Strona 1 z 2

I don't know how to deal with your absence

: pt lip 17, 2026 8:49 pm
autor: Sonny Radwell
Choć z Lacey nie łączyło go nic poważnego, w teorii był to romans oparty wyłącznie na fizycznym pociągu, to zakończenie go dało mu porządnie w kość. Sonny przeżywał to tak, jakby końca dobiegł poważny związek. I naprawdę zaczynało mu brakować Lacey, co boleśnie udowodniło mu, że zaangażował się za bardzo, przez co teraz musiał cierpieć.
Jednocześnie złościł się na nią, ponieważ na koniec potraktowała go nie tylko chłodno, ale też przedmiotowo, choć wcześniej sprawiała wrażenie, jakby miała dla niego więcej sympatii. Teraz nie wiedział, czy tylko grała, a może on zbyt wiele sobie dopowiadał, ponieważ w swojej naiwności stracił dla niej głowę.
Jakkolwiek by nie było, musiał o niej zapomnieć. I najlepiej, aby udało się to jak najszybciej. Może dlatego całkiem szybko dał się wciągnąć w wir imprez. Koledzy szybko wyczuli, że coś nie grało… Zauważyli, że Sonny’ego nikt już nie odwiedzał i domyślili się, co mogło się wydarzyć, dlatego najwyraźniej postanowili o niego zadbać, pomagając mu zapomnieć. W tym celu wykorzystywali przede wszystkim alkohol.
Kobiety w końcu też się pojawiły. Kiedy wpadł wczoraj na znajomą w pracy, nie próbował jej spławić. Dobrze mu się z nią rozmawiało, a sposób, w jaki od czasu do czasu dotykała jego ramienia czy dłoni, niby ukradkiem i bezwiednie, wywoływał na jego plecach dreszcz, co zachęcało go do kontynuowania. Ale nic wielkiego się wczoraj nie wydarzyło, jedynie umówili się, że będą musieli niedługo wyjść gdzieś razem. I tyle.
Być może coś wspólnego z tym, że nie pozwolił sobie na więcej, miał widok, który tam zastał. W którymś momencie w tłumie wypatrzył Lacey, na którą nie spodziewał się tam wpaść. Ale nie to było najgorsze. Bardziej ruszyło go to, że zobaczył ją flirtującą z jakimś mężczyzną. Nie miał pojęcia, czy to był jej partner, a może ktoś nowy, kto miał zająć jego miejsce, ale tak czy inaczej Radwella ogarnęła zazdrość, która nieco popsuła mu nastrój.
Ale nie doprowadziła go do zrobienia głupoty.
Dziś Sonny był w pracy, gdzie wpadł na tą samą znajomą, z którą miał zamienić tylko kilka zdań przed rozpoczęciem pracy. Nim jednak zdołał się do niej porządnie zabrać, zaczepił go kierownik, który powiedział mu, że jest proszony do biura. Coś takiego jeszcze nigdy się nie wydarzyło, dlatego był tym zaskoczony i nie miał pojęcia, czego się spodziewać. Nie umiał jednak pozbyć się obaw, które nagle zaczęły atakować jego umysł i im dłużej czekał w biurze na przyjście osoby, która go wezwała, tym bardziej, te myśli go męczyły. Zastanawiał się nad tym, czy ktoś przypadkiem nie dowiedział się o nim i o Lacey, martwiąc się teraz tym, czy czasem nie miała przez niego kłopotów.
Dokładnie tak, pomimo tego, jak został przez nią potraktowany, wciąż się o nią troszczył.

