumów ludzi, którzy chcieli brać lekcje u "typa, który pracował z Bambi". Te i kolejne myśli coraz bardziej wypełniały jego głowę. Jednocześnie, niezwykle mocno zaczęły go drażnić dźwięki zegara. To jego okropne "tik-tak" było niczym krople lodowatej wody, które wbijały się w jego płaty mózgowe. Nawet nie zaczęli, a już chciał wracać do domu.
Był tym wszystkim tak bardzo zaaferowany, że nawet nie zauważył, gdy czas dobiegł do zera. A potem przeleciał jeszcze kilka kolejnych minut. O nadejściu tego momentu poinformował go dźwięk otwieranych drzwi. Pierwszą myślą było "kto do cholery mnie nachodzi", ale zaraz za nią ruszyła druga. Ta, która właściwie oceniła sytuację i zidentyfikowała intruza. Klientka w końcu przybyła. Po czasie, ale nie na tyle, żeby miał jej to za złe.
Wtargnęła tak nagle i mocno, że dosłownie wybiła go z zastoju, w którym się zatapiał. Zaspanie zniknęło niczym za dotknięciem magicznej różdżki. Jasne, wciąż miał widocznie podkrążone oczy, ale poza tym jednym małym elementem jego cialo nie zdradzało żadnych oznak zmęczenia. Wypełniła go solidna dawka adrenaliny, która swoje ujście znajdzie zapewne dopiero wtedy, gdy "nie"znajoma w końcu opuści jego biuro.
Pierwsze wrażenie?
Nie tak ją sobie wyobrażał. Była inna. Bardziej żywa? O ile było to w ogóle możliwe, patrząc po jej scenicznych występach.
Przez kilka pierwszych chwil po prostu się na nią patrzył z rozchylonymi lekko ustami. Wyglądał, jakby nie do końca zakodował, że nie jest już sam w pomieszczeniu. Na szczęście, głównie dla niego, nie trwało to szczególnie długo. Zamknął usta, lekko zamrugał oczyma po czym, w końcu, zdecydował się uśmiechnąć. Był w tym mniej pewny siebie niż ona, ale szczery. W skupieniu wsłuchał się w jej opowieść, powoli kiwając głową na kolejne nowości. Tak, korki zdecydowanie były czymś, co w Toronto mu się nie spodobało. — Hmm, w sumie to racja. Wybraliśmy na spotkanie godziny większego ruchu. Mogłem to lepiej przemyśleć... wybacz — rzucił po krótkiej chwili zawahania, posyłając jej przy tym przepraszające spojrzenie. — Po spotkaniu przejrzę mój terminarz. Potem wyślę potencjalne godziny do Twojego menagera, żebyś mogła wybrać coś, co bardziej ci przypasuje. — Jego głos był nieco cichy, ale zdecydowany. Ewidentnie było mu głupio za problemy, przez które przeszła z powodu jego lekkomyślności.
Dopiero po tym zdaniu pozwolił sobie na nią spojrzeć, tak faktycznie. Bo chociaż rozpoznawał ją z twarzy, to styl był absolutnie inny od tego, który przewijał mu się na tiktoku. Była bardzo kolorowa, co z jakiegoś powodu wydawało mu się dziwne. Wyglądała naprawdę ładnie, ale chyba wyobrażał sobie, że przyjdzie tutaj ubrana na czarno. I będzie bardziej poważna? Wyniosła? Czuł, że siedzi przed nim zwykła dziewczyna, a nie gwiazda światowego formatu, a przecież wychował się wśród celebrytów. Pychę i zarozumiałość potrafił wyczuwać już z kilometra.
Och? Tak tak, wiem — odparł po sekundzie zawahania, po czym uścisnął wyciągniętą w jego stronę dłoń. Delikatnie, zgrabnie. — Kaiden... dla wszystkich — odpowiedział, ewidentnie nieco zmieszany. Zaraz jednak opanował emocje i przybrał bardziej profesjonalną pozycję.
Twój menager nieco mi o Tobie opowiedział, ale wydaje mi się, że najlepiej byłoby zacząć od początku. Od Twoich oczekiwań, pomysłów, uwag. Im więcej się dowiem, tym bardziej będę mógł pomóc — rzucił, posyłając jej cieplejszy niż wcześniej uśmiech. Powoli wracali na bardziej znajome dla niego tory, co pomagało mu się uspokoić i nabrać pewności siebie. — Och. Kompletnie zapomniałem. Chcesz się czegoś napić? — dodał jeszcze, zerkając na pobliski stolik, gdzie wcześniej przygotował kilka opcji poczęstunku. Bo znowu, nie do końca wiedział, jak się obchodzić z kimś jej formatu.

Seungyeon Han

So... who are you?

