Strona 1 z 3

ain't no alibi like being true, like you and i do

: czw lip 23, 2026 12:47 pm
autor: teddy darling
063.
Wiedziała, że April kocha ją w sposób wariacki i zupełnie niezamierzony. Co do tego nie miała najmniejszych wątpliwości! I wcale nie o to jej chodziło, ale kto by się przejmował takimi szczegółami? Dobrze, że Teddy z natury była beztroska i chociaż po wyjściu ze stadionu zrobiła się nieco cichsza, to gdy tylko wróciła do domu, szybko zapomniała o swoim smutku. Bo to przecież Teddy, prawda? Właściwie nigdy nie potrafiła długo się zamartwiać. Przykrość przychodziła i odchodziła równie szybko, a rozpamiętywanie czegokolwiek było po prostu bez sensu.
Kiedy weszły do loftu, Liara od razu podskoczyła do drzwi i powitała je stęsknionym miauknięciem. Otarła się o łydkę Darling, po czym zrobiła slalom między nogami Finch. To zabawne, że minęło zaledwie kilka dni, odkąd kotka zamieszkała z nimi na stałe, a strażaczka już nie pamiętała, jak wyglądało życie bez niej. No dobrze, może trochę przesadzała. Ale jedno było pewne - nie potrafiła sobie wyobrazić, że Liary mogłoby kiedyś zabraknąć. Do tej pory zawsze podchodziła do kotów z pewną rezerwą i zdecydowanie lepiej dogadywała się z psami. Skoro jednak Liara pojawiła się w ich życiu, nie zamierzała z tym dyskutować. Na szczeniaka jeszcze kiedyś przyjdzie czas. A może i nie. Darling brała od życia to, co przynosiło i nie zamierzała narzekać, że zamiast wymarzonego golden retrievera po mieszkaniu przechadza się kotka, której rasy nawet nie znała.
Skoro wróciłyśmy wcześniej, to w końcu zawieszę siatki w oknach i na balkonie — zadecydowała. Skoro nie poszły na kolację, miała jeszcze trochę czasu, żeby się za to zabrać, zanim całkiem się ściemni. Nie po to kilka dni temu wygrzebała z piwnicy drabinę, która od tamtej pory stała oparta o ścianę w salonie, żeby teraz znowu odkładać to na później. — Chcesz zamówić coś do jedzenia? — zapytała, zerkając na narzeczoną. Odrzuciła na kanapę stanik, który do tej pory chowała w kieszeni, po czym podeszła do okna, zastanawiając się, od których zasłon zacząć. Trzeba było jeszcze umyć szyby i przetrzeć ramy, ale przynajmniej będzie miała to z głowy. I zdecydowanie wolała zrobić to sama, niż pozwolić April wspinać się po drabinie. Jeszcze zrobiłaby sobie jakąś krzywdę, a przecież Darling miała doświadczenie w pracy na wysokościach. Może niewiele miała wspólnego z alpinistą przemysłowym, ale po drabinie to wspominała się akurat codziennie.
Nie wracała myślami do tego, co wydarzyło się po meczu. Nie czuła takiej potrzeby. Musiała po prostu przestać oczekiwać w związku spontaniczności. To przecież było do zrobienia - dokładnie tak funkcjonowały do tej pory. Niepotrzebnie próbowała pokazać, że chciałaby wyjść ze swojej strefy komfortu. Rutyna też miała swoje dobre strony! Jakieś. Nieważne!
Myślisz, że trzeba ją zamknąć w łazience, bo jak otworzę okno, to od razu wyskoczy? — tym razem przeniosła spojrzenie na kręcącego się pod nogami kota. Liara nie wyglądała na samobójczynię, ale cholera wie, co siedziało jej we łbie. Może wcale nie była z nimi szczęśliwa? Przez to wszystko Teddy nawet nie zdążyła jej kupić po drodze jakieś super zabawki! W sumie i tak nie miała za co, bo tamtą stówę wcisnęła wąsaczowi.