Lacey Tadwell

I don't know how to deal with your absence

: sob lip 18, 2026 1:54 pm
autor: Lacey Tadwell
Gdyby podeszła do sprawy z rozsądkiem, prędko złapałaby się za głowę, ponieważ sama od czasu ich r o z s t a n i a popełniała raczej błąd za błędem.
To nie było do niej podobne, ponieważ w większości relacji kierowała się rozsądkiem. Do tej pory była w stanie zachować odpowiedni dystans, dzięki czemu umiała powiedzieć sobie pas nawet wtedy, kiedy w grę wchodziło coś pozornie p o w a ż n e g o. Potrafiła odsunąć od siebie nawet mężczyznę, z którym żyła przez kilka ostatnich lat, choć może w tym przypadku kluczem do sukcesu było to, że nigdy tak naprawdę się na niego nie otworzyła.
Mimo to postanowiła to n a p r a w i ć.
Zakończywszy relację z Radwellem, pchnięta wywołanym przez to zmieszaniem, sama się do niego odezwała. Mało tego, wyszła z propozycją, aby jednak wrócił do ich wspólnego mieszkania, aby mogli raz jeszcze spróbować uratować to, co jakiś czas temu się między nimi popsuło. Nie sprawiło to, że nagle poczuła się szczęśliwa, a gdyby ktoś ją o to zapytał, prawdopodobnie nie umiałaby wyjaśnić, dlaczego się na to zdecydowała.
Chyba po prostu nie chciała być sama.
Nie miała też ochoty przyglądać się temu, jak wolnością delektował się Sonny. Choć nigdy nie miała go na wyłączność, do tej pory nie miała okazji przyglądać się temu, jak randkował z innymi kobietami. Kiedy więc wpadła na niego poprzedniego wieczora, zmierzyła się z uczuciami, z których do tej pory nie zdawała sobie sprawy.
Była na niego z ł a, choć jednocześnie wiedziała, że nie ma do tego prawa. Nie mogła też w żaden sposób mu tego wygarnąć, dlatego niczym uparta nastolatka poświęciła się przelotnemu flirtowi z nowopoznanym mężczyzną. To jednak nie zaowocowało niczym poważniejszym, bo już niedługo później Lacey się wycofała. Wróciła do domu, choć tam niebywale ciężko było jej zasnąć.
Obiecała sobie jednak, że się od tego odetnie, ale już kolejnego ranka udowodniła, że nie zdoła w tym postanowieniu wytrwać. Kiedy przekroczyła próg firmy, a jej spojrzenie przez kompletny przypadek spoczęło na Radwellu i tej samej dziewczynie, z którą widziała go wczoraj, znów się zdenerwowała. I wtedy właśnie popełniła kolejną g ł u p o t ę.
Nie przemyślała wzywania go na rozmowę, ale nad tym szczególnie się teraz nie zastanawiała. Wygrzebała natomiast z kadr jego umowę, aby w trosce o jego dobro bzdura, przypomnieć mu jeden z zapisów. I to właśnie z tym świstkiem w końcu przekroczyła próg biura, zaledwie na ułamek sekundy zatrzymując się w wejściu.
Cześć — odezwała się, po czym naprędce omiotła jego sylwetkę spojrzeniem. Zaplotła kosmyk włosów za ucho, nie od razu ruszając w stronę biurka. Będąc już tutaj, nie do końca wiedziała, jak powinna to rozegrać, dlatego na razie miała zamiar podejść do tego spotkania o s t r o ż n i e.

