helping someone is like helping yourself
: ndz lip 19, 2026 4:41 pm
02.
Wieczory w YMCA były jego ulubioną porą dnia w pracy, bo najczęściej było wtedy najspokojniej. Tomashek swoją ostatnią godzinę w pracy spędzał najczęściej na bieżni, gdzie po prostu poruszał nogami. Większość swojego czasu w tym miejscu spędzał za biurkiem, więc możliwość poruszania się była dla niego zbawienna. Nie mówiąc już o tym, że najczęściej w środku, oprócz niego, znajdowali się stali bywalcy, o których w większości nie musiał się obawiać, że zmajstrują jakieś problemy. Mógł więc na spokojnie iść przed siebie ze słuchawkami na uszach i swoimi ulubionymi żelkami w ustach. Było przyjemnie. Słuchał audiobooka książki, którą zaczął czytać fizycznie i która szybko go wciągnęła tak, że mógłby ją czytać cały czas, była jednak gruba i ciężka i nie chciało mu się jej nosić, dlatego też uznał, że skończy ją jako audiobook. Nie był bowiem purystą książkowym, który nie uznawał istnienia audiobooków, chociaż zdążył już kilku takich poznać. Machał na to ręką, bo w większości nie obchodziło go to, co inni o nim myślą.
Słuchał więc w najlepsze, odpowiednio cicho, żeby nie przeszkadzać innym i jednocześnie słyszeć, co działo się w środku. Bieżnia, z której korzystał była akurat przy oknie, więc w szybie odbijało się niemalże całe wnętrze, więc mógł kontrolować ewentualny chaos, który by się tutaj rozpoczął. Nie żeby w jakikolwiek sposób mógł temu zaradzić, bo większość klientów była wyrośniętymi i przerośniętymi facetami, od których śmierdziało testosteronem już na kilometr i chociaż czasami miło było się na nich pogapić, jak napinają swoje opuchnięte mięśnie, to Tomash nie chciał, by używali ich oni na nim. Jego zadaniem było po prostu wzywanie ochrony albo policji, jeśli zaczną się jakieś dramaty. Na całe szczęście takie rzeczy nie miały miejsca zbyt często i jeśli o niego chodziło, to musiał wzywać policję tylko raz, gdy zobaczył jak dwóch dryblasów zaczyna się przepychać na parkingu. Dzisiejszego wieczora na szczęście w środku znajdowali się spokojniejsi klienci, którzy przyszli poćwiczyć i byli zbyt zmęczeni na wszczynanie awantur.
Tomash również powoli zaczynał robić się senny. Był już na nogach niemal szesnaście godzin, a kiedyś czytał, że po takim czasie bez snu ciało zaczyna się zachowywać podobnie do momentu, gdy było się pod wpływem alkoholu. A Tommy w tym stanie chciał być tylko wtedy, gdy wypijał kilka mocniejszych drinków. Stwierdził, że wracając do domu wstąpi do sklepu i kupi sobie jakieś piwo, skoro już teraz może to robić. Uśmiechnął się, przyglądając się, jak ostatni klienci wychodzą, żegnając się z nim przyjaźnie. Zawsze go śmieszyło, że ci wszyscy wyrośnięci faceci traktują go jako swojego kolegę, bo czasami nawet rozmawiali z nim i pytali co u niego słychać. On sam zamknął budynek pół godziny później, gdy już dopilnował, że wszystko zostało wyłączone a alarm działał.
Już miał zakładać słuchawki i wskakiwać na swoją deskorolkę, gdy jego oczom ukazała się śpiąca pod ścianą sylwetka. Westchnął, podchodząc bliżej.
– Halo, halo… tutaj nie wolno spać – powiedział dość głośno, bo stał od nieznajomego w bezpiecznej odległości.
Oscar Malone
Wieczory w YMCA były jego ulubioną porą dnia w pracy, bo najczęściej było wtedy najspokojniej. Tomashek swoją ostatnią godzinę w pracy spędzał najczęściej na bieżni, gdzie po prostu poruszał nogami. Większość swojego czasu w tym miejscu spędzał za biurkiem, więc możliwość poruszania się była dla niego zbawienna. Nie mówiąc już o tym, że najczęściej w środku, oprócz niego, znajdowali się stali bywalcy, o których w większości nie musiał się obawiać, że zmajstrują jakieś problemy. Mógł więc na spokojnie iść przed siebie ze słuchawkami na uszach i swoimi ulubionymi żelkami w ustach. Było przyjemnie. Słuchał audiobooka książki, którą zaczął czytać fizycznie i która szybko go wciągnęła tak, że mógłby ją czytać cały czas, była jednak gruba i ciężka i nie chciało mu się jej nosić, dlatego też uznał, że skończy ją jako audiobook. Nie był bowiem purystą książkowym, który nie uznawał istnienia audiobooków, chociaż zdążył już kilku takich poznać. Machał na to ręką, bo w większości nie obchodziło go to, co inni o nim myślą.
Słuchał więc w najlepsze, odpowiednio cicho, żeby nie przeszkadzać innym i jednocześnie słyszeć, co działo się w środku. Bieżnia, z której korzystał była akurat przy oknie, więc w szybie odbijało się niemalże całe wnętrze, więc mógł kontrolować ewentualny chaos, który by się tutaj rozpoczął. Nie żeby w jakikolwiek sposób mógł temu zaradzić, bo większość klientów była wyrośniętymi i przerośniętymi facetami, od których śmierdziało testosteronem już na kilometr i chociaż czasami miło było się na nich pogapić, jak napinają swoje opuchnięte mięśnie, to Tomash nie chciał, by używali ich oni na nim. Jego zadaniem było po prostu wzywanie ochrony albo policji, jeśli zaczną się jakieś dramaty. Na całe szczęście takie rzeczy nie miały miejsca zbyt często i jeśli o niego chodziło, to musiał wzywać policję tylko raz, gdy zobaczył jak dwóch dryblasów zaczyna się przepychać na parkingu. Dzisiejszego wieczora na szczęście w środku znajdowali się spokojniejsi klienci, którzy przyszli poćwiczyć i byli zbyt zmęczeni na wszczynanie awantur.
Tomash również powoli zaczynał robić się senny. Był już na nogach niemal szesnaście godzin, a kiedyś czytał, że po takim czasie bez snu ciało zaczyna się zachowywać podobnie do momentu, gdy było się pod wpływem alkoholu. A Tommy w tym stanie chciał być tylko wtedy, gdy wypijał kilka mocniejszych drinków. Stwierdził, że wracając do domu wstąpi do sklepu i kupi sobie jakieś piwo, skoro już teraz może to robić. Uśmiechnął się, przyglądając się, jak ostatni klienci wychodzą, żegnając się z nim przyjaźnie. Zawsze go śmieszyło, że ci wszyscy wyrośnięci faceci traktują go jako swojego kolegę, bo czasami nawet rozmawiali z nim i pytali co u niego słychać. On sam zamknął budynek pół godziny później, gdy już dopilnował, że wszystko zostało wyłączone a alarm działał.
Już miał zakładać słuchawki i wskakiwać na swoją deskorolkę, gdy jego oczom ukazała się śpiąca pod ścianą sylwetka. Westchnął, podchodząc bliżej.
– Halo, halo… tutaj nie wolno spać – powiedział dość głośno, bo stał od nieznajomego w bezpiecznej odległości.
Oscar Malone