April Finch

ain't no alibi like being true, like you and i do

: czw lip 23, 2026 3:17 pm
autor: April Finch
49
Powrót do domu po meczu wcale nie był przyjemny. April miała wrażenie, że ciężka atmosfera siada mocno na jej barkach, a krążące jeszcze w żyłach narkotyki tylko dodatkowo ją nakręcały jej paranoję. W trakcie tej krótkiej trasy zdążyła uznać już wszystko, co najgorsze na swój temat i zastanowić się, do kogo ona zwróci się o pomoc w kwestii rozwodu, bo na pewno nie do rodziców. Potem zdała sobie sprawę, że przecież nie był jeszcze po ślubie, więc o żadnym rozwodzie nie może być mowy. To w ogóle nie poprawiło jej nastroju. Bardzo przecież cieszyła się na ich ślub, więc fakt, że mogło do niego w ogóle nie dojść, był absolutnie przerażający. Ogarnięcie swoich emocji w tej kwestii było bardziej niż skomplikowane. Wcale nie chciała sprawić Teddy przykrości i czuła się okropnie z faktem, że jednak to zrobiła. Popełniła po drodze całą masę nieodpowiednich decyzji i chętnie rozegrałaby ten mecz jeszcze raz, pewnie tak samo jak zawodniczki Toronto Tempo. Nikt jednak nie dostanie takiej okazji i muszą po prostu brnąć dalej w to, co sobie zgotowały.
Przykucnęła przy Liarze, gdy podeszła się z nimi przywitać i obdarowała ją głaskami, zanim jeszcze zdjęła buty. Są rzeczy ważne i ważniejsze, a miękkie futerko miało być czymś, co ukoi nerwy April na dobre. Oczywiście tak się nie stało, ale zrobiło jej się trochę lepiej. Wzięła kotkę na ręce, na co zareagowała niezadowolonym miauknięciem, ale nie uciekła z jej ramion i dała się zanieść na kanapę, na której usiadła Finch, kładąc sobie zwierzę na kolanach.
— Jasne, zamówię. — Sięgnęła po telefon i odpaliła odpowiednią aplikację. Nie zaczynała nawet dyskusji na temat tego, co powinny wybrać, bo zdecydowanie nie miała siły, żeby w nią wchodzić. Zdecydowała się na pierwszy lokal, jaki tylko wyskoczył na liście, który okazał się restauracją z sushi. Jej to odpowiadało. Wybrała dla siebie najciekawszy zestaw wegetariański, a dla Teddy taki, który powinien wpasować się w jej preferencje, które przecież po tych wszystkich latach już znała. Przez cały ten czas głaskała siedzącą na niej Liarę, która przyglądała się z zainteresowaniem Teddy krążącej po mieszkaniu.
— Od razu chyba nie. Mogę spróbować nad nią panować, a jak się będzie za bardzo interesowała, to ją zamkniemy — zaproponowała, przenosząc wzrok na Liarę. Nie sprawiała wrażenia dzikuski, która skorzysta z pierwszej okazji, jaka się nadarzy, ale koty bywały bardzo nieprzewidywalne, a Finch nie chciała, by stała się jej jakakolwiek krzywda. To byłoby okropne! Chciała, by zamknięcie jej było ostatecznością. Na pewno nie będzie się z tym dobrze czuła, a przecież robiły teraz to wszystko dla jej dobra, więc powinna to docenić, a nie mieć pretensje. Właściwie na ten moment zaangażowana była tylko Teddy. Finch miała dwie lewe ręce do takich spraw, ale i tak źle się czuła z faktem, że miałaby nie pomagać. Obecnie to źle czuła się z absolutnie każdym faktem, ale to był jeden z nich.
— Albo jednak od razu ją zamknę i ci jakoś pomogę? Mogę coś trzymać, podawać, co tam będzie trzeba — zaproponowała, skupiając się tym razem na swojej narzeczonej. Domyślała się, że Darling nie będzie chciała ani potrzebowała jej pomocy, ale i tak uznała, że warto o to zapytać na głos. Zgadywanie jej intencji szło April dzisiaj wyjątkowo kiepsko, więc mogła sobie po prostu darować i skupić się na kreowaniu komunikatów wprost.

teddy darling

ain't no alibi like being true, like you and i do

: czw lip 23, 2026 4:36 pm
autor: teddy darling
April niczego nie zepsuła. Teddy wcale tak nie uważała. Właściwie nie myślała o niczym innym, kiedy skupiała się na konkretnych rzeczach, a teraz siatka w oknie stała się jej priorytetem. Wolała skoncentrować się na wymyślonym przez siebie zadaniu niż na wyobrażaniu sobie rozstania, którego przecież ani nie planowała, ani nie chciała. Popołudnie było naprawdę miłe. No, może z wyjątkiem tego niefortunnego incydentu, kiedy przez własną nieuwagę wytrąciła facetowi z ręki kubek z piwem. No i zawodniczki Toronto Tempo mogło jednak bardziej się postarać, żeby wygrać ten mecz, skoro grały przed własną publicznością. A poza tym? Było dobrze! Dokładnie tak, jak powinno być. Narzeczona sprawiła jej świetną niespodziankę, udało im się spędzić razem czas. Czego mogła chcieć więcej? Darling naprawdę była prostym człowiekiem, bez wielkich wymagań. Łatwo było sprawić jej radość małymi rzeczami, a co dopiero, kiedy w grę wchodziły większe gesty, takie jak bilety na mecz.
Uśmiechnęła się z wdzięcznością, kiedy Finch wyciągnęła telefon, żeby zamówić coś do jedzenia. Właściwie bez znaczenia, co dostarczą im pod drzwi, bo była tak głodna, że zjadłaby dosłownie wszystko. Życie z nią było chyba jeszcze przyjemniejsze, kiedy okazywało się, że Teddy nie miała w zwyczaju wybrzydzać. Nawet jeśli coś nie do końca trafiało w jej gust, to i tak zjadłaby to z grzeczności.
Tak myślisz? — zmarszczyła w zastanowieniu nos. Niby Liara do tej pory nie wykazywała żadnych samobójczych skłonności i nie próbowała przeciskać się przez okno, kiedy tylko zauważyła uchylony lufcik, ale takie otwarte na oścież mogło pokazać jej zupełnie nowe możliwości i cały świat, którego wcześniej nie znała. Żadna z nich nie miała przecież pewności, jak kotka zareaguje na taką nowość.
To możemy tak zrobić. W łazience będzie jej samej strasznie smutno. A może stwierdzi, że to jednak straszna nuda i nawet nie zbliży się do parapetu? — uśmiechnęła się szeroko i entuzjastycznie pokiwała głową. Jeśli plan nie wypali, wtedy kicia wyląduje w łazienkowym kiciu na... w sumie Teddy nie miała pojęcia, ile zejdzie jej z montażem tych siatek. Godzinę? Dwie?
Do zestawu była dołączona instrukcja. Na szczęście dość krótka i napisana na tyle jasno, że nawet strażaczka nie miała problemu z jej zrozumieniem. Całość i tak trochę różniła się od montowania zwykłych moskitier na owady. Najpierw trzeba było zbić ramę z drewnianych listewek, potem naciągnąć siatkę i przykręcić całość do okna za pomocą metalowych uchwytów. Brzmiało prosto. Z balkonem mogło już nie pójść tak łatwo. Tam należało wywiercić otwory i zamontować haki. Owszem, istniały też mniej inwazyjne sposoby, niewymagające wiercenia, ale Darling wychodziła z założenia, że lepiej zrobić coś raz, a porządnie.
Pomoc zawsze się przyda. Przynajmniej nie będę musiała co chwilę wchodzić i schodzić z drabiny — sięgnęła po pierwszy karton i wyjęła z niego jego zawartość. Liara natychmiast zainteresowała się szelestem i taśmą, którą Teddy właśnie odrywała. Urwany kawałek został w jej dłoni. Kotka zeskoczyła z kolan April na podłogę i ostrożnie podeszła bliżej. — Co, chcesz się bawić? — zapytała, poruszając taśmą w powietrzu. Puchata łapka nieśmiało trąciła zdobycz.


