Strona 1 z 1

You've got a girl at home

: wt lip 21, 2026 6:27 pm
autor: Darcy Bowman
To był długi dzień. Jeden z tych naprawdę długich, gdy właściwie jedyne, o czym się marzy to, żeby paść twarzą w poduszkę i nie wstawać przez następny tydzień. No a przynajmniej dobrych kilka godzin zanim nie zadzwoni budzik i wszystko będzie trzeba zacząć od nowa. Wsiadając za kierownicę zastanawiała się, czy lepszym pomysłem nie byłoby pojechać do siebie, ale bardzo szybko porzuciła ten pomysł. Bo poza ciszą i wygodnym łóżkiem chyba chciała czegoś jeszcze. Dużo lepiej spała, gdy Arvel był obok i wcale nie chodziło w tym wszystkim o seks. Może chodziło o poczucie bezpieczeństwa? Nie musiała być cały czas w stanie stand by, nie musiała się obawiać każdego hałasu dobiegającego zza okna i chociaż mieszkając w jego lofcie wcale nie była u siebie to jednocześnie nie towarzyszyło jej ciągłe uczucie obecności Daniela. Przez ten czas spędzony u Cadwaladera i z nim nie czuła się jak oszustka, która nie miała prawa do tego wszystkiego, co miała.
Więc wybór drogi ostatecznie okazał się być prosty, a ta wątpliwość trwała zaledwie ułamek sekundy. Co prawda zmartwiło ją, że nikogo nie było w mieszkaniu, bo jednak zdążyło zrobić się późno, a przez jego ostatnie problemy zaczynała popadać w paranoję. Nie przywykła, żeby się o kogoś martwić. Dała więc tylko sobie mentalnie przez głowę, ostatni raz zerknęła na wyświetlacz telefonu – dalej żadnej wiadomości – i po prostu poszła do łazienki, żeby zmyć z siebie cały ten dzień. Długi i gorący prysznic był jej chyba tak samo potrzebny jak tych kilka godzin w łóżku, bo w rezultacie poczuła się po nim całkiem lepiej. Właściwie… nawet trochę odżyła.
Z ciągle wilgotnymi włosami, owinięta samym ręcznikiem wróciła do części dziennej loftu. Zajrzała do lodówki, ale tylko zmarszczyła śmiesznie nos, gdy nie znalazła w niej nic satysfakcjonującego. Pani domu była z niej żadna, a i z Arvela nieszczególny kucharz, więc dużo częściej jadali na mieście lub coś zamawiali i trudno było chociażby o resztki kolacji z poprzedniego dnia. No nic. Zamiast tego sięgnęła po szklankę z grubym dnem i nalała sobie drinka…
- Fantastyczne wyczucie czasu, Cadwalader. Może nie czekam z kolacją, ale drinkiem… już prędzej. – skwitowała, widząc mężczyznę wchodzącego do środka. Wyglądał jakby miał równie długi dzień, co ona. Oczywiście, że to również ją zmartwiło, ale zdążyła się ugryźć w język zanim cokolwiek powiedziała i jakkolwiek dała to po sobie poznać. Przeszła zza kuchennej wyspy, żeby wyjść mu naprzeciw, żeby mogła zarzucić łapska na męski kark, przysunąć się i sięgnąć jego ust, chociaż jeszcze go nie pocałowała – Zaproponowałabym na kolację same nieprzyzwoite rzeczy, ale wyglądasz jak ja, gdy wychodziłam z klubu… więc jakbym moim największym marzeniem było nieprzerwane osiem godzin snu. – kącik ust drgnął jej w rozbawieniu, bo cóż… swoim głupim gadaniem trochę chciała poprawić mu humor. Znaczy… na dobrą sprawę nawet nie wiedziała, czy miał parszywy nastrój – oceniała po tym, co zobaczyła w pierwszym momencie – Pomógł mi prysznic, więc… moja propozycja wygląda tak. – zaczęła, nie spuszczając z niego wzroku i nie przestając się uśmiechać – Ty tam skoczysz, a ja zamówię chińszczyznę. Nie powinniśmy na nią długo czekać. Do tego drink i d o p i e r o osiem godzin nieprzerwanego snu. Kuszące? – zażartowała, ale jeszcze zanim zdążył jakkolwiek jej na to odpowiedzieć wspięła się na palce, przysunęła jeszcze bliżej i pocałowała, jednocześnie zaciskając mocniej palce na jego koszulce i ugh… co za głupie uczucie to całe przywiązanie. Żeby tęsknić za kimś, kogo widziało się zaledwie kilkanaście godzin wcześniej? I dlaczego jego bliskość tak bardzo elektryzowała powietrze dookoła, że przechodził ją dreszcz za dreszczem. Wystarczyło, że poczuła jego dłonie na swojej talii, biodrach czy pośladkach… drżała. Absurdalne. Pewnie sama byłaby skłonna jednak zmienić te zaproponowane przez siebie plany, przesunąć je o parę chwil, ale coś skutecznie popsuło atmosferę.
Ktoś właśnie walczył z kluczem i zamkiem do jego mieszkania.
- Zapomniałeś zabrać jakiejś pannie swoje klucze i uprzedzić, że byłoby lepiej jakby się tu nie pojawiała? – że w jego mieszkaniu częściej niż wypada nocuje inna kobieta, więc trzeba zmienić lokalizację, ta… wolałaby jednak nie! Zazdrość zazdrością, ale chyba po prostu nie chciałaby, żeby ją zdradzał. Nawet jeśli nie byłaby tym jakoś szczególnie zaskoczona, bo przecież kto zdradził raz zrobi to ponownie, a jednak Arvel nie mógł się chwalić wiernością w przeszłości – Czy powinniśmy się zacząć martwić? – chociaż niebezpieczni ludzie nie mieli kluczy… policja również nie wchodziła w ten sposób. Więc tym się martwić nie musiała. Innymi kobietami chyba też nie, gdy ostatecznie w drzwiach stanął mężczyzna… i potrzebowała dokładnie ułamka sekundy, żeby dostrzec podobieństwo między nimi. Ale jej mózg i tak w tym momencie nie działał i całkowicie się zawiesiła. Bo widziała podwójnie? Zapomniał jej o czymś powiedzieć? Była w ukrytej kamerze? I czy powinna się zapaść pod ziemię, że właśnie stała tu w samym ręczniku ledwie zakrywającym pośladki, a przy okazji nie potrafiła z siebie wydusić ani słowa?