Sonny Radwell

I don't know how to deal with your absence

: sob lip 18, 2026 6:15 pm
autor: Sonny Radwell
Czy rzeczywiście delektował się wolnością? Sonny raczej powiedziałby, że Lacey mu ją popsuła, bo odkąd się rozstali, nie było dnia, żeby o niej nie myślał. Brunetka skutecznie zawróciła mu w głowie i pomimo tego, jak źle go potraktowała na koniec, on nie potrafił o niej zapomnieć, ani od razu ruszyć naprzód. Coś go hamowało, dlatego pomimo tego, że ze znajomą z pracy rozmawiało mu się naprawdę dobrze, wystarczyło, że dostrzegł w tłumie Tadwell, żeby cały jego entuzjazm opadł, a on stracił ochotę na zabawę tego wieczora.
Wiedział jednak, że musi coś z tym zrobić, dlatego pomimo tego zjazdu dał nowej znajomości szansę i umówił się z koleżanką na inny dzień. Musiał otworzyć się na nowości, aby czym prędzej wyrzucić ze swojego umysłu Lacey, która znalazła się poza jego zasięgiem… Choć może zawsze znajdowała się poza nim, ale on po prostu oszukiwał się przez ostatni czas, bo nie chciał stawić czoła rzeczywistości? Od początku było jasne, że z tego romansu nic nie wyniknie, a Sonny i tak pozwolił sobie coś poczuć, co było ogromnym błędem po jego stronie.
Teraz musiał nabrać dystansu, co najwyraźniej nie miało być takie łatwe, ponieważ Lacey, mimo że ona podjęła decyzję o rozstaniu, nie zamierzała dać mu o sobie zapomnieć. Sonny nie domyślił się, że to ona go wezwała. Nie sądził, że mogłaby mieć ku temu powód, ponieważ ostatnio jasno dała mu do zrozumienia, że cokolwiek między nimi było, musiało się zakończyć. Czego więc jeszcze mogła od niego chcieć?
Blondyn naprawdę zaczął obawiać się, że został wezwany przez kogoś innego, kto dowiedział się o nich i chciał wybadać sprawę. Dla Sonny’ego to nie byłoby dużym problemem, gdyby przez to oberwał po tyłku, bo ta praca nie była dla niego ważna. Martwił się więc tylko o Lacey, ale najwyraźniej to było niepotrzebne, co dotarło do niego po tym, jak usłyszał za sobą jej głos…
Nie odwrócił się od razu, ponieważ był w szoku i z nim wymalowanym na swojej twarzy spojrzał na brunetkę dopiero po chwili. – Cześć… – odpowiedział wyraźnie zmieszany, omiatając jej twarz spojrzeniem. Od razu było widać, że nie rozumiał, co się tu działo. – Co tu robię? – zapytał niepewnie, pragnąc, aby wyjaśniła mu tę sytuację.
Radwell naprawdę nie wiedział, czego ma się spodziewać po tym spotkaniu, ponieważ nie sądził, żeby mieli sobie jeszcze coś do powiedzenia. Ostatnio chyba powiedzieli sobie wszystko, prawda? A raczej ona jemu, bo głównie to ona mówiła, odcinając się od tego, co było między nimi.

