Strona 1 z 1

Left all these broken parts Told me I'm better off

: pt lip 24, 2026 11:44 pm
autor: Audrey LeBlanc
Jak zaczęli szukać osoby, która pomoże dla starszej pani od razu się zgodziłam. Nawet nie słuchałam o co dokładniej chodziło. Liczyło się wyrwanie ze szpitala, nie chcę dalej pisać głupich papierków. Nie dają mi one radości z życia. Jedynie oddział dla dzieci to moja odskocznia, a wypady w karetce są czymś nowym. Coś, co jeszcze muszę naprawdę się nauczyć, a tego naprawdę chcę. Nie zważając na ryzyko i problemy, chce spróbować. Znaleźć swoje własne odpowiednie miejsce w medycynie. Może będę ratowniczką, a może lekarzem? Mam czas i możliwość na podjęcie tej decyzji, zwłaszcza jak parę tygodni temu dostałam papier na bycie ratowniczką i jeszcze większej pomocy dla ludzi.
Jak się okazało, muszę dostać się do niebezpiecznej dzielnicy. Samej mnie nie puszczą, po pierwsze zasady, a po drugie jestem nowa. Dodatkowo obawiają się również mojej matki, że może coś mi się stać. Nie chcę robić problemu, aby szukali dla mnie policjanta. Są ważniejsze sprawy, które potrzebują eskorty. Jedynie co zrozumiałam, że ma być on ze mną od początku do końca. Zareagować na coś nieodpowiedniego i zapewnić bezpieczeństwo. No, a kto jemu ją zapewni? Potrafię użyć gazu i tak bym zrobiła, jeśli musiałabym to zrobić. Mam jeszcze skalpel jest ostry, też nam pomoże.
Wysiadłam z karetki i obserwowałam jak odjechała. Miałam tylko stać i czekać, aż ktoś mnie odbierze. Mam tylko szczerą nadzieję, że nie trafię na brata Erica. Jakoś po ostatnim, nie chcę jeszcze bardziej mieszać naszej relacji? Trudno to określić, jeśli jest on chodzącym burakiem, który jest za bardzo pewny siebie. Z drugiej strony, jest duża szansa na niego. Podobno on się dobrze odnajduje w takich specyficznych dzielnicach. Sama nigdy w niej nie byłam, staram unikać się najgorszego zła. Raczej też nikt o zdrowych zmysłach, nie chciałby pomóc dla tej staruszki. Nie w takiej dzielnicy. Moje sumienie się odezwało i powiedziało, że trzeba coś z tym zrobić. I tak właśnie zrobiłam, stałam i czekałam jak okazało się po chwili na brata Erica. Przymknęłam oczy i policzyłam do trzech. Dlaczego nas połączyli, ostatnio też nie byli zadowolenia z naszych wymian słownych.
— Dzisiaj możemy liczyć tylko na siebie nawzajem. Liczę, że znasz tę okolicę, buraku — Mruknęłam. Jakoś jeszcze bardziej mi dziwniej, że jesteśmy tak ze sobą połączeni. Teraz na każdej imprezie, która będzie zrobiona przez kuzynkę, pewnie pojawi się on. Zresztą pewnie nie wie, że moja siostra też chodziła z jego starszym bratem. Czuję się jak w jakiejś parodii. Tylko kozłem ofiarny jestem ja, ponieważ zawsze wpadam na niego i jego ja wiem lepiej. — Możemy już iść, czy mam zdać tobie sprawozdanie? Pewnie uważasz mnie za idiotkę, niech tak będzie — Wydusiłam z wymuszonym uśmiechem na ustach. Machnęłam ręką, czekając aż da znak i ruszymy do biednej staruszki, która pewnie już na nas czeka.

