darling, i'm a nightmare dressed like a daydream
: wt lip 21, 2026 2:09 pm
Kilka dni, które minęły od ich spotkania w hotelu, upłynęło zaskakująco spokojnie. Vera wielokrotnie wracała myślami do tamtego wieczoru, próbując odpowiedzieć sobie na pytanie czy rzeczywiście zrobiła właściwie. Nie chodziło o zdjęcie, które wciąż pozostawało na jej profilu ani o propozycję wspólnego pojawienia się na dorocznym balu fundacji.
Zastanawiała się przede wszystkim nad sobą. Nad tym, w którym momencie zgodziła się przekroczyć granicę jakiej jeszcze kilka miesięcy wcześniej nie dopuściłaby nawet do własnych myśli. Przez lata robiła wszystko, by nie stać się częścią cudzych gier. Teraz sama planowała wejść na salę u boku człowieka, którego obecność miała być starannie wysłanym komunikatem.
Wieczorem, stojąc przed wysokim lustrem w sypialni, po raz ostatni wygładziła materiał sukni. Czarna, długa kreacja miękko opływała sylwetkę, podkreślając talię i odsłaniając dekolt w sposób elegancki, ale wystarczająco odważny, by dawniej wywołać kolejną z wielu niepotrzebnych kłótni. Nigdy wcześniej jej nie założyła. Sukienka od miesięcy wisiała w szafie z metką, kupiona pod wpływem impulsu i równie szybko schowana na samym końcu garderoby. Elliot nienawidził, kiedy ubierała się na czarno. Twierdził, że wygląda wtedy zbyt surowo, zbyt chłodno, zbyt atrakcyjnie. Jeszcze bardziej drażniły go kreacje odsłaniające dekolt. Zachowywał się tak, jakby każdy fragment jej ciała był w ł a s n o ś c i ą, której nikt poza nim nie miał prawa oglądać.
Samochód Magnusa pojawił się punktualnie. Kiedy wysiadła przed wejściem do hotelu, dostrzegła go niemal od razu. Czekał już na nią, opierając jedną dłoń o drzwi samochodu, jakby nie zwracał najmniejszej uwagi na ludzi przechodzących obok. Przesunęła wzrokiem po jego sylwetce z tą samą uważnością z jaką kilka dni wcześniej oceniała go w apartamencie. Ciemny, perfekcyjnie skrojony garnitur wyglądał dokładnie tak, jak powinien. Bez przesadnych dodatków, bez ostentacji, z elegancją człowieka, który nie musiał nikomu udowadniać swojej pozycji. Kącik jej ust uniósł się odrobinę wyżej. - Wyglądasz dobrze - powiedziała spokojnie. - Widzę, że jednak potrafisz słuchać - stanęła obok niego. - A ja? Nie będziesz udawał dżentelmena i nie powiesz, że wyglądam olśniewająco? - w jej głosie pobrzmiewało rozbawienie, bo kompletnie nie oczekiwała na odpowiedź.
Kiedy ruszyli w stronę wejścia, wsunęła dłoń pod jego ramię, delikatnie zacisnęła palce na materiale jego marynarki, skracając dystans między nimi dokładnie na tyle, by z boku wyglądali jak para ludzi, których wspólne towarzystwo jest czymś zupełnie oczywistym. Nie pamiętała, kiedy ostatni raz zrobiła coś podobnego. Nigdy nie lubiła publicznego okazywania bliskości, a mimo to teraz nie czuła skrępowania. Ten drobny gest miał być pierwszym sygnałem dla wszystkich, którzy zamierzali tej nocy uważnie obserwować salę.
Drzwi otworzyły się przed nimi, a z wnętrza dobiegł gwar rozmów, dźwięk orkiestry i charakterystyczny szmer kieliszków stukających o siebie podczas powitań. Vera odruchowo przesunęła spojrzeniem po zgromadzonych gościach. Starała się robić to dyskretnie, nie zatrzymując wzroku na nikim zbyt długo, ale serce i tak przyspieszyło. Wiedziała, że prędzej czy później go zobaczy. Sama świadomość jego obecności wystarczyła, by mięśnie karku napięły się niemal niezauważalnie. - Przydałby mi się teraz ten drink, którym ostatnio mnie częstowałeś - jeszcze mocniej wsunęła dłoń pod jego ramię, wyłącznie na moment.
- Denerwuję się - spojrzała na niego kątem oka, a w całkowity zaprzeczeniu do słów, na jej twarzy ponownie pojawił się ten spokojny, opanowany uśmiech, który przez lata wypracowała. - Za chwilę pierwsza połowa z tych ludzi będzie zajęta ocenianiem, z kim przyszła druga połowa - tak było zawsze. - Przypomnę ci, że wciąż się nie rozwiodłam. Na pewno staniemy się obiektem plotek - a żeby dolać oliwy do ognia, przysunęła się, by na jego policzku złożyć pocałunek. Krótki, przelotny, aczkolwiek będący kolejny wyraźnym komunikatem.