: śr lip 29, 2026 3:35 pm
autor: Seungyeon Han
Piąty żywioł — ciężko było określić tę kobietę innymi słowami. Zawsze towarzyska, pogoda, charyzmatyczna i głośna. Nie znała pojęcia ciszy, ani prywatności. Wparowywała do czyjegoś życia z siłą huraganu i często w podobny sposób z niego wyparowywała. Uważała się za wolnego strzelca i działała według swoich upodobań, choć często ograniczał ją Hudson i kontrakt. Jednakże, jeśli tylko miała okazję dodać coś od siebie, to chętnie to robiła. Zmieniała kolory włosów według własnych upodobań, nawet jeśli dyrekcji nieszczególnie to pasowało. Rzucała uwagami dotyczącymi tekstów, jeśli coś jej nie odpowiadało i dzieliła się niechcianymi, zbędnymi komentarzami z ludźmi, których nie interesowało jej zdanie, bo byli zbyt zajęci myśleniem, w jaki sposób ustawić ją do pionu. Jeszcze kilka miesięcy temu przytakiwała grzecznie na większość rzeczy i godziła się na negocjowane warunki, ale teraz? Po koncercie w Toronto na tutejszym festiwalu i premiery nowej płyty, którą zaplanowano na wrzesień, była wolna — bo pod koniec obecnego roku będzie mogła zrezygnować ze współpracy z TRN. Zarządzający najwidoczniej byli przekonani, że zamierzała przedłużyć kontrakt, skoro na premierę wybrali wrzesień. Z tego, co wiedziała, rozplanowywano kolejną trasę koncertową, która miała rozpocząć się od Seulu.
Szczerze mówiąc, nie wiedziała, co dalej zrobić. Zamierzała porozmawiać o tym z Lianem.
Znała jego odpowiedź, argumenty prawdopodobnie też, ale najwidoczniej potrzebowała ich posłuchać.
Na razie i tak musiała zająć się innymi rzeczami. Na przykład treningiem i zrobieniem dobrego wrażenia na Kaidenie. Byłaby sobą rozczarowana, gdyby przekreślił ją chłopak, który z tego, co wiedziała, sam właśnie dostał szansę, by nieco się wybić. Wolała nie być tym trudnym do współpracy przypadkiem, tylko kimś pożądanym przez trenerów. Wpadła do tego biura z zupełnym brakiem pomysłów. Nie wiedziała, czego mogła oczekiwać, poza poprawą techniki. Wciąż musiała nad sobą pracować, bo taniec był jej najsłabszą stroną, choć i tak po latach ćwiczeń ogarniała dużo bardziej. Reakcja Kaidena na jej widok wywołała w niej rozbawienie. Nie zaśmiała głośno, starając się nie komentować tego… Zaskoczenia? Szoku? Z którego próbował wyjść Bailey. Wyglądał na zmęczonego, ale kto w sumie nie był zmęczony? Yeon tuszowała cienie pod oczami makijażem, dlatego wyglądała na bardziej wyspaną, niż była w rzeczywistości. Nie sądziła, by Kaiden stosował podobną technikę.
Przeprosin się nie spodziewała.
Co właściwie miała mu wybaczyć? Godzina spotkania została potwierdzona przez obydwie strony. Przepraszanie za coś tak drobnego uważała za nieodpowiednie, choć urocze. Rzadko słyszała przeprosiny z ust kogoś, kto nie ponosił winy, bo zakorkowana droga była tylko i wyłącznie spowodowana godziną szczytu. Wszyscy chcieli wrócić do domów, albo jechali do pracy, na zakupy. Han narzekała dla zasady. Poza tym, mimo tego narzekania, nie była bardzo markotna — promieniała. Po prostu z natury dużo mówiła. Dzieliła się ze światem swoimi odczuciami i emocjami, przez co nieraz udzielano jej reprymend i pouczeń. Większości nie chciała przyswajać, zgadzała się, bo tego od niej oczekiwano. Próbowała się pilnować. Jeśli samodzielnie tego nie robiła, któraś z przyjaciółek wcinała jej się w zdanie, udzielając mniej dosłownie, a bardziej wymijającej odpowiedzi. Była najmłodsza w grupie i sprawiała najwięcej problemów, choć była najmniejsza. Taka ironia losu.
— Niczego nie będę wybierać. Hudson zna mój harmonogram, więc on ustali z Tobą godziny treningów — od tego masz agenta, Bambi. Samodzielne podejmowanie decyzji w tej branży nie istniało. Wciąż była tylko produktem zależnym od agencji. Działała według zasad narzuconych przez zarządzających. Skłamałaby, gdyby powiedziała, że czuła się tym bardzo urażona. Odpowiadało jej to, że druga osoba dysponowała jej czasem — roztargnienie Yeon nieszczególnie jej na to pozwalało, poza tym nie miała głowy do organizacji. Była zbyt pochłonięta wykonywaniem poleceń i przestrzeganiem restrykcyjnych godzin.
Uśmiechnęła się ciepło, słysząc jego imię. Japońskie, z tego, co wiedziała, ale często nadawane dzieciom urodzonym w Stanach. Czy to był odpowiedni moment na wypytywanie go o takie rzeczy? Wątpliwości co do tego, że posługiwał się długo angielskim, nie miała żadnych. Mówił wyraźnie, z amerykańskim akcentem, którego brakowało Yeon. Uczyła się tego języka dopiero od dziewięciu lat i nie potrafiła wyzbyć się koreańskiego akcentu — dlatego czasem przeciągała spółgłoski albo zastępowała angielskie słowo koreańskim odpowiednikiem. W ten sposób było jej łatwiej.
Westchnęła markotnie, opierając się o tył krzesła. Czego oczekiwała? Jakie miała plany, pomysły? Nie była w tym najlepsza. Nie musiała układać choreografii, ani dorzucać żadnego feedbacku. Takie rzeczy układali profesjonalni tancerze, ona tylko się uczyła i powtarzała zapamiętane ruchy. Gdyby została zapytana o techniki wokalne, o coś związanego z historią muzyki, czy etiudami, mogłaby udzielić całkiem obszernej odpowiedzi, ale w tym przypadku… Wystarczyło zrezygnowane spojrzenie bo zmuszał ją do myślenia i nie chciała wyjść na ignorantkę.
— Chyba najbardziej zależy mi na tym, żeby po prostu ćwiczyć… Po prostu moją mocną stroną jest śpiew. Szybko się uczę nowych partii, z tańcem jest trochę inaczej. Choreografii uczę się dłużej i często musimy powtarzać przeze mnie treningi, bo trudniej mi się zgrać z dziewczynami. Z poprzednim choreografem też nie mogłam się zgrać, był trochę niecierpliwy — nie obawiała się ciężkiej pracy, była do niej przyzwyczajona. Taniec szybko jej się nudził. Powtarzalność ruchów ją demotywowała.
— W sumie to napiję się wody. Mam sobie po prostu wziąć, czy…? — bo nie wiedziała, jakich zasad przestrzegał Kaiden.

Kaiden

So... who are you?

