our house on strange land
: śr lip 22, 2026 6:12 pm
Ta cała przeprowadzka to była taka KATORGA, że Ricz już na prawdę nie wiedział jak się nazywa. Po pierwsze wciąż się kłócili z Rosą, bo mimo że już od jakiegoś czasu nie spał u Gabrieli - bo Rosa go wywaliła na kanape, ale on ma chore plecy, wiec nie mógł tam spać, no to jednak co nie zrobił to zawsze było "no i cie pokarało, trzeba było mnie nie zdradzać", albo "Alvaro to by mnie nie zdradził wiec by miał kupiony papier toaletowy", albo "Gdybym wieidziala, ze wychodze za zdradziecka swinie to bys nawet nie dostał pół pesos na ten swój telewizor, wiec nawet sie nie interesuj co jest dzis za mecz". A Ricz bardzo chciał mecze oglądać więc kiedy tylko mógł to emigrował do kibelka, gdzie siedział po kwadrans wpatrzony w ekran swojego telefonu i tylko trzymał się za buzie, żeby sie nie wydzierac jak wpada brameczka.
No ale tak, wyprowadzali się w końcu od Madoxa, bo odkąd okazało się, że Rosi jest w ciąży to z dwa razy rozmawiali o tym, czy wracają do swojej willi w Portorico, czy szukają tutaj no i Rosa ciągle mówiła, że ona nie chce wyjeżdżać. I łaził Ricz z Rozi na spotkania w sprawie ich nwoego zamku tu w tej zimnej Kanadzie i wszędzie jęczał, że za małe, za duże, że zły widok, że za drogie, albo podejrzanie tanie. Że karaluchy, że drewniane okna, że plastikowe okna, że podłoga zbyt ciemna, albo znów do wymiany, a kibel obsrany i... no tak, ogólnie Ricz się nie chciał wyprowadzać, bo z Rosą szukali miejsc na lekkim odludziu, więc już sobie myśli Ricz, że teraz to nie dość, że będzie mieszkał w tej Kanadzie zimnej, to jeszcze daleko od swoich ziomków z Kanady i Portoriko też. Ale Rosa to wcale nie była zianteresowana tymi jego wymówkami i w końcu przycisnęła go i poszli podpisać umowę na dom.
Skąd mieli pieniądze to się prosze nie interesować, tacy ludzie jak oni to zawsze znajdą pieniążki. No ale też kwestia budżetowa była u nich akurat taka, że Ricz od miesiąca chodził po różnych miejscach, gdzie szukał swojego zatrudnienia, także też już nie był tylko "na wakacjach" w Toronto.
Ale dziś mieli ciężki orzech do zgryzienia, bo jak się tylko obudzili (a spali na materacu w pustym pokoju) i zjedli śniadanie kuchenka już im na szczęście działała, to musieli iść do sklepu. Ricz tak siedzi z kawką w ręku i patrzy na tę swoją żonę, która jest taka wielka od tego rosnącego brzucha, że wygląda jakby miała wybuchnąć, no ale oczywiście on jej tego powiedzieć nie może, tylko uśmiecha się do niej - a zeba dalej nie ma na przodzie.
- Rosi, to może dziś poszlibyśmy w końcu na zakupy do pokoju dzieciaków? - pyta ostrożnie, bo nigdy nie wiadomo na jaki humor akurat trafi.
roska
No ale tak, wyprowadzali się w końcu od Madoxa, bo odkąd okazało się, że Rosi jest w ciąży to z dwa razy rozmawiali o tym, czy wracają do swojej willi w Portorico, czy szukają tutaj no i Rosa ciągle mówiła, że ona nie chce wyjeżdżać. I łaził Ricz z Rozi na spotkania w sprawie ich nwoego zamku tu w tej zimnej Kanadzie i wszędzie jęczał, że za małe, za duże, że zły widok, że za drogie, albo podejrzanie tanie. Że karaluchy, że drewniane okna, że plastikowe okna, że podłoga zbyt ciemna, albo znów do wymiany, a kibel obsrany i... no tak, ogólnie Ricz się nie chciał wyprowadzać, bo z Rosą szukali miejsc na lekkim odludziu, więc już sobie myśli Ricz, że teraz to nie dość, że będzie mieszkał w tej Kanadzie zimnej, to jeszcze daleko od swoich ziomków z Kanady i Portoriko też. Ale Rosa to wcale nie była zianteresowana tymi jego wymówkami i w końcu przycisnęła go i poszli podpisać umowę na dom.
Skąd mieli pieniądze to się prosze nie interesować, tacy ludzie jak oni to zawsze znajdą pieniążki. No ale też kwestia budżetowa była u nich akurat taka, że Ricz od miesiąca chodził po różnych miejscach, gdzie szukał swojego zatrudnienia, także też już nie był tylko "na wakacjach" w Toronto.
Ale dziś mieli ciężki orzech do zgryzienia, bo jak się tylko obudzili (a spali na materacu w pustym pokoju) i zjedli śniadanie kuchenka już im na szczęście działała, to musieli iść do sklepu. Ricz tak siedzi z kawką w ręku i patrzy na tę swoją żonę, która jest taka wielka od tego rosnącego brzucha, że wygląda jakby miała wybuchnąć, no ale oczywiście on jej tego powiedzieć nie może, tylko uśmiecha się do niej - a zeba dalej nie ma na przodzie.
- Rosi, to może dziś poszlibyśmy w końcu na zakupy do pokoju dzieciaków? - pyta ostrożnie, bo nigdy nie wiadomo na jaki humor akurat trafi.
roska