chyba coś Ci się słownik popsuł bo chciałaś napisać ZAJEBISTY
Rower crossowy to uniwersalny jednoślad łączący cechy roweru górskiego (MTB) oraz szosowego, stworzony do szybkiej jazdy po zróżnicowanych, ale niezbyt trudnych terenach - masz opis z jakiejś stronki. Mogę też Ci foto takiego cacka wysłać
pf, oczywiście że wyobrażam. rower to nie nie wiem... hulajnoga
NO PO PROSTU IDĘ JUŻ. BIEGNĘ NAWET!
Eric przez chwilę jakby analizował usłyszane słowa, a następnie - po kilkunastu sekundach - skinął głową.
- Niech Ci będzie. Teraz mógłbym zarzucić tekstem, czy bolało jak spadałaś z nieba…. - rzucił, parskając śmiechem i przypominając, jak niejednokrotnie go czytał lub słyszał jak goście mówili tak do dziewczyn.
Rizz pełną gębą.
- Ale ponieważ jesteś moją przyjaciółką, to zapytam, czy bardzo się potłukłaś, bo jak nie, to może powinnaś spaść jeszcze raz.. - dokończył swoją wypowiedź, posyłając River uśmiech, świadczący, iż ABSOLUTNIE nie mówił tego na poważnie.
Uważnie wysłuchał propozycji albo raczej rad a propos zakupów. Opcja numer dwa była tą, którą rozważał w największym stopniu.
- Dobra, jakoś to ogarnę. - odparł, machając ręką, bo nie było to coś o wysokim priorytecie. Znaczy, wiadomo, zakupy były WAŻNE, kiedy lodówka świeciła pustkami i to samo tyczyło się szafek.
Spojrzał na River, zdając sobie sprawę, że nie ucieknie od tego tematu, który, dotyczył akcji sprzed niedawna. Nim otworzył usta, przeczesał dłonią włosy.
- No cóż… po prostu za dużo wypiłem, znaczy… dobrze wiesz, że gdy dużo pijesz, chce Ci się siku, nie? Normalna sprawa. - zaczął, postanawiając wykonać subtelne wprowadzenie - bo bądź co bądź, gdyby nie poszedł w krzaki, nie zostawiłby telefonu na ławce.
- No także poszedłem w krzaki i okazało się, że były mojej dziewczyny postanowił przywłaszczyć sobie mój telefon. Nie, nie zablokowałem go, więc nie musiał zgadywać hasła. Po powrocie, zobaczyłem jak typ stoi z moim telefonem. Wkurwiłem się i zacząłem nawalać pięściami, znaczy… wyszłoby to lepiej, gdybym wypił nieco mniej… byłem nawet gotów go dźgnąć scyzorykiem, ale ostatecznie ucierpiała moja bluza… - wyjaśnił zgodnie z prawdą, wymachując ręką tak jak wtedy, kiedy trzymał w niej scyzoryk - wyglądał trochę jak dyrygent z batutą, brakowało tylko śpiewających mew... Po chwili przeniósł wzrok na jezioro, nabrał powietrza i kontynuował:
- Nagle przyjechał mój brat i uwaga… skuł mnie. W kajdankach jechałem na komisariat, jakbym chuj wie co zrobił. Znaczy podobno zakłócałem spokój, bla, bla, bla… ludzie się bali, bla, bla, bla…. - kontynuował, przypominając - albo raczej próbując sobie przypomnieć otrzymane zarzuty - choć jego zdaniem były BEZPODSTAWNE.
- Jak się okazało, to moja dziewczyna zadzwoniła na policję i oprócz tego, ten pajac, w sensie, były Shereen, wypisywał do niej z mojego telefonu i wysłał zdjęcie, jak leżę na ziemi. Przestraszyła się, co całkowicie rozumiem. - odparł, przechylając małą puszkę i biorąc kilka łyków piwka o małej zawartości procentów.
- Ostatecznie musiałem sprzątać kuchnię, bo Sher postanowiła rozjebać mi butelki z alko. Zostawiła tylko jakieś z limitowanych edycji. - dodał jeszcze, uważając, że ta informacja mogła interesować River. Nie wiedział, jak długo da radę być
abstynentem, ale wiedział, że nie zależało mu na powtórce z rozrywki. Poza tym, to, że za pierwszym razem, ostatecznie wszystko dobrze się skończyło, nie oznaczało szczęścia przy kolejnej konfrontacji.
- Też miałaś ostatnio jakiś przypał? - spytał po dłuższej chwili,unosząc brew i obracając puszkę w dłoniach, będąc ciekaw, czy River rozleje im tu zaraz jakąś dobrą herbatę, czy będą głównie dyskutować o tym, co on odjebał.
rzeka która NIE jeździ na crossie (a szkoda)