Strona 1 z 1

#1.

: pn lip 20, 2026 3:59 pm
autor: Alice Sanders
Wpadła.
Ta relacja nie miała prawa bytu dalej a jednak wciąż trwała i to w najlepsze. Wiedziała, że jest tylko albo aż kochanką, ba! Można by to uznać za status związku: kochanka. Tylko co jej po tym? Gdzie to w ogóle zmierzało? Nawet nie wiedziała jakie zamiary ma Peter, co z jego dziewczyną - rozstaną się czy wręcz odwrotnie dojdzie do zaręczyn. Powinna to przerwać i się z nim nie spotykać więcej a jednak wciąż to robiła i wciąż wpuszczała go głębiej do życia, a może i do serca? Tam niby był wciąż tylko jej przyjaciel, do którego wzdychała pół swojego życia ale Blythe powoli i ten tunel drążył.
Odkąd dowiedziała się prawdy mogło już minąć parę miesięcy, a więc tkwiła w tym układzie tyle czasu dalej... No głupia. Chociaż sama zaklinała się, że pora szukać kogoś do związku i na poważnie to nie robiła tego albo robiła na odwal się. Umówiła się z jednym przystojniakiem, był spacer i nawet widziała chęci i miejsce na coś więcej ale potem skończyło się to gdy wróciła do domu. Nie odezwała się do niego bo tak - w jej głowie była ta chora relacja z facetem, który i tak miał inną a może nawet inne. Zgłupiała i zablokowała się jednocześnie, co wcześniej negowała i zaklinała, że ona nigdy.. Well, stało się i można było powiedzieć, że kopała sobie dołek jeszcze bardziej przy każdej nadarzającej się sytuacji. Nie wiedząc czemu ale spotykała się z nim, nawet jeśli wmawiała sobie, że uczuć tu nie ma i nie będzie. A mimo to była głupia i naiwna bo sprawdzała jego aktywność w necie, sprawdzała wiadomości i sama czekała na nie jedną jak głupia. Czy to już można uznać za zbyt dużo i za grubo?
Peter fucking Bylthe, niech Cię szlag jasny trafi! Ta zgoda i ten jeden wieczór doprowadzał do skraju sytuacje z jej mniemaniem o sobie, mniemaniem o tej relacji i uczuciach, które na pewno jakieś istniały. Nigdy nie jest tak, że da się z kimś pieprzyć bez emocji i całego wachlarzu, któraś strona w końcu i tak pęknie, tutaj to mogła być ona. Przyłapał siebie przed lustrem, stojąc dłużej niż zwykle, poprawiającą ramiączka sukienki, którą wygrzebała z szafy. To hit bo przecież nigdy ich nie nosiła! Perfumowała się więcej i malowała również więcej gdy tylko wiedziała, że wpadnie tak jak dzisiaj. Zdążyła zrobić kawę i wycisnąć sok z pomarańczy, drobne śniadanie a może już bardziej lunch z dobroci serca mu szykowała. Jakieś tosty i jajka oraz jebane awokado. No oszalała ta kobieta!
Gdy więc usłyszała dzwonek do drzwi, a wcześniej kilkadziesiąt minut temu otrzymała wiadomość, że wpadnie to od razu pobiegła otworzyć. Dawniej nie miała by tyle litości, trzymałaby to wszystko w ryzach, jakiś dystans i chłód, a aktualnie? Chyba zmiękła albo liczyła na cud, że w końcu to ona będzie ważniejsza, a może i zajmie miejsce Krisitn? Pojebane...
- No hej... idealnie w punkt trafiłeś na jedzenie. Głodny? - samo to jak go witała się zmieniło, jak dbała o każdy chory detal. To nie było już to samo z początku jak się poznali i stawiali głównie na dymanie. Teraz ze strony Sanders wydawało być więcej takiej dobroci serca, próby jakiegoś przekonania go do siebie, że przecież to ona jest złota kobieta, że to on trzyma pod nosem taki skarb...

#1.

