Strona 1 z 1

Now is the time for a new chapter

: pt lip 17, 2026 3:04 pm
autor: Oscar Malone
Kilkanaście dni wcześniej
Wszystko zaczęło go boleć. Nie wiedział nawet dokładnie dokąd idzie i czy kierunek, który brał jest faktycznie tym, którego potrzebował. Niby jakiś czas temu nawigacja pokazała mu właśnie tę drogę, ale czy mógł jej ufać po tym, jak dwa razy wylądował na kompletnym odludziu, które nie przypominało okolic wielkiego miasta, w którym chciał wylądować. Na dodatek nie mógł ciągle jej używać wiedząc, że jego telefon na takim obciążeniu nie wytrzyma za długo. Nie posiadał najlepszego modelu, nie posiadał też powerbanka, który mógłby uratować mu życie. Musiał posługiwać się dostępnymi środkami, a te znacznie się kurczyły. Nawet pieniądze, które miał na czarną godzinę, teraz mogły starczyć mu co najwyżej na jedną noc w tanim motelu i jakieś tanie jedzenia. Spanie na przystanku nie było aż taką złą opcją, miał za sobą kilka takich nocy, niemniej lepiej by się czuł, gdyby ostatecznie trafił do Toronto, gdzie pewnie czyjś trawnik, czy domek na drzewie byłby wygodniejsze. Ewentualnie garaż, bo mimo wszystko nie chciał nocować na ulicy. Duże miasta miały perspektywy, ale również swoje minusy - jak duża liczba bezdomnych, do której Oscar miał dołączyć na kilka dni.
Obejrzał się za siebie, machając ręką na kolejne samochody. Liczył, że uda mu się złapać kolejnego stopa, który podrzuciłby go do celu. Wszak jeśli był blisko, z pewnością ktoś musiał tam jechać. Nie wierzył, że nikt z podróżujących nie miał do załatwienia ważnej sprawy w stolicy prowincji.
Niestety, jak na złość nikt nie zwracał na niego najmniejszej uwagi. Zupełnie, jakby stał się niewidzialny, skrywając się niczym Potter pod Peleryną Niewidką. Do tej pory udawało mu się podróżować właśnie w tak tani i trochę niebezpieczny sposób, ale koniec końców zbliżał się do celu. Teraz, gdy był tuż tuż, coś musiało pójść nie tak. Czy tak miało wyglądać jego nowe życia, dla którego bez namysłu poświęcił to poprzednie?
Wzdrygnął się, kiedy usłyszał dźwięk, którego nijak słyszeć nie chciał. Uniósł głowę. Już wcześniej zapowiadało się na burzę, a teraz jej widmo stało się niemal namacalne. Niebo było ciemne, a powietrze wyjątkowo gęste. To nie mogło skończyć się dobrze.
Raz jeszcze rozejrzał się, w panice szukając samochodu - nie było żadnego. Czy znowu wylądował na zadupiu, na którym teraz musiał przeczekać ulewę?
Kilka chwil później poczuł na sobie pierwsze chłodne krople. Wspaniale, czyli nie dość, że nie do końca wiedział gdzie jest, tak jeszcze miał narazić się na zapalenie płuc, o które u niego trudno nie było. matka wraz z genami przekazała mu beznadziejną odporność.
Wzdrygnął się, wyciągając z plecaka kurtkę, którą zarzucił na głowę, chroniąc się chociaż trochę. Ponownie obejrzał się za siebie, ale nie dostrzegł żadnych świateł. Jego szansa na podwózkę zmalała niemal do zera.
Wspaniale. Nie tak wyobrażał sobie koniec dzisiejszego dnia.

Patrick Wood

Now is the time for a new chapter

: sob lip 18, 2026 1:27 am
autor: Patrick Wood
Każdy zasługiwał na chwilę relaksu, zwłaszcza gdy większość czasu pochłaniała praca. On był nią tak zaabsorbowany, że zupełnie zapomniał o odpoczynku. Gdyby nie znajomi, którzy namówili go na wypad za miasto i koncert, zapewne dalej siedziałby nad obowiązkami, nie myśląc o własnym zdrowiu psychicznym. Właściwie długo nie musieli go przekonywać. Ich najmocniejszym argumentem było to, że prawie zapomnieli już, jak wygląda, i jeśli nadal będzie się tak izolował, całkowicie urwą z nim kontakt. Nie chciał ich stracić, więc tym bardziej musiał pojechać.
Bawił się świetnie, ani przez chwilę nie myśląc o pracy, którą przecież tak bardzo kochał. Koncert również przypadł mu do gustu, chociaż zespół nie był do końca w jego stylu. Ostatecznie dodał jednak kilka utworów do swojej playlisty, bo wyjątkowo wpadły mu w ucho. Wracając do Toronto, był już trochę zmęczony, ale chciał jak najszybciej dotrzeć do domu i porządnie odpocząć. Widok ciemnych chmur na horyzoncie nieco go niepokoił, jednak miał nadzieję, że uda mu się zdążyć przed burzą. Nie bał się jej szczególnie, ale jazda w ulewie i przy błyskawicach nie należała do najprzyjemniejszych doświadczeń. Włączył radio, żeby choć trochę zagłuszyć odległe grzmoty, które z każdą minutą stawały się coraz głośniejsze. Do domu miał jeszcze spory kawałek drogi, więc był niemal pewien, że burza dopadnie go, zanim dojedzie na miejsce. Tyle dobrze, że siedział w samochodzie i nie musiał martwić się o to, że przemoknie do suchej nitki.
Nie wiedział, czy tylko mu się przewidziało, ale w oddali dostrzegł sylwetkę samotnej osoby powoli idącej poboczem. Przez chwilę zastanawiał się, kto musiał być na tyle szalony, żeby iść pieszo w taką pogodę, zamiast znaleźć jakieś schronienie i przeczekać nadciągającą nawałnicę. Oczywiście nie potrafił przejechać obojętnie obok kogoś, kto mógł potrzebować pomocy. Zwolnił i zatrzymał samochód kilka metrów przed nieznajomym. Opuścił szybę, żeby móc go zagadnąć. Gdy spojrzał w lusterko, zauważył, że to młody chłopak. To zmartwiło go jeszcze bardziej i utwierdziło w przekonaniu, że powinien zaoferować pomoc.
- Hej! Potrzebujesz podwózki? - zapytał, kiedy chłopak podszedł bliżej samochodu.
Wyglądał na zagubionego i wyraźnie wyczerpanego. Ubranie miał lekko zabrudzone, jakby od dłuższego czasu szedł polnymi drogami, a włosy poruszały pierwsze podmuchy nadciągającego wiatru. Mężczyzna zmarszczył lekko brwi. Dlaczego podróżował pieszo, skoro istniało tyle innych sposobów, by dostać się do miasta?

Oscar Malone