Lacey Tadwell

I don't know how to deal with your absence

: ndz lip 19, 2026 9:58 am
autor: Lacey Tadwell
Stwierdzenie, że nie chciała dać mu o sobie zapomnieć, nie mogło okazać się bardziej trafne. Lacey naprawdę nie chciała, aby zbyt prędko wyrzucił ją ze swojej głowy.
Szkoda tylko, iż działania podejmowane w tym kierunku były całkowicie pozbawione logiki. Nie miała prawa przypominać mu o sobie, skoro zamierzała utrzymywać, że niczego nie była w stanie mu zaoferować. Nie mogli przecież ponownie zacząć się spotykać, ponieważ to pociągało za sobą ryzyko.
Zresztą, w jakim celu mieliby to robić?
Od samego początku wiedzieli, że to nie miał być z w i ą z e k. W jej życiu obecny był ktoś inny, a Radwell przypadkowo stał się całkiem skutecznym rozpraszaczem. Pojawił się dokładnie wtedy, kiedy ona potrzebowała czyjejś bliskości, jednocześnie nie obawiając się postawienia przed nimi granic, które musiały obowiązywać. On natomiast je zaakceptował, przez co również nie mógł rościć sobie do niej żadnych praw.
A jednak kiedy przyglądała się z boku temu, jak flirtował z kimś innym, momentalnie się w niej zagotowało. Zachowywała się okropnie, nie będąc w stanie niczego mu zaoferować, ale jednocześnie chcąc mieć go tylko dla siebie. To nie było do niej podobne, mało tego, powinno wydać się alarmujące, ponieważ nawet o swojego partnera nie była tak z a z d r o s n a.
Rzecz w tym, że przed sobą bynajmniej nie zamierzała przyznać się do tego, że kierowała nią zazdrość.
I chyba też z tego powodu, kiedy usłyszała jego pytanie, zdała sobie sprawę z tego, że nie wiedziała, w jaki sposób na nie odpowiedzieć. Przez to milczała przez chwilę, a żeby zniwelować ewentualną niezręczność, w końcu ruszyła się z miejsca. Nie zajęła jednak krzesła po drugiej stronie biurka. Po prostu przysiadła na jego skraju, będąc znacznie bliżej Radwella, niż w jakiejkolwiek sytuacji z a w o d o w e j powinna.
Odchrząknęła lekko, dopiero po tym postanawiając się odezwać. — Widziałam cię z tamtą dziewczyną — zaczęła, starając się zabrzmieć tak naturalnie, jak było to możliwe - tak, jakby naprawdę była tu jako jego szefowa, choć to wcale aż tak dobrze jej nie wyszło. Jeśli choć trochę poznał ją w ciągu tych kilku miesięcy, bez problemu powinien połapać się, że teraz wyłącznie grała. — Nie chcę się wtrącać, ale nie chciałabym też, żebyś narobił sobie problemów. Raczej nie powinniście się spotykać — dokończyła, będąc prawdopodobnie największą hipokrytką na świecie.
Nie miała prawa mówić mu przecież z kim nie powinien randkować.

Sonny Radwell

I don't know how to deal with your absence

: ndz lip 19, 2026 12:30 pm
autor: Sonny Radwell
Postępowała nie w porządku, jeśli była zdecydowana, że nie chce albo nie może mieć z nim już nic wspólnego. Powinna pozwolić Sonny’emu ruszyć naprzód, ponieważ to było dla niego jedynym wyjściem, aby szybko pozbierał się po rozstaniu, które dało mu w kość. Bo chociaż nie miał się angażować w relację z Lacey, nic nie mógł poradzić na to, że mimowolnie i tak to zrobił. Teraz musiał się po tym podnieść.
Tylko jak miał to zrobić, jeśli Tadwell postanowiła stanąć mu na drodze?
Sonny jeszcze nie wiedział, o co jej chodziło. Nie potrafił na własną rękę domyślić się, w jakim celu mogłaby ściągnąć go do swojego biura, ponieważ nie potrafił znaleźć sensownego powodu po tym, jak wyraźnie dała mu do zrozumienia, że muszą pójść swoimi drogami. A jeśli jeszcze miała z nim coś do przegadania, to czy bezpieczniej nie byłoby zrobić tego poza biurem, gdzie nie będą przykuwać do siebie uwagi?
Dlatego niecierpliwie czekał na wyjaśnienia, przyglądając się Tadwell. I nie miał pojęcia, czy robił to celowo, ale siadając przed nim w ten sposób, zdołała ponownie wywołać w jego głowie mętlik. Gdy miał ją ponownie na wyciągnięcie ręki, w Sonny'ego uderzyły wszystkie te emocje, które budziła w nim wcześniej. Nie potrafił pozostać na nią obojętny i chociaż powinien teraz odwrócić wzrok i spojrzeć gdzieś indziej, to nie potrafił oderwać od niej spojrzenia…
Ściągnął ku sobie brwi, wyraźnie zagubiony w tym, co się tu działo. Dostrzegał to, że Lacey wypadała nieco sztucznie w swojej roli, przez co nie potrafił kupić jej troski, mimo że zdawał sobie sprawę z tego, iż mógł nie być jej w pełni obojętny. – I mówisz to jako moja szefowa czy… – nie dokończył, tylko popatrzył na nią wymownie, aby nie nazywać rzeczy po imieniu, nie w takim miejscu. Sonny chciał zrozumieć, czy otrzymywał teraz polecenie od szefowej, czy jednak chodziło w tym o coś innego… Chciał po prostu dowiedzieć się, o co Lacey chodziło, ponieważ dla niego ta sytuacja była dziwaczna.
I chociaż nasuwały mu się pewne wnioski, nie chciał się do nich przywiązywać, ponieważ nie chciał być wobec niej niesprawiedliwy i posądzać ją o sabotaż. Nie mógł jednak pozbyć się wrażenia, że była w tym nutka zazdrości. A skąd ten pomysł? Bo sam odczuł ją, kiedy zobaczył ją z innym mężczyzną, więc może z nią było podobnie? Tylko jeśli tak, to czemu z taką łatwością przyszło jej wcześniej odprawienie go? Bo tamtego wieczora nie zauważył u niej nawet odrobiny wątpliwości. Od razu wiedziała, co zrobić i wprowadziła to w życie, czym zraniła go, bo nie spodziewał się, że przyjdzie jej to tak łatwo…