Danielis Stones

Left all these broken parts Told me I'm better off

: pt lip 31, 2026 12:54 am
autor: Danielis Stones
seven

trigger warning
przemoc względem dziecka, wulgaryzmy
Eskortowanie ratownika medycznego — to było jego zadanie na teraz, bo informacja, że pod numer alarmowy została zgłoszona niebezpieczna sytuacja, do której doszło w jeszcze niebezpieczniejszej dzielnicy miasta, wpłynęła zaledwie kilka minut temu. Patrolował okolice West Humber-Clairville. Słyszał o zamieszkach nieopodal lotniska, o zorganizowanej grupie przestępczej specjalizującej się w rabunku i napadach z użyciem niebezpiecznych przedmiotów. Zgłoszenie również dotyczyło tej dzielnicy. Dokładnie mówiąc, jednej z kamienic, w której mieszkała starsza kobieta wraz z córką. Kobieta w średnim wieku wezwała pogotowie, ratownictwo poprosiło o dodatkową interwencję policji w celu zabezpieczenia medyków. A dokładnie jednego ratownika, którego musiał zgarnąć z pobocza obskurnej ulicy. Dlaczego wysłali w to miejsce żółtodzioba? To było pierwsze pytanie, które przemknęło mu przez myśl, gdy zatrzymując samochód, ujrzał oczywiście Audrey. Rozczarowanie przyszło jako pierwsze, a wraz z nim stuknięcie dłonią o kierownicę i złapanie trzech głębokich wdechów. Uważał się za cierpliwego, ale Audrey miała szczególny talent do testowania jego cierpliwości i wystawiania jej na próbę. Rozważał, czy w ogóle powinien wpuszczać ją do środka. Czy nie lepiej byłoby ją po prostu… Eskortować trzymając się bardziej z tyłu, niż obok niej. Miałby ją na oku, zrobiłaby swoje, a on mógłby się trzymać z daleka, bez wchodzenia w dodatkowe interakcje, które z reguły prowadziły donikąd. Dogadanie się z Audrey było trudne. Różnica temperamentów między nimi była zbyt duża, by mógł tak po prostu zacząć przebywać w jej towarzystwie w ciszy, bez rzucania zgryźliwych komentarzy. Oczywiście zamierzał się postarać, ale miał nadzieję, że Audrey przez swoją głupotę nie narazi ich na niebezpieczeństwo. Zaparkował samochód w pobliżu miejsca docelowego. Wolał nie rzucać się w oczy, zwłaszcza w dzielnicy owianej kiepską sławą.
— Cóż, księżniczko. Tym razem cię nie rozczaruje, znam ją doskonale i dlatego radzę trzymać się blisko — przestrzegł, zatrzymując się tuż obok niej. Zaskakująco blisko jak na kogoś, kto unikał spoufalania się. Musiał odsunąć na bok swoje przekonania, bo był na służbie. Odznaka, mundur przysłonięty wiosennym płaszczem, broń i ciężkie buty — poza nimi nie było tutaj nikogo, kto mógłby się doczepić o nieodpowiedni ubiór. Audrey nie należała do osób przestrzegających procedur, więc mógł pozwolić sobie na odrobinę luzu, nawet jeśli nie było to szczególnie zgodne z jego światopoglądem. Wyminął ją, wyciągając z kieszeni papierosa, którego wsunął do ust. Przechodząc, szturchnął ją specjalnie ramieniem, nawet na nią nie spoglądając.
