Strona 1 z 2

what a mesmerizing paralyzing fucked up little thrill

: sob lip 18, 2026 5:22 pm
autor: Ally Aldridge
Film powinien
zacząć się od trzęsienia ziemi, potem zaś
napięcie powinno stale r o s n ą ć. Do wybuchu łaskotek, gdy męska dłoń na kolanie rozgościła się tak zuchwale, by szukać drogi do uda. Do urwanych oddechów w windzie, gdy Ally wkładała cały swój wysiłek w uszanowanie zasad, które narzucał Reid.
Aż przestrzeń wypełniła eksplozja podniecenia, ulgi i tęsknoty, kiedy rozsądek przestał wystarczać. Pierwsze sekundy zaskoczenia ustąpiły miejsca desperackiej próbie ugaszenia pragnienia, które przez kilka godzin urosło do poziomu zagrażającego życiu i zdrowiu. Nie było miejsca na zawahanie; Ally zapadała w objęciach męskich ramion niczym kukiełka, z którą Reid mógł zrobić wszystko, co chciał.
W s z y s t k o.
Ona, według zasady wzajemności, nie ograniczała się w c a l e. Trzymała go przy sobie mocno, pieszczoty odwzajemniając z namiętnością o smaku beztroski.
Nie była pewna ile razy pojechali w górę i w dół, ile razy drzwi zamykały się i otwierały i czy ktoś przez nie zaglądał - dopóki Reid skutecznie nie wyplątał z jej uścisku i nie zaczęła ponownie oddychać.
Najpierw oszołomiona dała się poprowadzić i wysiadła z windy. Zaczarowana m a g i ą zrobiła nawet kilka kroków w stronę drzwi do mieszkania, ale dzwoneczek ostrzegający o zamknięciu się drzwi o czymś jej przypomniał.
Cofnęła się więc prędko - z zaskakującą wprawą w szpilkach, jak na dziewczynę z warsztatu - i kilkukrotnie wcisnęła guzik w ścianie, ponaglając drzwi do otwarcia.
Mogło to przypominać ucieczkę - zaraz wbiegała do windy i wciskała się w jeden jej róg. Weń również gwałtownie wciskała jeden z guzików - tym razem ten, który zapobiegał zamknięciu drzwi i czarująco spoglądała… W sufit.
Dobry wieczór, panie Rogers — nawet ton jej głosu był inny - ton dziecka, które wita się ze starszym, którego darzy olbrzymim szacunkiem. Wie, że trochę nabroiło ale niczego nie żałuje. — Będę potrzebowała nagrania z ostatnich kilku minut, dobrze? Może mi je pan wrzucić do skrzynki. Dziękuję — p r z y ł a p a n a przez dozorcę oglądającego monitoring w obiekcie czuła się odrobinkę zawstydzona, ale to w niczym nie przeszkadzało. — Ach, jeszcze jedno! Będę potrzebowała pomocy z podlewaniem roślin. Zostawię klucz pod wycieraczką! Dobranoc — pomachała małej kamerce i - znów biegiem - wróciła do swojej randki.
Rozkojarzona i rozbawiona, że uległ dopiero wtedy, gdy ktoś ich nagrywał. Zatem na pierwszej randce nagrali swoją pierwszą sekstaśmę.
Była z a c h w y c o n a.
Warto było czekać? — pytała niby od niechcenia, niby nonszalancko, gdy przekręcała klucz w drzwiach i puszczała go przodem. W rzeczywistości płonęła ze zniecierpliwienia, chcąc wiedzieć już teraz - natychmiast! - czy wyobrażenia które zdążył zbudować w swojej głowie nie były piękniejsze, niż ich realizacja.
Na wszelki wypadek udawała kompletnie nieprzejętą tym, że mogło tak się stać.
Zgodnie z zapowiedzią - mieszkanie nie było niczym szczególnym, nie dla niej. Nie wyglądało jak minimalistyczne airbnb czy kartka wyrwana z katalogu. W rogu stała pionowa suszarka, na której schły ubrania robocze; na stoliku kawowym i w kilku innych zakamarkach leżały blistry leków. Na stoliku nocnym cały koszyczek rozmaitości - przeciwbólowe, hormony, nasenne, żelki CBD i woreczek strunowy kolorowych tabletek bez opisu. Na blacie stołu w części jadalnej stał zupełnie niepozorny kartonik - bez wielkiej kokardy i logo po bokach. Zamknąwszy drzwi Ally od razu zdjęła obcasy - momentalnie stając kurduplem przy wysokim gościu - i niezbyt starannie odłożyła je pod ścianę w przedpokoju, a torbę z deserami zapakowanymi na wynos odstawiła w aneksie kuchennym.
Jest tak, jak sobie to wyobrażałeś?
Nie było jasnym, czy pytała o pocałunek, wnętrze, czy oba.