Arvel Cadwalader

You've got a girl at home

: śr lip 22, 2026 12:30 am
autor: Arvel Cadwalader
To był jeden z tych dłuższych dni. Jak obiecał Darcy próbował zawalczyć o swoją odznakę, co oczywiście nie było takie proste. O czym z resztą też jej powiedział. Od rana miał spotkania z prawnikami, później jeszcze ze związkami zawodowymi. Próbował się dowiedzieć co tak naprawdę na niego mają oraz jak może sprawić by niektóre z ich dowodów po prostu zniknęły. Nie byłby to pierwszy raz w jego karierze kiedy jakieś dowody muszą zginąć. Zapewnił też przy okazji kilka ze swoich kontaktów, że cokolwiek dzieje się w jego robocie nie będzie miało większego wpływu na ich przeszłość. Arvel nie był stworzony do tej całej biurokracji. To naprawdę męczyło go bardziej niż dwie zmiany jedna po drugiej na jakichś nockach. Nawet nie zorientował się kiedy zrobiło się tak późno. Jedyne co chciał zrobić to po prostu wrócić do domu.
Miał nadzieję, że zastanie tam Darcy. Bez niej to był tylko loft. Powrót do apartamentu w którym czekała jego kobieta był powrotem do domu. Nie musiała być żadną panią domu. Nie oczekiwał, że będzie dla niego gotować, sprzątać czy robić pranie. To nie była ona. To nie było to, czego potrzebował od swojej partnerki. Chciał po prostu jej obecności. Przyjść po ciężkim dniu, wypić z nią kilka drinków, pewnie pójść do łóżka i zasnąć z nią obok siebie. Tylko tyle, a czasami aż tyle. Nie zawsze mógł na to liczyć.
Dlatego otwierając drzwi i słysząc jej głos od samego wejścia nie mógł się nie uśmiechnąć, nawet jeśli miał ciężki dzień. Dokładnie tego potrzebował. Kto nie chce wrócić do domu i zobaczyć swoją kobietę w puchatym, białym ręczniku, z jeszcze mokrymi włosami świeżo po prysznicu? Wyglądała niesamowicie apetycznie.
- Moja idealna kobieta. - uśmiechnął się do niej zadowolony gdy zarzuciła mu ręce na szyję, a jego automatycznie powędrowały do jej bioder - I widzisz, tu się różnimy kochanie... Bo ja myślę tylko o tym żeby wrócić do swojej kobiety i bardzo chętnie ją zaspokoić. - wyszczerzył się do niej zaczepnie wsuwając swoje dłonie pod jej ręcznik i powoli masując swoje ulubione pośladki na świecie.
- Darcy... Nie ma w Tobie nic, co nie jest kuszące. - spojrzał w jej oczy z szerokim, nawet powiedziałby, że całkiem szczęśliwym uśmiechem.
W te kilka minut potrafiła już całkowicie odmienić jego dzień, a raczej sprawić że zapomniał o całym tym bagnie, z którym się użerał. To była jej zasługa, a raczej jej efekt. Kiedy byli razem wszystkie problemy tego świata były jakieś bardziej znośne. Nadal się na nich czaiły, ale powstawała wokół nich swego rodzaju bańka, w której liczyła się tylko ta dwójka i cholernie to doceniał. Chyba dopiero teraz docierało do niego, to co niektórzy widzieli w oddanych relacjach. Wcześniej nie miał takiego komfortu. Powrót do domu niczego nie ułatwiał. W jej wypadku było zupełnie inaczej. Najwyraźniej tak może się czuć zakochana osoba. Zaczynał widzieć w tym coraz więcej pozytywów.
Tym bardziej kiedy wpiła się w jego usta i przeszedł go ten przyjemny dreszcz, za każdym razem gdy to robiła. Zacisnął swoje dłonie mocniej na jej pośladkach. Pogłębił pocałunek i już miał ją brać na ręce, kiedy usłyszał zgrzyt zamka. Instynktownie obrócił się w tamtą stronę wertując liczbę osób, które miały do niego klucze.
- To drugie to już twoje zadanie. - spojrzał na nią przelotnie z zaczepnym uśmiechem - Jesteś jedyną panną, która ma do mnie klucze. - sprostował jeszcze wyjątkowo już jej nie podpuszczając.
Widząc w drzwiach swojego starszego brata nieco zmarszczył brwi. W jego rodzinie nie robiło się raczej niezapowiedzianych wizyt. Zwłaszcza on takich nie robił. Kanada nie jest miejscem, gdzie udaje się na weekendową przygodę. Nie z Walii.
- Derran... Trzeba było zadzwonić. - bardzo ciepłe, braterskie powitanie.
W tym samym momencie przypomniał sobie, że ma w ramionach Darcy, a jego dłonie skutecznie odsłaniały teraz jej pośladki. Może kiedyś nie miał problemu z tym żeby ktoś oglądał ją praktycznie nago. Teraz jednak jest jego kobietą. Więc zabrał swoje dłonie i zaciągnął ręcznik niżej upewniając się, że jednocześnie całkowicie go z niej nie ściągnie.
- Dzwoniłem. Nie odbierałeś. - odpowiedział zrzucając swoją torbę przy drzwiach i jakby dopiero teraz rejestrując obecność Darcy - Musimy porozmawiać. Na Ciebie już pora. - drugą część wypowiedzi kierował do dziewczyny doskonale znając podejście do kobiet swojego brata.
- Nie jesteś u siebie Derran. - Arvel upomniał swojego brata wychodząc przód kroku przed Darcy.
Czasami musiał przypominać swojemu starszemu bratu, że data urodzenia nie robiła z niego od razu szefa. Często o tym zapominał. Przyzwyczajony do swojej pozycji w policji.
- Darcy, to jest Derran. Mój starszy brat. Służbista i dupek. - obrócił się na nią przez ramię z rozbawionym uśmiechem - Dupku, to jest Darcy. Moja kobieta. - wrócił do brata wzrokiem mierząc go ciężkim spojrzeniem.
Na wzmiankę słowa kobieta brew Derrana automatycznie powędrowała do góry. Nieczęsto coś takiego słyszał.