Magnus Grimstad
Zastanawiała się przede wszystkim nad sobą. Nad tym, w którym momencie zgodziła się przekroczyć granicę jakiej jeszcze kilka miesięcy wcześniej nie dopuściłaby nawet do własnych myśli. Przez lata robiła wszystko, by nie stać się częścią cudzych gier. Teraz sama planowała wejść na salę u boku człowieka, którego obecność miała być starannie wysłanym komunikatem.
Wieczorem, stojąc przed wysokim lustrem w sypialni, po raz ostatni wygładziła materiał sukni. Czarna, długa kreacja miękko opływała sylwetkę, podkreślając talię i odsłaniając dekolt w sposób elegancki, ale wystarczająco odważny, by dawniej wywołać kolejną z wielu niepotrzebnych kłótni. Nigdy wcześniej jej nie założyła. Sukienka od miesięcy wisiała w szafie z metką, kupiona pod wpływem impulsu i równie szybko schowana na samym końcu garderoby. Elliot nienawidził, kiedy ubierała się na czarno. Twierdził, że wygląda wtedy zbyt surowo, zbyt chłodno, zbyt atrakcyjnie. Jeszcze bardziej drażniły go kreacje odsłaniające dekolt. Zachowywał się tak, jakby każdy fragment jej ciała był w ł a s n o ś c i ą, której nikt poza nim nie miał prawa oglądać.
Samochód Magnusa pojawił się punktualnie. Kiedy wysiadła przed wejściem do hotelu, dostrzegła go niemal od razu. Czekał już na nią, opierając jedną dłoń o drzwi samochodu, jakby nie zwracał najmniejszej uwagi na ludzi przechodzących obok. Przesunęła wzrokiem po jego sylwetce z tą samą uważnością z jaką kilka dni wcześniej oceniała go w apartamencie. Ciemny, perfekcyjnie skrojony garnitur wyglądał dokładnie tak, jak powinien. Bez przesadnych dodatków, bez ostentacji, z elegancją człowieka, który nie musiał nikomu udowadniać swojej pozycji. Kącik jej ust uniósł się odrobinę wyżej. - Wyglądasz dobrze - powiedziała spokojnie. - Widzę, że jednak potrafisz słuchać - stanęła obok niego. - A ja? Nie będziesz udawał dżentelmena i nie powiesz, że wyglądam olśniewająco? - w jej głosie pobrzmiewało rozbawienie, bo kompletnie nie oczekiwała na odpowiedź.
Kiedy ruszyli w stronę wejścia, wsunęła dłoń pod jego ramię, delikatnie zacisnęła palce na materiale jego marynarki, skracając dystans między nimi dokładnie na tyle, by z boku wyglądali jak para ludzi, których wspólne towarzystwo jest czymś zupełnie oczywistym. Nie pamiętała, kiedy ostatni raz zrobiła coś podobnego. Nigdy nie lubiła publicznego okazywania bliskości, a mimo to teraz nie czuła skrępowania. Ten drobny gest miał być pierwszym sygnałem dla wszystkich, którzy zamierzali tej nocy uważnie obserwować salę.
Drzwi otworzyły się przed nimi, a z wnętrza dobiegł gwar rozmów, dźwięk orkiestry i charakterystyczny szmer kieliszków stukających o siebie podczas powitań. Vera odruchowo przesunęła spojrzeniem po zgromadzonych gościach. Starała się robić to dyskretnie, nie zatrzymując wzroku na nikim zbyt długo, ale serce i tak przyspieszyło. Wiedziała, że prędzej czy później go zobaczy. Sama świadomość jego obecności wystarczyła, by mięśnie karku napięły się niemal niezauważalnie. - Przydałby mi się teraz ten drink, którym ostatnio mnie częstowałeś - jeszcze mocniej wsunęła dłoń pod jego ramię, wyłącznie na moment.
- Denerwuję się - spojrzała na niego kątem oka, a w całkowity zaprzeczeniu do słów, na jej twarzy ponownie pojawił się ten spokojny, opanowany uśmiech, który przez lata wypracowała. - Za chwilę pierwsza połowa z tych ludzi będzie zajęta ocenianiem, z kim przyszła druga połowa - tak było zawsze. - Przypomnę ci, że wciąż się nie rozwiodłam. Na pewno staniemy się obiektem plotek - a żeby dolać oliwy do ognia, przysunęła się, by na jego policzku złożyć pocałunek. Krótki, przelotny, aczkolwiek będący kolejny wyraźnym komunikatem.
Magnus Grimstad