Wieczór był chłodny, dzielnica – nieprzyjemna. Do uszu Audrey i Stonesa dochodziły dźwięki wydawane przez samochody i szum startującego samolotu ze znajdującego się w pobliżu lotniska. Danny milczał, popalając fajkę. Tylko żarząca się końcówka papierosa zdradzała ich obecność i — być może — Audrey, jeśli zachowywała się głośniej. Stones na czas ich wspólnej pracy przyjął taktykę ciszy. Nie zamierzał odzywać się do niej, dopóki nie musiał tego robić. Życie było łatwiejsze bez zbędnego biadolenia. Nie ufał tutejszym mieszkańcom, dlatego zachowywał czujność. Zarówno wtedy, gdy szli chodnikiem w stronę kamienicy, która była tuż obok, jak i wtedy, gdy po przekroczeniu klatki schodowej, dobiegł do niego dźwięk podniesionych głosów. Mężczyzna podnoszący głos używał wulgarnych słów, jak się okazało — w kierunku małej dziewczynki. Spojrzał pytająco na Audrey, prostując rękę na wysokości jej klatki piersiowej, by zagrodzić jej drogę, gdyby chciała rzucić się na nietrzeźwego mężczyznę z łapami, bez zdolności samoobrony.
— Bądź cicho, okay? Podejdziemy bliżej, ale nie rzucaj się na niego, jakbyś była nawiedzona. Jesteś moim wsparciem, więc trzymaj się z tyłu. Odwrócę jego uwagę, ty zajmij się dzieckiem — przestrzegł ją cichym tonem i spojrzał na nią poważnym wzrokiem, układając dłoń na spoczywającej za pasem broni. Wyszedł z kamienicy jako pierwszy, starając się nie zwracać na siebie uwagi. Wkurwiali go tacy ludzie, którzy uważali, że znęcanie się nad kimś słabszym i bezbronnym było sposobem na rozładowanie ich frustracji. Danny nie należał do zbyt wylewnych osób, szczerze gardził ludźmi, ale dzieci… Nie powinny cierpieć za głupotę dorosłych.
— Pewnie będziesz taka sama jak twoja matka dziwka! Po chuj wchodziłaś do tego pokoju, nie mogłaś zostać u siebie?! — krzyczał, szarpiąc płaczące dziecko za rękę. Jasnowłosa dziewczynka stała przerażona pod ścianą, przytulając swoją ulubioną maskotkę, którą próbował wyrwać jej facet, kimkolwiek był. Dziecko miało widoczne ślady otarć na rączkach i kolanach. Tyle zdążył wywnioskować Dan, zanim wyszedł zza rogu i wymierzył pistolet prosto w jego klatkę piersiową.
— Odsuń się od dziecka, W TYM MOMENCIE — wycedził przez zaciśnięte zęby, kiwnięciem głowy nakazując mężczyźnie odsunąć się od dziecka. Dziewczynka spojrzała przerażona na azjatę, zanosząc się głośnym szlochem.
— Kim ty kurwa jesteś, żeby mi mówić, jak mam traktować swoje dziecko?! Pierdol się — krzyknął, niemalże opluwając sobie brodę i spojrzał z wściekłością na policjanta. Stosując się do poleceń, uniósł dłonie do góry i odsunął się od dziecka.
— Tak ojcowie traktują swoje dzieci? Wow. Cieszę się, że nie mam własnych, ale mółbym się czegoś od ciebie nauczyć — odparł zuchwale.
To był sygnał dla Audrey, że powinna w tym momencie zareagować. Nietrzeźwy mężczyzna, najwidoczniej zaskoczony obecnością patrolu, postanowił się wycofać. Wtedy Danny zrobił kilka kroków w bok, odgradzając mężczyźnie drogę do dziewczynki i ratowniczki. W razie gdyby chciał zaatakować, musiałby usunąć z drogi przeszkodę. A Stones, jak nazwisko sugerowało, nie zszedłby mu z drogi tak łatwo.


