Uśmiechnął się. On również nie był typem osoby, która uważała, że pracownicy kościelni byli autorytetami. Zresztą niewiele było zawodów, przed którymi czuł respekt. Oczywiście może źle to brzmiało, ale nie powinno czuć się szacunku do profesji, a do ludzi, którzy ją sprawowali. Bo przecież ludzie byli różni i nie ważne, czym się zajmowali, mogli być mili i dobrzy, ale również mogli być najgorszymi, których spotkało się na swojej drodze. Nawet w swojej poprzedniej pracy lekarza, natknął się na takich, którzy byli okropnymi ludźmi i przy których zastanawiał się, jak to się stało, że zdecydowali się na pracę z innymi ludźmi. Oczywiście byli też tacy, którzy byli stworzeni do tej pracy. Harry miał nadzieję, że zaliczał się właśnie do tej drugiej grupy, jednak już nigdy nie przyjdzie mu się o tym dowiedzieć.
–
Nie śmiałem zarzucać, że pani nie stać na naprawę uszkodzeń – zaczął, unosząc dłonie w obronnym geście. Bo oczywiście nie takie były jego zamiary. W sumie to, jeśli miał być szczery, to nie sądził, że dziewczyna odbierze jego słowa właśnie tak. Przestał się uśmiechać, bo w sumie nie chciał wyjść na jakiegoś dziwaka. Wiedział, że Amerykanie mają w zwyczaju uśmiechać się do obcych ludzi, ale w innych krajach mogłoby to zostać odebrane negatywnie. Jego twarz nie straciła jednak przyjacielskiego oblicza, a przynajmniej taką miał nadzieję. –
Chodziło mi o to, że lepiej wydaje się pieniądze na siebie niż na niepotrzebne naprawy, których można uniknąć – zaczął, kiwając głową z przekonaniem. Jemu prędzej uschła by ręka, niż wydałby pieniądze na coś, na co nie musiał. Dlatego właśnie chyba lepiej było unikać wyrządzania szkód. Nie mówiąc już o tym, że kościół jako budynek zabytkowy był objęty swoimi prawami o ochroną, więc za jego uszkodzenie groziły najróżniejsze kary, nie tylko pieniężne. –
Oczywiście zachęcam do składania ofiar – wskazał dłonią na drewnianą skrzynię, która stała przy jednym z mniejszych ołtarzy i która służyła do wrzucania datków i ofiar pieniężnych. –
Co łaska – uśmiechnął się ponownie, bo nie zakładał, żeby dziewczyna rzeczywiście chciała wesprzeć kościół. Nie dziwił jej się, on sam też tego nie robił i jedyne pieniądze, jakie tam wrzucał to te, które znalazł na marmurowej posadzce podczas sprzątania. Nie był może wierzący, jednak nie uważał, by zabieranie pieniędzy z kościoła było najlepszym pomysłem.
Obserwował dziewczynę, jak trybiki w jej głowie zaczynają pracować i wybierać odpowiednie zakończenie tej całej wymiany zdań. Ulżyło mu, gdy zdecydowała się jednak zgasić papierosa, chociaż nie był zadowolony ze sposobu, w jaki to zrobiła. Nie wiedział, co chciała na tym ugrać, że tak butnie zgasiła papierosa o ławę, jednak postanowił ugryźć się w język. A przynajmniej na razie.
Prawie wybuchnął śmiechem, gdy usłyszał jej kolejne pytanie. W sumie trochę się jej nie dziwił, bo gdyby sam nie interesował się kościołem, nie miał o nim zielonego pojęcia, to pewnie też pakowałby wszystko do jednego wora.
–
To kościół anglikański, nie katolicki… celibat nie jest wymagany wśród księży w tej denominacji – powiedział, a na ustach wykwitł mu zadziorny uśmiech. No tak, nie ukrywał, że sprawa celibatu była dla niego istotna, bo gdyby wpakowali go do kościoła katolickiego, gdzie miałby udawać księdza z prawdziwego zdarzenia, to pewnie wolałby już dostać tę kulkę w głowę mieszkając w Nowym Jorku. –
Nikt więc nie musi mnie skłaniać do porzucania celibatu – zaśmiał się. Nie żeby był osobą rozwiązłą, ale w czasach jego mieszkania w Nowym Jorku nie miał problemów z poznawaniem nowych partnerów i spędzaniem z nimi swoich nocy. Tutaj musiał się pilnować, nie dlatego, że nie chciał nikogo poznawać, ale dlatego, że nie chciał trafiać na języki ludzi i ściągać na siebie uwagi. Pewnie dostałby za to po głowie. Agent, który się nim zajmował i pilnował go mówił mu zawsze, że
musi się zachowywać. No więc starał się to zrobić.
–
Cóż… – odchrząknął lekko. –
Ten kościół, chociaż ładny, to nie jest wyjątkowo strojny. Polecam te katolickie, mają lepsze witraże i ogólnie chyba lepiej służą inspiracji – powiedział, przyglądając się rysunkowi, który wydał mu się całkiem nieźle narysowany. –
Mają tam też prawdziwe zakonnice i prawdziwe habity, tylko te nie mają takich rozcięć – kiwnął głową.
River Cross