Lacey Tadwell

I don't know how to deal with your absence

: pn lip 20, 2026 2:04 pm
autor: Lacey Tadwell
Miała samą siebie za osobę, która bardzo dobrze radziła sobie pod presją. Wydawało jej się, że nie było sytuacji, której nie byłaby w stanie sprostać, a wszystko to dlatego, że zwykle potrafiła zachować zimną krew nawet wtedy, gdy inni tracili rozsądek.
Kiedy jednak dostrzegła go na firmowej imprezie, w okamgnieniu pojęła, że na to akurat nie była gotowa. Nie zdołała bowiem przewidzieć, że do czegoś takiego mogłoby dojść.
Nie sposób zatem twierdzić, że decyzja, którą wówczas podjęła, nie była przemyślana. Nie zachowywała się również tak, jak być może zachowałaby się, gdyby sytuacja jej nie zaskoczyła. Była dla niego oschła, ponieważ wydawało jej się, że okoliczności tego wymagały, jednak kiedy trochę odetchnęła, doszła do wniosku, że nie była z siebie dumna.
Niezależnie od tego, w jakiej sytuacji się znaleźli, ona przecież nigdy nie chciała go zranić.
Inną kwestią jest natomiast to, że żadne z nich nie powinno było przywiązać się do tego drugiego. Nie musieli być sobie w pełni obojętni, a jednak w tej relacji nie było miejsca na zaangażowanie. Oboje mieli tego świadomość, a jednak w tym momencie Lacey czuła się tak, jakby kompletnie wymknęło im się spod kontroli.
To, co robiła teraz, również to potwierdzało.
Wbiła uważne spojrzenie w jego twarz, starając się jak najwięcej wyczytać z jego reakcji. Przekraczała granicę, czego miała pełną świadomość, a jednak zamierzenie ten fakt ignorowała. Po raz pierwszy w swoim życiu pozwalała na to, by górę wzięły nad nią emocje. — Nie jestem twoją szefową — odparła wymijająco, może nawet nieco zbyt szybko na to, aby odpowiednio to przemyśleć. Nie chciała, żeby postrzegał ją w ten sposób, nawet jeżeli jej zawodowa pozycja w pewnym sensie stawiała ich w takim położeniu.
Wciągnęła głębiej powietrze czując, że ta sytuacja naprawdę zaczynała ją frustrować. Najgorsze wydawało się jednak to, że nie istniały rozsądne argumenty, za pomocą których mogłaby się wytłumaczyć. — Nie chcę po prostu, żebyś wpakował się w kłopoty — dodała po chwili, czując potrzebę, aby jakoś się u s p r a w i e d l i w i ć. Rzecz w tym, że bardziej niż na tym, aby zrobić to w jego oczach, próbowała chyba wytłumaczyć się przed sobą. Nie było przecież niczego złego w tym, że jako jego z n a j o m a, troszczyła się o niego trochę bardziej, niż o innych pracowników.
To przecież absolutnie nie tak, że chodziło jej o coś więcej.

