I took one step higher, but you stopped me
: śr lip 22, 2026 7:08 pm
Życie na ulicy było koszmarne. Nie tak wyobrażał sobie swój początek w Toronto. Nie brał pod uwagę, że aż tyle spędzi pod gołym niebem, czasem zaszywając się w jakimś magazynie lub opuszczonym budynku, gdzie istniało spore prawdopodobieństwo natknięcia się na bandę ćpunów, którzy rościli sobie prawa do miejscówki. Oscar nie miał ani siły, ani możliwości by się z nimi spierać i kiedy już doszło do zatargu, wycofywał się niczym pies z podkulonym ogonem. To go nijak nie pocieszało tym bardziej, że nawet na krok nie zbliżył się do znalezienia swojego brata. Dni mijały, a jedyne co przybyło Malone, to kilka siniaków i zadrapań więcej. Nawet włosy miał dłuższe, co było wkurzające, kiedy zaczynały wpadać do oczu.
W tym całym kotle, w którym wirował, był wdzięczny Stellanowi, że go przygarnął, samemu tak dobrze sobie radząc, jednak ile mógł być jego przydupasem? Momentami wydawało mu się, że starszy chłopak jest zmęczony jego towarzystwem, ale z drugiej strony nie powiedział mu nigdy niczego, co wskazywałoby na to, że ma po prostu spierdalać. gdyby tylko miał mniej moralności i potrafił kraść mógłby przydać się bardziej. A tak? Tak trochę zalatywało od niego pasożytem, bo niewiele miał do zaoferowania poza swoją obecnością oraz umiejętnością przygadywania chłopakowi, że powinien odstawić te prochy, bo mu nie służyły.
Westchnął, maszerując w bliżej nieokreślonym kierunku. Nie miał na dzisiaj żadnego pomysłu na siebie. Ot, zrobił krótkie rozeznanie w godzinach zamknięć poszczególnych sklepów licząc, że uda mu się trochę pobuszować po śmietnikach. Litości, jak to w ogóle brzmiało! Nic dziwnego, że zaczynał kwestionować swoją decyzję ucieczki. Powinien się lepiej przygotować, zamiast działać impulsywnie. Wiedział jednak, że każda kolejna minuta zwłoki zniweczyłaby jego plan. Dałby się przekonać wątpliwościom, trwając w tym piekle do dzisiaj. Nie, zdecydowanie kurwa nie. To już wolał dostawać wpierdol od ulicznego gangu, niż własnej matki, która z założenia powinna go przytulać, a nie naparzać wałkiem czy zamykać w tej pieprzonej piwnicy. Wzdrygnął się na samo wspomnienie.
Przeciągnął się, wdychając z założenia świeże powietrze. Było gorsze, niż w jego rodzinnej miejscowości, ale na takie minusy był w stanie przystać. Coś za coś, jak to się mówi. Rozejrzał się po okolicy, orientując, że wszedł na jakiś most. Kiedy? Zamyślił się tak bardzo, że zupełnie nie zwracał uwagi na szum przejeżdżających samochodów, a tym bardziej dźwięk płynącej wody. Dobrze, że nic go nie potrąciło, bo w szpitalu wolałby nie wylądować.
Zerknął przez balustradę. Widok był zapierający dech w piersi. wspaniała panorama miejsca, które mogło wyglądać jak szczęśliwy dom. Może kiedyś tak będzie mógł je nazwać.
A kiedy tak patrzył, chłonąc kolejne obrazy naszła go myśl. Taka zwyczajna, taka prosta, by zbadać granice własnych słabości. Lubił igrać z ogniem; co innego mu zostało? Wspiął się po metalowych poręczach, zaraz znajdując po drugiej stronie. Cholera, wysoko. Poczuł jak serce zaczęło bić mu szybciej. Jeden nieostrożny ruch i poleci w dół. Nie, nie miał myśli samobójczych, a już z pewnością nie chciał się roztrzaskać o taflę wody. Po prostu chciał żyć!
Odetchnął głęboko, opierając się plecami o metalową balustradę, wyginając lekko plecy w łuk, tak dla stabilności. Rozłożył szeroko ręce, niczym marna imitacja Rose z Titanica i odetchnął, pełną piersią licząc, że chociaż przez chwilę w jego umyśle zrobi się bardziej przejrzyście.
Nico Rosenhall
W tym całym kotle, w którym wirował, był wdzięczny Stellanowi, że go przygarnął, samemu tak dobrze sobie radząc, jednak ile mógł być jego przydupasem? Momentami wydawało mu się, że starszy chłopak jest zmęczony jego towarzystwem, ale z drugiej strony nie powiedział mu nigdy niczego, co wskazywałoby na to, że ma po prostu spierdalać. gdyby tylko miał mniej moralności i potrafił kraść mógłby przydać się bardziej. A tak? Tak trochę zalatywało od niego pasożytem, bo niewiele miał do zaoferowania poza swoją obecnością oraz umiejętnością przygadywania chłopakowi, że powinien odstawić te prochy, bo mu nie służyły.
Westchnął, maszerując w bliżej nieokreślonym kierunku. Nie miał na dzisiaj żadnego pomysłu na siebie. Ot, zrobił krótkie rozeznanie w godzinach zamknięć poszczególnych sklepów licząc, że uda mu się trochę pobuszować po śmietnikach. Litości, jak to w ogóle brzmiało! Nic dziwnego, że zaczynał kwestionować swoją decyzję ucieczki. Powinien się lepiej przygotować, zamiast działać impulsywnie. Wiedział jednak, że każda kolejna minuta zwłoki zniweczyłaby jego plan. Dałby się przekonać wątpliwościom, trwając w tym piekle do dzisiaj. Nie, zdecydowanie kurwa nie. To już wolał dostawać wpierdol od ulicznego gangu, niż własnej matki, która z założenia powinna go przytulać, a nie naparzać wałkiem czy zamykać w tej pieprzonej piwnicy. Wzdrygnął się na samo wspomnienie.
Przeciągnął się, wdychając z założenia świeże powietrze. Było gorsze, niż w jego rodzinnej miejscowości, ale na takie minusy był w stanie przystać. Coś za coś, jak to się mówi. Rozejrzał się po okolicy, orientując, że wszedł na jakiś most. Kiedy? Zamyślił się tak bardzo, że zupełnie nie zwracał uwagi na szum przejeżdżających samochodów, a tym bardziej dźwięk płynącej wody. Dobrze, że nic go nie potrąciło, bo w szpitalu wolałby nie wylądować.
Zerknął przez balustradę. Widok był zapierający dech w piersi. wspaniała panorama miejsca, które mogło wyglądać jak szczęśliwy dom. Może kiedyś tak będzie mógł je nazwać.
A kiedy tak patrzył, chłonąc kolejne obrazy naszła go myśl. Taka zwyczajna, taka prosta, by zbadać granice własnych słabości. Lubił igrać z ogniem; co innego mu zostało? Wspiął się po metalowych poręczach, zaraz znajdując po drugiej stronie. Cholera, wysoko. Poczuł jak serce zaczęło bić mu szybciej. Jeden nieostrożny ruch i poleci w dół. Nie, nie miał myśli samobójczych, a już z pewnością nie chciał się roztrzaskać o taflę wody. Po prostu chciał żyć!
Odetchnął głęboko, opierając się plecami o metalową balustradę, wyginając lekko plecy w łuk, tak dla stabilności. Rozłożył szeroko ręce, niczym marna imitacja Rose z Titanica i odetchnął, pełną piersią licząc, że chociaż przez chwilę w jego umyśle zrobi się bardziej przejrzyście.
Nico Rosenhall