Darcy Bowman

You've got a girl at home

: śr lip 22, 2026 9:48 am
autor: Darcy Bowman
Zaśmiała się i to w głos. Bo daleko jej było do idealnej w każdym tego słowa znaczeniu i była tego brutalnie świadoma, ale jednocześnie… było w tym coś miłego. To, że uważał ją za wystarczająco dobrą wystarczyło, żeby jej skamieniałe serce zabiło odrobinę szybciej, a uśmiech pojawił się na jej twarzy. Taki naprawdę szczery uśmiech, daleki od tego, który nosiła słuchając komplementów od podchmielonych gości klubu. Nawet jeśli on sam zawsze prawił jej sporo komplementów – często niewybrednych – to te w domowym zaciszu, gdy właściwie w żadnym stopniu nie musiał jej już zdobywać, smakowały zupełnie inaczej. Znacznie lepiej.
- Jesteś niemożliwy… – był, zdecydowanie był. Jednocześnie wiedziała, że seks był ważny w tej relacji, bo w końcu od niego się zaczęła. Prawdopodobnie nie byłoby ich tu dzisiaj, gdyby wtedy jako ta dwudziestoparolatka nie była w stanie dać mu tego, czego oczekiwał od dziewczyny w łóżku. Znalazłby sobie inną, ich znajomość zostałaby na stopie zawodowe, albo nawet i to nie… i czasami nadal się nad tym zastanawiała. Czy bez seksu nadal by ją kochał? Czy nadal byłaby idealna? Zastanawiała się, ale nie chciała sprawdzać… na całe szczęście lubiła seks wystarczająco mocno, żeby być w stanie go zaspokoić. A poza tym, ugh… naprawdę trudno byłoby mu odmówić!
Więc gdy mocniej zacisnął palce na jej pośladkach – tylko mocniej do niego przylgnęła i jeszcze zachłanniej poszła w ten pocałunek. Odbierał jej zdolność logicznego myślenia, robił jej papkę z mózgu… i wcale nie chciała być tak brutalnie ściągana na ziemię.
Derran. Wiedziała, że Arvel miał brata, ale nigdy o niego nie wypytywała. Generalnie nie wypytywała o jego rodzinę, żeby piłeczka nie została odbita, bo ona o swojej własnej nie lubiła rozmawiać. Nie spodziewała się też, że tak szybko przyjdzie jej poznać jakiegokolwiek członka jego rodziny… i czy ją to przeraziło? Oczywiście. Nie była dziewczyną, którą łatwo było przedstawić rodzinie. Podejrzewała też, że Cadwalader nie zdążył się nią w żaden sposób pochwalić, więc żadne z nich nie wiedziało o jej istnieniu. Jednocześnie ściągnęła mocniej brwi, gdy mężczyzna zwrócił się do niej w sposób, którego również się nie spodziewała.
Służbista i dupek wiele jej powiedziało i przy okazji wywołało lekkie drżenie jej warg – Kto by przypuszczał, że trafiłam na tego przyjemniejszego Cadwaladera… – prychnęła cicho, ale jednak była w tym odrobina rozbawienia, bo nikt o zdrowych zmysłach nie nazwałby Arvela przyjemnym w pierwszym odbiorze – I powiedziałabym, że miło poznać, ale sama nie wiem. – trzymając swój ręcznik tak, żeby nie spadł zrobiła krok w kierunku mężczyzny. Nie potrzebowała, żeby Arvel ich odgradzał. Nie miała powodu się go w żaden sposób obawiać. Zresztą w pewien sposób nawet się z nim zgadzała…. – Ale twój brat ma rację. – spojrzała na Arvela, uśmiechając się pod nosem – Zostawię was. Nikt bez powodu nie składa takich wizyt bez zapowiedzi. – to nie była godzinna wycieczka samochodem, żeby wpaść przy okazji. Zresztą samo „musimy porozmawiać” mężczyzny przyprawiło ją o dreszcze. Sięgnęła do policzka mężczyzny, żeby skierować jego twarz na siebie i móc sięgnąć jego warg. Pocałowała go. I czy zrobiła to, żeby zagrać na nosie mężczyzny, który od razu skategoryzował ją jako dziewczynę na jedną noc? Czy było to więc małe przedstawienie? Być może… wrodzona przekora nie pozwalała jej na nic innego. Tym bardziej, że czuła na sobie męskie spojrzenie. I to dlatego, gdy odkleiła się od Arvela ruszyła w kierunku schodów w swoim popisowym stylu... tak, żeby nie mógł oderwać od niej oczu.