Audrey LeBlanc

Left all these broken parts Told me I'm better off

: sob sie 01, 2026 11:37 pm
autor: Audrey LeBlanc
trigger warning
Przemoc względem dziecka, wulgaryzmy
No dobra, sama zaczęłam nadawać mu przydomek buraka. Nie sądziłam jednak, że on też mi jakiś nada. Teoretycznie jest ładniejsze, o wiele ładniejsze. Nawet w sumie mi się podoba, mogę być księżniczką. Najważniejsze jest, że jest dość znośny do zniesienia. Spodziewałam się czegoś innego po, nim, zwłaszcza jak na mnie zareagował. Może mówić w dość dobrym tonie, ale nie ukryje swojej miniki twarzy. Trzeba być naprawdę dobrym aktorem, aby to zrobić. No chyba, nim nie jest.
— Księżniczka? Dlaczego akurat takie słowo? Zresztą, jeśli to przez fakt, że pochodzę z bogatej rodziny… to też nie mam tak łatwo, nie jak uważasz. W szkole też mnie tak nazywali, ale bardziej się nabijali. Jednak lubię twój ton jak to mówisz — Na początku mocniej zacisnęłam palce na spodniach, patrzyłam się w chodnik. Szkoła bez kuzynki była nudna i okropna jednocześnie. Jednak nauczyłam się uśmiechać i pokazywać dobrą minę do złej gry. Nawet teraz lubię uciekać do swojego własnego świata. Tam, chociaż jestem Audrey, która nie jest kojarzona z matką i nie muszę ciągle być dobra oraz idealna. Na koniec swoich słów uśmiechnęłam się jak to zawsze robiłam. Szkoła minęła, ale księżniczka nie. Dalej jestem tą samą Audrey, ale teraz, chociaż bardziej pomagam dla ludzi. No i dodatkowo nie znają mnie do końca, przez co trochę łatwiej pracować i ryzykować papierek, który pozwala mi na wyjazdy w teren. Najwyżej wrócę przez swoją głupotę do pracy w samym szpitalu, licząc na szansę wyjazdu w teren.
Zmarszczyłam czoło, widząc, jak palił papierosa. Sama nigdy nie paliłam, nawet nie lubię tego zapachu i dymu. Rozumiem, że ludzie tak odreagują i potrzebują czegoś w swoim życiu. Jednak wolę mieć w miarę zdrowe płuca, a nie chore. — Możesz przy mnie nie palić? Proszę — Poprosiłam.
Pokiwałam jedynie głową na jego słowa, nie znam tej okolicy. Nie chcę ryzykować, wolę jeszcze żyć. Wystarczy mi już jedna akcja w szpitalu, gdzie jeszcze widać ślad szycia. Dlatego też postanowiłam pójść zanim, nic już nie mówiąc. Im szybciej to ogarniemy, szybciej wrócimy do swojego własnego życia. On do szarego, a ja pewnie do kolorowego. No powiedzmy, ale zupełnie inne niż jego. Zmarszczyłam czoło słysząc jego słowa do tamtego kolesia. Nienawidzę przemocy, zwłaszcza jak przelana jest na dziecko. Zacisnęłam mocniej palce w pięść. Starałam się nie pokazywać emocji, które chciały się pojawić na mojej twarzy. Wymusiłam za to uspokajający uśmiech, który powinien trochę pomóc dla małej dziewczynki. Widać, że nie chciała zrobić problemu. Chciała jak najbardziej, stąd uciec, aby schować się do swojego pokoju. Odczekać i pokazać się na oczy, jak on będzie trzeźwy. Szybko skierowałam się w stronę blondynki, która zaczęła jeszcze bardziej płakać. Kucnęłam na jej wysokość.
— Rany, jaki ładny miś, jak ma na imię? Sama mam podobnego, nazwałam go Rex — Spróbowałam zwrócić jej uwagę na siebie. Po chwili obserwacji zauważyłam zadrapania, które potrzebują oczyszczenia oraz sprawdzenia, czy nie wbiła sobie szkła. Cholernie dużo go tutaj, ale zakładam, że jej ojciec rzuca butelki wszędzie, gdzie to możliwe. — Jessy — Pociągnęła noskiem, nadal się bojąc. Założyłam rękawiczki i wyciągnęłam ręce w jej stronę. Dość szybko się odsunęła, pewnie to przez jej ojca. Pijaczyna jedynie ją stresuje, sprawia w niej większy lęk, niż nasza dwójka.