gavin calloway

what a mesmerising paralyzing fucked up little thrill

: sob lip 18, 2026 7:07 pm
autor: gavin calloway
Pieprzona w a r i a t k a.
Tylko ta jedna myśl pojawiła się w jego głowie, gdy zdołał zrobić kilka kroków wzdłuż korytarza, kierując się, jak mniemał, w stronę mieszkania zajmowanego przez nią, nim ona bezceremonialnie, bez choćby jednego ostrzeżenia, tak jak zwykle zresztą to robiła, wycofała się, zawróciła i zniknęła we wnętrzu windy, zachowując się tak, jakby naprawdę zwariowała.
Przysłuchiwał się tej urokliwej wymianie zdań, a wraz z każdym kolejnym słowem uśmiech wykrzywiający jego twarz sięgał coraz wyżej, aż do samych oczu. Naprawdę chciała mieć nagrany moment, w którym pierwszy raz się pocałowali? Chciała odtwarzać sobie wideo, na którym dopada do niej, tracąc resztki kontroli wiszącej na włosku i przygniata ją do ściany windy, sprawiając, że oboje na krótką chwilę zapomnieli o całym świecie?
Jeśli wcześniej uważał, że była szalona, teraz śmiało mógł stwierdzić, że była o b ł ą k a n a. Tak bardzo, że roześmiał się na głos, zupełnie nie przejmując się późną porą ani tym, że za drzwiami otaczających ich mieszkań spali ludzie. - Boję się ciebie - mruknął to z rozbawieniem dopiero wtedy, gdy znaleźli się przy jej drzwiach. Ally walczyła z kluczami, najwyraźniej bardziej skupiona na trafieniu do zamka niż na nim, a on wykorzystał tę krótką chwilę bez najmniejszych wyrzutów sumienia. Zrobił jeden, niespieszny, zatrzymując się tuż za jej plecami tak blisko, że jego klatka piersiowa niemal muskała materiał jej sukienki. - Zrobiłem to dla ciebie - szepnął do jej ucha. - Wiedziałem, że marzysz o pocałunku w windzie. Takim, który później będziesz mogła odtwarzać sobie tyle razy, aż sama uwierzysz, że od początku dokładnie tak to zaplanowałaś - uśmiechnął się pod nosem.
Wszedł za nią do środka i odruchowo rozejrzał się po mieszkaniu. Chyba każdy miał w sobie podobną ciekawość, odwiedzając czyjąś przestrzeń po raz pierwszy. Jego wzrok zatrzymał się na antresoli. Uniósł lekko brew, zapisując ten obraz gdzieś z tyłu głowy jako coś wyjątkowo typowego dla Ally. - Jest nawet lepiej - odwrócił się w jej stronę z tym samym spokojnym uśmiechem z jakim od kilku godzin skutecznie wyprowadzał ją z równowagi. Nie dopuszczał do siebie myśli o tym, że jeszcze kilkanaście minut wcześniej całował ją tak, jakby od tego zależało jego życie. Nie analizował, czy powinien był się powstrzymać, wszystkie te rozterki zostawił gdzieś pomiędzy drzwiami windy a wejściem do budynku.
Kiedy zapytała, czy rzeczywistość okazała się taka, jak sobie wyobrażał, jeszcze przez chwilę milczał, powoli obracając się wokół własnej osi. Spojrzał przed siebie, siląc się na wrażenie, że mówił w y ł ą c z n i e o mieszkaniu. - Jest dużo spokojniej, niż można by przypuszczać po właścicielce. Człowiek ma wrażenie, że wszystko tutaj ma swoje miejsce, że każdy szczegół znalazł się dokładnie tam, gdzie powinien - położył dłoń na oparciu krzesła. - Zaskakująco trudno też oderwać wzrok. Im dłużej się rozglądam, tym więcej rzeczy zauważam i tym bardziej mam ochotę zostać jeszcze chwilę - na moment zawiesił na niej spojrzenie. Na jej ustach. - Pierwsze wrażenie okazuje się bardzo mylące. Z daleka wydaje się spokojne, dopiero kiedy człowiek podejdzie bliżej, odkrywa ile tak naprawdę kryje się pod powierzchnią - pozwolił, by pomiędzy nimi zapadła krótka cisza. Pozwolił, żeby dwuznaczność jego słów wybrzmiała głośno i wyraźnie.
- A jak podoba się tobie? W końcu ty tutaj mieszkasz - pytanie zawisło między nimi i oboje doskonale wiedzieli, że wcale nie chodziło wyłącznie o mieszkanie.