April Finch

ain't no alibi like being true, like you and i do

: czw lip 23, 2026 6:22 pm
autor: April Finch
Ktoś powinien zamienić im na jeden dzień łby. Gdyby na dobę musiały myśleć tak, jak ta druga, to może ich życie po powrocie zmieniłoby się nie do poznania? W momencie, gdy Darling nie myślała już o niczym, przez głowę April z hukiem przemykała każda myśl, jaka powstała od początku narodzin ludzkości. Aż dziwne, że intensywnie pracujący mózg nie wydawał żadnych dźwięków. To powinno być przecież słyszalne w całym królestwie. Jedna trzecia z nic z nich pewnie i tak była widoczna na twarzy Finch, bo nie była w stanie aż tak się ukrywać przez Teddy, która znała ją na wylot. Podzielenie się jakąkolwiek częścią przekraczało jednak jej aktualne możliwości. Musiałaby zrobić w nich porządek, żeby zacząć je werbalizować, a zdecydowanie nie była w stanie i to akurat nie miało niczego wspólnego z wypalonym jakiś czas temu blantem. Na trzeźwo przerastało ją to tak samo mocno, a zresztą już przecież nie była aż taka spizgana. Jeszcze trochę i wróci do względnej normy, ale no nadal pozostanie niesamowicie durna i nieogarnięta. Niestety.
— Ależ ty się o nią martwisz — zauważyła i nawet uśmiechnęła się, nie mogąc się już w tym momencie powstrzymać. Kotce zamkniętej w łazience nic by się nie stało, a już szczególnie przez tak krótki czas. Tę samotność też pewnie by przetrwała! Albo trochę podarłaby mordę albo kompletnie zignorowałaby to odseparowanie od swoich nowych matek i poszłaby w kimę. Z kotami to nigdy nie wiadomo. W każdym razie, przez tak krótki czas jej kocie serduszko nie zdążyłoby się połamać. A jednak Teddy bardzo się o nią martwiła i przestała już to totalnie ukrywać. To było wyjątkowo urocze i rozmiękczało serce April. Na moment zapomniała nawet, że była smutna i zmartwiona. Kotka miauknęła niezadowolona, chyba nieco przebodźcowana tymi nerwowymi pieszczotami, więc Finch posłusznie podniosła rękę, by do zwierzaka dotarło, że nie będzie się nad nią znęcać. Dopiero gdy Liara oderwała od niej wzrok i znów obróciła główkę w stronę Teddy, April położyła dłoń na jej futrze. Nie głaskała! Po prostu zatopiła palce w miękkości i tak trwała, a kotka na szczęście była skłonna to zaakceptować.
Podniosła się z miejsca, gdy została zdradzona dla tasiemki. No tak, mogła się tego spodziewać. Czymże jest jakaś nudna April w obliczu Teddy i jej zabaweczki? Zostały obie przekonane, bo Finch posłusznie poszła za kotką i usiadła na podłodze obok. Sięgnęła po instrukcję i przejrzała ją na szybko. Proces nie wydawał się skomplikowany, bo nie zawierał wielu kroków, ale wiercenie i przykręcanie jakoś zawsze przerastało ją umysłowo. Dobrze, że miała taką sprawną narzeczoną, bo pewnie musiałaby zamawiać kogoś z Fixly, żeby przyszedł i zrobił to za nią. Wolała zapłacić niż samej się męczyć, wkurwiać, a na koniec jeszcze cos popsuć. Darling nie przeżywała takich dramatów jak April w trakcie skręcania rzeczy, co miała okazję już wielokrotnie obserwować.
— Po ciemku może być trudno to wszystko zrobić, wiesz? — zażartowała i znów uśmiechnęła się blado. Obserwowanie jak narzeczona bawi się z Liarą było wspaniałe i mogłaby tak spędzić cały wieczór, ale plan był przecież inny. Musiały korzystać z jak największej ilości świata, póki świat je jeszcze oferował. Bawić się z kotem mogą przecież całą noc i to przy otwartych na oścież oknach, bo nie będzie już groziło, żeby przez nie wypadła i połamała sobie puchate łapki. Takiej akcji April z pewnością nie przeżyłaby nerwowo. Pewnie stresowałaby się podobnie jak wtedy, gdy Teddy trafiła do szpitala! Cholera, niepotrzebnie o tym pomyślała. Uśmiech od razu zniknął jej z twarzy, a serce przyspieszyło na wspomnienie o tamtym paskudnym dniu. Spojrzała niepewnie na narzeczoną, jakby spodziewała się, że nagle wyparuje, że okaże się tylko jakimś złudzeniem. Albo snem? Finch mogła w każdej chwili obudzić się w szpitalnej sali na krzesełku obok łóżka swojej strażaczki... ale nie. Nic takiego się nie działo. Nadal stała obok niej w jednym kawałku, z krwi i kości, zajęta puchatością.