: pn sie 03, 2026 7:34 pm
autor: Kaiden Bailey
Zmęczenie spowodowane brakiem odpowiedniej ilości snu nieco otępiło jego umysł, ale teraz, pod wpływem stresu, zaczął się rozbudzać. Coraz szybciej łączył się z otaczającą go rzeczywistością oraz wydarzeniami, które miały miejesce w jego własnym biurze. Powoli rosło w nim poczucie niepewności, chociaż starał się nie dać tego po sobie poznać. Coraz mocniej docierała do niego świadomość, przed jak dużym wyzwaniem został postawiony (przez samego siebie) i w głowie zaczęły rodzić się pytania. Czy da radę? Czy zdoła dogadać się z gwiazdą tego kalibru? Te i wiele innych pytań krążyły po jego głowie, tworząc z tego sporych rozmiarów listę. Miał cichą nadzieję, że na przynajmniej niektóre z nich otrzyma sprawną odpowiedź. Liczył się jednak także z tym, że może to nie być takie proste i zerojedynkowe. W końcu jego nowa podopieczna była artystą formatu, z którym nie do końca miał kiedykolwiek styczność. Jasne, jego rodzice wywodzili się z showbiznesu, ale Yeon była z zupełnie innej półki. Przed spotkaniem obejrzał kilka z jej występów, dzięki czemu był mniej więcej świadom jej zdolności, ale również... fanów. Ogromne ilości ludzi, które gromadził się pod sceną za każdym razem, gdy na nią wychodziła. Kaiden był raczej skromny, unikał niepotrzebnego rozgłosu. Dziewczyna była jego całkowitym przeciwieństwem, co budziło pewien niepokój. Czy będą w stanie się dogadać? Jeśli współpraca miała się udać, musieli nawiązać dobrą relację.
W tej chwili grzecznie taksował ją wzrokiem, próbując ocenić, jakie były na to szanse. Nie, żeby był w tym jakoś szczególnie dobry, w końcu jego grono znajomych było raczej, hm, ograniczone. Większość przyjaciół zostawił w LA, w nowym miejscu nie nawiązując zbyt wielu nowych relacji. Trochę przez brak czasu, ale przede wszystkim wciąż nie czuł sie tutaj pewnie. To nie był jego dom, chociaż miał nadzieję, że z czasem się to zmieni. Na ten moment zdecydował się skupić na pracy. Współpraca ze słynną Bambi z pewnością pochłonie większość nadchodzących tygodni, jeśli nie miesięcy. Bo w sumie, na kiedy miał ją przygotować? Dopiero teraz zdał sobie sprawę z tego, że jej menager pominął tę, mimo wszystko dość istotną kwestię. Zdecydowanie będzie musiał poruszyć ten temat. Pytanie tylko z kim.
Och, oczywiście. Po prostu chciałem dać znać, że w razie czego jestem elastyczny. Bo na pewno masz dużo obowiązków i ciężko to wszystko sensownie ustawić — rzucił w odpowiedzi, nieco speszony jej reakcją. Czyżby zanosiło się na kolejną gwiazdę, która sama nie schylała się do niczego, co nie wymagało jej uwagi? — Żeby mieć pewność. W razie jakichkolwiek uwag mam zwracać się do Twojego agenta, tak? — dodał jeszcze, próbując nieco załagodzić sytuację. Ostatnim czego dzisiaj chciał był konflikt z nowym klientem.
Następnie, gdy ten temat udało im się zostawić za nimi, skupił się na jej odpowiedzi. Mimowolnie poczuł się nieco pewniej, bo w końcu przechodzili na temat, w którym czuł się dobrze. Taniec, choreografia — to właśnie w tych rzeczach czuł się prawdziwie sobą. Yeon mogła zauważyć, że jego postura nieco się wyprostowała, jakby faktycznie nabrał pewności siebie.
Z plusów — brzmiała szczerze i... chyba jednak miło? Ciężko było mu to stwierdzić na pewno, zwłaszcza po wcześniejszej wymianie zdań na temat jej menagera. Nie, żeby szukał tutaj opcji na nową znajomość, ich spotkanie było w końcu czysto biznesowe. Po prostu wciąż próbował ocenić, jak potencjalnie będzie wyglądała ich współpraca. Ostateczną opinie wyda zapewne dopiero po, hm, mniej więcej dwóch tygodniach treningów, ale mimowolnie próbował ją analizować. Robił to absolutnie nieświadomie, bo w końcu nie był to pierwszy raz, gdy miał kogoś trenować. Miał już pewne doświadczenie, które pozwoliło mu wyłapać znaki, które mogłyby świadczyć o tym, że dana osoba mogła stanowić problemy. Yeon była mieszanką tak wielu rzeczy, że póki co nie potrafił wyciągnąć żadnego wniosku, którego byłby faktycznie pewien. No, może poza tym, że wyglądała na naprawdę energiczną. I kolorową.
I ładną.
Okey, czyli tak wyglada sprawa — zaczął powoli, analizując w głowie jej wypowiedź. — O brak cierpliwości nie musisz się martwić. Mam całkiem spore doświadczenie w trenowaniu zarówno pojedynczych jednostek jak i grup, myślę że sobie poradzimy — ciągnął, posyłając jej przy tym lekki uśmiech. — Postaram się stworzyć treningi tak, żebyś nie odczuwała przesadnej powtarzalności. Jasne, niektóre rzeczy po prostu trzeba będzie powtarzać, ale myślę, że jeśli odpowiednio to rozplanujemy, to nie powinno cię to obciążać — dokończył, notując to jednocześnie w notesie. — Teraz najważniejsze pytanie, w sumie to dwa. Twój menager nie wspomniał, a to dość istotne. Jak wygląda temat choreografii. Masz już gotowca, z którym mamy pracować, czy mam go stworzyć od zera? To drugie to oczywiśćie nie problem, ale będę potrzebował czasu. No i odpowiednich informacji, ale zakładam, że Twój menager może mi pomóc — dodał szybko, mając wciąz w pamięci jej wcześniejszą reakcję na terminy.
Z jednej strony ekscytował się wizją pracy, która przed nimi stała, a z drugiej martwił się tym, czy podoła. Zawsze mógł poprosić o pomoc matkę, ale nie chciał jej w to mieszać, jeśli nie było to konieczne.
Jasne, już podaję — rzucił, po czym wstał od biurka. Przeszedł do stolika i sięgnął po butelkę oraz szklankę, po czym postawił je przed Yeon. — Jeśli wolisz chłodną, to mogę przejść się do lodówki? — dodał jeszcze, zanim usiadł z powrotem na swoim miejscu. Na wypadek, gdyby faktycznie miała na to ochotę.

Seungyeon Han

So... who are you?