: pn lip 20, 2026 7:47 pm
autor: Peter Bylthe
- Głodny - przytaknął odrazu się rozpromieniając, bo nie było możliwości, żeby hokeista nawet ten, który nie występuje w oficnalnym składzie, kiedykolwiek powiedział, że nie jest głodny. Potrzebował dużo jedzenia, dużo białka i jeszcze więcej pysznego jedzenia, żeby później mieć na czym swoją kondycję budować. Tą na lodowisku i poza. A szczególnie nie zamierzał rezygnować ze śniadanka, które mogło być pięknym zwięczeniem tej nocy.
Bo Peter wyglądał jakby go conajmniej ktoś do pralki wrzucił. Miał na sobie wciąż białe spodnie, białą koszulę i białą marynarkę z lnu, ale no właśnie - przez to że był ewidentnie wczorajszy, to cały ten śnieżnobiały outfit stracił na świeżości. Alice nic jeszcze nie wiedziała, więc mogła podejrzewać że przyszedł do niej z imprezki White Party o której jej opowiadał z miesiąc, bo była to doroczna fiesta w domu jego rodziców wpyprawiana przez jego matkę Barbarę. Ale Peter nie był pijany i nawet nie czuc było od niego alkoholu, tak jakby nie wypił na tej imprezie NIC. Bo tak na prawdę to Peter nie był zmęczony wcale imprezą czy tańczeniem, ale wracał ze szpitala w którym jego siostra tej nocy urodziła dzieciaczka. Niesamowite to było przeżycie zobaczyć takiego noworodka, bo oczywiście jako szofer ojca dziecka (jego siostra została zawieziona wcześniej przez Galena z dziewczyną), został do momentu kiedy mógł zobaczyć najmłodszego Wyatta. No wzruszył się ogromnie, bo to pierwsze takie dziecko wśród jego rodzeństwa, a potem to jużspać nie mógł iść, chciał nawet na piechotę jechać do miasta, ale w końcu jak wsiadł do auta to napisał do Alice, czy śpi i nie spała.
No więc powiedział, że musi wpaść do niej na śniadanie.
Peter przeszedł przez próg mieszkania Alice u zaraz zza pleców wyciąga z niewinnym uśmieszkiem kwiatki, które dla niej przyniósł. Nic dziwnego, że dziewczyna przepadła, bo Peter jako kochanek zachowywał się jak wymarzony facet - nie spóźniał się na umówione spotkania, przynosił kwiaty, rozmawiał z nią tylko na przyjemne tematy, razem jedli posiłki i czasami żartowali z tego, że nie mogą sie nigdzie pokazać wspólnie.
No tylko, że od teraz już mogli.
- Pomyślałem, że było Ci przykro, że nie mogłem zaprosić cię na White Party u rodziców - powiedział ze wzrokiem spuszczonym na kwiatki i wysunął je w jej stronę, jednocześnie unosząc spojrzenie na jej twarz. Wyjątkowo ładnie dziś się pomalowała, wyglądała jak gwiazda filmowa. - Więc kwiaty są w ramach przeprosin - uśmiecha się i przysunął się, żeby dać jej powitalnego buziaka, po którym się lekko zawiesza, jakby się zastanawiał po co mu właściwie jedzenie, jak może na przykład zjeść taką Alice.
Idą w stronę salonu i aż zagwizdał sobie.
- Ale pięknie pachnie, słuchaj ale miałem wieczór nie uwierzysz - kiedy poszła za wyspę kuchenną to jeszcze odprowadził jej tyłek w sukience wzrokiem, ciekawy jak ona tak to robi, że wygląda tak świeżo rano. On jak wstaje, to w ciemności schodzi biegać więc pierwszy raz jak się widzi to dopiero po bieganiu jak jest różowy na twarzy i na pewno nie wygląda tak jak teraz. -Ogólnie może powinienem się umyć, przeszkadza ci to? Może się pójdę umyć? - wstał zaraz od tego stołu przy którym na chwilę usiadł i znów się uśmiecha, no widać że go energia rozpiera.

kwiatuszki dla pani

#1.