teddy darling

ain't no alibi like being true, like you and i do

: czw lip 23, 2026 7:12 pm
autor: teddy darling
Dostrzegała, że April czymś się zadręczała, ale znała ją na tyle dobrze, żeby wiedzieć, że prędzej czy później to przejdzie. Wszystko było przecież w porządku. A jeśli będzie potrzebowała zapewnienia, Teddy powtórzy jej to choćby i tysiąc razy. Bo czym właściwie miała się przejmować? Tym, że zamiast przelecieć strażaczkę na korytarzu, obawiała się, że ktoś mógłby je zobaczyć? To akurat było całkiem zrozumiałe. Teddy nie zamierzała namawiać jej do czegokolwiek, jeśli narzeczona nie miała na to ochoty albo po prostu nie czuła się z tym komfortowo. Przyjęła to do wiadomości i grzecznie poczeka na inną okazję. W domu. Zakodowała sobie to w głowie, że miejsca publiczne odpadają. Nie była aż tak durna, żeby powtarzać jej to kilka razy. Sygnał był jasny i zamierzała się go trzymać, choćby skały srały i mury pękały. Ale czy miała żal do Finch? Oczywiście, że nie! Ani żalu, ani złości, ani żadnych innych, negatywnych emocji. Dalej kochała ją tak samo mocno i dalej wpatrywała się w nią jak w obrazek.
Może z wyjątkiem chwili, w której bawiła się z kotką, co jakiś czas wyciągającą pazury do zawieszonego nad jej głową kawałka taśmy. I jasne, że martwiła się o Liarę! Jak mogłoby być inaczej? Dość szybko przestała wzbraniać się przed tym, żeby ją pokochać. Kotka owinęła ją sobie wokół palca. Zupełnie jak April! Najwyraźniej Teddy miała słabość do takich rozkosznych słodziaków.
Martwię się, bo nie chcę, żeby siedziała sama, kiedy wcale nie musi. Już wystarczy, że spędziła bez nas całe popołudnie — oznajmiła troskliwie i wyciągnęła rękę, żeby podrapać zwierzaka za uchem. Liara zamruczała cicho, ale całą swoją uwagę poświęcała tasiemce. I po co Darling tak przeżywała, że nie kupiła jej żadnej zabawki, skoro najlepsze okazały się sznurki, puste kartony, papierowe torby i kulka uformowana z wyrwanej kartki ze starego zeszytu? Po co przepłacać?
Jeszcze przez chwilę majtała tasiemką i dopiero kolejne słowa narzeczonej, która usiadała obok, uświadomiły jej, że powinna zabrać się za robotę.
A tak, już to ogarniam — zreflektowała się i odrzuciła fragment taśmy na bok. Liara natychmiast do niego doskoczyła, ale zabawa w pojedynkę nie była już taka interesująca. — Wezmę tylko skrzynkę z narzędziami — dodała i poderwała się z podłogi, żeby zajrzeć do szafki w przedpokoju. Trzymała tam wszystko, co mogło przydać się przy montażu - włącznie z wkrętarką, wiertarką i innymi pierdołami, których obsługą udowadniała wszystkim dookoła, że jest samowystarczalna i nie potrzebuje niczyjej pomocy. A już na pewno nie pomocy jakichś facetów. Pff! Jej feminizm wcale nie kończył się przecież na wniesieniu kanapy na czwarte piętro.
Wróciła na miejsce i usiadła naprzeciwko Finch, krzyżując przy tym nogi.
Jak nie zdążę zrobić tego dzisiaj, to wstanę wcześniej i dokończę — zapewniła, łącząc ze sobą dwie listewki dokładnie tak, jak pokazano na instrukcji. Sięgnęła po młotek i cienkie gwoździe dołączone do zestawu. Jeden z nich wsunęła sobie między wargi, a drugim zaczęła łączyć listwy. Dopiero wtedy podniosła wzrok na April i spojrzała na nią z wysoko uniesionymi brwiami.
Co się dzieje? Źle się czujesz? — zapytała, bo mogłaby przysiąc, że narzeczona nagle jakoś zbladła. Darling wyjęła gwóźdź spomiędzy warg i obróciła go w palcach. Finch była dziwnie milcząca, a to zaczynało ją niepokoić. Wypuściła powietrze nosem, odłożyła na chwilę młotek i uśmiechnęła się do niej tak pięknie, jak tylko potrafiła. — To był fantastyczny dzień. Szkoda, że Toronto Tempo nie wygrały, ale i tak było super! Dziękuję, że zabrałaś mnie na ten mecz. I że chciałaś ze mną pójść — dodała i sięgnęła po dłoń April, żeby pogładzić ją kciukiem. Tym gestem chciała pokazać, że wszystko było okej.

