2023
: pt lip 17, 2026 1:11 am
Miał prawie dwadzieścia pięć lat, prawie ukończone studia, prawie zapewniony staż w jednej z popularniejszych stacji w Toronto i prawie był z dziewczyną, która naprawdę mocno mu się spodobała.
Reece znajdował się w takim momencie życia, w którym musiał podejmować decyzje mające wpływ na przyszłość, choć psychicznie wciąż nie czuł się na nie gotowy. Nie miał jednak wyboru! Wokół narastały sprawy, jakie po prostu wymagały jego inicjatywy i zaangażowania.
Tej inicjatywy potrzebowała również jego relacja z Bronte, a przynajmniej tak sobie wmówił. Byli już po trzech randkach. Na pierwszą zabrał ją do kina samochodowego, drugą spędzili w wesołym miasteczku poza Toronto, a trzecia okazała się najbardziej intensywna, bo odbyła się w jego rodzinnym domu pod nieobecność Marii. Tego wieczoru zaserwował Bronte naleśniki z farszem bolońskim. Niestety... w tamtym czasie był jeszcze dosyć marnym kucharzem.
Dziś czekał na dziewczynę pod uczelnią, aby odprowadzić ją do domu. Był późny wieczór. Bronte wciąż miała jakieś dodatkowe zajęcia, pomimo tego że na co dzień kończyli o tej samej porze i wracali razem. Padał okrutny deszcz, który rozmywał okolice i przemoczył wszystko dookoła. Kampus opustoszał. Widocznie większość ludzi schroniła się przed ulewą, a Reece po prostu stał pod zadaszeniem przy wejściu nonszalancko oparty o filar.
Kiedy Bronte wyszła z budynku, natychmiast się uśmiechnął. Wyrzucił niedopałek papierosa i zsunął z ramion skórzaną kurtkę. Następnie uniósł ubranie nad głowę, zostawiając pod nią dość miejsca dla nich obojga.
— Idziemy? — zapytał, przy czym wymownie skinął głowa. — Ochronię cię — zażartował.
W rzeczywistości nie ochronił ani Bronte, ani siebie. Deszcz siekł nieubłaganie, co chwilę zmieniając kierunek i smagając ich z każdej strony. Pomimo teo biegli przed siebie. Najpierw alejkami kampusu, potem przez parking, aż w końcu ulicami Toronto. W ciągu zaledwie kilku minut byli przemoczeni do suchej nitki.
Bronte Rosenthal-Murray
Reece znajdował się w takim momencie życia, w którym musiał podejmować decyzje mające wpływ na przyszłość, choć psychicznie wciąż nie czuł się na nie gotowy. Nie miał jednak wyboru! Wokół narastały sprawy, jakie po prostu wymagały jego inicjatywy i zaangażowania.
Tej inicjatywy potrzebowała również jego relacja z Bronte, a przynajmniej tak sobie wmówił. Byli już po trzech randkach. Na pierwszą zabrał ją do kina samochodowego, drugą spędzili w wesołym miasteczku poza Toronto, a trzecia okazała się najbardziej intensywna, bo odbyła się w jego rodzinnym domu pod nieobecność Marii. Tego wieczoru zaserwował Bronte naleśniki z farszem bolońskim. Niestety... w tamtym czasie był jeszcze dosyć marnym kucharzem.
Dziś czekał na dziewczynę pod uczelnią, aby odprowadzić ją do domu. Był późny wieczór. Bronte wciąż miała jakieś dodatkowe zajęcia, pomimo tego że na co dzień kończyli o tej samej porze i wracali razem. Padał okrutny deszcz, który rozmywał okolice i przemoczył wszystko dookoła. Kampus opustoszał. Widocznie większość ludzi schroniła się przed ulewą, a Reece po prostu stał pod zadaszeniem przy wejściu nonszalancko oparty o filar.
Kiedy Bronte wyszła z budynku, natychmiast się uśmiechnął. Wyrzucił niedopałek papierosa i zsunął z ramion skórzaną kurtkę. Następnie uniósł ubranie nad głowę, zostawiając pod nią dość miejsca dla nich obojga.
— Idziemy? — zapytał, przy czym wymownie skinął głowa. — Ochronię cię — zażartował.
W rzeczywistości nie ochronił ani Bronte, ani siebie. Deszcz siekł nieubłaganie, co chwilę zmieniając kierunek i smagając ich z każdej strony. Pomimo teo biegli przed siebie. Najpierw alejkami kampusu, potem przez parking, aż w końcu ulicami Toronto. W ciągu zaledwie kilku minut byli przemoczeni do suchej nitki.
Bronte Rosenthal-Murray