Arvel Cadwalader

You've got a girl at home

: śr lip 22, 2026 9:06 pm
autor: Arvel Cadwalader
Taką właśnie chciał ją widzieć. Uśmiechniętą, szczęśliwą. Zamierzał przypisać sobie tutaj trochę zasług. Dopiero mu powiedziała, że miała dość długi, a może nawet ciężki dzień, a tutaj popatrzmy. Minęło zaledwie kilkanaście minut, a ona już śmieje się dla niego w głos i uśmiecha w ten sposób, którego wierzył, że zazwyczaj nie widzą inni faceci. Ten uśmiech był tylko dla niego.
A to, że był niemożliwy? Oczywiście, że tak. Żadne z nich chyba nie zamierzało ukrywać faktu, że seks w ich relacji był bardzo ważny. Pewnie nie mógłby być z kimś, kto tego seksu nie lubił albo wystarczało jej zrobienie tego raz w tygodniu. Dlatego to, co miał z Darcy, tak dobrze działało. Mieli równie wysokie libido. Mieli na siebie ochotę w każdym momencie i w każdej konfiguracji. Arvel brał pod uwagę fakt, że kiedyś pewnie się zestarzeją i trochę im się wtedy odechce, lecz to było dla niego powodem by używać życia właśnie teraz. Robić to najlepiej kilka razy dziennie. Żeby było później co wspominać, a nie narzekać, że mogliśmy kochać się częściej. Więc tak, chętnie zaciskał swoje dłonie mocniej na jej pośladkach, pogłębiał ten pocałunek i był dosłownie sekundy od wrzucenia jej na kuchenny blat gdy ktoś dość mocno popsuł im atmosferę.
Nie wiedział jak Darcy zareaguje na spotkanie kogoś z jego rodziny. Derran był jego starszym bratem. Był służbistą i dupkiem, to prawda, jednak mimo to był kimś, kto do pewnego momentu w jego życiu był dla niego autorytetem. Jednym z tych powodów, dla których wstąpił do policji. Jego podejście do służby stało się skrajnie różne od Derrana. Nie byli najlepszymi przyjaciółmi, lecz to nadal był jego brat.
To jak Darcy odnalazła się w roli jego kobiety przyniosło szczerze rozbawiony uśmiech na jego usta. Patrzył jak była klubowa tancerka wymieniała właśnie uprzejmości z komendantem Walijskiej policji i ta ironia naprawdę go bawiła. Podobało mu się, że pozostała sobą. Nawet wyszła przed niego nie dając się zastraszyć, a powiedźmy sobie szczerze Derran nie miał najprzyjemniejszej... aury? Tak to teraz nazywają?
- Zaczekam na Ciebie z poważnymi tematami. Powinnaś usłyszeć co Derran ma nam do powiedzenia. - powiedział właściwie w jej usta przedłużając nieco ich pocałunek.
Obiecał jej przecież, że będzie się z nią dzielił swoim życiem. Skoro była jego kobietą miała prawo wiedzieć, co się dzieje z pierwszej ręki. Odprowadził ją wzrokiem na schody uśmiechając się jeszcze szerzej widząc jak kręci biodrami. Chyba powinien być obrażony, bo dla niego robiła to coraz rzadziej.
- Hej, oczy tutaj. - upomniał brata z rozbawionym uśmiechem zapraszając go do kuchni.
Nalał mu drinka, wymienił z nim kilka mniejszych braterskich uprzejmości gadając o jakichś pierdołach i czekając aż Darcy do nich wróci. Siedzieli właśnie przy kuchennej wyspie trochę sobie docinając.
- W takim razie, co Cię sprowadza na tę stronę sadzawki? Bo nie tęsknota za moim poczuciem humoru. - zapytał w końcu brata nachylając się do Darcy by pocałować ją w policzek kiedy znalazła się w jego najbliższej okolicy.
- Może nie musiałbym przylatywać gdybyś odbierał telefon... - oczywiście, że musiał być zgryźliwy - Chodzi o mamę. Nie chciała żebym Ci cokolwiek mówił, ale choruje. Ostatnio coraz mocniej. - dawno go takiego nie widział, zmartwionego.
Arvel zmarszczył brwi ściskając swoją szklankę trochę mocniej.
- Jak poważnie? Na co choruje? - domagał się od razu odpowiedzi.
- Nie wiemy, nie chce nam powiedzieć. Mówi, że jest okej, ale nie jest. Widzimy to i jeśli ktoś ma to z niej w końcu wyciągnąć to Ty. - ostatnie słowo zaakcentował z pewną niechęcią.
Arvel po prostu westchnął zaczesując włosy do tyłu czując się jakby właśnie dostał w wątrobę. Miał nadzieję, że jego problemy są tylko tutaj, lecz najwyraźniej stare powodzenie mówi, że kiedy pada to leje. Walijska pogoda domagała się swojego rodaka.