April Finch

ain't no alibi like being true, like you and i do

: czw lip 23, 2026 8:01 pm
autor: April Finch
To nie tak, że seks w miejscach publicznych jakoś bardzo ją blokował czy stresował. Wielokrotnie udowodniła swojej partnerce, że tak nie jest. Nie wzbraniała się przecież ani na Hawajach, ani na wspólnym piwie ze strażakami, ani w kinie, ani w galerii, ani na dachu parkingu, ani na wzgórzu obserwacyjnym i pewnie jeszcze w milionie innych miejsc, bo przecież pobudzenie April było bardzo proste, a namówienie jej na wariactwo, nawet jeszcze bardziej banalne. Czasami jej głowa wygrywała jednak z resztą jestestwa Finch i robiła jej tam niezły bałagan. Gdyby wiedziała, że przysporzy to Teddy jakiegokolwiek smutku albo samej sobie narobi takich stresów, to bez zająknięcia padłaby tam przed nią na kolanach i zdjęła spodnie do samych kostek, kompletnie nie dbając o to, że ktoś mógłby je przyłapać, gdy głowa Finch wciąż będzie między udami ukochanej. Wszystko potoczyło się jednak inaczej, a ona musiała się teraz mierzyć z konsekwencjami własnych decyzji. Dobrze, że przynajmniej miały w domu bardzo konkretne zajęcie, na którym mogły się skupić. Rozwieszanie tych siatek na pewno wymagało zaangażowania, więc może pozwoli to jej oderwać myśli od tego, jaka jest beznadziejna.
Obserwowanie, jak Liara i Teddy czują się przy sobie swobodnie było naprawdę budujące. Tylko czekać, aż kotka wybierze sobie oficjalnie ulubioną matkę i na razie nic nie wskazywało na to, by miała to być April. Ale to nic! Wystarczy jej bycie na drugim miejscu. Oby tylko nie była na trzecim za tasiemką, bo to byłoby przykre, ale nie niemożliwe. Na szczęście, gdy strażaczka odrzuciła prowizoryczną zabawkę, zwierzak stracił zainteresowanie. Czyli było fajnie, póki trzymała ją Darling. Wszystko rozbijało się o Teddy. Totalnie rozumiała zafascynowanie Liary jej osobą.
— Nie pali się — odpowiedziała trochę na automacie w kwestii porannego wstawania i dokańczania roboty. Szkoda tracić sen, skoro mogła to zrobić w milionie innych momentów. Nieważne, ile uda im się dzisiaj ogarnąć, to i tak będzie posunięcie prac do przodu. Wiadomo, że najlepiej byłoby mieć wszystko z głowy jak najszybciej, ale jak im nie wystarczy doby, to przecież reszta siatek może zostać założona nawet za tydzień. Finch równie dobrze mogłaby wezwać jakiegoś majstra, gdy narzeczona pójdzie do pracy, żeby nie musiała się tym martwić, ale podejrzewała, że sprawiłaby tym Teddy przykrość albo uraziłaby jej dumę, a tego zdecydowanie nie chciała robić. Wystarczająco jej dzisiaj zaszkodziła, nie ma co dokładać.
Wpatrywała się w kciuk ukochanej, czując, jak rośnie jej gula w gardle. Teddy oczywiście zapewniała ją, że nie było tak źle, ale przecież Finch widziała jej smutek jak na dłoni i naprawdę było jej wyjątkowo okropnie w myślą, że wywołała go chociaż na chwilę. Fakt, że ukochana próbowała ą teraz pocieszyć był wyjątkowo uroczy, ale z drugiej strony to tylko pogarszało sytuację Finch. To nie ona tutaj powinna być pocieszana. Powinna przełknąć emocje i skupić się na zapewnieniu strażaczce doskonałego zakończenia dnia, a tu proszę. Jak zwykle nie potrafiła poradzić sobie z własną głową i wszystko popsuła. Dopiero kiedy zobaczyła łzę, która skapnęła na skórę strażaczki, ocknęła się z własnych myśli.
— Strasznie cię przepraszam, nie chciałam wszystkiego zepsuć. Naprawdę zależało mi na zorganizowaniu super randki takiej w twoim stylu, że nam było razem dobrze, a znowu wyszła ze mnie najgorsza narzeczona. — Zdecydowanie brzmiała na zestresowaną całą sytuacją. Udało jej się ogarnąć i nie rozpłakać, ale jednak emocje wzięły górę i zaczęły się z niej coraz szybciej ulewać, werbalizując wszystkie okropne myśli, jakie miała teraz w głowie i których niczym nie potrafiła już zagłuszyć ani w żaden sposób zignorować.

