we're gonna be best friends
: ndz lip 19, 2026 5:31 pm
Nie wiedział, co go podkusiło. Jego wyjście do marketu miało się zakończyć jedynie kupnem owocowych gum do żucia i swoich ulubionych chipsów. Nie wiedział dlaczego, ale smak śmietanki z czosnkiem nigdy nie był czymś, co uważałby za smaczne, niemniej jednak właśnie tym smakiem lubił się delektować wieczorami przy chłodnym piwie albo lampce wina, którą popijał z pastorem. Nigdy też nie sądził, że uda mu się dojść do porozumienia i nawiązać sensowną relację z jakimkolwiek duchownym, zwłaszcza że od osiemnastego roku życia jego stopa nie postała w kościele. Oczywiście życie lubi być przewrotne i zaskakiwać. A jego życie zaskoczyło go tak mocno, że do tej pory nie był w stanie się z tego otrząsnąć. Dlatego też potrzebował swoich wieczornych spacerów, paczki chipsów i jakiegoś alkoholu.
Wstąpił do pobliskiego marketu, gdzie dość szybko odszukał alejkę z alkoholami i wziął sobie butelkę owocowego piwa, w którym, ku jego uciesze, znajdowało się więcej procentów niż w normalnym piwie. Nie chciał się upijać, ale przy spożywaniu alkoholu w sensownych ilościach pojawiał się pewien słodki stan, który on nazywał swoim golden zone, kiedy to policzki zaczynały być ciepłe, a głowa lekka, jakby zaczynała się unosić niesiona jakąś niewidzialną ręką. Właśnie w tym stanie chciał się znaleźć, gdy sięgał po butelkę. Na swoje szczęście zazwyczaj stronił od alkoholu, więc jego organizm nie był przyzwyczajony do tego, więc dość szybko zaczynał odczuwać skutki picia. Starał się nie upijać tak, by odcinało mu świadomość. Nie chciał tego i bał się, że stan taki mógłby wpakować go w niezłe tarapaty, a przecież musiał się pilnować.
Z butelką mocnego piwa w dłoni szedł szukać swoich chipsów. Drogę przez alejki znał już niemal na pamięć i nietrudno było odnaleźć mu miejsce, gdzie, ku jego przerażeniu, znajdowała się ostatnia paczka. Na domiar złego przed nią stał mężczyzna. Harry nie czekał ze swoją reakcją zbyt długo, gdyż niemal w błyskawicznym tempie podszedł do mężczyzny i zgarnął mu sprzed nosa paczkę, zanim blondyn był w stanie jej dotknąć. Ich palce zetknęły się ze sobą, gdy obaj chcieli uchwycić paczkę chipsów, jednak to Harry okazał się szybszy. Jakże śmieszne rzeczy adrenalina robiła z człowiekiem. Dillion spojrzał na nieznajomego, po czym szybko odwrócił się i zaczął iść w stronę kasy.
Nie wiedział, czy wynikało to z jego natury, czy z faktu, że pomieszkiwanie na plebani i codzienna praca w kościele sprawiły, że jego sumienie stało się głośniejsze, ale niemal od razu, gdy stanął przed kasą samoobsługową, w jego głowie odezwał się głosik, który powiedział mu, że zachował się jak ostatni pajac. Niechętnie wrócił w kierunku mężczyzny, który dalej stał przy regale z chipsami. Od chwili, w której Harry wygrał walkę o swoją paczkę nie minęło więcej niż kilkanaście sekund. Nie oddam ci paczki, ale mogę się podzielić, jeśli chcesz, tyle powiedział, starając się wydawać pewnym siebie, chociaż facet z którym teraz rozmawiał był od niego wyższy i pewnie silniejszy, chociaż Harry nie zdążył go jeszcze rozebrać wzrokiem i przeanalizować tego, co mogło się kryć pod ubraniem.
I tyle wystarczyło, by wspólnie wyszli ze sklepu i znaleźli się w miejscu, w którym Harry nie miał jeszcze okazji się znaleźć.