: sob sie 15, 2026 10:43 am
autor: Seungyeon Han
Podczas gdy Kaiden drżał gdzieś wewnątrz z niepewności — choć Yeon z zewnątrz nie potrafiła tego wyłapać — siedząca naprzeciw niego dziewczyna zdawała się wręcz emanować nie tylko pewnością siebie, ale i przekonaniem, że należała do tego miejsca. Swoboda, z jaką mówiła i gestykulowała, nie zdradzała ani grama niepewności. Być może powinna zachować nieco więcej ogłady, biorąc pod uwagę fakt, że w pewnym sensie była zależna od Kaidena i od tego, jakie zrobi na nim wrażenie. W końcu miał zostać jej choreografem, a po niezbyt udanej współpracy z poprzednim, któremu zdecydowanie brakowało cierpliwości, nie chciała po raz kolejny trafić na kogoś, z kim zwyczajnie nie potrafiłaby się dogadać.
Oczywiście chciała wypaść jak najlepiej, ale pewnych cech nie potrafiła tak po prostu się pozbyć. Chociażby tej drażniącej, a zarazem fascynującej pewności siebie czy charyzmy. Nie zamierzała przecież nagle zmieniać swojego sposobu bycia tylko po to, żeby zrobić na nim dobre wrażenie. Pewność siebie i charyzma były częścią niej. Nawet jeśli w rzeczywistości pod tymi cechami kryła się niepewność, o którą jej nie podejrzewano. Codzienność, wbrew pozorom, niewiele różniła się od sceny. Zarówno na niej, jak i poza nią potrafiła sprawiać wrażenie znacznie pewniejszej siebie, niż była w rzeczywistości. Po tylu latach występowania i udawania, że wszystko jest super, nauczyła się po prostu nie pokazywać światu swoich słabości. Zwłaszcza że żyła nie tylko dla siebie. Byli jeszcze fani. Ludzie, którzy ją kochali, obserwowali i dla których sama chciała być kimś, na kim można się oprzeć. I ona naprawdę kochała ich równie mocno. Ich energia, wiadomości, krzyki z widowni i świadomość, że ktoś czeka na jej kolejne występy, były jedną z tych rzeczy, które sprawiały, że mimo wszystko wciąż chciała wychodzić na scenę. W końcu NOIRA may be the night, but you are the reason we never fear the dark.. Naprawdę wiele im zawdzięczała i czuła się odpowiedzialna za samopoczucie tych osób, nawet jeśli nie powinna. Dlatego nie przeszkadzało jej nawet to, że czasami była oceniana. Gorzej znosiła momenty, w których musiała odsuwać na bok swoje przyzwyczajenia.
Przełożeni zdecydowanie bardziej cenili w niej spokój, opanowanie i tę grzeczną, dobrze wychowaną wersję Yeon, którą łatwo było postawić obok innych idolek i wpisać w odpowiednie ramy. Problem polegał na tym, że Yeon nigdy nie była szczególnie dobra w pozostawaniu w ramach. Często oczekiwano od niej, że będzie cicho, spokojnie i z klasą, podczas gdy ona miała w sobie zdecydowanie za dużo ognia, żeby tak po prostu ucichnąć. Nie była najlepsza w byciu poważną, za to doskonale wiedziała, jak rozświetlić pomieszczenie samą swoją obecnością. Właśnie za to jedni ją kochali, a inni nie mogli znieść. Opinie na jej temat od zawsze były mieszane, miała na swoim koncie kilka skandali, o których było głośno. Skandali, które był pomówieniami. I to była ta cena, którą płaciło się za bycie sławną.
— W porządku. W sensie chcę, żebyś mnie o wszystkim informował, tak między nami, ale jeśli chodzi o formalności, to on się tym zajmuje. W końcu to ze mną będziesz pracował i to ja powinnam wiedzieć wszystko jako pierwsza — bo jej agent, choć był niewiele starszy od niej, miał dziwną przypadłość notowania wszystkiego i zbierania dokumentacji. Często powtarzał, że kluczem była odpowiednia organizacja, bo w papierach nic nie ginie. Przy okazji wspominał jej, że właśnie dlatego, Yeon nie najlepiej radzi sobie z ważnymi sprawami. Nie miała do tego głowy, papierologię uważała za zbędną, ale czuła się obruszona, gdy jasno dawał jej do zrozumienia, że była w tym beznadziejna. Chciała mu wtedy udowodnić, że jest w błędzie.
Zmiana w zachowaniu Kaidena nie umknęła uwadze Seungyeon. Wyprostował się, zaczął mówić bardziej oficjalnie, jak profesjonalista. Od tego momentu ich rozmowa miała przebiec w sposób czysto zawodowy. Była jego klientką, bo nie mogła powiedzieć, że pracodawcą. Nie wiedziała, na jaką stawkę pieniężną dogadał się z Hudsonem, ale gdyby nie było to opłacalne, prawdopodobnie by ją zbył — a przynajmniej tak jej się wydawało, bo sama odrzucała oferty, które nie były opłacalne. Lubiła profesjonalistów.
— Niezależnie od tego, co wymyślisz, ani jak te treningi będą wyglądać, poradzę sobie z nimi — była tego absolutnie pewna. Mimo drobnej, filigranowej niemalże postury, była wytrzymała. Miewała gorsze dni, w których ciało odmawiało posłuszeństwa, co było spowodowane restrykcyjną dietą, ale samopoczucie odsuwała na drugi plan. Na pierwszym miejscu zawsze stawiała karierę i wciąż planowała to robić, mimo zdarzających się omdleń czy gorszego samopoczucia. — Mam choreografię. Szykujemy się do wydania nowego albumu, właściwie premiera przypada na listopad, więc mamy trochę czasu na ogarnięcie układu do piosenki tytułowej i przećwiczenie reszty… — koncert w Busan zaplanowany na pierwszą połowę listopada miał być kluczowy. Zależało jej na tym, żeby wszystko zostało dopięte na ostatni guzik.
Zmieszała się nieco, gdy wstał po szklankę i wodę — mogła zrobić to samodzielnie, dlatego zapytała. Pracując z ludźmi bez przerwy od dziesięciu lat, zdążyła zauważyć, że każda osoba miała inne naleciałości. Dla niektórych zapytanie o podanie szklanki było bezczelnością, dla innych powinnością. Kaiden był obcą osobą, nie wiedziała nic o zasadach, które panowały w jego domu. Właściwie o nim też nic nie wiedziała — poza tym, że był dobrym tancerzem, bo zanim tu przyjechała, zdążyła przestalkować jego profil na tiktoku.
— Nie, spoko, nie musi być zimna. Właściwie to nie lubię takiej prosto z lodówki. No chyba, że jest bardzo gorąco, a dzisiaj jest w miarę sensownie. Jak byłam młodsza, to często miałam problemy z gardłem. Zwłaszcza jak wyjeżdżaliśmy z rodzicami poza granicę Korei. Za każdym razem wracałam przeziębiona — skrzywiła się lekko na wzmiankę o problemach z gardłem. Nie wspominała zbyt dobrze tamtego okresu, ale chociaż teraz chorowała dużo rzadziej. Szkoda, że na dłużej, co też nie było super. Poprawiła się na krześle, sięgając po szklankę, żeby przepić ten słowotok i kolejną historię, która była zupełnie niepotrzebna do życia Kaidenowi — a którą najwidoczniej musiała się podzielić, bo często, zamiast myśleć, po prostu mówiła.