Ally Aldridge

what a mesmerising paralyzing fucked up little thrill

: sob lip 18, 2026 7:41 pm
autor: Ally Aldridge
Pieprzony t e l e p a t a.
Jeszcze nie potrafiła ustalić jak to możliwe, że wiedział wszystko. Co myślała, czego chciała, co powinien zrobić i dokładnie kiedy powinien to zrobić, żeby nacisnąć odpowiedni punkt. Zachwycić, zaczepić, zaczarować, a czasem zabawnie poirytować by mogła groźnie pokazać zęby.
Obserwowała go z niewielkiego dystansu. Zwracała uwagę na to, przy których częściach mieszkania i elementach wyposażenia zatrzymywał się na dłużej. Czy bardziej interesowało go kilka zdjęć w niepasujących do siebie ramkach, czy koc na kanapie dowodzący drzemek przed telewizorem, czy może tytuły odczytywane z grzbietów książek. Nie chciała mu przerywać, nie chciała go rozpraszać. Pasował do jej wnętrza.
Pasował do n i e j.
Uspokojona wystawioną recenzją pozwoliła sobie na jeden krok w jego stronę, potem drugi i trzeci - niespieszne, irytująco oddalające odpowiedź na jego pytanie. — To była ryzykowna inwestycja — szepnęła zza jego pleców, by po chwili wyminąć. — Nie mogłam powiedzieć o niej znajomym - jednogłośnie by ją odradzali. Ale od początku miałam wrażenie, że będzie mi tu bardzo wygodnie i nie myliłam się. Muszę jeszcze tylko dokładniej obejrzeć niektóre miejsca — obróciła się do niego tyłem, a pochylając głowę przełożyła włosy z pleców, na przód. Odsłoniła tym samym zapięcie sukienki, z którym ktoś musiał jej pomóc.
Drogę suwaka w górę wspomogła sąsiadka z mieszkania obok. W dół była przywilejem, na który zapracował sobie Reid.
Momentem na dotknięcie nagiej skóry i podziwianie pleców; linii kręgosłupa, siniaka wystającego spod krawędzi materiału stanika i pieprzyków, które od dzieciństwa układały w kształt uśmiechu. — Drobne niedociągnięcia można poprawić szybkimi pracami remontowymi — stwierdziła zuchwale, gdy materiał ustąpił a na ciele poczuła chłód. W zasadzie nie miała żadnych zastrzeżeń, ale lubiła balansowanie na granicy domysłu i niedopowiedzenia - zaczepnego pytania, na które nie od razu dawała odpowiedź. Taktownie przytrzymała materiał z przodu, by nie ześlizgnął po biodrach i nie opadł na podłogę. Dopiero wtedy odwróciła ku niemu i stanęła na palcach, by skraść jeszcze jeden pocałunek. Krótki, łagodny i miękki - jak uczucie bycia w domu, które towarzyszyło jej przy nim nod pierwszych sekund.
Wybierz wino — poleciła, wskazując na drewnianą szafkę z butelkami. Większość z nich dostawała w prezencie, więc i dla niej smak miał być niespodzianką. — Niedługo wrócę.
Zniknęła na dziesięć minut, może kwadrans - tyle wystarczyło na szybki prysznic i przebranie w coś wygodniejszego. Mogłaby być jeszcze bardziej nieznośna i zaoferować Reidowi torturę w postaci marchewki na patyku - opuścić łazienkę w zestawie z satyny i koronek, który zupełnie przypadkiem odsłaniał tylko tyle, ile pobudzało wyobraźnię…
Ale nie tym razem. Nie, skoro ustąpił i dla niej poświęcił się w windzie (b i e d a k). Nie przeciągała struny dalej, niż by wypadało - choć raczej nie posądzał jej o wstrzemięźliwość.
Wróciła do niego zatem w wersji, którą uważała za najbardziej bezpieczną dla jego kodeksu moralnego: włosach niedbale spiętych, wielkim tiszercie spider-man po który rok wcześniej stała w kilometrowej kolejce i szortach, których zawiązane sznurki z daleka informowały o dodatkowej barierze przed niebezpiecznym negliżem.
W ciuchach po domu bardziej przypominała Ally po domu. Tę zwyczajną i zwyczajnie spragnioną towarzystwa do wspólnego oglądania seriali i kłócenia się o fabułę.
Ze swoim niepozornym kartonikiem w ręku podeszła do siedzącego na kanapie Reida. Bez zbędnego pytania rozsiadła przodem na jego kolanach, sześcienną niespodziankę obracając w dłoniach.
Dziękuję — musnęła delikatnie jego czoło. — Za magię — a zaś podała mu ten drobiazg, który pewnie nawet nie pretendował do miana p r e z e n t u.
Był to kubek z najtańszej, masowej porcelany z koślawym nadrukiem live, laugh, love.
W warsztacie sięgnął po niego dwa razy. Był człowiekiem rutyny i przyzwyczajeń, dlatego kupiła mu taki sam.
Prawie - brakowało drobnego uszczerbienia.