Sonny Radwell

I don't know how to deal with your absence

: pn lip 20, 2026 2:45 pm
autor: Sonny Radwell
Ostatnim razem mocno rozczarowała Sonny’ego, który nie spodziewał się, że mogłaby tak z nim postąpić. A jednak wtedy pokazała mu, że zupełnie nic dla niej nie znaczył, a zakończenie tej znajomości było dla niej niczym kolejne zadanie do wykonania w pracy. Zero emocji, po prostu odhaczyła to, a Radwell musiał się z tym pogodzić. I w tym wszystkim chyba właśnie to zraniło go najbardziej, ponieważ myślał, że miała do niego przynajmniej to minimum sympatii i szacunku, aby potraktować go jak osobę.
Dlatego dziś nie podszedł entuzjastycznie do spotkania z nią i celowo wytknął różnice między nimi wynikające z ich zawodowych pozycji. Ostatnio potraktowała go jak na szefową przystało, więc może dziś również chodziło o to? I być może, jeśli jej nie posłucha, konsekwencje zostaną wyciągnięte?
Prawdę powiedziawszy Sonny w tej chwili nie wiedział, czego ma się po niej spodziewać. Chciał dać jej kredyt zaufania i uwierzyć, że nie zrobiłaby nic, co by mu zaszkodziło, a zamiast tego pomogłaby mu, ale nie potrafił zapomnieć o tym, jak obeszła się z nim ostatnio.
Ale kiedy Lacey tak stanowczo poprosiła go, żeby nie nazywał jej swoją szefową, Sonny pokiwał głową, myśląc, że chyba rozumiał o co jej chodziło. Jeśli jednak to, co ostatnio mu pokazała, nie było prawdą, to prawdopodobnie tak samo jak on nie chciała, żeby wkradło się między nich takie rozgraniczenie, nawet jeśli między nimi nie miało już być nic poza relacjami zawodowymi…
Ale to dalej nie rozwiązywało tej dziwnej sytuacji, w której się znaleźli. Radwell wciąż nie rozumiał, o co jej chodziło, a jej tłumaczenia nie do końca go przekonywały. Miał wrażenie, że krążyła wokół sedna sprawy. On zaś postanowił być bezpośredni i powiedzieć to, co chciał powiedzieć jej już ostatnio, zanim zaczęła być tak oschła i odcięła się od niego. – A co jeśli mi te kłopoty nie przeszkadzają? – po powiedzeniu tego wzruszył ramionami. Sonny nie przejmował się tym, że mógłby z takiego powodu stracić pracę. Prawdę powiedziawszy, gdyby stała mu na drodze do czegoś, czego chciał, nie miałby problemu ze zrezygnowaniem z niej i znalezieniem innej.
I być może zdecydowałby się na to ze względu na nią, gdyby mu na to pozwoliła… Ale czy to nie byłoby ostatecznym sygnałem, że zaangażował się za bardzo?