Kaiden Bailey

So... who are you?

: ndz sie 16, 2026 9:06 pm
autor: Kaiden Bailey
Aktorzy, biznesmani, reżyserowie — w przeszłości dom jego rodziców odwiedzały wszelkiego rodzaju znane osobistości. Spotkanie ich na żywo było przeżyciem, ale także doświadczenie. Zobaczenie ich poza światłem kamer i blaskiem fleszy pozwoliło mu na poznanie ich od bardziej ludzkiej, normalnej strony. Jasne, niektórzy z nich nawet w takich momentach nie wychodzili z "roli", ale wciąż — różnili się od tego, co pokazywali swoim fanom. Cenna lekcja, która pomogła mu zrozumieć, że celebryci też są ludźmi. Można by się pokusić o stwierdzenie, że powinien mu w tym pomóc sam fakt, że miał znanych rodziców i pewnie tak było, ale spotkanie większej ilości tego typu ludzi pomogło mu lepiej zrozumieć cały ten proces. Rozumiał, że Yeon jest normalną dziewczyną, która po prostu przyszła poprosić o pomoc. Wiedział, że to zwykła, absolutnie normalna sprawa. Dlaczego więc wciąż nie potrafił przestać się stresować? Po prostu było w niej coś, co wywoływało w nim poczucie dyskomfortu, którego nie potrafił się pozbyć, Może to jej żywiołowy charakter? Fakt, że się spóźniła? Może ten strasznie krępujący serdeczny uśmiech...?
Na szczęście, głównie dla niego, w końcu ruszyła rozmowa na temat samej współpracy, także mógł przenieść swoją uwage na coś spokojniejszego. Może i złożonego, ale wciąż było lepsze niż myślenie o Yeon. No i na pewno bardziej stosowne. Bo przecież była jego klientem! Nawet głupie myśli były absolutnie niestosowne i niedopuszczalne. Musiał się zebrać w kupę i skupić, jeśli nie chciał zaprzepaścić tej współpracy.
Jasne, w pełni rozumiem. W takim razie najpierw przedyskutuję rzeczy z Tobą, a potem oficjalną notę informacyjną przekazuję Twojemu menagerowi. Noted — pokiwał głową, po czym lekko zmarszczył brwi. — Właśnie, miałem pytać. Twój menager podał mi numer, na który mam się kontaktowąc. W sumie to dwa, bo jest też ten jego. Ale no, do tematu — rzucił, po czym chwycił za telefon i odblokował go zwinnym ruchem. Następnie przesunął go przez biurko do niej, klikając na kontakty. — To Twój numer, tak? Menager wspominał, że ogarnął ci komórkę, na którą będe mógł się komunikować. Oczywiście nie zarzucam mu braku kompetencji, ale chcę się upewnić, że dobrze zapisałem — dokończył, posyłając jej przy tym lekki uśmiech.
Następnie, gdy już uporali się z tym tematem, przeszedł do kolejnych spraw, które trzeba było omówić.
Doskonale, cenię sobie zapał u moich, um, współpracowników? Tak, to chyba odpowiednie słowo. No, w każdym razie. Chciałem powiedzieć, że po prostu dołożę starań do tego, żeby nasze spotkania były efektywne i przynosiły regularne efekty. Menager wspominał o presji czasu, także postaram się to sensownie opracować i przedstawić ci... do końca tygodnia? Tak, myślę że tyle czasu mi wystarczy — rzucił, w głowie wyliczając kolejne rzeczy, którymi będzie musiał się zająć w związku z tą sprawą.
Okey, przygotowana choreografia na pewno przyspieszy pracę. Może nawet wyrobię się przed końcem tygodnia — poprawił się, zapisując kolejną uwagę w notatniku. — Powiedz mi tylko, choreografia jest już przyklepana, czy widzisz miejsce na potencjalne zmiany? Gdybyśmy znaleźli coś lepszego oczywiście. Nie planuję wpychać się w rzeczy, które wykraczają poza moje obowiązki — dodał szybko, nie chcąc wyjść na nadgorliwego czy nietaktownego.
Następnie, w głowie wciąż analizując najbliższe tygodnie, przeszedł się po wodę, którą następnie ustawił przed Yeon. Jednocześnie przyniósł też butelkę dla siebie, aczkolwiek bez szklanki. Trochę przez lenistwo. Nie chciało mu się później myć dwóch szklanek.
No dobrze. Przegadaliśmy wstępnie czas spotkań, mam też wizję tego, czego ode mnie oczekujesz... oczekujecie? Czy jest cokolwiek, o co chciałabyś mnie spytać? — zagaił, rzucając jej uśmiechnięte, choć grzeczne spojrzenie. — Może chcesz się dowiedzieć nieco więcej o moim doświadczeniu? Tak naprawdę cokolwiek, co może sprawić, że łatwiej będzie ci się ze mną współpracowało. Jestem otwarty na pytania — dokończył, po czym upił łyka wody, poprawiając przy tym włosy. Nerwowym ruchem. Wciąż nie potrafił się przy niej w pełni zrelaksować.

Seungyeon Han

So... who are you?

