Sangria, Lies and Family Ties: Barcelona Edition
: czw lip 23, 2026 1:14 am
𝔹𝔸ℝℂ𝔼𝕃𝕆ℕ𝔸
008
Maria A. Perez & javier perez
Aurelia M. Perez &

El Bes de la Mort.
— Czemu nigdy nas tam nie zabrałaś? — wtrącił Xavier. — Bo wolicie plażowanie jak już tam jesteśmy — a Barcelona miała o wiele więcej do zaoferowania. — Pojedźmy w tym roku — wtrącił bezmyślnieRafaelJavier, a Aurelia mu zawtórowała klepiąc Donniego po ramieniu i mówiąc mu jakby to było wspaniale, gdyby poleciał razem z nimi. Jakby się opalali na plaży Mar Bella, jak mógłby smarować ją olejkiem do opalania po caaaałym ciele, jak graliby w siatkówkę na plaży, a wieczorami kąpali się nago w Morzu Śródziemnym. I już zaczynała szukać stroju na telefonie jaki sobie zamówiła, mówiąc jakby się nadał idealnie.
(...)
Bowen tylko zerknął na Marię. Powinien się wykręcić. No przecież powinien. — W sumie, dawno nie byłem na takiej wyprawie, zasiedziałem się trochę w Kanadzie — stwierdził. Tylko, że teraz to kolejny powód, żeby jednak dłużej zabawić w Toronto siedział na przeciwko niego przy stole. Nie obok. — Poszukam jakiś tanich biletów, czasem można dorwać naprawdę dobre ceny — bo akurat Donnie był w tym dobry, w przeciwieństwie doRafaelaJaviera, to on tak dobrze nie zarabiał na swoich nekrologach i zdjęciach.
Toronto Pearson International
Strefa Odlotów Międzynarodowych
Godzina 21:15 | Wylot do Barcelony: 22:30
Z w a r i o w a ł a.
Inaczej nie można było tego określić. Leciała na wakacje z niewiernym mężem, z dziećmi i z Donniem, który nie był tylko chłopakiem jej córki. Stojąc przy wielkiej szybie, za którą rozpościerał się widok na rozświetlone pomarańczowymi i białymi światłami pasy startowe, skupiała się na własnym odbiciu i zastanawiała się, co najlepszego wyprawia. Z własnej woli chciała się zamknąć na wysokości kilku tysięcy metrów z nimi wszystkimi, bez szans na jakąkolwiek drogę ewakuacji.
Odbiło jej, całkowicie.
Przez cały dzień nie miała nawet czasu się nad tym zastanowić, bo to był jeden wielki harmider na miarę tego jaki rozpętał się w świątecznym klasyku, jakim był Kevin sam w domu. Wszyscy chodzili to tu, to tam, pakowali się na ostatnią chwilę, chociaż od tygodnia przypominała im, by tego nie odwlekali w czasie. Zaczynało się nerwowo, na salony wjechało uciszanie dzieci i multum drobnych sprzeczek każdego z każdym. Gotowało się w niej, a zarazem była wyczerpana i jedyne o czym marzyła to by przetrwać ten lot.
Stojąc tu przed tą szybą zaczynało do niej chyba docierać to wszystko.
Mateo naprawdę cieszył się na ten wyjazd jak szalony i bardzo liczył, że przechadzając się ulicą spotka tak o, zupełnie przypadkiem jakichkolwiek zawodników FC Barcelony, jakiegoś Olmo albo Lamine Jamala najlepiej, aż sobie jego koszulkę z tej okazji na wylot ubrał. Teraz siedział resztkami sił próbując wstrzymać się z zaśnięciem przed wejściem do samolotu. Xavier miał totalnie wyrąbane na wszystkich i wszystko, więc siedział z kapturem nałożonym na głowie i wzrokiem wbitym w telefon, a Aurelia opierała się o ramię Donniego, chłopaka, którego spojrzenia unikała dziś jak ognia. Jakby bała się, że się sparzy… bo mogli. Javier w końcu też tam był, ale Maria wiedziała, że jego gadka o Bowenie była ślepym strzałem, bo zazdrość go od środka roznosiła. Na domiar złego kierował się posraną męską logiką, że skoro rozkwitła to na pewno przez jakiegoś faceta i zaraz brał na celownik nawet najbardziej absurdalnych kandydatów.
Chłopak jej córki.
A b s u r d.
Ktoś w tym całym lotniskowym chaosie rzucił hasło, że idzie po coś do picia, nie była pewna czy to Javier, Xavier czy Donnie, ale słyszała, że Mateo ubłagał o kakao z automatu, a ona sama poprosiła o herbatę. Teraz wystarczyło poczekać… na herbatę i na wylot.
Nie miała pojęcia jakie mieli miejsca w samolocie, bo tę sprawę ogarniał Donnie, pewnie z Aurelią ale liczyła, że usiądzie obok Mateo, który był jej bezpieczną przystanią, bo mogła skupić na nim swoja całą matczyną uwagę na tyle, by nie musieć chwytać spojrzeń innych osób.
