You've got a girl at home
: wt lip 21, 2026 6:27 pm
To był długi dzień. Jeden z tych naprawdę długich, gdy właściwie jedyne, o czym się marzy to, żeby paść twarzą w poduszkę i nie wstawać przez następny tydzień. No a przynajmniej dobrych kilka godzin zanim nie zadzwoni budzik i wszystko będzie trzeba zacząć od nowa. Wsiadając za kierownicę zastanawiała się, czy lepszym pomysłem nie byłoby pojechać do siebie, ale bardzo szybko porzuciła ten pomysł. Bo poza ciszą i wygodnym łóżkiem chyba chciała czegoś jeszcze. Dużo lepiej spała, gdy Arvel był obok i wcale nie chodziło w tym wszystkim o seks. Może chodziło o poczucie bezpieczeństwa? Nie musiała być cały czas w stanie stand by, nie musiała się obawiać każdego hałasu dobiegającego zza okna i chociaż mieszkając w jego lofcie wcale nie była u siebie to jednocześnie nie towarzyszyło jej ciągłe uczucie obecności Daniela. Przez ten czas spędzony u Cadwaladera i z nim nie czuła się jak oszustka, która nie miała prawa do tego wszystkiego, co miała.
Więc wybór drogi ostatecznie okazał się być prosty, a ta wątpliwość trwała zaledwie ułamek sekundy. Co prawda zmartwiło ją, że nikogo nie było w mieszkaniu, bo jednak zdążyło zrobić się późno, a przez jego ostatnie problemy zaczynała popadać w paranoję. Nie przywykła, żeby się o kogoś martwić. Dała więc tylko sobie mentalnie przez głowę, ostatni raz zerknęła na wyświetlacz telefonu – dalej żadnej wiadomości – i po prostu poszła do łazienki, żeby zmyć z siebie cały ten dzień. Długi i gorący prysznic był jej chyba tak samo potrzebny jak tych kilka godzin w łóżku, bo w rezultacie poczuła się po nim całkiem lepiej. Właściwie… nawet trochę odżyła.
Z ciągle wilgotnymi włosami, owinięta samym ręcznikiem wróciła do części dziennej loftu. Zajrzała do lodówki, ale tylko zmarszczyła śmiesznie nos, gdy nie znalazła w niej nic satysfakcjonującego. Pani domu była z niej żadna, a i z Arvela nieszczególny kucharz, więc dużo częściej jadali na mieście lub coś zamawiali i trudno było chociażby o resztki kolacji z poprzedniego dnia. No nic. Zamiast tego sięgnęła po szklankę z grubym dnem i nalała sobie drinka…
- Fantastyczne wyczucie czasu, Cadwalader. Może nie czekam z kolacją, ale drinkiem… już prędzej. – skwitowała, widząc mężczyznę wchodzącego do środka. Wyglądał jakby miał równie długi dzień, co ona. Oczywiście, że to również ją zmartwiło, ale zdążyła się ugryźć w język zanim cokolwiek powiedziała i jakkolwiek dała to po sobie poznać. Przeszła zza kuchennej wyspy, żeby wyjść mu naprzeciw, żeby mogła zarzucić łapska na męski kark, przysunąć się i sięgnąć jego ust, chociaż jeszcze go nie pocałowała – Zaproponowałabym na kolację same nieprzyzwoite rzeczy, ale wyglądasz jak ja, gdy wychodziłam z klubu… więc jakbym moim największym marzeniem było nieprzerwane osiem godzin snu. – kącik ust drgnął jej w rozbawieniu, bo cóż… swoim głupim gadaniem trochę chciała poprawić mu humor. Znaczy… na dobrą sprawę nawet nie wiedziała, czy miał parszywy nastrój – oceniała po tym, co zobaczyła w pierwszym momencie – Pomógł mi prysznic, więc… moja propozycja wygląda tak. – zaczęła, nie spuszczając z niego wzroku i nie przestając się uśmiechać – Ty tam skoczysz, a ja zamówię chińszczyznę. Nie powinniśmy na nią długo czekać. Do tego drink i d o p i e r o osiem godzin nieprzerwanego snu. Kuszące? – zażartowała, ale jeszcze zanim zdążył jakkolwiek jej na to odpowiedzieć wspięła się na palce, przysunęła jeszcze bliżej i pocałowała, jednocześnie zaciskając mocniej palce na jego koszulce i ugh… co za głupie uczucie to całe przywiązanie. Żeby tęsknić za kimś, kogo widziało się zaledwie kilkanaście godzin wcześniej? I dlaczego jego bliskość tak bardzo elektryzowała powietrze dookoła, że przechodził ją dreszcz za dreszczem. Wystarczyło, że poczuła jego dłonie na swojej talii, biodrach czy pośladkach… drżała. Absurdalne. Pewnie sama byłaby skłonna jednak zmienić te zaproponowane przez siebie plany, przesunąć je o parę chwil, ale coś skutecznie popsuło atmosferę.