gavin calloway

what a mesmerizing paralyzing fucked up little thrill

: sob lip 18, 2026 8:44 pm
autor: gavin calloway
Nie ruszył się od razu, przez krótką chwilę stał dokładnie tam, gdzie przed momentem, wpatrując się w odsłonięty kark i włosy zsunięte na jedno ramię. Próbował wmówić sobie, że to t y l k o zamek błyskawiczny, kilkanaście centymetrów materiału. Gest tak zwyczajny, że w innych okolicznościach nie poświęciłby mu nawet jednej myśli.
Tylko że to była Ally. Od początku wieczoru z niepokojącą łatwością odnajdywała każdą granicę, którą sam przed sobą wyznaczył. Nie przekraczała ich, ale zatrzymywała się dokładnie na ich krawędzi i cierpliwie czekała, aż to on zrobi kolejny krok.
Najpierw jego spojrzenie odnalazło zapięcie sukienki, później zatrzymało się na smukłej linii karku, by dopiero po chwili palce zacisnęły się na niewielkim metalowym suwaku. - Naprawdę uwielbiasz sprawdzać moją cierpliwość - powoli pociągnął zamek w dół, a materiał ustępował centymetr po centymetrze, odsłaniając kolejne fragmenty jej pleców. Mimowolnie podążył za nimi wzrokiem i wystarczyło jedno spojrzenie, by wyobraźnia zaczęła dopowiadać całą resztę, a właśnie z nią walczył od początku tej cholernej randki. Niechętnie odsunął rękę, cofając się o pół kroku, jakby sam dystans miał pomóc mu odzyskać rozsądek. - Gotowe - jedno słowo kosztowało go zdecydowanie więcej, niż powinno.
- Kurwa - nie pamiętał, kiedy ostatni raz tak bardzo męczył się z własnymi myślami. Przez ułamek sekundy naprawdę rozważył czy nie wstać. Czy nie zapukać do tych drzwi, czy nie powiedzieć jej, że ma dość udawania, iż wszystko to przychodzi mu z łatwością. Jeżeli istniała jednak choć jedna rzecz, której nie chciał jej odebrać, było nią poczucie bezpieczeństwa. To on wyznaczył granice i on musiał ich pilnować. Został więc dokładnie tam gdzie go zostawiła. Nawet nie podszedł do szafki z winem, pozwolił sobie jedynie usiąść na kanapie i cierpliwie czekał, aż wróci.
Kiedy ponownie usłyszał jej kroki, odruchowo uniósł głowę i wtedy uświadomił sobie, że przez ostatnich kilka minut jego w y o b r a ź n i a zrobiła z nim znacznie więcej złego niż ona przez cały wieczór. Luźny t-shirt, szorty i niedbale spięte włosy sprawiły, że odetchnął z wyraźną ulgą. - Dzięki - rzucił cicho, nie precyzując za co właściwie jej dziękuje.
Odruchowo położył dłonie na jej biodrach, zaciskając je na krótką chwilę, ledwie przez ułamek sekundy, po czym rozluźnił palce, bo całą jego uwagę pochłonęło niewielkie pudełko. Otworzył je bez pośpiechu. Najpierw zobaczył porcelanę, potem znajomy nadruk i z a m a r ł.
Przez kilka nieznośnie długich sekund nie powiedział ani słowa. Kciuk przesunął się po znajomych literach, zatrzymując się na miejscu w którym w oryginale było drobne wyszczerbienie. Spośród wszystkich rzeczy, które mogła zapamiętać z warsztatu, zapamiętała właśnie t ę.
Zamiast cokolwiek powiedzieć, oparł się o kanapę, pociągnął ją na siebie, przenosząc dłonie na jej plecy i znowu ją p o c a ł o w a ł. Mocno, z pasją, która od pierwszej sekundy odebrała im oddech. Był głęboki, ciepły i uzależniający, taki, od którego trudno było oderwać usta choćby na moment, bo każda kolejna sekunda wydawała się zbyt cenna, by ją zmarnować. Smakował śmiechem z całego wieczoru, spojrzeniami rzucanymi ukradkiem i obietnicą, że to dopiero początek.
- Rzuciłaś jakieś zaklęcie, którego odebrało mi jebany rozum? - mruknął, opierając czoło o jej czoło.

Ally Aldridge

what a mesmerizing paralyzing fucked up little thrill

: sob lip 18, 2026 9:13 pm
autor: Ally Aldridge
Najpierw była panika.
Co jej strzeliło do głowy, żeby uznać, że ten pieprzony kubek to dobry pomysł? Typ zabrał ją pod sam jebany zachód słońca na plaży, zabawiał żartem w eleganckiej restauracji, serwował romantyczne metafory i spektakularne pocałunki w windzie, a ona… Co?
K u b e k za kilkanaście dolarów?
On milczał, a ona samą siebie karciła za to, że jej gest był kompletnie nieromantyczny. Był odwrotnością wszystkiego, co Reid zorganizował dla niej.
Pewnie sądził, że dostanie coś wyjątkowego, a dostał najgłupszy kubek świata.
Z r o z u m i a ł a dopiero, gdy gwałtownym ruchem przyciągnął do siebie.
On oferował filmową wyjątkowość - ona zaś spokój d o m u, którym mogła się dla niego stać. Ciepłą - i tym razem smaczną - kawą na śniadanie i symbolem tego, że zwracała na niego uwagę zanim on zdążył to zauważyć.
A to wracało w każdym zachłannym pocałunku, jaki odwzajemniała i w każdym milimetrze ich złączonych ciał. Nie musiał długo czekać na jej odpowiedź - czuła się zaproszona do pieszczot i nie odsuwając nawet na milimetr zaczęła sprawnie rozpinać guziki jego koszuli. Nie wiedziała, czy nie zauważył - czy nie miał nic przeciwko, a jej dłonie pewnym ruchem zsuwały materiał z męskich barków gdy przerwał, by zaczerpnąć odrobiny powietrza.
Zaśmiała się cicho. Prosto w jego usta, nie pozwalając dystansowi wkraść między nich na zbyt długo. — Zawsze mam zimne stopy. Uważam, że kiwi istnieje po to, by karać ludzi. Najseksowniejszy klucz to trzynastka — jeśli bredziła, winny temu był Reid - to on odbierał jej rozum i to ona, pozornie bez żadnego powodu, przytaczała kompletnie nieciekawe fakty ze swojego nudnego życia.
Nie ma żadnych zaklęć — szeptała na nowo pochylając do jego szyi, gdzie zostawiła mokry ślad pocałunków. — Jestem tylko ja — nie odgrywająca teraz żadnej roli, nie próbująca kusić go seksowną bielizną i otwarcie oferująca dowody na to, że nie była aż tak fantastyczna i intrygująca jak mogło się z wierzchu wydawać.
Dopóki nie natrafiła na znamię na męskim barku, po którym powoli, z zainteresowaniem przesunęła palcem. Obejrzała je dokładnie, a kiedy ślad zaczął przypominać blizny których pochodzenie znała aż za dobrze, obok zostawiła krótkiego całusa. Tak innego od poprzednich. Specjalnego - zarezerwowanego tylko dla kogoś wyjątkowego.
M a g i c z n e g o. Żeby nie bolało.
Opowiesz mi? — dłońmi już obejmowała go za kark, zmuszając by spojrzał w jej oczy i nie uciekał. Podejrzewała powody, dla których znajdował się w tym konkretnym barze i dla których był tak małomówny.
Ale teraz chciała o nich usłyszeć i prawdziwie poznać mężczyznę, który bezceremonialnie wysadzał wszystkie jej skrupulatnie budowane mury. Nawet przez fosę przebiegł kompletnie niewzruszony krwiożerczymi bestiami.
N i e p r a w d o p o d o b n e.
Nie bój się mnie — poprosiła. Wspomniał o tym wystarczająco razy by sądziła, że pod żartem kryło się coś ważnego. — Zrozumiem.

