You know that i’m your best friend
: pn lip 20, 2026 1:43 am
Budzik zadzwonił równo o piątej zero zero rano. Oboje wstali z łóżka w tym samym czasie - każde po swojej stronie. On przeszedł do garderoby, aby się przebrać w strój do biegania. Ona narzuciła na siebie szlafrok i udała się, aby przygotować mu w tym czasie śniadanie. Byłoby ich stać na gosposię, która przychodziłaby z samego rana. Byłoby ich stać na catering, aby zaoszczędzić czas na gotowaniu. Jednak Conrad uważał, że nie da ani centa obcej kobiecie za coś, co należy do obowiązków żony. Jinx, gdyby mogła, to zatrudniłaby kogoś, a sama poszła do pracy. Jednak i na to nie miała zgody męża. Dlatego dzisiaj, tak jak i od pół roku, przygotowywała posiłek człowiekowi, któremu obiecała miłość aż po grób. Człowiekowi, który ją uratował, a jednocześnie to on naprawiał, że niszczała wewnątrz. Pierwszy raz ją uderzył niecałe dwa miesiące po ślubie - w noc sylwestrową. 1.01.2026 należy do dnia, kiedy skończyło się jej życie, a zaczął koszmar. Ten prawdziwy, najgorszy.
Była dosyć rozsądna, więc szybko się nauczyła panujących zasad i starała się nie popełniać tego samego błędu dwa razy. Inaczej konsekwencje były bolesne. Dzisiaj wszystko poszło perfekcyjnie, a kiedy tylko zatrzasnęły się za nim drzwi, mogła odetchnąć - nie pełną piersią, bo tak już dawno przestała. Teraz po prostu mogła złapać trochę tchu, bo przy Conradzie przestała nawet oddychać z obawy, że będzie robiła to w nieodpowiedni sposób.
Będąc jednak sama w domu, miała w końcu chwilę dla siebie. Dawniej nosiłaby ją energia, by wyjść i coś porobić - teraz była bardziej opanowana. Tańczyć nie mogła i to z wielu względów - pierwszy, który ją z niego zdyskwalifikował był wypadek. Drugi to Conrad, który nie wyobrażał sobie jej na jednej scenie z innym. Dlatego Jinx Hart właśnie malowała się w czwartkowe przedpołudnie, szykując się na zakupy, które miała dzisiaj zaplanowane.
Miała już wychodzić z domu, kiedy dostała jasny komunikat od męża. Czepek. Sprawdziła jeszcze w szafie, aby mieć pewność - tak, zapomniała mu go spakować. Jego ulubiony zwykły czarny czepek bez żadnych tandetnych wzorów . Poczuła dreszcz przebiegający wzdłuż kręgosłupa, na myśl, co ją będzie czekało po jego powrocie do domu.
Do szpitala jechała równe trzydzieści pięć minut. Bez żadnego problemu dostała się na odpowiedni oddział- dwa lata temu sama spędziła na nim wiele miesięcy. Odnalazła Conrada na korytarzu, co wywołało w niej poczucie ulgi - teraz nie zrobi żadnych scen, miała jeszcze kilka godzin. Cmoknęli się w policzek i rozeszli.
Jinx cofała się już do drzwi od oddziału, kiedy mignął jej kątem oka znajomy pokój. Uśmiechnęła się mimowolnie na widok pustego, czekającego na nowego pacjenta, pokoju. Powróciła myślami, kiedy tutaj trafiła i ile od tamtej pory się zmieniło. Poczuła przypływ nostalgii, więc zawróciła w przeciwnym kierunku. Z powrotem ruszyła wgłąb korytarza aż natrafiła na pokój socjalny należący do rezydentów. Miała to szczęście, że był pusty, więc przysiadła w oczekiwaniu, aż przyjdzie w końcu pewien blondynek, o którym już wiedziała od zaprzyjaźnionych pielęgniarek, że powinien już dawno zejść z dyżuru.
Usiadła na kanapie na wprost wejścia, więc kiedy tylko drzwi się otworzyły po kilku minutach, w ich progu stał wysoki, przystojny blondyn. Ten sam, który nie pozwalał się jej poddać i ćwiczył razem z nią. - Ja pierdolę Cyrus, kiedy ostatnio brałeś prysznic? Już z daleka czułam, że się zbliżasz- i aż przewróciła oczami, licząc na to, że mężczyzna podłapie jej nietypowe poczucie humoru.
Cyrus Lockhart
Była dosyć rozsądna, więc szybko się nauczyła panujących zasad i starała się nie popełniać tego samego błędu dwa razy. Inaczej konsekwencje były bolesne. Dzisiaj wszystko poszło perfekcyjnie, a kiedy tylko zatrzasnęły się za nim drzwi, mogła odetchnąć - nie pełną piersią, bo tak już dawno przestała. Teraz po prostu mogła złapać trochę tchu, bo przy Conradzie przestała nawet oddychać z obawy, że będzie robiła to w nieodpowiedni sposób.
Będąc jednak sama w domu, miała w końcu chwilę dla siebie. Dawniej nosiłaby ją energia, by wyjść i coś porobić - teraz była bardziej opanowana. Tańczyć nie mogła i to z wielu względów - pierwszy, który ją z niego zdyskwalifikował był wypadek. Drugi to Conrad, który nie wyobrażał sobie jej na jednej scenie z innym. Dlatego Jinx Hart właśnie malowała się w czwartkowe przedpołudnie, szykując się na zakupy, które miała dzisiaj zaplanowane.
Miała już wychodzić z domu, kiedy dostała jasny komunikat od męża. Czepek. Sprawdziła jeszcze w szafie, aby mieć pewność - tak, zapomniała mu go spakować. Jego ulubiony zwykły czarny czepek bez żadnych tandetnych wzorów . Poczuła dreszcz przebiegający wzdłuż kręgosłupa, na myśl, co ją będzie czekało po jego powrocie do domu.
Do szpitala jechała równe trzydzieści pięć minut. Bez żadnego problemu dostała się na odpowiedni oddział- dwa lata temu sama spędziła na nim wiele miesięcy. Odnalazła Conrada na korytarzu, co wywołało w niej poczucie ulgi - teraz nie zrobi żadnych scen, miała jeszcze kilka godzin. Cmoknęli się w policzek i rozeszli.
Jinx cofała się już do drzwi od oddziału, kiedy mignął jej kątem oka znajomy pokój. Uśmiechnęła się mimowolnie na widok pustego, czekającego na nowego pacjenta, pokoju. Powróciła myślami, kiedy tutaj trafiła i ile od tamtej pory się zmieniło. Poczuła przypływ nostalgii, więc zawróciła w przeciwnym kierunku. Z powrotem ruszyła wgłąb korytarza aż natrafiła na pokój socjalny należący do rezydentów. Miała to szczęście, że był pusty, więc przysiadła w oczekiwaniu, aż przyjdzie w końcu pewien blondynek, o którym już wiedziała od zaprzyjaźnionych pielęgniarek, że powinien już dawno zejść z dyżuru.
Usiadła na kanapie na wprost wejścia, więc kiedy tylko drzwi się otworzyły po kilku minutach, w ich progu stał wysoki, przystojny blondyn. Ten sam, który nie pozwalał się jej poddać i ćwiczył razem z nią. - Ja pierdolę Cyrus, kiedy ostatnio brałeś prysznic? Już z daleka czułam, że się zbliżasz- i aż przewróciła oczami, licząc na to, że mężczyzna podłapie jej nietypowe poczucie humoru.
Cyrus Lockhart