Darcy Bowman

You've got a girl at home

: czw lip 23, 2026 9:10 am
autor: Darcy Bowman
Derran nie był pierwszą i pewnie nie był też ostatnią osobą z nieprzyjemną aurą, którą Darcy spotkała w swoim życiu. Do tego był bratem Arvela, więc nawet jeśli był gburem (bo to, że był służbistą chwilowo nie miało dla niej większego znaczenia, bo nie rozmawiali w żadnym stopniu o interesach) to jednocześnie najgorsze, co mogło się stać to mógł jej nie polubić. Nawet jeśli z jednej strony chciałaby, żeby rodzina Arvela ją polubiła to jednocześnie… jakoś by sobie z tym poradziła. Zresztą to on zaczął! Ona po prostu nie została mu dłużna i jej przekorna natura wzięła górę. Zresztą poczuła odrobinę satysfakcji, gdy Cadwalader musiał go upomnieć… bo to znaczyło, że jej małe przedstawienie zadziałało. Uśmiechnęła się pod nosem, gdy wchodziła po schodach, ale nawet się do nich nie odwróciła.
Jakaś część jej chciała się też po prostu ewakuować… może ta krótka myśl przed klubem była przeczuciem? Gdyby pojechała do siebie – nie znalazłaby się w tej sytuacji. I teoretycznie mogła się po prostu ubrać, pożegnać i zapewnić Arvela, że zdzwonią się od rana, ale… chciał, żeby została. Chciał, żeby była zaangażowana w sprawy jego rodziny, chociaż to w najmniejszym stopniu nie była jej sprawa. Wymusiła na nim obietnicę szczerości, a on tej obietnicy zamierzał dotrzymać, więc musiała wyłączyć głos dawnej siebie. Po prostu się ubrała i był to najbardziej pospolity outfit z najbardziej pospolitych outfitów, bo były to po prostu jeansy i czarna koszulka… no i zeszła na dół. Dołączyła do Arvela i Derrana przy kuchennej wyspie.
Uśmiechnęła się, gdy wargi Cadwaladera przylgnęły do jej policzka, ale wzrok skupiła na mężczyźnie po drugiej stronie blatu. Obserwowała go uważnie i trochę czujnie, jakby chciała rozszyfrować, co naprawdę go tu sprowadzało. Nie przerywała im. Jednak poczuła nieprzyjemne ukłucie na wysokości mostka, gdy okazało się, że chodzi o ich matkę. Ona sama nie miała pojęcia, co działo się z jej rodzicielka, ale wiedziała, że dla większości ludzi na świecie choroby rodziców… robią wrażenie. Jej dłoń automatycznie powędrowała do męskiego uda – tego Arvela oczywiście – i lekko ją ścisnęła, tak jakby chciała mu w ten sposób dodać otuchy. Bo tego właśnie chciała.
- Więc przyleciałeś ponad pięć tysięcy kilometrów, bo nie mogłeś się dodzwonić? Nie próbowałeś nie wiem… do znajomych? Do wydziału? – nawet jeśli już nie za bardzo w nim bywał to Darcy szczerze wątpiła, żeby mężczyzna o tym wiedział, a przy okazji wierzyła, że ktoś tam powiadomiłby Arvela – Wysłać maila? – skontaktować się jakkolwiek bez ośmiogodzinnej podróży samolotem – Bo rozumiem, że przyleciałeś, żeby go po prostu zabrać do domu? – kącik ust drgnął jej lekko w rozbawieniu, bo tak to trochę wyglądało… osiem godzin w samolocie, żeby wziąć gówniarza za szmaty i zabrać w rodzinne strony – Bo pojedziesz, prawda? – przeniosła spojrzenie na Arvela, ale w jej pytaniu tak naprawdę nie było wiele pytania… wiedziała, że poleci. Jednocześnie nieprzyjemny dreszcz przemknął wzdłuż jej kręgosłupa, gdy zdała sobie sprawę, że ze swoimi problemami – opuszczając kraj mógłby mieć problemy z powrotem. Nie chciała jednak czarnowidzić – Obiecuję, że będę podlewać kwiatki i odbierać pocztę, więc niczym nie musisz się to przejmować. – dodała, uśmiechając się do niego ładnie, bo naprawdę nie chciała, żeby martwić się czymkolwiek, co zostanie w Toronto. Czasami życie zmuszało do podejmowania wyborów… i w tym momencie najważniejsze było, żeby skupił się na rodzinie.


Arvel Cadwalader

You've got a girl at home

: czw lip 23, 2026 11:58 am
autor: Arvel Cadwalader
Darcy mogła zapierać się nogami i rękami przed poważną relacją. Twierdzić, że do takiej się nie nadaje czy takiej nie chce. Jednak zaskakująco szybko odnalazła się w roli jego kobiety gdy w ich przestrzeni pojawił się ktoś nieznajomy. Ktoś, kto nie był dla żadnego z nich do końca przyjemny. Mogła też nie chcieć przyznać, że rzeczywiście u niego mieszka, lecz jej słowa oraz czyny mówiły zupełnie co innego. Najwyraźniej czuła się u niego na tyle u siebie żeby stawać na przeciw jego bratu, który przecież był jego rodziną i gdyby nic ich nie łączyło mógłby się czuć tutaj bardziej u siebie niż ona. Arvel dość szybko wychwytywał takie rzeczy. Musiał jako detektyw i wszystkie z nich wywoływały pewien prywatny uśmiech na jego twarzy. Oczywiście, że przyjemnie było zobaczyć jak jego kobieta zaczyna się rzeczywiście taką czuć. Nie tylko kiedy zrzucają z siebie ubrania.
Nie zamierzał mieć przed nią więcej sekretów, jeśli nie musiał. Dlatego czekali aż zejdzie na dół. Gdzieś tam spodziewał się, że celowo ubierze coś nieco bardziej skąpego, ale jak dobrze wiedziała w tej pospolitej wersji też mu się podobała. Czasami nawet bardziej. To już jednak pewne jego urojenia. W końcu bycie w relacji działało na obie jej strony.
Kiedy położyła dłoń na jego udzie wyjątkowo nie czuł tej samej ekscytacji, co zazwyczaj. Ciało miało swoje przyzwyczajenia, lecz atmosfera niekoniecznie należała do tych, gdzie chciał ją brać na blacie. Zanotował sobie jednak jej wsparcie kładąc swoją dłoń na jej, również lekko ją ściskając.
- Wnioskując po tym jak na Ciebie patrzy i jak na mnie furka znacie się trochę lepiej niż przypuszczałem. - odpowiedział jej z pewnym przekąsem - Widziałaś kiedyś żeby Ar przeglądał maile? - spojrzał na nią dość wymownie, a sam najbardziej zainteresowany nie mógł się powstrzymać od przeciągłego spojrzenia w jej stronę jakby chciał powiedzieć - sama w to wpadłaś.
- Mamy też umowę, że trzymamy swoje życie prywatne z dala od zawodowego. Zwłaszcza w jego przypadku. - nie próbował nawet ukryć pewnego zniesmaczenia postawą swojego młodszego brata - Zabrać to dużo powiedziane. Ar zawsze robił to co chciał. - już na pierwszy rzut oka było widać, że między braćmi nie układało się najlepiej i było tu wiele historii do wykopania, której Darcy nie była jeszcze świadoma.
Arvel spojrzał przez chwilę pomiędzy Derranem a Darcy. Wiedział, że nie jest to najlepszy moment, żeby opuszczać kraj, lecz nie zamierzał tego przyznawać przed swoim starszym bratem. Nie zamierzał słuchać kolejnego wykładu czy użerać się z jego krzywymi spojrzeniami. Jednak to była jego mama. Rodzeństwo mogło za tym nie przepadać, ale z jakiegoś powodu był jej ulubieńcem. Łobuzy chyba tak mają.
- Muszę to przegadać w pracy. - spojrzał na nią znacząco, wiedziała o czym mówił - Wzięłabyś pod uwagę pojechanie ze mną? - przechylił lekko głowę patrząc w jej tęczówki czując na sobie oceniający wzrok swojego brata.
Ten czuł już wiele razy, nie robił na nim większego wrażenia. Na pewno były lepsze okazje na poznanie swojej rodziny, ale skoro i tak musiał wyjechać... Chciał ją mieć ze sobą. Nigdy nie rozmawiali zbyt dużo o swoich rodzinach, ale również nigdy nie sądzili, że będą w faktycznej relacji. Powiedział jej już, że ją kocha, dzielił się swoim życiem, to była jego część. Ta, którą dość dobrze ukrywał. Wiedział, że prosi o wiele i zrozumiałby gdyby odmówiła, jednak musiał zapytać.