gavin calloway

what a mesmerizing paralyzing fucked up little thrill

: sob lip 18, 2026 10:09 pm
autor: gavin calloway
Panika z kolei zapukała do jego drzwi.
Nie zarejestrował nawet momentu, w którym dłonie Ally zaczęły pozwalać sobie na coraz więcej, przekraczając granicę, której przebieg sam wyraźnie wyznaczył. Potrafił się jeszcze powstrzymać, potrzebował tylko chwili, jednej sekundy, żeby otrzeźwieć. Choć pożądanie rozsadzało go od środka i choć bardziej niż czegokolwiek pragnął teraz zabrać ją do tego przeklętego łóżka na antresoli, które od momentu wejścia do mieszkania zdawało się bezczelnie przypominać o swojej obecności, wiedział, że nie mógł.
Wiedział, że powinien złapać ją za dłonie, uśmiechnąć się i spokojnie powiedzieć nie, podczas gdy każda komórka jego ciała krzyczała dokładnie odwrotnie.
Nie zdążył jednak zareagować, bo ona zrobiła to pierwsza. Dopiero kiedy jej palec zatrzymał się na niewielkim znamieniu na jego barku, zrozumiał o czym mówiła. Zapominał o bliznach. O tym, że jego ciało już dawno przestało należeć wyłącznie do niego, że nosiło historię równie wiernie jak jego pamięć.
Nie wszystkie oznaczały tragedię - niektóre były pamiątkami po szkoleniach, inne zwyczajnymi śladami dzieciństwa, których po latach nawet nie potrafił już umiejscowić. Były też takie, których pochodzenie zatarło się z biegiem czasu, pozostała jedynie cienka kreska na skórze i przeświadczenie, że kiedyś bolało. Ale istniały również te i n n e - noszące w sobie ciężar wspomnień, których nie potrafił wyrzucić z głowy, choć próbował przez lata. Obrazy wracające uparcie wtedy, gdy najmniej się ich spodziewał. Twarze ludzi, których imiona pamiętał lepiej niż datę własnych urodzin. Krzyk, ciszę po wybuchu, zapach kurzu, metalu i dymu. Chwile, które kawałek po kawałku odbierały mu prostą wiarę, że świat dzieli się na dobro i zło, a człowiek zawsze potrafi odróżnić jedno od drugiego.
Kiedyś naprawdę wierzył, że z a w s z e stanie po właściwej stronie. Że wystarczy być przyzwoitym, żeby wrócić do domu z czystym sumieniem. Że wojna jest zbiorem prostych decyzji, w których dobro zawsze zwycięża zło. Życie bardzo szybko udowodniło mu, jak naiwnym był chłopakiem.
To właśnie te historie pozostawiły po sobie ślady nie tylko w jego głowie, ale również na ciele. Każda blizna była rozdziałem, którego nigdy nie zamierzał jej zdradzać, bo każda opowieść nieuchronnie prowadziła do kolejnej, a na samym końcu zawsze czekał Garry. Rozmawianie o nich było jak rozdrapywanie rany, która z ogromnym wysiłkiem próbowała się zabliźnić, tylko po to, by następnego dnia znów pęknąć w tym samym miejscu.
Zamiast jednak od razu odpowiedzieć, delikatnie ujął jej dłonie i odsunął je od siebie. Westchnął ciężko, uciekając spojrzeniem gdzieś w bok. Co właściwie miał jej powiedzieć? Ten fragment swojego życia od początku próbował trzymać od niej z daleka. Po części dlatego, że ich relację zbudował na kłamstwie i teraz coraz trudniej przychodziło mu oddzielać prawdę od półprawd. Po części dlatego, że każda szczera odpowiedź prowadziła do Garry'ego, a o nim nie potrafił jeszcze mówić.
- Wolisz historyjkę czy wspomnienie? - zapytał, zapinając guziki koszuli, które jeszcze przed chwilą z takim zaangażowaniem rozpinała. Wiedział jaka odpowiedź padnie z jej ust, kupował sobie jedynie kilka dodatkowych sekund. Chwilę na wybranie drogi, którą powinien pójść.
- Pracuję w armii - słowa padły zaskakująco spokojnie, choć w środku czuł, jak panika rozlewa się po klatce piersiowej, a niewidzialna dłoń coraz mocniej zaciska się na jego gardle. - To jedna z wielu i akurat ta nie niesie za sobą niczego szczególnego - wzruszył lekko ramionami, naiwnie licząc, że tym razem tyle jej wystarczy.