: pn sie 24, 2026 11:46 pm
autor: Seungyeon Han
Yeon w przeciwieństwie do Kaidena, ignorowała swoje myśli, przechodząc z nimi do normalności. Już z początku stwierdziła, że przyciągał uwagę i był mocno w jej typie. Najwidoczniej miała słabość do nieśmiałych chłopców i wycofanych mężczyzn. Wystarczyło spojrzeć na historię jej przelotnych znajomości, by wyciągnąć takie wnioski. Eric był z początku nieśmiały, Liam natomiast mrukliwy. Kaiden sprawiał wrażenie kogoś, kto nie potrafiłby jej śmiało spojrzeć w oczy, bo to jej pewność siebie, tak dla odmiany, wprowadziłaby go w dyskomfort. Pociągające. Musiała przyznać. Nic dziwnego, że im dłużej na niego patrzyła, tym ładniej się do niego uśmiechała i zerkała na niego w nieco zalotny sposób — ten rzucany spod rzęs, jakby próbowała go kokietować. Kolejną słabość Yeon najwidoczniej byli jej współpracownicy, bądź osoby, z którymi musiała nawiązywać bliższe relacje, nawet jeśli nie miała na to ochoty. Teraz, przede wszystkim zależało jej na wzbudzeniu zaufania w Kaidenie.
— Będzie mi naprawdę miło. Rozumiem, że chce wszystko wiedzieć, ale nie musi być ze wszystkim na bieżąco — przyznała, wyrażając niesubtelnie swoją opinię na temat swojego agenta. To, co robiła Yeon poza zasięgiem wzroku kamer i Hudsona, było tylko i wyłącznie jej sprawą. A sprawa przedstawiała się tak, że wyjątkowo chętnie zamierzała podać swój prywatny numer telefonu. Nie ten, który został założony przez agenta. Nie ten, który należał do wytwórni. Pochylając się w stronę telefonu położonego przez Kaidena na stole, przyjrzała się numerowi telefonu. Podpierając dłonią podbródek, pokręciła przecząco głową. — Podam ci jeszcze jeden. I byłoby miło, gdybyś kontaktował się akurat na ten — sięgając po telefon Baileya, wpisała swój numer telefonu — ten poprawny — nie myśląc o tym, że gdyby ktokolwiek się o tym dowiedział, dostałaby porządną burę.
Rozumiała, że była związana kontraktem, który podpisywała własnoręcznie, ale uważała, że miała prawo do podejmowania własnych decyzji. Zawsze robiła po swojemu. Nic dziwnego, że skandale z uroczą Bambi w roli głównej, pojawiały się na portalach plotkarskich. Gdyby miała policzyć hejt, z którym się spotkała i niechęć, jaką wywoływała, podejmując ryzykowne decyzje, prawdopodobnie już dawno by się załamała. Na szczęście była pod stałą opieką psychologa, który pomagał jej przepracować pewne problemy.
Po oddaniu mu telefonu posłała mu serdecznie urzekający uśmiech. Usta dziewczyny, muśnięte brzoskwiniowym błyszczykiem, połyskiwały lekko w świetle, podkreślając jej uśmiech. Ona oczywiście też ceniła sobie zapał u współpracowników i chęć do działania, ale nie lubiła tego typu rozmów — okropnie ją nudziły. Starała się nie przewrócić oczami na kolejne zadawane przez niego pytania, ale zamiast tego, udzielała grzecznie odpowiedzi, starając się brzmieć sympatycznie i nieopryskliwie. Oczywiście nie potrafiła zamaskować pewnych cech, zwłaszcza tego, że naprawdę szybko się nudziła i traciła zainteresowanie, o czym zdążyła już wspomnieć.
— Ogarniemy to, jasne. Jeśli coś ci wpadnie do głowy, możesz coś zmienić. Nie widzę w tym problemu, a ja później przedstawię pomysł koleżankom. Wciąż trwają dyskusje na ten temat więc… — więc skończmy ten temat i przejdźmy do innych rzeczy. — Masz wolną rękę — dokończyła, starając się zakończyć tę część rozmowy.
W myślach podziękowała opatrzności za odhaczenie kolejnego punktu na liście rzeczy do przedyskutowania. Chciała, oczywiście, porozmawiać z nim jak najdłużej, ale dużo bardziej niż choreografia, interesował ją sam Kaiden. Nic dziwnego, że gdy tylko zapytał, czy chciałaby go o coś zapytać, by lepiej go poznać, w jej głowie pojawiły się już pytania zahaczające o prywatne życie. Nie skomentowała profesjonalizmu chłopaka, który ignorując jej wywód na temat przeziębienia, przeszedł od razu do konkretów. Ceniła to sobie, serio. Dzięki temu być może zaczynała rozumieć, w jaki sposób z nim rozmawiać.
— Widziałam twoje nagrania. Podoba mi się twoja technika. Widać, że masz taniec we krwi. Pogrzebałam trochę i dowiedziałam się, że miałeś swój epizod. Czemu się wycofałeś? — absolutnie nie potrafiła pojąć tej decyzji. Być może zadawała za dużo pytań, lecz była szczerze zainteresowana tematem i poglądami Kaidena na ten temat. Była przekonana, że gdyby chciał zabłysnąć, mógłby to zrobić. Ze swoją przyciągającą uwagę aparycją i talentem, mógł stać się kimś więcej niż choreografem. Czyżby był tym nieoszlifowanym diamentem, który nie uznawał swojej wartości?
— Poza tym, spotykasz się z kimś? — wypaliła po krótkiej chwili, przechylając głowę. Nie zaplanowała tego pytania. To było jedno z tych zupełnie losowych, nieprzemyślanych. Często mówiła coś bez zastanowienia. Z reguły to koleżanki ją ogarniały i ściągały na ziemię, tłumacząc coś za nią, bądź upominając, że nie powinna być aż tak bezpośrednia.
Dopiero po chwili zdała sobie sprawę, jak mogło to zabrzmieć. Odchrząknęła cicho, a na jej ustach pojawił się nieco niewinny uśmiech.
— Wolałabym uniknąć plotek i problemów, rozumiesz? Często spotykam się z zazdrością ze strony partnerów swoich współpracowników i nie chciałabym pomówień — próbowała wybrnąć z gafy, choć jej spojrzenie wciąż pozostawało odrobinę zbyt zainteresowane jak na czysto profesjonalną rozmowę.


Kaiden Bailey

So... who are you?