Darcy Bowman

You've got a girl at home

: czw lip 23, 2026 2:44 pm
autor: Darcy Bowman
Mogła… jasne, że mogła wybrać najkrótszą z najkrótszych sukienek, które zostawiła w szafie Arvela. Tylko po co? Żeby pokazać, że jest dokładnie tą, o bycie którą została posądzona na samym wejściu. Nawet jeśli jej samej trudno było czasami uwierzyć, że ma do zaoferowania coś więcej niż ładne ciało i dużo chęci do rozkładania przed nim nóg to… to tak, chyba miała. Zdążyła się zorientować, że lubił ją niezależnie od wydania. A przy odrobinie szczęścia może jego brat w jakimś stopniu zmieni o niej zdanie. Nie zamierzała się o to prosić, ale jej bardzo codzienne wydanie miało mniej więcej właśnie tą codzienność sugerować. Nie ściągnął jej tu prosto z baru i pod wpływem alkoholu.
W jej geście również nie było ani grama podtekstu seksualnego. Gdy poczuła jego dłoń na swojej, odwróciła ją i pozwoliła, żeby ich palce się ze sobą splotły. Nie byli parą, która chodziło po mieście za rączki, Darcy generalnie tego nie robiła, ale w tym konkretnym momencie… właśnie tego chciała. Dla niego. I dla siebie, żeby uwierzyć, że była w stanie dać mu jakiekolwiek wsparcie. Ich splecione pod blatem dłonie pewnie nawet umknęły uwadze Derrana, ale to dobrze – trochę też o to chodziło.
- Fair enough – przyznała, a kącik jej ust drgnął nawet w lekkim rozbawieniu. Chociaż jeśli miałaby być tak całkiem szczera… to Cadwalader generalnie nawet z telefonu rzadko korzystał w jej obecności. Zazwyczaj miał zajęte ręce… ale na szczęście zdążyła się ugryźć w język zanim coś takiego wypaliła – Ale ode mnie zawsze odbierał, więc nie musiałam próbować. – dodała przekornie, ale nawet nie kłamała. To, że tutaj siedzieli było tego doskonałym dowodem. Odebrał nawet, gdy ich relacja już dawno przestała mieć dawny charakter, rozmyła się gdzieś w powietrzu i równie dobrze mógł zapomnieć o dziewczynie, z którą sypiał, gdy była jeszcze striptizerką. Ale odebrał! – No i mam klucze od jego mieszkania… – zaczęła, ale nie pozwoliła mu się wtrącić, bo już widziała jak otwierał usta, żeby pewnie dodać, że przecież właśnie tak tu wszedł! – I mieszkam zaledwie w innej dzielnicy, a nie na innym kontynencie. – prawdę powiedziawszy to mieszkała dokładnie w tym samym mieszkaniu, w którym mieszkał Arvel i w żadnym stopniu nie potrzebowała się do niego dobijać – I może zawsze robił, co chciał, ale jednak przyleciałeś… więc liczyłeś na odrobinę zdrowego rozsądku. I coś mi mówi, że bilety na lot powrotny do Cardiff masz dwa. – strzelała, oczywiście, że strzelała. Ale znała Cadwaladera i nawet jeśli ta dwójka twierdziła, że się od siebie różni to… pewne rzeczy podejrzewała, że się nie zmieniają. Lubią stawiać na swoim. I nikt przy zdrowych zmysłach nie pokonuje takiej odległości, żeby przeprowadzić jedną rozmowę i wrócić do domu. Zależało mu na matce. Jednemu i drugiemu na niej zależało. Więc nawet jeśli Arvel jeszcze nie podjął decyzji to przeczucie jej mówiło, że Derran osiągnie swój cel. Wrócą do Cardiff razem.
A ona? Słysząc pytanie Arvela spojrzała na niego zaskoczona i przez moment wpatrywała się w jego twarz odrobinę zbita z tropu, bo…
- Ja? – nie, święty Mikołaj, naprawdę - Wiesz, że bym wzięła. – pod uwagę by wzięła, ale jednocześnie doskonale wiedziała, że to bardzo zły pomysł – Ale to nie jest dobry pomysł. – nie dlatego, że nie chciała z nim lecieć albo bała się poznać jeszcze kogoś z jego rodziny – Polecisz tam, żeby skupić się na swojej rodzinie, a nie na dziewczynie. Chcesz pomóc mamie, a nie przyprawić ją o zawał, że znowu zadajesz się z nieodpowiednią kobietą i nie potrafisz sobie znaleźć kogoś miłego i dobrego. – zażartowała, uśmiechając się do niego ładnie, bo nie chciała, żeby ją źle zrozumiał. Nie chciała, żeby pomyślał, że nie chce mu towarzyszyć… po prostu któreś z nich musiało być mądrzejsze! Żeby on na miejscu mógł myśleć głową, a nie zawartością bokserek – Możemy się umówić, że jeśli coś by się przedłużyło, jeśli chciałbyś tam zostać… – dodała, chociaż miała nadzieję, że rodzinne strony jednak nie zawrócą mu w głowie, że zrealizuje swój plan z ucieczką. Myślała raczej o „zostać trochę dłużej” niż „zostać tam na stałe” – Przylecę. - i sama nie mogła uwierzyć, że naprawdę chciała to zrobić.