teddy darling

ain't no alibi like being true, like you and i do

: czw lip 23, 2026 8:59 pm
autor: teddy darling
Nie była już smutna. Może tylko trochę. I może raz czy dwa pomyślała sobie, że kiedyś April nie miała takich oporów, żeby pieprzyć inne laski gdzie popadnie, a to z nią coś jest chyba nie tak. Ale trwało to zaledwie kilka minut! Zaraz potem zajęła się czytaniem instrukcji, bo wbrew pozorom Teddy naprawdę potrafiła czytać. Wcześniej mogła przez chwilę pobawić się z kotką, a teraz była w trakcie swojej wielkiej misji montowania siatek, więc wszystko inne zeszło na dalszy plan. Skłamałaby, gdyby powiedziała, że te obawy zniknęły całkowicie, ale strażaczka nie zamierzała dać się zwariować. Nie zamierzała tego roztrząsać, a już na pewno już nie chciała o tym rozmawiać. Nie było o czym. Sama sobie tworzyła w głowie historie, które nijak trzymały się kupy. To chyba była kwestia tego, że Finch zawahała się, kiedy Darling była mokra i gotowa. Do jutra całkowicie pogodzi się z tym odrzuceniem.
Nie zależało jej na tym, żeby zostać ulubienicą Liary. Właściwie nie robiła niczego, żeby zaskarbić sobie jej sympatię. Ale czy koty w ogóle miały swoich ulubionych ludzi? To nie tak, że interesowała je przede wszystkim pełna miska i kilka sporadycznych głasków? Na razie nie zauważyła, żeby futrzak darzył ją jakąś szczególną miłością. Bywała w domu zdecydowanie rzadziej niż Finch, więc Liara widywała ją głównie wtedy, kiedy strażaczka kładła się spać. To April trzymała ją na kolanach podczas pracy zdalnej i pilnowała, żeby nie potraktowała tapicerki pazurami. No dobrze, za to kotka miała pełne prawo do niezadowolenia. Ale gdyby nie to, kanapa i fotele od tygodnia nadawałyby się już tylko do wyrzucenia!
Jak nie dokończę tego rano, to nie wiem, kiedy będę miała później czas. A zrobiło się ciepło, nie będziemy przecież siedzieć przy zamkniętych oknach. No i fajnie, gdyby Liara mogła wylegiwać się na balkonie — spojrzała z czułością na kotkę, którą zafascynował jeden z uchylonych kartonów. Gdyby nie był taki płaski, pewnie chętnie by do niego wskoczyła, a tak pozostało jej jedynie wdrapanie się na górę i dokładne zbadanie terenu.
Teddy absolutnie nie miałaby żadnych pretensji, gdyby narzeczona wezwała jakichś speców od montażu. Pod warunkiem, że wcześniej ustaliłby to wspólnie, a oni nie przyszliby po prostu dokończyć (albo, co gorsza, poprawić!) tego, co sama zaczęła robić. Wtedy jej duma na pewno by ucierpiała, a Darling poczułaby się totalnie zbędna.
Bardzo chciała podnieść ukochaną na duchu i udowodnić, że naprawdę nic takiego się nie stało. Dzień był wspaniały, jak każdy, który spędzały razem. Dlaczego tym razem miałoby być inaczej? Kompletnie nie rozumiała, skąd samotna łza, która spłynęła z oka April wprost na jej dłoń. Darling podniosła głową, zaskoczona taki obrotem spraw. Otworzyła skretyniale usta, ale szybko je zamknęła, bo Finch zaczęła ją przepraszać i obwiniać się za wszystko, co w ogóle było niedorzeczne!
Ale o czym ty w ogóle mówisz? — odezwała się w końcu, nie pozwalając jej wpaść w tę znajomą kanonadę słów. — Jesteś cudowną narzeczoną. Nie mogłabym sobie wymarzyć lepszej, wiesz? A randka była naprawdę udana. Nie widziałaś, jak dobrze się bawiłam? Okej, może z wyjątkiem tego całego zdarzenia z piwem, ale poza tym było zajebiście. Już dawno chciałam się wybrać na mecz koszykówki, ale jakoś nigdy nie było czasu. No i poszłam tam ze mną — uśmiechnęła się i ponownie pogładziła kciukiem jej dłoń. Nie chciała dokładać April swoich własnych wątpliwości, kiedy ona i tak wyglądała już na wystarczająco przejętą. Zresztą zupełnie niepotrzebnie.
Naprawdę uważasz, że wszystko zepsułaś? Dlaczego? — wypuściła z drugiej ręki gwoździa i ujęła jej podbródek tak, żeby móc spojrzeć w zielone tęczówki. Czuła się okropnie z tym, że Finch tak się obwiniała, pomimo że nie zrobiła nic złego. Życie nie opierało się wyłącznie na seksie, a jego brak to nie koniec świata. Kiedyś to sobie nadrobią czy coś tam.

April Finch

ain't no alibi like being true, like you and i do

: pt lip 24, 2026 9:27 am
autor: April Finch
Koty nie były nawet w połowie tak bezduszne, jak się o nich mówiło. Widziała to za każdym razem, gdy tylko miała do czynienia ze zwierzętami swoich znajomych, a obecność Liary w ich mieszkaniu tylko utwierdziła ją w tych przekonaniach. Ich komunikacja znacząco różni się od tej psiej, która jest zresztą lepiej zbadana, przez co niepotrzebnie im się obrywa. Miały tak samo wielkie serce otwarte na ludzi jak psiaki, trzeba było po prostu potrafić to dostrzec. Liara na pewno nauczy tego wszystkiego Teddy przez czas, jaki będzie z nimi mieszkać. A może to być całkiem długo, bo koty są zazwyczaj bardziej długowieczne niż psy! Chyba że spotka je po drodze jakieś okropieństwo pokroju wypadnięcia z balkonu, ale na to właśnie starały się coś poradzić. Liara mogła też w każdej chwili zachorować, co również każdego potrafi wykończyć, ale tu trzeba po prostu trzymać kciuki, że to się nie wydarzy, a w razie czego April była gotowa włożyć każde pieniądze w leczenie jej. Myślenie o wszystkim najgorszym, co może się przytrafić, było teraz durnym pomysłem i powinna po prostu sobie odpuścić. Trzeba się cieszyć tym, co się ma.
— Dobrze — zgodziła się odruchowo, bo kłócenie się o to z narzeczoną i tak nie miało sensu. Skoro czuła taką misję, to niech tak zrobi. Wyśpi się kiedy indziej! Prawdopodobnie po śmierci, biorąc pod uwagę jej napięty grafik. Skoro jednak czuła się na siłach, by to ogarnąć, to niech ogarnia. Nie trzeba będzie ogarniać żadnego fachowca, a Darling poczuje w sobie moc sprawczą, co wyraźnie bardzo lubiła. April cieszyła się, że trafiła jej się taka zdolna kobieta i to nie tylko przez to, że sama w takich kwestiach miała dwie lewe ręce. Narzeczona po prostu bardzo jej imponowała. Potrafiła robić całą masę rzeczy, które dla Finch były totalną czarną magią, a to zawsze było wielkim plusem. Potrafiła też mocno doceniać osoby o podobnym zestawie umiejętności do własnych, ale to jednak było coś innego. W jakiś sposób zawsze opierało się na porównywaniu, no i dało się wtedy bez problemu dostrzegać potencjalne błędy. A w przypadku Teddy? Nie mogło być o tym mowy! Nie zauważyłaby nawet, gdyby zaczęła wyprawiać jakieś niestworzone rzeczy z tą wkrętarką czy czego ona tam używała.
Pierwsze słowa narzeczonej odbijały się od niej jak od ściany. Trudno było jej uwierzyć w którekolwiek z nich w momencie, gdy czuła się taka bezradna i całkowicie nienadająca się do niczego. Powinna po prostu jej uwierzyć, bo czemu Teddy miałaby ją okłamywać, ale było to dla niej bardzo trudne. Stres mieszał jej w głowie, podpowiadał same okropieństwa i nie przyjmował do wiadomości, że ukochana zna lepiej własną głowę niż April.
— Tak uważam — przyznała, niechętnie podnosząc wzrok na strażaczkę. Spojrzenie jej w oczy było teraz potrzebne, powinna to zrobić, bo tak było uczciwie, ale to też ją przytłaczało. Westchnęła ciężko, nie wiedząc, w jaki sensowny sposób miała zwerbalizować swoje myśli, żeby nie wyjść na kompletnie odklejoną od rzeczywistości.
— Poczułaś się przeze mnie niechciana, a nigdy nie powinno do czegoś takiego dojść. To niesprawiedliwe, bo przecież ja cię chcę najbardziej na świecie. Tak mocno, że nie jestem w stanie tego nawet opisać, więc to jest jakiś jebany skandal, że daję ci odczuć inaczej, skoro jednocześnie staram się z całych sił znaleźć metody na pokazanie ci, że jednak ta skala chcenia jest wielka i... — Zatrzymała się, widząc zatroskany wzrok narzeczonej i czując, że zaczyna popadać w schemat bezsensownej paplaniny. Westchnęła raz jeszcze, bo najwyraźniej potrzebowała dodatkowego dotlenienia. Niewiele jej to pomogło, mózg nadal nie nadawał się do niczego konkretnego, ale przecież warto było spróbować. Kiedyś może przez przypadek zmądrzeje.