: sob sie 29, 2026 5:31 pm
autor: Kaiden Bailey
Z jednej strony czuł się trochę niepewnie, z drugiej był cholernie zmęczony, a z trzeciej starał się zachowywać profesjonalnie. Naprawdę ciężkie połączenie wielu sprzecznych ze sobą emocji oraz impulsów, które jakimś cudem utrzymywał w kupie, chociaż nie było to wcale łatwe. Już sama obecność Yeon była problematyczna bo chociaż starał się na tym nie skupiać to... była ładna. Nawet bardzo. Gdyby ktoś go spytał to może nawet by stwierdził, że jest w jego typie, ale przecież nie było tutaj miejsca na tego typu myśli czy stwierdzenia. Dziewczyna była jego klientką i przekraczanie granic byłoby absolutnie nieprofesjonalne, a jeśli było coś, na czym mu zależało to właśnie na zachowanie profesjonalizmu. Bo chociaż dopiero co się tutaj przeprowadził i dalej w pełni nie zadomowił, to zależało mu na tym, żeby dać z siebie sto procent. Jego matce zależało na tym, żeby dał sobie radę w nowym środowisku i nie chciał jej zawieść, zwłaszcza przy pierwszym prawdziwym zleceniu. Bo nie ma co ukrywać, że ta współpraca miała być największym wyzwaniem, z jakim przyszło mu się do tej pory zmierzyć. W LA pracował przy teatrze, przez jego ręce przewinęły się choreografie do naprawdę wielu sztuk, ale Yeon była po prostu na zupełnie innym poziomie. Ogólnoświatowa gwiazda z gigantyczną rzeszą fanów. Tak naprawdę każdy aspekt jej życia był na ustach milionów osób. Wizja tego, że to on miał pomóc z przygotowaniami do jej najbliższych koncertów była, hm, w sumie to sam nie wiedział, jak ma się z tym czuć. Z jednej strony ogromna ekscytacja, bo wydarzenie tego poziomu mogło mu pomóc w ulepszeniu własnych zdolności. Z drugiej trochę się bał, że nie podobal. Bo chociaż on sam nie miałby problemu z porażką, tak nie chciał zawieść klientów. Nie chciał rozczarować Yeon. Bo chociaż znali się... dwadzieścia minut to jakoś tak nie chciał, żeby miała o nim złe zdanie.
Jasne, nie mam żadnego problemu bo też rozumiem jak to działa. Jasne, nigdy nie robiłem czegoś w takiej skali... ale no. W trakcie treningów pojawia się dużo pomysłów, sporo rzeczy się zmienia. Aktualizowanie każdego najmniejszego detalu skończyłoby się na wypisywaniu mu raportów na kilka stron z każdego treningu — rzucił w odpowiedzi, lekki się przy tym uśmiechając.
Był tym wszystkim tam mocno zaaferowany, że w pierwszej chwili nie do końca zrozumiał co miała na myśli, gdy mówiła o innym numerze telefonu. Chociaż też nie był to dla niego jakiś problem. Po prostu chciała mieć z nim kontakt, także im więcej na to opcji tym lepiej, prawda? Absolutnie przegapił fakt, że podała mu swój prywatny numer, ale może to lepiej, bo jego i tak zszargane już nerwy mogłyby nie przeżyć takiego zaskoczenia. W taki oto sposób absolutnie przegapił coś, co wielu innym zapewne odebrałoby mowę z radości. Kaiden zaś po prostu odebrał od niej telefon i schował go do kieszeni. Oto nieświadomość sprawiła, że wyglądał znacznie bardziej cool niż było to w rzeczywistości. Odwzajemnił również jej uśmiech, chociaż w jego wykonaniu wyszło to nieco bardziej niezdarnie. Głównie dlatego, że znowu poczuł się lekko onieśmielony jej urodą.
No dobra, w takim razie myślę, że wszystko mamy. W sensie, wiadomo. Dopiero zaczynamy, ale wiesz, mamy już plan. No i wiem jak działać — zaczął, ale nagle pogubił się we własnych słowach i zaczął próby wytłumaczenia, co skończyło się sromotną porażką. Na koniec po prostu się uśmiechnął (z wyrazem twarzy, który nawet nie ukrywał, jak się w tym momencie czuje) i udając, że szuka czegoś w biurko, na chwilę się pod nim schował.
Wysunął się stamtąd po chwili nieco dłuższej, niźli można by uznać za stosowną. Z tym też czuł się głupio, ale jednocześnie próbował zapanować nad rosnącą w nim paniką. Naprawdę nie chciał przed nią źle wypaść. Z wielu powodów, o których niekoniecznie chciał teraz mówić.
Och, dzięki. To miłe. Mam trochę problemów z niektórymi ruchami i próbuję je dopracować, ale no. Dzięki, to miłe — zaczął, drapiąc się lekko po dłoni, próbując w ten sposób uspokoić nerwy. — Nie wiem, czy bym to tak nazwał. Po prostu kilka razy pojawiłem się na scenie, za sprawą rodziców. Nigdy tego nie czułem, więc po jakimś czasie po prostu przestali mnie do tego zachęcać. Po prostu, hm. Dziwnie mi występować przed tłumami? Wiem, że dla ciebie brzmi to pewnie strasznie głupio — dokończył, kręcąc przy tym lekko głową.
Zastanawiał się, co jeszcze mógłby do tej historii dodać, ale jej kolejne pytanie wyjątkowo skutecznie wybiło go z rytmu. Tak właściwie to ze wszystkiego. Przez chwilę po prostu na nią patrzył, powoli przetrawiając pytanie, które mu zadała. Minęło dobrych kilkadziesiąt sekund, zanim w końcu otworzył usta. — Ochhh. Jasne, jasne. Rozumiem. Tak tak, to pytanie ma jak najbardziej sens. Rozumiem, że w Twoim przypadku takie rzeczy mogą być dużym problemem — zaczął, zdecydowanie bardziej speszony od niej. — Nie martw się, do niczego takiego nie dojdzie. W sensie, nikogo nie mam, ale no. Nawet gdybym był to przecież tylko będziemy razem pracować. Także nikt nie pomyślałby, że jest inaczej — jego słowa były szczere, ale nie dało się ukryć, że była w tym pewna nieświadomość. Yeon mogła wyczuć, że Kaiden ewidentnie nie miał doświadczenia w tego typu tematach, bo absolutnie szczerze nie rozumiał, czemu ktoś miałby odebrać to dwuznacznie.

Seungyeon Han

So... who are you?