Ally Aldridge

what a mesmerizing paralyzing fucked up little thrill

: ndz lip 19, 2026 2:16 am
autor: Ally Aldridge
Ally wierzyła, że prawda ich zbliży.
Dlatego pytała, odsłaniała siebie, ryzykowała.
Reid w i e d z i a ł, że prawda ich zniszczy.
Dlatego milczał, odwlekał i unikał.
Od razu zauważyła jego nagłe wycofanie; paraliż, który musiał być reakcją na trudne wspomnienia wojenne. Znała ten temat aż za dobrze. Nie mogła wiedzieć, że Reida nie prześladował ciężar wspomnień, tylko własnego sumienia.
Strach przed tym, że pytania Ally posypią jak domino i wreszcie połączy fakty.
A to byłby koniec czegoś, czego oboje skończyć nie potrafili.
Hej — szepnęła łagodnie, gdy spięty Reid odsuwał jej dłonie. — Nie chciałam Cię… — brakowało adekwatnego czasownika. Przestraszyć go? Urazić? Sprawić, by poczuł się nieatrakcyjny? Nie miała złych intencji, próbowała lepiej go poznać. — Przepraszam — niezależnie od tego, co miała na myśli - Reid zdawał się być przytłoczony jej odkryciem. Najpierw brała na siebie odpowiedzialność za jego strach. Dopiero potem mogła wyjaśniać swoją perspektywę.
Są częścią ciebie — nie pozwalała by uciekł przed jej spojrzeniem. Ciepłym i szczerym, ale nie mniej przenikającym. — Ta historia jest częścią ciebie. To nie zmienia niczego między nami — zapewniała z mocą. Była przekonana, że reagował jak wielu innych żołnierzy w nowych relacjach - paniką, że kobieta zacznie patrzeć na niego inaczej lub że zawód przekreśli szanse na to, co mogłoby być.
Nie Ally. Ona już teraz - ze spokojem i czułością - obiecywała akceptację dla niego takim, jakim był. Z bagażem (musiało chodzić o zawód - o co innego?), doświadczeniami, śladami na ciele. Takiego jego chciała - całego. Potrzebowała tylko, żeby pozwolił jej się zbliżyć.
Mogli mieć flirt, jakiego zazdrościły inne pary. Najlepsze pocałunki jej życia. I seks do samego rana, po którym mdleje się z rozkoszy.
Ale to nie było wszystko.
Potrafiła być oparciem, przyjaciółką, partnerką. Powierniczką sekretów, moralnym kompasem i światełkiem, gdy w świecie robiło niebezpiecznie ciemno.
Ja też mam kilka, wiesz? — nie sądziła, że odejmowały jej uroku - po prostu b y ł y i musiała się do nich przyzwyczaić. To samo podejście stosowała do Reida. Nie stawał się dla niej mniej atrakcyjny - nadal tak samo pragnęła przekroczenia ostatniej granicy, jaką im wytyczył. — Za jakiś czas będę mieć ich więcej.
Na łydce po fatalnej próbie golenia maszynką. Na żebrach po pistolecie do paintballu, którym szarżował Garry. Na ręku kilka pamiątek pracy mechanika. I w dole brzucha - ślady inwazyjnej diagnostyki i niewidzialna dla innych mapa miejsc, które po powrocie z wakacji ozdobią kolejne cięcia.
Jej blizny nie miały tego samego tła i ciężaru, co jego. Ale miały jedną cechę wspólną. Możliwie najważniejszą.
Nie potrafię patrzeć na nie jak na coś złego — wymamrotała w jego skórę wtulając się jak małpka, której nawet najsilniejszy nie zdołałby odkleić. Dopasowywała się do jego ciała jak idealny puzzel - element tej samej układanki, który wreszcie się odnalazł. Z opóźnieniem tak irytującym, a zarazem oddechem największej ulgi. Wreszcie oboje byli w odpowiednim miejscu. — Każda blizna pokazuje ile człowiek potrafi wytrzymać, ile bólu znieść. A Twoje… Twoje poprowadziły cię do mnie. Jeśli to jedyna pozytywna rzecz, która z nich wynika… To nie wszystko było po nic.