: śr lip 22, 2026 1:16 pm
autor: Alice Sanders
No jasne, że mógł być głodny ale i zmęczony bo w sumie gdy szerzej otwarła mu te drzwi to szybciej ujrzała w jakim jest stanie albo skąd wraca. Pamiętała o tej imprezie i motywie przewodnim, zgadywala że wyglądał super parę godzin temu a teraz? No właśnie. Wyglądał jakby imprezka go przeżuła i wypluła jednocześnie w tym samym momencie, a nawet i więcej. Pewnie, że było jej żal iż nie mogła tam z nim pójść, że takie coś ją omijało. A przecież miała ładne rzeczy, które mogłaby ubrać, białe przezroczyste do granic możliwości spodnie z ładną kamizelka co by podkreślało jej atuty albo jedna z sukienek od Ever, które też miały ciekawy design i tak dalej. Musiała jednak uznać swoje miejsce w szeregu i z klasą życzyła mu miłej zabawy, chociaż trochę ukuło ją serduszko i czuła takie momenty co raz częściej w tej ich relacji. Czy powinna żałować, że w to weszła? Pewnie tak.
Gdy mu się przyglądała dłużej to nie wyglądał aż tak tragicznie czy na kacu, jedynie oczy wydawały się zdradzać brak snu oraz zapach wczorajszy gdzieś uleciał. No ale przyniósł jej kwiaty więc nie była o to zła czy zazdrosna, szybko się skupiła na tym aby go wpuścić do środka. Był jaki był ale też te słodkie momenty mówiły wiele o tym jakie miał pojemne serce dla wszystkich, cholerny Bylthe. Słuchała go i w sumie to przytakiwała głową, chciała tam iść z nim i pewnie chciałaby się pojawić jako ktoś więcej niż kumpela ale to on dyktował rytm i takt tej znajomości, a zresztą ona była tylko albo aż.. kochanką.
- Jezu Peter, kim ty jesteś? Dziękuję ślicznie, ty słodziaku. - była naiwna i łatwo łykała wszystko jak pelikan. No w to, że chciał tam iść z nią to jednak było ciężko uwierzyć ale jednak kobiety są proste i łase na ładne słówka czy kwiatuszki. Ona też taka była i w sumie łatwo odpuszczała gdy robił tylko taki filmowy wręcz gest wobec niej. No bo przecież kochanką się kwiatów nie przynosi? Czy raczej lepiej przynosić aby uciszyć i jej potencjalne humory ale i własne ego. W nagrodę przedłużyła buziak, który jej jeszcze podarował i w sumie z automatu wyszedł z tego niezły pocałunek, a ona zdążyła się uwiesić na jego szyi. To nic dziwnego, że zaczynała go lubić czy darzyć sympatią, skoro nawet dla kochanki znajdywał czas na takie gesty, tłumaczył się jakby był winny i ogólnie sam fakt - przyszedł po wszystkim do niej. Tak ktoś robi? Są tacy ludzie?
- Oj tam, trochę jajka sadzone, trochę awokado i na słodko jest owsianka z owocami i miodem. Głównie na zdrowo aby nie było, że chce tuczyć. - była cała w skowronkach gdy to mówiła a piruet, który zrobiła był chyba na to dodatkowym dowodem. Miał pieczywo jeszcze do wyboru, sok świeży i kawę, której mógłby potrzebować. Nie żeby coś ale kochana była i tym śniadaniem to okazywała, ubiorem i dobrym humorem także. - Hmmm.. nie będę ukrywać Peter, trochę cuchniesz. Ale no nie ma chyba tu żadnych Twoich ciuchów, no może jedna para gaci... - stwierdziła, zastanawiając się czy coś u niej zostawił albo inaczej - sama mu ukradła parę bokserek czy koszulkę, która świetnie się nadawała do spania bo była długaaa. - Idź, najwyżej wrócisz tu w samym ręczniku.. - powiedziała, poruszając sugestywnie brwiami. Nie żeby coś ale chciała chyba sama do niego dołączyć ale musiała się ogarnąć z myślami to raz, a dwa już się odświeżyła, odwaliła makijaż i bez sensu moczyć znowu włosy. Niech Piotruś Pan sam sobie poradzi i się odświeży.


Peter Bylthe

#1.