Arvel Cadwalader

You've got a girl at home

: pt lip 24, 2026 2:51 pm
autor: Arvel Cadwalader
Splótł swoje palce z jej w tym dość nietypowym dla nich geście. Może nie tyle dla nich, co zdecydowanie dla niej. Kiedyś używała jego dłoni tylko do celów seksualnych, teraz gdy robiła to również by okazać mu swoje wsparcie? To wielki przeskok w jej podejściu do tej relacji. Gdyby temat, który to spowodował nie był tak poważny pewnie Arvel trochę by się z tego ponabijał, lecz raz na jakiś czas miał to wyczucie momentu. Wiedział kiedy nie był czas ani miejsce i bynajmniej obecność jego brata nic dla niego nie zmieniała.
Za to najwyraźniej zmieniała wiele rzeczy dla Darcy ponieważ w jego odczuciu właśnie znaczyła swój teren. Tutaj już nie był w stanie całkowicie powstrzymać się od cichego chichotu, który za chwilę próbował przykryć jakimś kaszlnięciem. Spodziewałby się, że jeśli kiedyś do tego dojdzie to dlatego, że jakaś młoda laska będzie chciała się do niego dobrać, ale nie. Wystarczył jego starszy brat by Bowman stała się zadziwiająco posesywna. A, że takie pokazówki zawsze dobrze na niego działały, tak tylko jej się przyglądał z coraz szerszym uśmiechem. Robiła to całkiem taktownie. Na tyle, że Derran na razie starał się jej nie wchodzić w drogę. Jedynie spojrzał na Arvela wyczekująco jakby miał coś z tym zrobić, a on oczywiście nie zamierzał. Gdzież by śmiał uciszać swoją kobietę. Taka mu się właśnie podobała. I może być pewna, że tego już jej nie odpuści i będą wracać do tej rozmowy wielokrotnie.
- Nie mam. Nie zamierzam za niego płacić. Nigdy bym nie zobaczył tych pieniędzy. - pokręcił głową, a sam Arvel mógł tylko wzruszyć ramionami.
Jego brat zawsze był wręcz do bólu pragmatyczny, ale miał rację. Pewnie nigdy nie oddałby mu tych pieniędzy tylko żeby go wkurzyć. Zachowanie Derrana nie było w ogóle bezpodstawne. Znał swojego młodszego brata i wszystko, na co było go stać.
Arvel patrzył na nią dość wyczekująco bo tak, chciał żeby poleciała tam z nim. Potrafiła go wesprzeć i sprowadzić na ziemię kiedy zaczynał panikować. Nie zdarzało się to często, lecz gdy już występowało chciał mieć ją u swojego boku. Jeśli jej tam nie będzie, nie będzie nikogo z kim mógłby porozmawiać. Nie tak otwarcie.
Dlatego gdy mu odmówiła nie ukrywał pewnego rozczarowania. Nie był urażony. Rozumiał czym może się kierować i zrzucenie na nią takiej propozycji znikąd nie musiało się wiązać z odpowiedzią twierdzącą. Niemniej liczył na coś innego.
- Jesteś dla mnie miła i dobra. - uśmiechnął się do niej lekko - Dla niego nie musisz. - skinął na swojego brata, który postanowił w tym momencie skończyć swojego drinka i przejść do salonu dając im namiastkę prywatności na otwartym planie jego loftu - Ale rozumiem. Masz tu klub i inne zobowiązania, nie mogę oczekiwać, że tak na pstryknięcie gdzieś ze mną wyjedziesz. Zwłaszcza tak daleko. - spojrzał na nią chowając uczucia do kieszeni, jak często to robił - Chociaż twoja strata. Jak będę opowiadać o Tobie mamie nie będziesz miała jak się wybronić. - uśmiechnął się do niej puszczając do niej oczko powoli wyswobadzając swoją dłoń z jej i zsuwając się ze stołka.
- Postaram się nie zostać tam zbyt długo. Szybko wyciągnę od mamy na co choruje. Mam swoje sposoby. - uśmiechnął się sięgając po butelkę i oferując jej kolejnego drinka.