teddy darling

ain't no alibi like being true, like you and i do

: pt lip 24, 2026 10:56 am
autor: teddy darling
Nie miała zbyt dużej styczności z kotami. Właściwie nie przypominała sobie, żeby ktokolwiek z jej znajomych miał kota. Wszyscy wokół byli raczej psiarzami albo sami mieli psy. Jett, Riley, Secada. Nawet Kira! Iris i Abby zresztą też zdecydowanie należeli do psiego obozu. Teddy kiedyś umawiała się z dziewczyną, która miała kocura i nie wspominała tego najlepiej. Za każdym razem, kiedy w środku nocy wstawała do łazienki - bo choć w plecy było wygodnie, a w stopy cieplutko, pęcherz uparcie twierdził, że elo, może spacerek - sierściuch rzucał jej się na nogi. Najwyraźniej miał problem z tym, że jego pani sprowadziła sobie na chatę jakąś dupę. Później Darling przez kilka dni nosiła na udach szramy, jakby próbowała pociąć się żyletką. Może Liara będzie nieco bardziej wyrozumiała i zachowa homofobię dla siebie?
April zdecydowanie przesadzała z tym, że Teddy była taka zdolna i zaradna. Znała się na jednych rzeczach, a na innych zupełnie nie. Jak większość ludzi. Potrafiła skręcać meble, bo miała do tego cierpliwość, a ojciec nauczył ją posługiwać się narzędziami. Za to Finch była kreatywna, oczytana i miała głowę pełną pomysłów. Jak widać, w tym związku Darling robiła głównie za tanią siłę roboczą. Ale jak już sobie coś postanowiła, to nie było zmiłuj! Dlatego siatki zawisną dziś, a najpóźniej jutro rano, zanim wyjdzie do pracy. To nie podlegało żadnej dyskusji. Zresztą i tak nie miały żadnych innych planów na późne popołudnie. Wieczorem mogły zalec na kanapie i obejrzeć coś, na co narzeczona akurat będzie miała ochotę. W tej kwestii strażaczka była wyjątkowo ugodowa. Właściwie jak w każdej innej kwestii.
Wstrzymała oddech, słuchając wszystkiego, co padało z ust April. Chyba obie niepotrzebnie się nakręcały. Chciała zapewnić ją, że wcale tak nie było, ale nie potrafiła. To nie byłaby prawda. Teddy naprawdę przez chwilę poczuła się niechciana, a wmawianie narzeczonej, że było inaczej, byłoby po prostu niesprawiedliwe.
April — zaczęła spokojnie. Jak zawsze wtedy, kiedy Finch za bardzo się nakręcała i zaczynała panikować. Strażaczka znała ten schemat aż za dobrze i do tej pory udawało jej się wyhamować narzeczoną, zanim ta zdążyła rozkręcić się jeszcze bardziej. — April, ja to wszystko wiem. Nie musisz tak bardzo się starać — przysunęła się bliżej, żeby objąć ją w pasie swoimi nogami. Ta bliskość zwykle działała kojąco. Miała nadzieję, że April też to poczuje i zrozumie, że strażaczka nigdzie się nie wybiera. — Może ja też za bardzo chcę pokazać, że potrafię być spontaniczna, żeby do naszego związku nie wkradła się jakaś przedwczesna rutyna. Ale w rutynie też nie ma nic złego, prawda? Dopóki jesteśmy szczęśliwe i w ogóle... — uśmiechnęła się, próbując jakoś podnieść ukochaną na duchu. Tylko w tym uśmiechu było chyba więcej smutku niż jakiejkolwiek radości.
Darling westchnęła cicho i przymknęła na chwilę oczy.
Chciałam po prostu dać się ponieść. Wtedy, na korytarzu. Ale rozumiem, że ty nie chciałaś albo wolałaś poczekać, aż dotrzemy do domu. I to jest jak najbardziej okej! Po prostu przy mojej pracy każdy taki moment jest na wagę złota. Myślałam, że to lubisz, bo pewnie z innymi lubiłaś, a ja nie wiem, czy robię coś źle, czy... możemy o tym nie rozmawiać? — odwróciła wzrok, wlepiając go w leżącą na kartonie kotkę. Nie spodziewała się po sobie takiego potoku słów i musiała mocno zagryźć policzek od środka, bo czuła, że do oczu napływają jej durne łzy. No ta, jeszcze tego brakowało, żeby się tutaj rozryczała. Idiotka.
Dlaczego tak bardzo się tym przejmowała? Miała wspaniałą kobietę, która dawała jej wszystko, więc czemu Teddy obchodziły takie bzdury? Może dlatego, że jednak nie były takimi bzdurami, jak jej się wydawało? Seks nigdy nie był dla niej najważniejszą częścią relacji i nie mogła powiedzieć, że miała go w swoim życiu za mało. Po prostu wydawało jej się, że obie chcą tej samej spontaniczności. A może jednak potrzebowały inaczej? Może zaczynały się gdzieś rozmijać? Albo to głowa Darling płatała jej figle, albo naprawdę wszystko zaczynało jej się mieszać.