Ktoś właśnie walczył z kluczem i zamkiem do jego mieszkania.
- Zapomniałeś zabrać jakiejś pannie swoje klucze i uprzedzić, że byłoby lepiej jakby się tu nie pojawiała? – że w jego mieszkaniu częściej niż wypada nocuje inna kobieta, więc trzeba zmienić lokalizację, ta… wolałaby jednak nie! Zazdrość zazdrością, ale chyba po prostu nie chciałaby, żeby ją zdradzał. Nawet jeśli nie byłaby tym jakoś szczególnie zaskoczona, bo przecież kto zdradził raz zrobi to ponownie, a jednak Arvel nie mógł się chwalić wiernością w przeszłości – Czy powinniśmy się zacząć martwić? – chociaż niebezpieczni ludzie nie mieli kluczy… policja również nie wchodziła w ten sposób. Więc tym się martwić nie musiała. Innymi kobietami chyba też nie, gdy ostatecznie w drzwiach stanął mężczyzna… i potrzebowała dokładnie ułamka sekundy, żeby dostrzec podobieństwo między nimi. Ale jej mózg i tak w tym momencie nie działał i całkowicie się zawiesiła. Bo widziała podwójnie? Zapomniał jej o czymś powiedzieć? Była w ukrytej kamerze? I czy powinna się zapaść pod ziemię, że właśnie stała tu w samym ręczniku ledwie zakrywającym pośladki, a przy okazji nie potrafiła z siebie wydusić ani słowa?
Arvel Cadwalader
Więc wybór drogi ostatecznie okazał się być prosty, a ta wątpliwość trwała zaledwie ułamek sekundy. Co prawda zmartwiło ją, że nikogo nie było w mieszkaniu, bo jednak zdążyło zrobić się późno, a przez jego ostatnie problemy zaczynała popadać w paranoję. Nie przywykła, żeby się o kogoś martwić. Dała więc tylko sobie mentalnie przez głowę, ostatni raz zerknęła na wyświetlacz telefonu – dalej żadnej wiadomości – i po prostu poszła do łazienki, żeby zmyć z siebie cały ten dzień. Długi i gorący prysznic był jej chyba tak samo potrzebny jak tych kilka godzin w łóżku, bo w rezultacie poczuła się po nim całkiem lepiej. Właściwie… nawet trochę odżyła.
