happy late birthday
: śr lip 22, 2026 8:49 pm
Nora powolutku zaczynała wariować.
Filip przez bardzo długi czas nie dawał znaku życia, przez co Carter zaczęła się zastanawiać, czy cały ten wieczór, nie był tylko jakimś krótkim, przyjemnym snem. A może jednak źle zinterpretowała jego zachowanie? Może była zbyt nachalna i upierdliwa? Przez jej głowę, przewinęło się wiele pytań, na które w żaden sposób nie potrafiła sobie odpowiedzieć. Zachowywała się tak, jak to miała w zwyczaju. Nikogo nie udawała. I może, ale tylko może — czego jednocześnie bardzo nie chciała brać pod uwagę — wcale mu się nie spodobała. Chyba, że była too much, co też już wielokrotnie słyszała. Dziewczyna miała wrażenie, że za dużo o tym myśli; o tamtej nocy, o nim, o swoim zachowaniu. Nigdy wcześniej nie czuła czegoś takiego. Nigdy wcześniej nie chciała tak bardzo znowu się z kimś zobaczyć. Czuła się żałośnie i tylko spotkanie z dziewczynami, zdołało na chwilę oderwać od tego jej myśli. Jeszcze Felix i to jego “zakochałaś się”! Zakochała? Ona? Pierwsza? To niemożliwe… Prawda?
Zaczęła się poddawać, szczególnie że po pierwszych rozmowach, znowu kontakt ucichł. Skupiła się więc na muzyce, żeby choć na moment o nim zapomnieć. Nie było to zbyt praktyczne, bo jej myśli ciągle wracały do chwili, w której całowali się pod barem; kompletnie na jej przekór. Istne szaleństwo. Na szczęście, Filip w końcu do niej napisał, a ona udawała głupią, udając że wcale nie widziała, że miał urodziny. Zdążyła to wystalkować; zresztą jak cały jego profil i inne smaczki. Nie było to najtrudniejsze zadanie. Nie potrafiła zbyt długo udawać niedostępnej. Nawet nie chciała tego robić, bo zwyczajnie chciała go zobaczyć. Łatwo z nią poszło.
Nora podwinęła nieznacznie rękawy swojej zdecydowanie za dużej bluzy i stanęła przed drzwiami, prowadzącymi do mieszkania Filipa. Próbowała zachować nonszalancki wygląd, ale i tak stała przed lustrem zdecydowanie dłużej niż początkowo planowała. Zwariowała. No kompletnie zwariowała. Chciała mu się spodobać. Chciała, żeby znowu spojrzał na nią tak jak tamtego wieczoru.
— Dla twojej informacji — powiedziała od razu, zadzierając nieznacznie głowę, żeby na niego spojrzeć, gdy drzwi się otworzyły, a w progu mieszkania zobaczyła niedawnego solenizanta. — Byłabym bardzo niepocieszona tym, jak późno się widzimy, ale ze względu na to, że miałeś urodziny, to ci podaruję — rzuciła, wchodząc do środka, łagodnie przepychając go łokciem. Zupełnie tak, jakby regularnie pojawiała się w jego mieszkaniu, czując się jak u siebie. Dopiero po chwili odwróciła się do niego przodem, zsuwając kaptur ze swojej głowy jak celebrytka, wymykająca się paparazzi. — Wszystkiego najlepszego, Filippo — wymruczała w końcu, wyciągając w jego stronę niewielki podarunek; a w środku bransoletka, którą wybrała z myślą o nim. No, bo jak miała mu już coś dać, to chciała, żeby miał to przy sobie cały czas. Tym razem nie zapominając o niej tak łatwo.
Filippo
Filip przez bardzo długi czas nie dawał znaku życia, przez co Carter zaczęła się zastanawiać, czy cały ten wieczór, nie był tylko jakimś krótkim, przyjemnym snem. A może jednak źle zinterpretowała jego zachowanie? Może była zbyt nachalna i upierdliwa? Przez jej głowę, przewinęło się wiele pytań, na które w żaden sposób nie potrafiła sobie odpowiedzieć. Zachowywała się tak, jak to miała w zwyczaju. Nikogo nie udawała. I może, ale tylko może — czego jednocześnie bardzo nie chciała brać pod uwagę — wcale mu się nie spodobała. Chyba, że była too much, co też już wielokrotnie słyszała. Dziewczyna miała wrażenie, że za dużo o tym myśli; o tamtej nocy, o nim, o swoim zachowaniu. Nigdy wcześniej nie czuła czegoś takiego. Nigdy wcześniej nie chciała tak bardzo znowu się z kimś zobaczyć. Czuła się żałośnie i tylko spotkanie z dziewczynami, zdołało na chwilę oderwać od tego jej myśli. Jeszcze Felix i to jego “zakochałaś się”! Zakochała? Ona? Pierwsza? To niemożliwe… Prawda?
Zaczęła się poddawać, szczególnie że po pierwszych rozmowach, znowu kontakt ucichł. Skupiła się więc na muzyce, żeby choć na moment o nim zapomnieć. Nie było to zbyt praktyczne, bo jej myśli ciągle wracały do chwili, w której całowali się pod barem; kompletnie na jej przekór. Istne szaleństwo. Na szczęście, Filip w końcu do niej napisał, a ona udawała głupią, udając że wcale nie widziała, że miał urodziny. Zdążyła to wystalkować; zresztą jak cały jego profil i inne smaczki. Nie było to najtrudniejsze zadanie. Nie potrafiła zbyt długo udawać niedostępnej. Nawet nie chciała tego robić, bo zwyczajnie chciała go zobaczyć. Łatwo z nią poszło.
Nora podwinęła nieznacznie rękawy swojej zdecydowanie za dużej bluzy i stanęła przed drzwiami, prowadzącymi do mieszkania Filipa. Próbowała zachować nonszalancki wygląd, ale i tak stała przed lustrem zdecydowanie dłużej niż początkowo planowała. Zwariowała. No kompletnie zwariowała. Chciała mu się spodobać. Chciała, żeby znowu spojrzał na nią tak jak tamtego wieczoru.
— Dla twojej informacji — powiedziała od razu, zadzierając nieznacznie głowę, żeby na niego spojrzeć, gdy drzwi się otworzyły, a w progu mieszkania zobaczyła niedawnego solenizanta. — Byłabym bardzo niepocieszona tym, jak późno się widzimy, ale ze względu na to, że miałeś urodziny, to ci podaruję — rzuciła, wchodząc do środka, łagodnie przepychając go łokciem. Zupełnie tak, jakby regularnie pojawiała się w jego mieszkaniu, czując się jak u siebie. Dopiero po chwili odwróciła się do niego przodem, zsuwając kaptur ze swojej głowy jak celebrytka, wymykająca się paparazzi. — Wszystkiego najlepszego, Filippo — wymruczała w końcu, wyciągając w jego stronę niewielki podarunek; a w środku bransoletka, którą wybrała z myślą o nim. No, bo jak miała mu już coś dać, to chciała, żeby miał to przy sobie cały czas. Tym razem nie zapominając o niej tak łatwo.
Filippo