: wt lip 28, 2026 10:50 pm
autor: Peter Bylthe
Słodka była ta jego bibliotekarka, bo tak reagowała na jego gesty, jakby nie do końca się umiała z nimi pogodzić, albo uwierzyć w to, że on je robi. A Peter był po prostu dobrze wychowany i jeżeli i tak już prowadził z nią taką dość dziwną relację, w której właściwie była jego ukrytą dziewczyną, no to przecież mógł jej dać kwiatki czasami, conie?
- No weź, przecież dotąd niewiele więcej mogłem Ci dać. - to jedno słowo, któego użył w taki dziwny sposób mogło jej nieco zapalić lampkę w głowie. Bo dlaczego mówił o tym w czasie przeszłym i zaznaczał, jakby coś się skończyło? Alice była ekspertką od romantycznych historii (jak każda wielbicielka książek), więc pewnie mogła się zastanawiać o co tu chodzi.
Spojrzał za nią zadowolony, kiedy takim tanecznym piruetem pokazała mu co dla niego przygotowała, jeszcze czuł słodkość jej ust na swoich, po ich miłym przywitaniu, kiedy przyznała, że jednak jej przeszkadza. Zaraz wstał z krzesła i uniósł niewinny dłonie. Faktycznie nie chciał cuchnąć przetrawionym alkoholem, kiedy ona już wyglądała tak dobrze i świeżo. - W takim razie idę się ogarnąć, obiecuję szybko wracam - tak sobie powiedział i znalazł dość sprawnie drogę do znajomej łazienki. Był tu nawet jego ręcznik, to znaczy, pewnie wyprany już od ostatniego używania, ale ten sam, którego używał kiedy był tu ostatnio. Zdjęte ubrania ułożył w kostkę, ale uznał, że nie ubiera się w nie odrazu, bo niewiele to pomoże. Z kosza w jej pokoju wyciągnął te czyste gacie i krótkie spodenki które kiedyś zostawił tu u niej po bieganiu. Nie śmierdziały. Wsadził je na tyłek i wraca do niej do kuchni jeszcze wycierając głowę ręcznikiem.
- Wyprałaś mi spodenki do biegania? - pyta nieco zdumiony tą sytuacją, bo Kristin na przykład nigdy nie tknęła nawet pół jego koszulki nie mówiąc już o robieniu prania. Zmierzył ją spojrzeniem i tak sobie pomyślał, że Alice na prawdę ładnie wygląda z rana. Jak przystało na faceta oczywiście był przekonany, że ona nie ma makeupu. - Musisz gdzieś wyjść? Bo wyglądasz bardzo ładnie - zastanawia się na głos i jak już usiadł dotego tosta awkoado to już jej opowiada, cały przejęty: - Co to był za wieczór, niesamowity. Słuchaj, przyjechałem do ciebie prosto z porodówki, cztery godziny tam siedziałem, od trzeciej do siódmej - zrobił przerwę żeby zjeść gryz tosta, pewnie to były najgorsze minuty życia Alice, bo już myślała, że Peter przylazł jej powiedzieć, że jego dziewczyna którą miał rzucać (obiecywał to Alice średnio raz na miesiąc, jak miała gorszy dzień - pewnie jak miała okres), urodziła. W końcu jednak raczy wyjaśnić - Moja siostra urodziła takiego słodkiego bobasa. Chłopca, cały różowy i wcale do nas niepodobny. Ale do ojca mega podobny, cały Wyatt - uśmiecha się i wyciągnął telefon - Pokażę Ci - i pokazuje jej jakieś czerwone dziecko zawinięte w błękitne pieluszki.
A swoją drogą to ciekawe, czy Alice śledziła w internecie całą akcję plotkarską w temacie ślubu siostry Petera - Queenie, który przeszedł do historii Torotno jako wydarzenie 2025 roku. Ten ślub o którym rozpisywały się plotkarskie portale był porównywany do ślubu Megan i Harrego z UK, tylko bez dramy. Queenie według Ploteczka miała sukienkę szytą na wzgórzach Mount Everestu, ale Peter jako jej brat wiedzial, że to była po prostu suknia sprowadzana z Italii. A Wyattowie to wiadomo, śmietanka towarzyska, najbogatsi ludzie w mieście.


Alice Sanders

#1.