Lacey Tadwell

I don't know how to deal with your absence

: pn lip 20, 2026 8:47 pm
autor: Lacey Tadwell
Problem mógł polegać na tym, że w chwili obecnej Lacey również siebie nie rozumiała. Nie pojmowała tego, co wyczyniała, ponieważ przy tym zdecydowanie nie kierowała się rozsądkiem.
Wiedziała jedno: szczerze żałowała tego, że ostatnim razem podeszła do niego z takim wyrachowaniem. Wówczas wydawało jej się to konieczne, a jednak wystarczyło, że ponownie stanęła twarzą w twarz z Radwellem, aby jasne stało się dla niej to, że nie zasługiwał na tego typu traktowanie. W końcu co z tego, że ich sytuacja się skomplikowała? Nawet jeżeli nie mogli się już spotykać, przez cały ten czas on był względem niej w porządku, przez co ona była mu winna to samo.
A jednak dziś znów zachowywała się jak skończona idiotka. Nie umiała przeprosić go za zachowanie sprzed kilku dni, podobnie zresztą jak nie umiała s p o k o j n i e wyjaśnić mu, dlaczego nie mogli się już spotykać. Mało tego, najwyraźniej wcale do tego nie zmierzała, we własnym umyśle wciąż krążąc wokół innych ewentualności.
Co więcej, kiedy usłyszała jego słowa, miała to dziwne wrażenie, że Sonny zdołał ją już rozpracować.
Zacisnęła usta w wąską linię, a później przemknęła spojrzeniem po jego sylwetce. Zanim się odezwała, jeszcze przez chwilę biła się z myślami. — Niektórzy mają więcej do stracenia — przypomniała mu, w końcu mówiąc na głos o tym, czego ona sama się obawiała. Na swoje stanowisko pracowała n a p r a w d ę ciężko i nie mogła zaprzepaścić tego w imię głupiego kaprysu, jakim było kontynuowanie romansu.
Zaraz jednak przez jej umysł przemknęła inna, niesamowicie n i e p r z y j e m n a myśl. Momentalnie sprawiła, że jej usta wykrzywiły się w pełnym niezadowolenia grymasie. — Chyba, że chcesz przez to powiedzieć, że o n a jest dla ciebie taka ważna — ściągnęła ku sobie brwi, wbijając w blondyna przenikliwe spojrzenie. Nie wiedziała przecież, co naprawdę siedziało mu w głowie, a skoro od samego początku wiedzieli, że sprawy między nimi nie miały być na wyłączność, równie dobrze mógł mieć na myśli jakąkolwiek inną dziewczynę.
Kiedy o tym myślała, poczuła, jak poranna zdrowa sałatka przekręcała jej się w żołądku.

Sonny Radwell

I don't know how to deal with your absence

: wt lip 21, 2026 2:49 pm
autor: Sonny Radwell
Sonny nie rozumiał, dlaczego nagle zaczęła się zachowywać tak oschle. Wcześniej nie podejrzewałby jej o to, że mogłaby potraktować go w taki sposób, dlatego tamtego wieczora udało jej się wziąć go z zaskoczenia. I sprawić ogromną przykrość… Bo to nie musiało wyglądać w ten sposób. Może i ich romans musiał dobiec końca, ale nie musieli żegnać się ze sobą w tak beznamiętny sposób, jakby to, co było między nimi, nie miało ż a d n e g o znaczenia. A tamtego dnia Sonny odebrał to właśnie w taki sposób – jakby dla Lacey to było niczym.
Dlatego dziś Radwell podchodził do niej z pewnym dystansem i ostrożnością, nie chcąc wyjść przed szereg z czymś, co mogłoby się na nim zemścić… A przynajmniej próbował i to dość bezskutecznie, co zrozumiał, kiedy usłyszał jej słowa. Bo jak miał dalej przy niej uważać, gdy mówiła mu, że gdyby mogła, wcale by nie odeszła? Jak miał na coś takiego pozostać obojętny? Nim jednak zdołał na to odpowiedzieć, Lacey dodała coś, co zaskoczyło go, bo było najdobitniejszym wyrazem jej zazdrości. Tej dobrej, która pokazywała mu, że jej z a l e ż a ł o.
Uświadomiwszy to sobie, Sonny nie mógł jej teraz oszukać. Właśnie dlatego popatrzył na nią teraz tak, jakby powiedziała największą głupotę. Choć z tamtą kobietą miał o wiele większe perspektywy na przyszłość, bo faktycznie mogli coś razem zbudować, nic nie potrafił poradzić na to, że nie umiał postawić jej ponad Lacey. Wiedział, że tak byłoby dla niego lepiej, ale nie był w stanie jej wybrać…
– Wiem, że masz więcej do stracenia. I nigdy nie poprosiłbym cię o to, żebyś tak dla nie ryzykowała – odpowiedział na to, co było teraz ważne. Rozumiał to, jak bardzo ich sytuacje się różniły i nie chciałby być powodem, czemu straciłaby coś, co było dla niej ważne. – Ale… – zaczął, ale po chwili wciągnął głęboko powietrze i spuścił wzrok, gryząc się w język. Chciał powiedzieć, że wcale nie musiałaby niczego ryzykować. Gdyby tylko dała mu znak, że postawienie na nią byłoby tego warte, Radwell nie miałby problemu w zainwestowanie w to, nawet jeśli to tylko od niego wymagałoby pewnych poświęceń.