April Finch

ain't no alibi like being true, like you and i do

: pt lip 24, 2026 5:04 pm
autor: April Finch
Nie chciała strzelać, jak narzeczona zareaguje na te wszystkie słowa, które same uciekały z jej ust. Miała nadzieję, że odnajdą szybko wspólny język, dogadają się i nie będą musiały się martwić takimi drobiazgami. Ich uczucie było przecież nieporównywalnie silniejsze niż takie drobne potknięcia. Z drugiej jednak strony takie szczegóły potrafiły urosnąć do niesamowitych rozmiarów i stać się bardzo bolesną zadrą na ich wspólnym pożyciu. Finch trudno było na to wszystko nie patrzeć w dość katastroficzny sposób. W jej głowie drobiazgi bardzo szybko zamieniały się w olbrzymie tragedie. Dotarcie od drobnej sprzeczki do rozwodu zajęło jej przecież tyle, co powrót do domu ze stadionu. Nie byłoby niczym dziwnym, gdyby w trakcie ich rozmowy nagle jej umysł uznał, że Teddy zdążyła ją też w międzyczasie znienawidzić.
Uśmiechnęła się słabo, gdy narzeczona się do niej zbliżyła i objęła w pasie. Serce na moment wróciło do normalniejszego rytmu, udało jej się wziąć normalny oddech – przez chwilę zrobiło się po prostu lepiej. To na pewno nie wystarczy, by załagodzić sprawę, ale był to dobry początek. Potrzebowały czegoś takiego, żeby się rozkręcić.
— Ale czemu rutyna? Jesteśmy ze sobą od pół roku. — Spojrzała na strażaczkę nieco skołowana. Nie podejrzewała, że ich relacji może dotyczyć coś takiego aż tak szybko. Wiadomo, że znały się pół życia, ale to nie powinno się liczyć w ten sposób. Moment, w którym się zeszły, był przecież nowym początkiem. Ich relacja zmieniła się na tyle, że nie liczenie ich czasu od nowa było trochę dziwne. A nawet jeśli zakładać, że liczy się to od dnia, w którym się poznały, to przecież przez ostatnie miesiące zachowywały się zdecydowanie inaczej niż przez ostatnie piętnaście lat. Czy to oznacza, że wszystko zaczynało się już Teddy nudzić? Finch spowszedniała jej aż tak szybko? Tego też się totalnie nie spodziewała. Ciągle czuła między nimi niesamowitą energię i ani razu nie nudziła się w towarzystwie narzeczonej. Obie starały się, żeby raz na jakiś czas udać się na jakąś wyjątkową randkę, dbały o to, by prawić tej drugiej komplementy i przypominać sobie, że się kochają. Seks – w opinii April – też był świetny. W czym w takim razie był problem?
Słuchała jej tłumaczeń i z każdym kolejnym słowem była coraz bardziej zaskoczona. Z tego całego szoku przynajmniej odechciało jej się płakać. Musiała skupić się w pełni na komunikatach, które starała się przekazać jej strażaczka. To ważne, by się teraz zrozumiały.
— Ale poczekaj, o czym ty mówisz? Przecież z tobą też lubię i przecież... — zawiesiła głos i przygryzła dolną wargę, żeby nic więcej się z jej ust nie wymsknęło. Chciała zacząć wymieniać wszystkie razy, w których ich życiem zawładnęła spontaniczność i to nie tylko ta oparta na seksie. Jej zdaniem było tego całkiem sporo, a dzisiejszy wieczór był jakimś wyjątkiem, do którego zresztą powinny obie mieć prawo. Raz na jakiś czas nawet April potrzebowała lepszych warunków, by móc się totalnie zatracić w danej sytuacji. Wiadomo, że była łatwa, ale z drugiej strony, była też tylko człowiekiem. Darling jednak nie chciała o tym wszystkim rozmawiać, co zdecydowanie utrudniało próby dalszej komunikacji. Nie chciała jej zmuszać i ciągnąć za język, żeby jej nie spłoszyć. Powinny rozmawiać na uczciwych warunkach, a nie takich, które pasują tylko April. Potarła nerwowo kark, zastanawiając się, czy jest w stanie wybrnąć z tej sytuacji z twarzą.
— No... dobrze. Nie musimy o tym rozmawiać. To jeszcze raz, co mam robić? — Wyciągnęła rękę i sięgnęła po jedną z deseczek, które miały posłużyć za ramy dla siatki. Zdecydowanie musiała się czymś zająć, jeśli miała spróbować odciągnąć myśli od tego wieczoru.

teddy darling