Darcy Bowman

You've got a girl at home

: pt lip 24, 2026 8:05 pm
autor: Darcy Bowman
Prawda była taka, że gdyby zaczął inaczej… gdyby na samym wstępie nie odezwał się do niej tak jak odezwał, czyli traktując trochę jak powietrze, a trochę jak przeszkadzającego w poważnej rozmowie robaka… pewnie byłaby inna. Na pewno nie byłaby złośliwa i nie próbowałaby w każdym możliwym momencie udowodnić, że dużo większą rolę. Wszedł jej na ambicję, co zrobić! Czy miała tego później pożałować, bo Arvel będzie jej to przez następne tygodnie wypominał i dobrze się przy tym bawił? No trudno! Jeśli w jakiś sposób poprawiło mu to humor – to nawet lepiej! Tym bardziej, że przy okazji nie mógł jej zarzucić, że potraktowała jego starszego brata źle, bo koniec końców nawet nie używała niecenzuralnego słownictwa! Było złośliwie kulturalna i kulturalnie złośliwa.
Prychnęła słysząc o zwracaniu za bilety, ale nie skomentowała tego. Przepiła jedynie łykiem swojego drinka. Tego nie wzięła pod uwagę! Nie przewidziała tego, że mężczyzna pokonał ponad pięć tysięcy kilometrów, żeby ściągnąć brata do domu, gdy ich matka tego potrzebowała, ale pożałował paru stówek na bilet. Kilku tysięcy? Szczerze mówiąc nie miała pojęcia ile mogły kosztować bilety lotnicze, ale przez ostatnie lata przywykła do stanu rzeczy, gdy nie musiała się nad takimi rzeczami przejmować. Człowiek się bardzo szybko przyzwyczaja do dobrego, a pełne konto po wielu latach, gdy ledwie wiązała koniec z końcem – było bardzo dobre. Więc sama podróż nie była problematyczna… ani pod względem czasu ani kosztów. Po prostu każdą jedną komórką swojego ciała czuła, że to nie jest dobry pomysł. Więc jego rozczarowanie… z jednej strony mogła się spodziewać, a z drugiej – trochę ją zawiodło. Bo naprawdę tego nie widział?
- Dla ciebie może tak… ale biorąc pod uwagę wszystko to były raczej niewielkie szanse, że ktoś jeszcze tak pomyśli. Nie jestem materiałem na partnerkę, której chce matka dla swojego ulubionego syna i oboje dobrze o tym wiemy. – uśmiechnęła się pod nosem, ale dobrze wiedział, że taka była prawda. Kiedyś już nawet o tym rozmawiali. Co miałby im powiedzieć? Że była striptizerką, gdy się poznali? On zdradzał wtedy z nią swoją narzeczoną, ona łamała wszystkie zasady klubu, który należał do niebezpiecznego mężczyzny, za którego później wyszła. No idealna opowiastka przy rodzinnej kolacji! Mogli też nie mówić nic, ale czy to nie budziłoby tylko więcej podejrzeń? Bo kłamstwa nie brała pod uwagę. Znała swoje słabe strony… i wiedziała, że nie ma szans na udawanie dziewczyny z dobrego domu.
- Klub nie jest żadnym problemem, odległość również. Mało tego… naprawdę chciałabym, żebyś pokazał mi te okolice, ale to nie są dobre okoliczności. Twoja rodzina cię potrzebuje. Twój brat przyleciał tylko po to, żeby ci to powiedzieć. Obcy w tej układance mógłby tylko wszystko popsuć. Nie złość się na mnie… bo widzę to. Widzę, że jesteś zły. – gdy zaoferował jej drinka tylko pokręciła głową i odsunęła butelkę. Nie chciała pić. Zamiast tego uparcie się w niego wpatrywała i miała nadzieję, że dojdą w tej kwestii do porozumienia. Faktycznego porozumienia. To miałoby być ich pierwsze spięcie od kiedy ich relacja ewoluowała i nabierała bardziej oczywistych kształtów? – Powinnam wrócić do siebie. Macie na pewno sporo do przedyskutowania. – dodała ciszej, przenosząc wzrok na krótką chwilę na salon, gdzie Derran właśnie w bezpiecznej (od nich) odległości rozmawiał z kimś przez telefon. On też tu nikogo za sobą nie przyciągnął!



Arvel Cadwalader

You've got a girl at home

: sob lip 25, 2026 9:07 pm
autor: Arvel Cadwalader
- Nie znasz mojej mamy Darcy. - upomniał ją łagodnie z lekkim uśmiechem, który miał jej pokazać, że nie próbuje się z nią kłócić. - Jak na żonę policjanta potrafi być naprawdę wyrozumiała. Inaczej nie byłbym ulubionym syneczkiem. - wzruszył ramionami z rozbawionym uśmiechem.
To nie miał być dla nich powód do kłótni. Arvel już wcześniej myślał o tym, że kiedyś przyjdzie ten moment, w którym pozna jego rodziców. Jego rodzinę. Pewnie wybrałby lepszy moment na poznanie swojego starszego brata bo do tego gbura trzeba się trochę przyzwyczaić, podobnie jak do jego ojca, aczkolwiek reszta rodziny... Była bardziej wyrozumiała niż mogłaby przypuszczać. Młodszy Cadwalader potrafił być dość lekkomyślny i porywczy, aczkolwiek nie powiedziałby jej, że ją kocha, gdyby nie myślał o ich relacji na poważnie. Na poważnie w tym momencie nie znaczyło jeszcze małżeństwa, ale poznanie rodziny było gdzieś zapisane dla nich w znakach. Nawet zagajał ją już o wyjazd do Walii. Ten po prostu napatoczył się prędzej niż oboje się tego spodziewali.
- Nie jestem zły Darcy. - pokręcił głową i oparł się o kuchenny blat za sobą unosząc na nią wzrok - Chyba bardziej trochę rozczarowany. Sam nie wiem, ciężko to nazwać. Po prostu chciałem żebyś się zgodziła. - wzruszył lekko ramionami nie ukrywając dalej tego, że tak, nie wszystko było do końca w porządku.
Oczywiście, lepiej byłoby gdyby przyjechali po prostu w odwiedziny, gdy może będzie trochę mniej zajęty. Jakieś święta, czyjeś urodziny, może byłoby wesele po tamtej stronie sadzawki? Pod tym względem miała trochę racji. Jednak to nie było wszystko. Przelotnie spojrzał tylko na brata krążącego po jego salonie rozmawiającego przez telefon. Przynajmniej nie musiał słuchać ich małej sprzeczki, za co był wdzięczny. Może nie potrzebował jego aprobaty, ale nie lubił prać przy nim swoich brudów.
- Ale wiesz, że twoja przeszłość się nie zmieni? Niezależnie od terminu czy okoliczności jakie wybierzemy. To się nie zmieni. - powiedział spokojnie podchodząc nieco bliżej nie odrywając od niej wzroku - Jesteś jedyną osobą, z którą mógłbym tam szczerze porozmawiać. Jedyną, która wie wszystko o moim życiu. Dlatego twoja obecność by mi pomogła, a nie przeszkadzała. - bardzo bezpośrednio i szczerze jak na niego, ale to sobie obiecali. A raczej on jej.
- Nie wiem co czeka na mnie po drugiej stronie, ale widziałaś mnie ostatnim razem, jak wszystko zaczęło mi się walić. Po kogo przyjechałem? - spojrzał na nią z wymownym uśmiechem obracając ją na stołku do siebie i wciskając się między jej uda - A jeśli i tak masz zamiar mnie z tym wszystkim zostawić samego to może chociaż spędź ze mną noc zanim wyjadę? - tu już dało się wyczuć w jego głosie odrobinę wyrzutu, lecz jego tęczówki mówiły, że jest to pół żartem, pół serio.

Darcy Bowman