gavin calloway

what a mesmerizing paralyzing fucked up little thrill

: pn lip 20, 2026 9:07 am
autor: gavin calloway
Nie miał żadnego problemu z tym, że widziała jego blizny.
Nie wstydził się ich i nigdy nie próbował ich ukrywać. Latem bez większego zastanowienia chodził w krótkim rękawie, na plaży zrzucał koszulkę jak każdy inny człowiek, nie zwracając uwagi na spojrzenia zatrzymujące się czasem odrobinę dłużej na jasnych liniach przecinających jego skórę. Każda z nich była po prostu fragmentem jego życia, o którym zwykle potrafił też bez skrępowania rozmawiać.
Pokręcił tylko głową, a po krótkiej chwili na jego ustach pojawił się uśmiech. Zupełnie inny od wszystkich wcześniejszych - nie ten zaczepny, którym prowokował ją w restauracji. Nie ten pewny siebie, z którym odbierał jej argumenty jeden po drugim. Ten był s p o k o j n i e j s z y. - Nie o to chodzi, Ally - naprawdę chciał odpowiedzieć na k a ż d e jej pytanie. Chciał opowiedzieć jej o każdej historii zapisanej na własnym ciele. O wszystkich małych i dużych katastrofach, które razem z Garrym przeżyli i które dziś wspominałby z uśmiechem, gdyby mogli.
Każda z tych historii prędzej czy później prowadziła do człowieka, którego od początku przed nią ukrywał. Do kłamstwa, od którego wszystko się zaczęło.
Powinien powiedzieć jej prawdę. Zasługiwała na nią bardziej niż ktokolwiek inny. Tymczasem za każdym razem, kiedy próbował sobie wyobrazić tę rozmowę, widział tylko moment, w którym odwraca się od niego i wychodzi i strzela mu w mordę, jeszcze zanim zdążyliby zbudować cokolwiek trwałego, sprawdzić czy naprawdę potrafią być dla siebie domem.
Od zawsze łatwiej było mu słuchać niż mówić. Owszem, zdarzało mu się uderzyć pięścią w stół, kiedy ktoś naprawdę wyprowadził go z równowagi, ale ponad wszystko cenił s p o k ó j. Taki, który buduje się cierpliwie, dzień po dniu. Paradoks polegał na tym, że właśnie teraz robił wszystko dokładnie odwrotnie. Zaczynał ich historię od sekretów, które nie powinny pojawić się w niej nigdy.
Westchnął cicho, pozwalając, by dłonie ponownie odnalazły jej talię. Powoli przesunął je wyżej, po bokach, aż objął ją tak, jakby w ten prosty gest próbował włożyć wszystko, czego wciąż nie potrafił wypowiedzieć. Kciukiem odgarnął kosmyk włosów zza jej ucha, nie odrywając wzroku od jej oczu. - Mam nadzieję, że jednak dodają trochę charakteru - mruknął z cieniem rozbawienia. - Podobno faceci z bliznami są bardziej pociągający dla kobiet - uśmiechnął się odrobinę szerzej, świadomie próbując odsunąć ciężar rozmowy choćby o kilka kroków.
Po chwili jego spojrzenie znowu spoważniało. Opuścił wzrok na jej dłonie, odnajdując jedną z niewielkich blizn pozostawionych przez pracę w warsztacie. Delikatnie przesunął po niej opuszką kciuka, chcąc zapamiętać jej kształt. - Boisz się? - sam nie wiedział, o co konkretnie pytał. Czy o to, że jej ciało będą zdobić kolejne ślady, czy samej operacji przed którą zdawała się uciekać, ale był ostatnią osobą mogącą ja umoralniać i zmuszać do podjęcia leczenia szybciej.
Nie przestawał na nią patrzeć. W jego oczach było wszystko to, czego wciąż nie potrafił nazwać, włącznie z irracjonalną potrzebą, by zapamiętać każdy szczegół jej twarzy, jakby przeczuwał, że prędzej czy później przyjdzie dzień, w którym będzie musiał zaryzykować utratę tego wszystkiego.

Ally Aldridge

what a mesmerizing paralyzing fucked up little thrill

: pn lip 20, 2026 10:42 am
autor: Ally Aldridge
Kiedyś miała się dowiedzieć, o co chodzi. Dać mu więcej czasu by dojrzał do większej wylewności i ponowić pytanie. Teraz zdawała sobie sprawę, że dotknęła czegoś co b o l a ł o. Nie wiedziała gdzie dokładnie i dlaczego, ale jego dyskomfort wystarczył by od razu się zatrzymała. Nie dociekała szantażem i manipulacją - nie w tej sprawie. Nosiła w sobie wdrukowany lata wcześniej niepodważalny szacunek do wojska. Nie zawsze do decyzji które wojsko podejmuje - ale bezwarunkowo dla człowieka, który w wojsku walczy o przetrwanie.
Siebie, swojej duszy i narodu, który bezpiecznie czeka w domach przed telewizorami.
Nie we wszystkich sprawach potrafiła być taka szlachetna, o czym uprzedził charakterystyczny błysk w oku.
Czy ty właśnie powiedziałeś, że chcesz być bardziej pociągający dla k o b i e t? Ilu dokładnie? Może powinnam ci przygotować formularz zgłoszeniowy — jedno przejęzyczenie mogło go słono kosztować, bo Ally była zazdrośnicą. Przyglądała mu się więc z mieszanką zabawnej złości i poirytowania, jakby nie dowierzała skąd mu się wziął ten t u p e t by takie bezczelne słowa wypowiadać mając ją na sobie. Czy ona jedna mu nie wystarczyła? Ona, gotowa na wszystko, byle tylko wreszcie pozwolił jej przekroczyć granicę? — Gdybyś przestał być tak g ł u p i o uparty, i zaniósł mnie wreszcie do łóżka — albo chociaż pozwolił jej zdjąć tę przeklętą koszulę zamiast w panice zasłaniać — pokazałabym ci, jaki jesteś pociągający. I bardzo uprzejmie — bez przemocy (chyba?) — wytłumaczyła, dlaczego w zupełności wystarczy ci j e d n a.
Była rozbawiona, ale zaczepna. Prowokująca, ale wystarczająco wyluzowana. Jasno zaznaczała swoje preferencje - które po historii z Johnnym na pewno go nie dziwiły - bo tak było uczciwie, ale jeszcze nie podchodziła do tego tematu z przesadną powagą. Mieli na to czas - na razie w zupełności wystarczyło jej ustalenie, że poszukiwania magii ograniczali do siebie.
Reszta musiała ułożyć się sama. Gdyby nie Pauline.
Zawahała się nad odpowiedzią. Dotychczas próbowała być odważna i dawać Reidowi prawdę, ale to pytanie było trudniejsze. Obnażało coś, do czego nikt w świecie Aldridge się nie przyznawał. Nie wiedziała, czy inni czują tak samo - czy to ona zwariowała widząc sprawy w ten sposób.
Niepewnie skinęła głową.
Najbardziej siebie — delikatnie obróciła dłoń, by pokazać Reidowi kolejny ślad. Te były jedynie zabawnymi anegdotkami o nauce w przydomowym garażu, pierwszym warsztacie i początku szkoły. — Nie jestem udanym dorosłym. Nie pamiętam, kiedy ostatni raz dobrowolnie kupiłam warzywo — zaśmiała się cicho. Jeśli nie mogła sobie zaufać z gotowaniem zdrowych posiłków w domu, to nie powinna w sprawach ważnych. Takich jak… Zdrowie fizyczne i relacje romantyczne.
Na drugim miejscu jesteś ty — wyznała. — Na równi z kroplami do oczu — aż się wzdrygnęła na samo wspomnienie walki z drobną buteleczką. Mogli jej zrobić tyle samo nieodwracalnej krzywdy. No, p r a w i e, ale spróbuj powiedzieć kobiecie że jej lęk jest irracjonalny.
A to… — powoli uniosła luźną koszulkę, by pokazać te pieczątki dzielnego pacjenta które już dostała. — To usterka, której nie da się naprawić. Nie ma części ani narzędzi, awarie są gwarantowane — dla kogoś, kogo całe życie polegało na naprawianiu tego, co inni skazywali na wieczny odpoczynek, była to myśl nie do zniesienia. Ciężar nie do udźwignięcia. Żal, wściekłość, strach zmieszane w gorzki koktajl sączony codziennie przed spaniem do garści tabletek. — Chciałabym nie być wybrakowanym towarem — parsknęła. — Ale producent nie przyjmuje zwrotów.