Z ciągle wilgotnymi włosami, owinięta samym ręcznikiem wróciła do części dziennej loftu. Zajrzała do lodówki, ale tylko zmarszczyła śmiesznie nos, gdy nie znalazła w niej nic satysfakcjonującego. Pani domu była z niej żadna, a i z Arvela nieszczególny kucharz, więc dużo częściej jadali na mieście lub coś zamawiali i trudno było chociażby o resztki kolacji z poprzedniego dnia. No nic. Zamiast tego sięgnęła po szklankę z grubym dnem i nalała sobie drinka…
- Fantastyczne wyczucie czasu, Cadwalader. Może nie czekam z kolacją, ale drinkiem… już prędzej. – skwitowała, widząc mężczyznę wchodzącego do środka. Wyglądał jakby miał równie długi dzień, co ona. Oczywiście, że to również ją zmartwiło, ale zdążyła się ugryźć w język zanim cokolwiek powiedziała i jakkolwiek dała to po sobie poznać. Przeszła zza kuchennej wyspy, żeby wyjść mu naprzeciw, żeby mogła zarzucić łapska na męski kark, przysunąć się i sięgnąć jego ust, chociaż jeszcze go nie pocałowała – Zaproponowałabym na kolację same nieprzyzwoite rzeczy, ale wyglądasz jak ja, gdy wychodziłam z klubu… więc jakbym moim największym marzeniem było nieprzerwane osiem godzin snu. – kącik ust drgnął jej w rozbawieniu, bo cóż… swoim głupim gadaniem trochę chciała poprawić mu humor. Znaczy… na dobrą sprawę nawet nie wiedziała, czy miał parszywy nastrój – oceniała po tym, co zobaczyła w pierwszym momencie – Pomógł mi prysznic, więc… moja propozycja wygląda tak. – zaczęła, nie spuszczając z niego wzroku i nie przestając się uśmiechać – Ty tam skoczysz, a ja zamówię chińszczyznę. Nie powinniśmy na nią długo czekać. Do tego drink i d o p i e r o osiem godzin nieprzerwanego snu. Kuszące? – zażartowała, ale jeszcze zanim zdążył jakkolwiek jej na to odpowiedzieć wspięła się na palce, przysunęła jeszcze bliżej i pocałowała, jednocześnie zaciskając mocniej palce na jego koszulce i ugh… co za głupie uczucie to całe przywiązanie. Żeby tęsknić za kimś, kogo widziało się zaledwie kilkanaście godzin wcześniej? I dlaczego jego bliskość tak bardzo elektryzowała powietrze dookoła, że przechodził ją dreszcz za dreszczem. Wystarczyło, że poczuła jego dłonie na swojej talii, biodrach czy pośladkach… drżała. Absurdalne. Pewnie sama byłaby skłonna jednak zmienić te zaproponowane przez siebie plany, przesunąć je o parę chwil, ale coś skutecznie popsuło atmosferę.
Ktoś właśnie walczył z kluczem i zamkiem do jego mieszkania.
- Zapomniałeś zabrać jakiejś pannie swoje klucze i uprzedzić, że byłoby lepiej jakby się tu nie pojawiała? – że w jego mieszkaniu częściej niż wypada nocuje inna kobieta, więc trzeba zmienić lokalizację, ta… wolałaby jednak nie! Zazdrość zazdrością, ale chyba po prostu nie chciałaby, żeby ją zdradzał. Nawet jeśli nie byłaby tym jakoś szczególnie zaskoczona, bo przecież kto zdradził raz zrobi to ponownie, a jednak Arvel nie mógł się chwalić wiernością w przeszłości – Czy powinniśmy się zacząć martwić? – chociaż niebezpieczni ludzie nie mieli kluczy… policja również nie wchodziła w ten sposób. Więc tym się martwić nie musiała. Innymi kobietami chyba też nie, gdy ostatecznie w drzwiach stanął mężczyzna… i potrzebowała dokładnie ułamka sekundy, żeby dostrzec podobieństwo między nimi. Ale jej mózg i tak w tym momencie nie działał i całkowicie się zawiesiła. Bo widziała podwójnie? Zapomniał jej o czymś powiedzieć? Była w ukrytej kamerze? I czy powinna się zapaść pod ziemię, że właśnie stała tu w samym ręczniku ledwie zakrywającym pośladki, a przy okazji nie potrafiła z siebie wydusić ani słowa?
Arvel Cadwalader