— Nie musisz się bać, widzisz tego pana? Wydaje się być nie miły, ale takiego udaje. Jest naprawdę miły, zadba o to, aby twój tatuś był grzeczny — Wskazałam na Azjatę, który był pewnie tak skupiony, że tego nie usłyszał. Sięgnęłam ponownie po jej rączki, miała tak dużo zadrapań. Jakby ktoś ją ciągnął po szkle. Sięgnęłam do torby, gdzie miałam gaziki i wodę do przemywania ran. — Jesteś dużą dziewczynką, prawda? Chwilę będzie boleć, ale przestanie — Wstrząsnęłam małą buteleczką i popryskałam rany. Na początku się kręciła, trochę krzyczała przy głębszych ranach. Sięgnęłam po plastry dla dzieci, były kolorowe. W szpitalu mnie z tego powodu wyśmiali, jednak na oddziale dla małych pacjentów, są one jak małe medale, które z dumą noszą. — Jesteś bardzo dzielna wiesz? Mogę zobaczyć twoją głowę? — Spytałam. Miała pełno plastrów, więcej niż bym chciała. Kiedy miałam sprawdzić jej głowę, uniosłam brew na pijaka, który dopiero zaczął ogarniać, że nie tylko policjant jest w tym pomieszczeniu.
— Kolejna dziwka w tym pomieszczeniu, pewnie tak samo łatwa jak matka tej tutaj — Wskazał na dziecko, które ponownie wróciło do ściany. Kątem oka zauważyłam, że zaczął się do nas zbliżać. Zdaje sobie sprawę, że Stones da sobie z nim radę, ale cholernie chcę tego dupka walnąć w krocze. Gdyby nie to dziecko, pewnie już bym to zrobiła. Obiecałam być też grzeczna, ale jest cholernie trudno.
— Jeszcze jeden krok w naszą stronę, a skończy się to źle — Znam ciało człowieka na pamięć, zwłaszcza punkt, który potrafi sparaliżować całe ciało. Może nazywać mnie jak chce, rzucać się w moją stronę. Jednak teraz najważniejsza jest ta mała dziewczynka, zwłaszcza wyciągnięcie jej z tej meliny. Miejsce tak zaniedbane i pełne szkła, nie można nazwać domem. To miejsce jedynie do przetrwania, nie dla dziecka.
— Trzeba będzie wezwać karetkę. Nie podoba mi się guz na jej głowie, tam będzie bezpieczna — Spojrzała jeszcze światłem w oczy małej pacjentki, zapisałam wszystko na swojej karcie. Była też chuda, więc zakładam też, że ten pijaczyna woli wydać wszystko na alkohol. Zresztą nie ruszę się z tego miejsca, aż nie zabiorę jej stąd. — Danielis niektóre rany nie są z dzisiaj, są z paru dni — Wstałam. Schowałam wszystko do swojej torby. Chuda, ubrania są podarte, siniaki, guz na głowie. Musi to robić od paru dni, wyżyć się na małym bezbronnym dziecku.
— Mam nadzieję, że pójdziesz do więzienia i nigdy z niego nie wyjdziesz. Takie śmiecie jak ty, nie powinny żyć na tym świecie — Syknęłam zdenerwowana. Czasem chyba powinnam trzymać język za zębami, ponieważ moje słowa go ponownie odpaliły. Niczym płachtą na byka, odsunęłam dziecko na bok. Nie chcę, żeby zrobił jej jeszcze więcej krzywdy. Jestem dorosła, mogę przyjąć ciężar i wszystko inne co on zrobi. Tylko nie spodziewałam się, że on się rzuci z taką agresją w moją stronę. Dobrze, że Danny jest obok, teraz tym razem wręcz liczę na jego reakcję. Nawet jeśli dalej będzie mnie nazywał księżniczką, cholernie to zaakceptuję. Tylko niech coś zrobi.
— Dziwko nie masz prawa tak do mnie mówić, trzeba nauczyć was waszego miejsca — Syknął.

Buraczek