gavin calloway

what a mesmerizing paralyzing fucked up little thrill

: wt lip 21, 2026 9:05 am
autor: gavin calloway
Na krótką chwilę w jego oczach ponownie błysnęło to znajome rozbawienie. Kącik ust uniósł się odrobinę wyżej, kiedy z absolutną powagą wysłuchał całego wywodu o formularzu zgłoszeniowym, jakby rzeczywiście rozważał czy nie powinien przygotować listy oczekujących.
- Brzmi bardzo profesjonalnie - zawiesił głos na ułamek sekundy, celowo przeciągając tę chwilę, doskonale widząc błysk zazdrości, który przemknął przez jej twarz. Powoli wsunął dłoń pod materiał jej koszulki, zatrzymując ją na ciepłej skórze talii. Drugą objął jej kark, przesuwając kciukiem tuż pod linią szczęki. Nie spieszył się, bo każdą kolejną sekundą chciał odpowiedzieć na jej pytanie lepiej niż potrafiłyby to zrobić słowa. - Formularz będzie wyjątkowo krótki - nachylił się i musnął ustami czubek jej nosa. - Jedno miejsce w dodatku już zajęte - wyraźnie zadowolony z siebie zostawił kolejny pocałunek przy jej skroni, potem na policzku, aż w końcu na samych ustach.
Nie przerywał jej, kiedy zaczęła mówić o sobie. Słuchał uważnie, bez wchodzenia jej w słowo, bez odruchowej potrzeby szukania gotowych odpowiedzi. Dopiero kiedy uniosła koszulkę i pokazała kolejne ślady, jego spojrzenie na moment zatrzymało się na nich. Patrzył na nie dokładnie tak samo, jak wcześniej patrzył na zadrapania po pracy w warsztacie czy niewielką bliznę na łydce. Były częścią tej samej kobiety, z którą przed chwilą się droczył, całował i trzymał w ramionach. Niczego nie odbierały, niczego nie zmieniały.
Powoli odsunął materiał koszulki z jej palców, pozwalając, by opadł z powrotem na miejsce. - Powiem ci coś zabawnego - odezwał się cicho, wodząc opuszkami palców po jej boku. - Mechanicy potrafią godzinami ratować silnik, który dla większości ludzi nadaje się już tylko na złom. Rozbierają go na części, szukają przyczyny, brudzą sobie ręce, przeklinają pod nosem, a potem odpalają go z miną, jakby właśnie wygrali wojnę - zaśmiał się pod nosem. - Później ten sam mechanik potrafi spojrzeć na siebie i dojść do wniosku, że jedna usterka przekreśla całą resztę - pokręcił głową wytykając jej ten absurd.
- Fatalna logika - objął jej policzek dłonią, delikatnie zmuszając, żeby znowu na niego spojrzała. - Widzisz w sobie coś, co wymaga naprawy. Ja widzę kobietę, która codziennie wstaje z łóżka, kłóci się, doprowadza mnie do szału, pięć minut później znowu sprawia, że mam ochotę ją pocałować, a przy okazji znajduje jeszcze czas, żeby ratować wszystko i wszystkich wokół. Naprawdę sądzisz, że kilka blizn ma większe znaczenie niż to? - przesunął kciukiem po jej policzku z czułością, która przyszła do niego zupełnie naturalnie, zastępując pożądanie spokojem.
Na jego ustach znowu pojawił się lekki uśmiech. - Życie nie daje nikomu gwarancji - wiedział o tym aż nazbyt dosadnie, jego doświadczyło już tyle razy, że niczego nie brał za pewnik. Naiwnie było zakładać, że cokolwiek pójdzie tak, jak sobie zaplanował. Jeśli tego nie robił - mniejsze było rozczarowanie.
Oparł czoło o jej czoło, nie odrywając od niej spojrzenia. - Przestań nazywać siebie wybrakowanym towarem - jego głos był cichy, ale stanowczy. - Jedyną osobą w tym pokoju, która naprawdę próbuje wmówić ci, że jesteś mniej warta, jesteś ty s a m a - raz jeszcze musnął ustami jej czoło.

Ally Aldridge