: wt wrz 08, 2026 2:06 pm
autor: Seungyeon Han
Myśli Yeon i Kaidena pędziły po zupełnie innych torach — nawet niesąsiednich. Dziewczyna już zaczęła kombinować, co zrobić, żeby widywać się z nim częściej niż na treningach. Chłopak był cholernie profesjonalny, co dostrzegała w sposobie jego zachowania — gdyby pracował w policji, czy w ratownictwie nazwałaby go typowym służbistą. Ton, jakim się posługiwał, zdradzał czystą zawodowość. Mówił dosadnie i w sposób nieco drażniący, bo przecież wiedziała, po co tutaj była — a on tak dobitnie podkreślał, że interesuje go relacja zawodowa! Ją też interesowała, oczywiście. Głównie ta, bo przecież nie przyznałaby otwarcie i na głos, że w sumie mogłaby go rozebrać, bo był przystojny i najzwyczajniej w świecie jej się spodobał. A więc musiała siedzieć cierpliwie, słuchać, rozmawiać i udawać zupełnie zainteresowaną tym całym rozkładem zajęć, treningami czy spotkaniami (oczywiście takimi na płaszczyźnie zawodowej). Już nie wspominając o tym, że każdy inny facet na jego miejscu zauważyłby, że próbowała go kokietować — na Kaidena ten jej urok jakby nie działał. Serio, była zbyt mało atrakcyjna?! Niemożliwe. O to nie musiała się martwić. A może jego interesowali po prostu faceci? Nie byłaby zaskoczona. Wbrew pozorom wielu facetów z branży artystycznej kończyło z jakimś innym facetem z branży muzycznej, czy rysowniczej — albo jeszcze innej.
— Daj spokój. I tak by tego nie przeczytał. Po prostu by podpisał, machnął pieczątkę i to by było na tyle — machnęła zbywająco ręką, tym samym przesuwając temat agenta gdzieś na sam koniec kolejki. Mogliby się zająć dużo ciekawszymi rzeczami niż rozmowa o Hudsonie. Przykładowo, mógłby jej podać adres swojego zamieszkania, czy coś w tym stylu. A on tak zwinnie i sprytnie ignorował jej próby nawiązania bliższej znajomości, że zaczęła odnosić wrażenie, iż sam w ten sposób z nią f l i r t o w a ł. Może specjalnie zgrywał niedostępnego, żeby bardziej się postarała? Jeśli tak, mógł być naprawdę dobrym aktorem, a chęć poznania go lepiej przysłaniała w tym momencie resztę planów Yeon. W końcu zawsze dostawała to, czego chciała, prawda? A w najbliższym czasie chciała dostać Kaidena.
Stresował się? Czy po prostu był nerwowy z natury? Rozważała pierwszą opcję. Wiedziała, że nie była tylko jedną z klientek. Prawdopodobnie w przeciwieństwie do innych osób, z którymi przyszło mu trenować, to ona była najbardziej rozpoznawalna. Przez dziewięć lat na rynku muzycznym wyrobiła sobie renomę i stała się na tyle popularna, by swoją osobą faktycznie przytłaczać i przysłaniać zwykłych szaraczków. Kaiden sam powiedział, że nie pracował jeszcze z kimś takiego formatu — co wywołało w niej satysfakcję, bo przecież była jego pierwszą klientką tego typu. Rozumiała stres związany z tym zadaniem; zwłaszcza, że dostrzegała w nim ambicję. Sam fakt, że podjął się tego zadania, wiele o nim świadczył. Stawiał go w pozytywnym świetle. Nie oczekiwała fajerwerków, ani dostrzegalnych efektów po tygodniu. Yeon nie można było odmówić talentu, ale nie była urodzoną tancerką — niektórzy mieli takt we krwi. Potrafili z nim pracować, tak jak ona potrafiła operować głosem do takiego stopnia, że z czystą perfekcją opanowywała nawet najwyższe nuty. Miała doświadczenie, owszem, ale czy Bailey był na tyle dobry w tym, co robił, żeby rozpalić w niej ten talent i pasję do tańca?
— Chcesz mi ten plan przedstawić, czy mam czekać aż do mnie napiszesz? — zasugerowała, kładąc mocniejszy nacisk na słowa do mnie i napiszesz. Chociaż, sam musiał się pewnie przygotować. — Przesłać ci dance demo, żebyś mógł się zapoznać i wprowadzić poprawki, jeśli uznasz, że to dobry pomysł? — dodała po chwili, jakby właśnie wpadła na coś, co od początku było najbardziej oczywistym rozwiązaniem. Tym razem uśmiechnęła się odrobinę szerzej.
W pewnym sensie sama ułatwiała mu zadanie. To ona proponowała, że wyśle materiały, ona dawała mu przestrzeń do skomentowania ich i poprawienia tego, co uzna za konieczne. Mogła oczywiście poczekać, aż przygotuje wszystko sam, a potem pojawić się na treningu i bez dyskusji wykonać polecenia. Nie zamierzała być kolejną klientką, która wchodzi i wychodzi — lubiła dyktować warunki. Nie tylko Kaiden był tutaj profesjonalistą.
Rozumiała co miał do przekazania. Nie wszyscy nadawali się do życia wśród blasków fleszy, czy na wielkich ekranach. Czy przyjmując tę ofertę pracy, miał świadomość tego, że poprzez treningi z Yeon w pewnym sensie stanie się częścią tego świata? Zwłaszcza, że miała nawyk nagrywania i lubiła prowadzić transmisje na TikToku.
— Masz rację, dla mnie brzmi to dziwnie. Ja sobie na przykład nie wyobrażam wrzucania rzeczy na social media ot tak, a przecież kilka lat temu sama to robiłam. No i nie wyobrażam sobie nagle zniknąć ze sceny. Ale to urocze, wiesz? W sensie to, że zrezygnowałeś, bo nie czułeś się najlepiej. Na ogół ludzie starali się to wykorzystywać, skoro dostawali szansę — przyznała, szczerze uraczona jego szczerością. Yeon miała zupełnie różne podejście do tych rzeczy. Po prostu wykorzystywała okazję, jeśli jakąś widziała.
Najważniejsza informacja do zanotowania w blond główce Yeon — był singlem.
I w dodatku wciąż nie czaił, że to nie było tylko pytanie — chociaż może to lepiej?
— Chcesz coś jeszcze dodać? — zapytała, ignorując świadomie zmieszanie chłopaka. Żeby go bardziej nie onieśmielać, uznała, że lepszym sposobem będzie udawanie, że nie dostrzegła jego speszenia.

Kaiden Bailey