– Umiesz otworzyć butelkę bez otwieracza? – zagaił do blondyna, jakby znali się już całymi latami. Jedli bowiem chipsy z jednej paczki, więc byli już prawie przyjaciółmi, dlatego też pytanie nie wydało mu się dziwne. Chipsy sprawiły jednak, że zachciało mu się pić, a jedyne co miał przy sobie to butelka piwa wepchnięta w tylną kieszeń jego spodni.
Wolfgang Welsh
Wstąpił do pobliskiego marketu, gdzie dość szybko odszukał alejkę z alkoholami i wziął sobie butelkę owocowego piwa, w którym, ku jego uciesze, znajdowało się więcej procentów niż w normalnym piwie. Nie chciał się upijać, ale przy spożywaniu alkoholu w sensownych ilościach pojawiał się pewien słodki stan, który on nazywał swoim golden zone, kiedy to policzki zaczynały być ciepłe, a głowa lekka, jakby zaczynała się unosić niesiona jakąś niewidzialną ręką. Właśnie w tym stanie chciał się znaleźć, gdy sięgał po butelkę. Na swoje szczęście zazwyczaj stronił od alkoholu, więc jego organizm nie był przyzwyczajony do tego, więc dość szybko zaczynał odczuwać skutki picia. Starał się nie upijać tak, by odcinało mu świadomość. Nie chciał tego i bał się, że stan taki mógłby wpakować go w niezłe tarapaty, a przecież musiał się pilnować.
Z butelką mocnego piwa w dłoni szedł szukać swoich chipsów. Drogę przez alejki znał już niemal na pamięć i nietrudno było odnaleźć mu miejsce, gdzie, ku jego przerażeniu, znajdowała się ostatnia paczka. Na domiar złego przed nią stał mężczyzna. Harry nie czekał ze swoją reakcją zbyt długo, gdyż niemal w błyskawicznym tempie podszedł do mężczyzny i zgarnął mu sprzed nosa paczkę, zanim blondyn był w stanie jej dotknąć. Ich palce zetknęły się ze sobą, gdy obaj chcieli uchwycić paczkę chipsów, jednak to Harry okazał się szybszy. Jakże śmieszne rzeczy adrenalina robiła z człowiekiem. Dillion spojrzał na nieznajomego, po czym szybko odwrócił się i zaczął iść w stronę kasy.
Nie wiedział, czy wynikało to z jego natury, czy z faktu, że pomieszkiwanie na plebani i codzienna praca w kościele sprawiły, że jego sumienie stało się głośniejsze, ale niemal od razu, gdy stanął przed kasą samoobsługową, w jego głowie odezwał się głosik, który powiedział mu, że zachował się jak ostatni pajac. Niechętnie wrócił w kierunku mężczyzny, który dalej stał przy regale z chipsami. Od chwili, w której Harry wygrał walkę o swoją paczkę nie minęło więcej niż kilkanaście sekund. Nie oddam ci paczki, ale mogę się podzielić, jeśli chcesz, tyle powiedział, starając się wydawać pewnym siebie, chociaż facet z którym teraz rozmawiał był od niego wyższy i pewnie silniejszy, chociaż Harry nie zdążył go jeszcze rozebrać wzrokiem i przeanalizować tego, co mogło się kryć pod ubraniem.
I tyle wystarczyło, by wspólnie wyszli ze sklepu i znaleźli się w miejscu, w którym Harry nie miał jeszcze okazji się znaleźć.
– Umiesz otworzyć butelkę bez otwieracza? – zagaił do blondyna, jakby znali się już całymi latami. Jedli bowiem chipsy z jednej paczki, więc byli już prawie przyjaciółmi, dlatego też pytanie nie wydało mu się dziwne. Chipsy sprawiły jednak, że zachciało mu się pić, a jedyne co miał przy sobie to butelka piwa wepchnięta w tylną kieszeń jego spodni.
Wolfgang Welsh