Strona 1 z 1

Staying organized is so hard

: sob lip 25, 2026 10:16 am
autor: Shereen Winfield
15
]Staying organized is so hard


Urodziny Alexa — jak słusznie zostało zauważone na grupie, urodziny nie mogły odbyć się bez domówki, bo celebrować je zawsze należało. Udostępnienie mieszkania przez Erica rozwiązało problem z miejscówką, Jamie natomiast zaoferowała pomoc w zrobieniu tortu, a Shereen… Zamierzała zająć się organizacją. Miała już totalnie ułożony plan, w którym zawarła również dokładne sprzątanie domu, bo choć nie uważała, by ktokolwiek zwrócił uwagę na niewielką ilość kurzu, tak musiała to ogarnąć — i zaangażować Stonesa. Winfield, jako, że wszędzie było jej pełno, uznała, że wpadnie do Jamie na przygotowywanie tortu. Po pierwsze, pod okiem doświadczonej przyjaciółki będzie mogła nauczyć się czegoś nowego. Umiała piec jakieś podstawowe ciasta, ale z tortem nie miała okazji się zmierzyć. Po drugie, będą mogły spędzić wspólnie czas i ponadrabiać zaległości z życia, po trzecie, po prostu stęskniła się za Jamie. Chwilę po tym, jak zaproponowała, że wpadnie do Park, wymieniły kilka (albo kilkadziesiąt) wiadomości, dogadując między innymi godzinę spotkania i inne rzeczy. Shereen miała za sobą ogólnie czas pełen wrażeń. Od momentu pobytu w hotelu z kuzynką, Shereen zaczęła bardziej improwizować. Spontaniczną decyzją podjętą przez zupełny przypadek i kilka wiadomości, była przeprowadzka Erica, jeszcze wcześniej przygarnięcie kolejnego kota. Jak na razie niczego nie żałowała i miała nadzieję, że tak zostanie. Do kupowania składników na tort nie była zbyt wyrywcza — nie wiedziała, co kupić i obawiała się, że nawet jeśli dostałaby listę zakupów do ręki z wypisanymi szczegółowo rzeczami, mogłaby wziąć coś zupełnie innego. Podstawowe pojęcia owszem, znała, ale wolała uniknąć pomyłki.
Zanim wyszła z domu, sprawdziła jeszcze prognozę, żeby odpowiednio dopasować ubranie. Na zewnątrz świeciło słońce, zawiewał lekki wiatr — termometr wskazywał dwadzieścia pięć stopni, czyli temperaturę idealną na założenie dłuższych spodni i zarzuceniu bluzy na luźny t-shirt. Nie nakładała makijażu, wychodząc z założenia, że przecież nie musiała zawsze tego robić, a poza tym zmarnowałaby tylko czas; udało jej się go wykorzystać na dojazd do mieszkania Jamie. Zaparkowała swoją corolle w miejscu do tego przeznaczonym, licząc na to, że nie dostanie mandatu, bo okaże się, że wcale nie jest aż takim dobrym kierowcą, jak zakładała. Zapukała do drzwi mieszkania Jamie, choć z początku, odruchowo chciała po prostu otworzyć drzwi. Zerkając na klamkę, uznała, że zachowa się kulturalnie i poczeka grzecznie na przyjaciółkę. Dopiero gdy zobaczyła w progu Jamie, przytuliła ją mocno na powitanie.
— Jak do ciebie wchodzę, to zawsze pachnie jak w cukierni. Chyba już przesiąkłaś tym zapachem — rzuciła luźno. Uwielbiała zapach domowych wypieków. U niej w domu pachniało głównie praniem i jakimiś zapachami patyczkowymi, perfumami i mieszanką kilku różnych aromatów. W zależności od tego, czego akurat używała — wiadomo. — To ile tematów mamy dzisiaj do omówienia? — zapytała, nawiązując oczywiście do tych innych tematów, niż urodziny Alexa. Była ciekawa, co działo się w życiu Jamie; wakacyjny romans Park był z jedną tych rzeczy, które naprawdę ją ciekawiły. Podobnie jak inne szczegóły z jej życia.

Jamie

Staying organized is so hard

: sob lip 25, 2026 12:55 pm
autor: Jamie Park
Drzwi do mieszkanka Jamie były tuż obok drzwi wejściowych do cukierni. Chwilkę trzeba było zaczekać, zanim Reen usłyszała kroki na schodach. Dobrze, że były umówione, bo inaczej Jamie siedziałaby w kawiarni, pewnie nawet mając wolne, bo zawsze mogła coś pomóc albo czegoś dopilnować. Na szczęście odkąd Clem z nią pracowała i nic nie spłonęło przy okazji wakacji, Jamie coraz bardziej ufała jej na tyle, że mogła zostawić lokal pod opieką nowej przyjaciółki.
Tym razem jednak kroki na schodach nie były lekkie i pospieszne, przypominające trochę taniec, jak zwykle to wyglądało. Były spokojne i na tyle ciche, że gdyby nie skrzypnięcie dawno zapomnianej deski, która wołała o czyjeś silne, męskie ręce, by ją naprawić, Reen pewnie nie usłyszałaby schodzącej cukierniczki.
Drzwi się otworzyły i przywitał ją uśmiech oraz nieco podpuchnięte oczy Jamie. Uśmiech inny niż zwykle. Niby ciepły i szczęśliwy, że widzi przyjaciółkę, ale nie tak radosny jak zazwyczaj.
- Mieszkam nad cukiernią, a wentylacja od zawsze była tutaj słaba... - powiedziała, podciągając ramiona pod same uszy, a potem przytulając Reen, kiedy już weszły po wąskich schodach na górę.
Ubrana była w o wiele za dużą męską bluzę z kapturem. Miała na sobie legginsy i była boso. Ale stopy nie pyszniły się kolorem lakieru, jak zwykle bywało w przypadku Jamie. Dłonie też nie były pomalowane. Podobnie cukierniowy zapach... Unosił się w powietrzu, ale nie od niej. Reen chyba nigdy nie widziała Jamie, która nie użyłaby perfum. Ta zawsze traktowała je jak element ubioru.
- No przede wszystkim, co lubi Alex. - zaczęła, podchodząc do aneksu kuchennego, żeby przygotować ulubioną kawę dla Sher. - Owoce? Żelkowe robaki? Myślałam o biszkopcie przekładanym kremem maślanym z owocami. Ale nie wiem, czy to nie za bardzo dziewczyńskie? Weselne?
Posłała blady uśmiech przyjaciółce, zawieszając pytanie w powietrzu.
- Może jagody? - zaproponowała. - Chciałabym, żeby miał frajdę z tego tortu.

sis<3