Lacey Tadwell

I don't know how to deal with your absence

: wt lip 21, 2026 8:16 pm
autor: Lacey Tadwell
Jeśli w tamtym momencie pomyślał, że ich relacja nie znaczyła dla niej nic, znaczy to wyłącznie, że Lacey naprawdę dobrze odegrała swoją rolę. Wydawało jej się wówczas, że właśnie w takie przeświadczenie powinna go wpędzić, ponieważ tylko w ten sposób mogła zagwarantować sobie, że Sonny nie będzie szukał innego rozwiązania. W ten sposób broniła się przed ewentualną próbą kontynuowania tego, co było zwyczajnie nierozsądne.
Nie przewidziała jednak, że w którymś momencie to ona zacznie gonić na nowo za jego uwagą.
Co więcej, w ogóle nie kontrolowała tego, jak bardzo się przed nim odsłaniała. Nie chciała przecież pokazać mu swojej zazdrości, ponieważ nawet przed sobą się do niej nie przyznawała. Nie podobało jej się to, że nagle przelał swoje zainteresowanie na kogoś innego, a jednak usilnie przyczepiła się tego, że było to wyłącznie efektem tego, iż bała się, że Radwell ściągnie na siebie zawodowe kłopoty.
W rzeczywistości jednak do szału doprowadzała ją myśl o tym, że mógł tak szybko wyrzucić ją ze swojej głowy i zrobić w niej miejsce dla kogoś innego.
A jednak teraz zdała sobie sprawę z tego, że postępowała jak k r e t y n k a. Zapraszając go tutaj igrała z ogniem i była bliska sprowokowania sytuacji, w której rzeczywiście wiele by ryzykowała. Uświadomiła to sobie, kiedy usłyszała jego ale. Nie pociągnęła go za język, ponieważ nie była pewna, czy czuła się gotowa, aby usłyszeć to, co miał jej do powiedzenia.
Zamiast tego wypuściła głośniej powietrze i sama też odwróciła wzrok. Przez krótką chwilę biła się jeszcze z myślami, a później w końcu odepchnęła się od biurka, od którego odeszła. Ruszyła w stronę drzwi, mogąc teraz wyglądać tak, jakby zamierzała się w y c o f a ć. W rzeczywistości jednak postanowiła zadbać o to, aby nikt im teraz nie przeszkodził, dlatego przekręciła klucz, z którego normalnie praktycznie nie korzystała.
Kiedy to zrobiła, dopiero po dłuższej chwili odwróciła się w stronę blondyna. Nie ruszyła się jednak z miejsca, tylko plecami oparła się o drzwi, jeszcze przez moment milcząc. — Nie mogę widywać się z tobą na mieście — odezwała się w końcu, stawiając przed nim w a r u n e k, którego nie mogli złamać, jeśli chcieli dać temu szansę. Jeśli rzeczywiście nie chcieli tego zakończyć, ewentualnie ryzyko należało ograniczyć do absolutnego minimum.
Przynajmniej tyle mogła zrobić, skoro najwyraźniej nie była w stanie postąpić rozsądnie i tak po prostu mu się oprzeć.

Sonny Radwell