: pt lip 31, 2026 9:30 pm
autor: Alice Sanders
Ta relacja zaczynała być po prostu dziwna, za bardzo to szło w tą niebezpieczną stronę, a więc przywiązanie i coś więcej niż tylko kontakt na telefon czy sypianie na zawołanie. I to dlatego pewnie powinna trzymać gardę i nie rozczulać się tak gdy robił te swoje maślane oczy czy dał jej... kwiaty. No halo! To w końcu co on za znaki jej dawał i jak ona nie miała mieć w głowie papki z tego powodu, kiedy tak pojawiał się i znikał, a potem znowu i był do tego taki czuły i miły. No cholera mogłaby wziąć go i te jego niezdecdywane ruchy, działania. Mącił chyba kolejnej już z kolei w głowie.
- Niesamowite to jest po prostu.. - pokręciła głową ale jak typowa romantyczka, wiedziona stosem książek, które pochłonęła - zaciągnęłam się zapachem kwiatów. No przepadła w tym wszystkim i tyle. A przecież na początku tak upornie wmawiała sobie, że on nie jest w jej typie, że to tylko na chwilę, taki układ na potrzeby czułości i bliskości, której każdy człowiek potrzebuje. A tu klops, co raz bardziej się starała dla niego, malowała i ubierała jak na święto i do tego łykała jak pelikan każdy miły klops. To nie prowadziło do niczego dobrego, a wręcz przeciwnie - przechylało szalę uczuciom, które mogły się rodzić z tego wszystkiego w jego kierunku. A przecież Sanders zarzekała się, że kochać to ona kochała i kocha jedynie swojego kumpla z lat szkolnych i nikogo więcej. Tak czy inaczej sama nieco odetchnęła gdy na moment zniknął jej z oczu i poszedł się ogarnąć. Lubiła go w tym wydaniu, był elegancki ale trud wieczoru był jednak zbyt duży i lepiej żeby się odświeżył. Ona sama zabrała się za jedzenie owoców i picie soku pomarańczowego, który był jej guilty pleasure od kilku dni. Oczywiście było tego więcej także można by powiedzieć przyszykowała im ucztę na całego.
Gdy wrócił to wiadomo, że obrzuciła go wzrokiem i zagryzła wargę bo jednak bez koszulki z mokrymi włosami, każdy facet wygląda jak z mokrego snu. Nie odpowiedziała więc mu od razu, bo badała go wzrokiem jakby była na niego bardziej głodna niż na to śniadanie. Zmarszczyła brwi jakby to było coś dziwnego według niego - a to było banalnie proste, brudne rzeczy się pierze w pralce. No nie?
- No słuchaj robię pranie no nie? Używam pralki. Czemu to takie dziwne? Mają mi tu leżeć i śmierdzieć czy jak? - zachichotała wręcz słodko, kręcąc głową jakby to było nienormalne. A przecież to ludzka rzecz i w domu rodzinnym nigdy nie miała problemu z tym aby uprać coś ojcu czy ogólnie rozwieszając rodzinne pranie. - Nie no, wystroiłam się. Od czasu do czasu trzeba. Po za tym znajoma mi przerobiła parę sukienek i je testuje. - przyznała, siadając sobie w końcu na tyłku gdzieś obok niego przy blacie. Podsunęła sobie kubek, jemu pewnie też coś nalała w zależności od tego czy potrzebował witamin czy kofeiny po pełnym wrażeń wieczorze.
- Co? Porodówka? Dziecko. Co jest grane? - zapytała trochę na pewno oszołomiona jego historią i tym jak z zapałem zaczął o tym gadać. Nie wyglądał na kogoś kto nie spał całą wieczór, wręcz przeciwnie chyba ożywił go ten prysznic już całkiem. Nie pamiętała czy gadał jej o rodzinie a już na pewno nie przypominała sobie tej linii historii z ciężarną siostrą. Albo po prostu była zajęta nim i jego ciałem w większości czasu aby pominąć pewne rzeczy albo wyrzucała to z głowy, dla bezpieczeństwa aby się nie...przywiązać? - Aha. Nie wiem czy pamiętam, że mówiłeś coś o siostrze, ale okej. To gdzie szampan jakiś, skoro zostałeś oficjalnie wujkiem? W sensie no chyba, nie? - dodała, przełykając resztę śniadania, bo tyle jej wystarczyło w sumie. Trochę tosta na słono z jajkiem i awokado, potem jogurt ze świeżymi owocami i trochę soku, co by to ciałko utrzymać.
- Ale okej... gratuluję. No i widząc po zdjęciu, wasze geny na pewno ma. - dodała gdy już pewnie zdążył jej pokazać malucha ze wszystkich stron. Typowy Bylthe.


Peter Bylthe